Powstaje, kiedy królowe ściągają korony i zakładają ordynarne kapelutki. W razie wątpliwości - ten blog piszą DWIE osoby: Regina i Jolanta.
Blog > Komentarze do wpisu

*Cztery wesela, powódź i walka w kisielu*

 

Własniem sobie uświadomiła, że nic wam nie mówię o moim weselu. Prawda, że jesteście ciekawi tego tematu? No ja jestem.

Otóż ślub i wesele będzie zuuuupełnie inne niż wszytskie. Zuuuuupełnie. I nie, nie będę Xeną wojowniczą księżniczką (hmmm, to nie jest zły pomysł...), ani nie będziemy się z Panem M mordować piłami mechanicznymi. Po prostu wszystko jak na razie zmierza do totalnej prowizorki, ale prowizorki wedle naszego pomysłu.

No bo jak tak popatrzymy, to slub już w lipcu, a my w sumie jesteśmy trochę w dupie (prawda, że trochę jesteśmy Panie M?). Jedyne, co jest to lokal, poł sukni, garnitur bez koszuli, zamówienie na placki i zamówienie na obrączki (które pewnie i tak będą trójkątne a nie okrągłe i srebrne a nie złote, bo tak podobno się dzieje przed ślubami - jubilerzy dostają amoku).

Zaproszenia, które w pocie fotoszopa sama tymi ręcami i tymi głowami wymyśliłam i zrobiłam (są rewelacyjne, mówię wam) też narobiły problemów. Otóż tydzieś temu pani w drukarni była rzekła, ze wszytsko będzie ok, ze da się, że super, że oj aj waj i coś jeszcze. Po czym oddane do druku we wtorek przeczekały tam do środy wieczorem, kiedy to drukarnia zadzowniła i obwiescila radosną nowinę, że pierwszy raz od 10 lat zepsuła im się maszyna i nie wydrukują, że może w piątek a może nie.

A w czwartek był kataklizm, tak? Czyli święto. Wszytsko zamknietę, łącznie z windami i wejsciami na klatki schodowe (budynki tez chcą miec wolne). Toteż czekałam cierpliwie do piatku rano, ażeby usłyszeć drugą radosna nowinę pani z drukarni, że serwisant nie dojedzie ani nawet nie dojdzie, więc mogą mi wydrukowac ...nic. A w piatek juz umówiona byłam z ciotkami (i białe koszule po sznurze szły, jak mówi piosenka).

No ale Jolka sie nie poddaje, więc poszła w deszcz, powódź, wichry i huragany szukac w piątek innej otwartej drukarni. Przeszła pół miasta i znalazła. Drukarnie, gdzie Pan nie dośc, że Jolkę opieprzył, że takie co to, to to nie nadaje sie do druku (ale za to był pod wrażeniem pomysłu , za co już go lubię :))) i , że poza tym jest piątek i oni tu nie będa siedzieć i w ogóle i że każdy klient tak mówi (to odpowiedź na moją konstatację, że jak będę wychodzic za mąż następnym razem, to juz przyniosę poprawny projekt).

Ale mowię panu, że jak nie będe mieć chociaz kilku zaproszeń dziś, to mi ciotki odjadą i kiedy ja im te zaproszenia dam, hę? No i sie pan wziął i zlitował i wydrukwał (swoja drogą, nie wiem o co mu chodziło, MISIE ten format zaproszeń podoba).

Tryumfalnie wyszłam z drukarni z zaproszeniami w liczbie 6 (słownie: sześć) i pognałam do rezydencji, co by się przygotować na spotkanie z ciotkami. A tu dzwoni Pan M i mówi, że zaraz będą go ewakuować, bo powódź, rzeka wylewa, wały pekają i, że dziś nici z ciotek. Jak nie urok to powódź.

Z wielką wodą nie wygrasz, więc ciotki i zaproszenia odłozone zostały na kiedyś tam. Powódź na szczeście nie przerwała wałów, ewakuacji nie było, ale był stres i nocne czuwanie (przy czym jeden z sąsiadów czuwał na wale mierząc linijką spadek poziomu wody).

A wracajac do wesela - to poza tym, nie ma nic. Z zespołem nie mogą sie od 2 miesięcy spotkać, bo zawsze jak ja jestem tu, oni są tam i vice versa. Goście zza granicy nie odpisują i nie wiem, czy będą czy nie. Wódki nie ma (to pewnie nie będą :)). Noclegów mam trochę mało, chociaż noclegów nigdy nie jest za mało, bo zwykle wychodzą rano i unoszą się nad terenami podmokłymi, niosąc na barkach swojego guru - Obiada. Pomijam już fakt, że nazwisko wybrałam pod presją czasu i ponaglającego wzroku pani z urzędu, oraz, że podpisałam w urzędzie wiele papierów, ale żadnego nie przeczytałam bo byłam zamroczona faktem, że nie będę ci juz panienką!

No i nie mam świadkowej! I tu zakończę moją pasjonującą opowieść zaproszeniem na wydarzenie roku, czyli

WALKĘ W KISIELU

Regina Falangi versus Królowa Halszka

JUŻ W PRZYSZŁĄ NIEDZIELĘ!

tylko na www.kapelutki.blox.pl

JOL.

sobota, 05 czerwca 2010, kapelutki

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2010/06/05 11:00:54
lepiej od razu ogłoś, że to ja będę świadkową, bo Halszka nie ma szans ze mną w kisielu :P
-
2010/06/05 11:30:15
No ale z nazwiskiem to chyba miałaś jakiś ograniczony wybór, a nie strzelałaś w ciemno z książki telefonicznej, nie? Bierze się monetę i się rzuca, easy:)
-
2010/06/05 11:36:02
no i mam nadzieję, że nie ukradłaś "mojego" - Księżna Konsuela Bananowy Hamak :P

//RE
-
2010/06/05 12:17:44
Regino, chyba mnię nie znasz - jestem ostatnią osobą, która ukradałaby komus pomysł. Raczej zabijam za kradzież moich :P
z co do wyboru nazwiska - miałam AŻ trzy mozliwości i do żadnej nie jestem stuprocentowo przekonana. szkoda, że Pan M. nie nazywa się Jackman :/
-
2010/06/05 20:26:22
hmm, to w końcu jesteś: Jolanta z Chudowa, Jolanta z Chudowa - M., czy Jolanta M.?
-
2010/06/06 09:20:27
M
-
2010/06/06 10:39:17
"Jolanta M" - ale fajnie :)
-
2010/06/06 10:46:26
prawie jak Magda M. prawie :)
-
2010/06/06 13:40:55
ale chyba masz świadomość, że my będziemy się do ciebie zwracać per "z Chudowa"?
-
2010/06/06 14:00:50
Trzy możliwości, czyli:
1) orzeł
2) reszka
3) jak stanie na kancie

można jeszcze dorzucić
4)jak zawiśnie w powietrzu.
-
2010/06/07 22:37:16
Ja nie miałem problemu z wyborem nazwiska :)
I jestem pod wrażeniem jak w ciągu paru minut w sąsiednim pokoju pani z Urzędu ustaliła że nie jesteśmy spokrewnieni do 3 pokolenia wstecz.
-
2010/06/08 11:46:39
A to trzeba aż tak bardzo nie być spokrewnionym?
-
2010/06/08 19:52:32
moim zdaniem powinno być nawet bardziej. no bo jak to tak? z kuzyyynem? :/
-
2010/06/08 22:55:37
Mi się wydawało, że wystarczy nie mieć wspólnych dziadków, ale może coś porąbałam.
PustaMiska - akcja charytatywna


Hej, jesteśmy na Facebooku:

Jolanta z Chudowa

BBC Radio
Fajnie mówią "Agnijeska Ratłanska"

*UWAGA! ACHTUNG! ATTENTION!*
Jakby co, piszta tu:
kapelutki[maupa]gazeta.pl