Powstaje, kiedy królowe ściągają korony i zakładają ordynarne kapelutki. W razie wątpliwości - ten blog piszą DWIE osoby: Regina i Jolanta.
Blog > Komentarze do wpisu

*Łono mysiego Abrahama*

Ten wpis będzie trącił myszką. A nawet trzema. Buszującymi w gratach. Na moim strychu.

W zeszłym tygodniu obiły mi się o uszy jakieś dziwne dźwięki dobiegające z naszego strychu. Strychu, który – muszę się pochwalić – otrzymał niedawno zupełnie nowe schody łączące go z mieszkaniem. Ale do rzeczy. Albo raczej do dźwięków.  Było to coś na kształt szu szu szu połączone czasem z łubudu i potem znowu szu szu. Myślę SE: mysz. Albo kuna. Albo nietoperz. Albo wielki pająk. Małżonek głosem nie znoszącym sprzeciwu stwierdził, ze mysz i nie ma może być inaczej. A on się na tym zna, ponieważ wychował się na wsi spokojnej, wsi wesołej. No generalnie, że jest wsiokiem i myszy nie mają przed nim żadnych tajemnic.

Poszliśmy zatem wespół na strych stwierdzić  naocznie. Myszy nie było, ale nie było też suszących się na gazecie orzechów.  A więc mysz. Jako ludzie przepełnieni humanizmem i umiłowaniem natury długo debatowaliśmy, co z tym fantem zrobić. Jak przemówić myszy do rozsądku i przekonać ją, że jest co najmniej tuzin lepszych miejsc do życia niż nasz strych.  Jednocześnie jako kobieta przepełniona macierzyńskim trotylem, byłam gotowa – gdyby mysz ta zbliżyła się do mojego dziecka – eksplodować i rozerwać gryziona na strzępy.  Na szczęście małżowinek szczelnie zamknął wyjście na strych płytą regipsową i pudłami po pampersach, dlatego wizja myszy biegającej po przewijaku stała się nieco mniej namacalna.  

Następnego dnia tak się złożyło, że mi przypadło kupienie pułapek na myszy. Tak, wiem, to straszne . Też tego nie chciałam, ale małżowinek stwierdził, że albo my albo myszy i nie widzi innego sposobu pozbycia się gryzoni.  Byłam do tego stopnia niepogodzona z planem użycia pułapek, ale kupując je w Obi Łan Kenobi, musiałam wziąć też dla siebie coś na uspokojenie. Kiedy położyłam na taśmie dwie pułapki na myszy i Snickersa, kasjerka najpierw spojrzała na moje zakupy,  potem na mnie i dopiero po chwili wzięła się za kasowanie.  A co? Nie można łapać myszy na Snickersy?  Ale serio, my łapaliśmy na boczek.

No i niestety złapała się. Mąż wyniósł w pola. Ledwo wrócił a ze strychu dobiegło nowe szu szu szu.  Czyli,  że jest ich więcej.  Druga mysz powędrowała na łono mysiego Abrahama następnego dnia.  Mąż znowu wyniósł w pola. Wrócił, położył się na kanapie a ze strychu cap!.  Cóż, jak to się mówi… jak to się mówi?  Maż znowu poszedł w pola.  Na razie nie było nowego cap ani nowego szu szu, ale mamy oczy dookoła uszu.

No przykro mi, że tak się stało, ale jak inaczej wypędzić myszy ze strychu? Kot nie wchodzi w grę, bo to nie dom  tylko mieszkanie.  Trutki podobno są jeszcze gorsze. Łapanie ich do słoika i wynoszenie jest trochę kłopotliwe, zwłaszcza w punkcie „łapanie”. I ciekawe, czy pożarły coś poza orzechami. Np. moje buty... 

 

biała myszka

 

Jol. 

piątek, 08 listopada 2013, kapelutki

Polecane wpisy

  • *Joli braki*

    Dzien dobry, tu Jola. Weszłam po dluzszej nieobecnosci na Kapelutki i oko w łezce mi się zakrecilo, nie powiem, ze nie :( Zwłaszcza, jak przeczytalam wpis Re o

  • *Jprdl... kolejny wpis o pracy... *

    Dzien dobry, it is I- Jolanta. Zapomnialam hasla do bloga. Chcialam po latach stworzyc wpis zawiazujacy do starych, dobrych poczatkow Kapelutkow - czyli wpis pe

  • *You better work, b**** *

    Szaleństwo. Moje ostatnie miesiące, dokładnie pięć moge opisać jako totalne, absolutne szaleństwo. Pracuję w takim tempie, że obawiam się, że niedługo wyrośnie

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2013/11/09 07:40:46
Nie trzeba łapać do słoika - są specjalne pułapki, które nie zabijają mysiorów, tylko zamykają je w takiej metalowej skrzyneczce. Ja taką mam w domu od dawna i potwierdzam, że jest to jedyny humanitarny sposób pozbycia się gryzonia. A to że trzeba później taką mysz wynieść? Truchło też. Myszy odstrasza ni tylko kot, ale też róże intensywne zapachy, jak choćby lawenda, dzika mięta, oleander, dziewanna, dziki rumianek, liście pomidorów oraz spleśniała cytryna. Najlepiej jakby się u was na osiedlu zadomowił bezpański, dziki kot - nie że u was w mieszkaniu tylko żeby gdzieś na zewnątrz sobie zrobił melinę. Koty chodzą własnymi ścieżkami i tak. U mnie w okolicach biura łażą dwa takie dzikusy - nazwałam je Czarnuch i Buras, czasem rzucam im trochę kiełbasy z kanapki. Budynek stoi tuż nad rzeką (jak wiecie), a nigdy nie widziałam w środku czy w obejściu ani jednej myszy ni szczura. Koty też widuję raz na ruski rok. Wasz problem i tak niebawem sam się rozwiąże, gdy wybudują wam wszędzie na około bloki i nie zostawią nawet kawałka łąki.
-
Gość: Antonina z Korneliowa, *.is.net.pl
2013/11/18 11:28:22
Uwielbiam Cię Regina:)))))))))))))))))))))))))) Zawsze tak przygotowana merytorycznie! Tak jest! Najbardziej podoba mi się dziewanna, zwłaszcza, że nie wiem co to zum Teufel jest:))))) Ale nie brzmi zachęcająco;-) Napisz co tam u Ciebie... Mam nadzieję, że wszystko wyśmienicie! Cmok

PustaMiska - akcja charytatywna


Hej, jesteśmy na Facebooku:

Jolanta z Chudowa

BBC Radio
Fajnie mówią "Agnijeska Ratłanska"

*UWAGA! ACHTUNG! ATTENTION!*
Jakby co, piszta tu:
kapelutki[maupa]gazeta.pl