Powstaje, kiedy królowe ściągają korony i zakładają ordynarne kapelutki. W razie wątpliwości - ten blog piszą DWIE osoby: Regina i Jolanta.
Blog > Komentarze do wpisu

*KONIEC ŚWIATA! Już w najbliższą sobotę!*

 

Pamiętam jak rok temu, będąc jeszcze w Katarze, rozmawiałam z moją uroczą koreańską koleżanką Hyeju o końcu świata. Nie tym najbliższym sobotnim, a tym następnym, który ma być w przyszłym roku. Zastanawiałyśmy się, co chciałybyśmy jeszcze zrobić przed jego nadejściem. Nic ciekawego nie przyszło nam do głowy. Zgodnie uznałyśmy, że jesteśmy nudne, nie mamy planu na najbliższe dwa lata, nie mówiąc już o CAŁYM życiu, nie mamy celu, nie mamy nawet marzeń, więc koniec końców może to i lepiej, że świat podejmie za nas decyzję i się rozpuknie. Teraz widzę, że może nawet stanie się to wcześniej, niż nam się wtedy wydawało.

Amerykański naukowiec, znany także w niektórych kręgach chrześcijańskich jako kaznodzieja – Harold Camping, wyczytał sobie z Biblii, że oto stoimy u progu zagłady. Dnia 21 maja bowiem w każdym kraju świata o godzinie 18 ma dojść do wielkiego trzęsienia ziemi, które zapoczątkuje półroczną apokalipsę. Słońce się zaćmi, ziemia się zatrzęsie, wszystko się zatrzęsie, wszystko się spełni, wszystko się skończy. Nie będzie bandyctwa, nie będzie złodziejstwa, nie będzie niczego! Całkiem przyjemna perspektywa w sumie. Co natomiast, gdy tak się nie stanie?

Jeśli w niedzielny poranek słońce jednakowoż jak zwykle wstanie leniwie, a ludzie jak zwykle leniwie przewrócą się na drugi bok w swoich łóżkach, to prorok Harold (l. 89) będzie musiał żyć z piętnem pomyłki aż do śmierci. Na szczęście w jego przypadku prawdopodobnie nie potrwa to zbyt długo. A na jego grobie pewnie złotymi zgłoskami napiszą takie epitafium:

Tu Harold Camping leży

Który przez całe swe życie

Jeno w koniec świata wierzył.

 

Niektórzy ludzie są śmieszni. Chcą, żeby wszystko było spektakularne. A jeśli nie wszystko, to przynajmniej koniec świata, żeby taki był – wartkie pościgi, wielkie wybuchy, żeby było masowo i krwawo. Dlaczego? Bo wtedy strach przed śmiercią będzie uzasadniony? Nikt nie myśli o tym, że śmierć czyha na niego na każdym kroku, za każdym węgłem. Że serce można przestać mu bić lada moment i praktycznie bez powodu. Że może się przy śniadaniu zadławić liściem sałaty, a idąc do pracy przez park może zostać staranowany przez stado wściekłych wiewiórek, na które – jak potem wykaże sekcja zwłok – akurat miał uczulenie. Albo że może zginąć tak banalną śmiercią jak niegdyś mój kot Elegancik, który wyszedł z domu tylko na chwilę, na małe polowanie, ale już nigdy nie wrócił, bo dokonał żywota pod kołami ciężarówki i post factum daleko było mu do elegancji.

Nawet jeśli wielebny Camping ma rację i w sobotę czeka nas wielki początek końca, i tak całą tę jego akcję z szukaniem latami konkretnego dnia uważam za bezsens. Bo niby po co komu to wiedzieć? Co to da? To tak, jakby za wszelką cenę, tracąc pieniądze, czas i energię, starać się dociec daty własnej śmierci. Harold, WHY? Z jakichś dziwnych ewangelizacyjnych względów? Że niby jak ogłosi, że oto Bóg już prasuje sędziowską togę, a Czterej Jeźdźcy odpalają swoje konie, to grzesznicy nagle uderzą się w pierś, wystrzelą w Stwórcę Aktem Strzelistym, założą na grzbiet włosienicę i zaczną samobiczowanie? Każdy, kto wierzy w Boga i w niebo, w mniejszym lub większym stopniu żyje tak, żeby kiedyś do tego nieba trafić. Zwłaszcza jeśli ma świadomość, że może zostać usieczon przez kostuchę całkiem nieoczekiwanie.  A ktoś, kto nie wierzy lub bardziej niż życiem wiecznym jest zainteresowany życiem teraźniejszym, do czego ma absolutne prawo, od kilku plakatów ostrzegających o Bożym sądzie raczej się nie nawróci. Tym bardziej, że Harold Camping na pytanie, gdzie w Biblii jest napisane, że koniec świata nastąpi 21 maja 2011 roku, odpowiada: „A gdzie jest napisane, że nie nastąpi?" Czy można dyskutować z taką argumentacją?

Gdy byłam małą dziewczynką, bardzo chciałam doczekać końca świata. Nie ze strachu przed śmiercią. Jak się ma kilka lat, śmierć jest czymś równie nieosiągalnym jak alkohol i papierosy – tylko dla dorosłych.  W dodatku tych najbardziej zaawansowanych w dorosłości pomarszczonych ludzi, którzy przeważnie umierają we śnie, albo siedząc na krześle pod orzechem, naturalnie, bezboleśnie, po cichu i spokojnie. Chciałam dożyć końca świata po pierwsze z ciekawości. Wtedy mogłabym sprawdzić, czy ciekawość to rzeczywiście jest pierwszy stopień do piekła. Po drugie (ważniejsze) domyślałam się, że jeśli kiedyś umrę, to świat i tak będzie trwał dalej i wtedy tyle rzeczy mnie ominie! Samolubnym dzieckiem byłam, nie ukrywam;)

W najbliższą sobotę o godzinie 18 zamierzam usiąść pod parasolką na rynku naszego pięknego miasta, zamówić drinka z palemką i zapalić papierosa. Zapewne dla niektórych będzie właśnie kończył się świat.

 

Czesław Miłosz

PIOSENKA O KOŃCU ŚWIATA

W dzień końca świata
Pszczoła krąży nad kwiatem nasturcji,
Rybak naprawia błyszczącą sieć.
Skaczą w morzu wesołe delfiny,
Młode wróble czepiają się rynny
I wąż ma złotą skórę, jak powinien mieć.

W dzień końca świata
Kobiety idą polem pod parasolkami,
Pijak zasypia na brzegu trawnika,
Nawołują na ulicy sprzedawcy warzywa
I łódka z żółtym żaglem do wyspy podpływa,
Dźwięk skrzypiec w powietrzu trwa
I noc gwiaździstą odmyka.

A którzy czekali błyskawic i gromów,
Są zawiedzeni.
A którzy czekali znaków i archanielskich trąb,
Nie wierzą, że staje się już.
Dopóki słońce i księżyc są w górze,
Dopóki trzmiel nawiedza różę,
Dopóki dzieci różowe się rodzą,
Nikt nie wierzy, że staje się już.

Tylko siwy staruszek, który byłby prorokiem,
Ale nie jest prorokiem, bo ma inne zajęcie,
Powiada przewiązując pomidory:
Innego końca świata nie będzie,
Innego końca świata nie będzie.

 

RE

 

PS. Kwestia końca świata i umierania nierozerwalnie łączy się z jeszcze jednym problemem. Pytaniem. Problemem w formie pytania. Czy istnieje życie po śmierci? Z pomocą przychodzą jak zwykle chłopcy z Brytanii. 


 

czwartek, 19 maja 2011, kapelutki

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2011/05/19 17:29:08
ja już nie chce konca swiata :(
-
2011/05/19 17:51:02
nie dramatyzuj. to nie koniec świata :)
-
Gość: boskawenus, *.is.net.pl
2011/05/20 21:53:15
Wenus do Lumberjacka: A wiesz, że jutro koniec świata?!
Lumberjack: O! To jeszcze musimy dziś do naszych pszczół zaglądnąć!
-
2011/05/21 00:06:17
Nie może być końca świata, bo nie widziałam jeszcze waszych pracowitych pszczół! :)
PustaMiska - akcja charytatywna


Hej, jesteśmy na Facebooku:

Jolanta z Chudowa

BBC Radio
Fajnie mówią "Agnijeska Ratłanska"

*UWAGA! ACHTUNG! ATTENTION!*
Jakby co, piszta tu:
kapelutki[maupa]gazeta.pl