Powstaje, kiedy królowe ściągają korony i zakładają ordynarne kapelutki. W razie wątpliwości - ten blog piszą DWIE osoby: Regina i Jolanta.
Blog > Komentarze do wpisu

*Nie lubię Wszystkich Świętych*

 

Wszystkich! Bez wyjątku! ;)

Żarcik. Oczywiście mam na myśli dzień. Nie lubię tego święta. Przeraża mnie. Przerażają mnie te chryzantemy. I znicze. Nie mam nic przeciwko chryzantemom - u mojej babci w ogródku zawsze kwitły jesienią i raczej dobrze mi się kojarzą. Podobają mi się. Lubię je. Ale 1 listopada ich zapach mnie mdli. A światło zniczy oślepia. Pewnie ze względu na ilość.

Daleka jestem od rzucania oskarżeń, że ludzie pamiętają o zmarłych tylko jeden dzień w roku. Więcej, uważam, że to nieprawda. Na cmentarzach, na których spoczywają moi krewni groby są zadbane, a opuszczone i zapuszczone mogiły zdarzają się sporadycznie. 

1 listopada ma wywoływać emocje. Jak niektórzy mawiają ZADUMĘ. U mnie wywołuje depresję - pomimo przecież, że to święto radosne, święto wszystkich zbawionych. Nic na to nie poradzę, że mnie dołuje. Tak sobie myślę, że to i tak lepsze niż kompletny brak emocji, który oznaczałby, że zapewne sama już nie żyję. 

Przytłaczająca ilość wszystkiego mnie razi, ale nie w sposób, w jaki razi osoby antypatycznie nastawione do kościoła ;) Nie wywołuje we mnie chęci krytykowania (oprócz tematu lansu cmentarnego, o którym pisałam w zeszłym roku*). Tak to już było u zarania dziejów chrześcijaństwa (ale i innych religii, też pogańskich), że ludzie gromadzili się, aby świętować. Dziś też tak jest. I w sumie jest to fajne. W kupie siła. Kupy nikt nie ruszy. W kupie przyjemniej się świętuje. A żeby robić to należycie trzeba najpierw ogarnąć przybytek (łącznie z myciem okien i praniem firanek), napełnić lodówkę po brzegi i zrobić trwałą ondulację. I uważam, że to jest pozytywne zjawisko. Każdy ma prawo od czasu do czasu poczuć się odrobinę luksusowo. A wszelkiej maści święta są do tego świetną okazją. Dają pretekst do tego, aby się ogarnąć - przynajmniej w kwestiach fizycznych. A jak dobrze pójdzie to czasem także w metafizycznych.

Ale w sumie sama nie wiem, czy mam rację. Od kilku lat jestem deczko heretycka w poglądach ;)

Wszystkich Świętych przeraża mnie bardziej niż inne święta z powodu zamkniętych sklepów. W moim domu nie ma zwyczaju świętowania w tym dniu przy bigosie albo winie (żałuję) i niestety rodzice zawsze siali cmentarną atmosferę "ponurego zamyślenia" niż "radości i chwały zbawionych". Stąd lodówka nie jest przeładowana jak na Boże Narodzenie, Wielkanoc, czy choćby odpust parafialny. W związku z czym co roku dopada mnie "syndrom zachcianki". Normalnie zachcianek żywieniowych nie miewam. Jak jestem głodna to zjem pajdę chleba ze smalcem i czuję się usatysfakcjonowana. Nie robię specjalnych zapasów, bo nigdy nie wiem, kiedy zachcianka przyjdzie i czego akurat będzie się domagać, a pojawia się a tyle rzadko, że niektóre produkty uległyby przeterminowaniu lub po prostu zjadłabym je z nudów lub wrodzonej niechęci do kwestii marnowania jedzenia. Kiedyś na przykład miałam fazę na Toffifee. Chociaż wcześniej jadłam to coś może raz w życiu. Nic - musiałam zwlec się z wyra i o 22.00 i po krótkiej acz wyczerpującej walce wewnętrznej pojechać do całodobowego po Toffiffee. Miałam szczęście bo nie był to 1 listopada. 1 listopada, jak wiadomo, większość sklepów jest zamknięta. I wtedy właśnie wtedy napada mnie najgorsza, największa i najstraszliwsza zachcianka. Co roku. A ja co roku wije się jak węgorz i bobruje kuchenne szafki w poszukiwaniu substytutu. Zawsze bezskutecznie.

Nauczona doświadczeniem udałam się wczoraj późnym popołudniem do marketu w celu zgromadzenia zapasów. Jako że nigdy nie potrafię przewidzieć zachcianek wzięłam artykuły pierwszej potrzeby (czyli takie, które przeważnie są zachcianką, a jeśli nie, to całkiem dobrze sprawdzają się jako jej substytuty) - dwie czekolady (białą i nadziewaną), dwa Snickersy, dwa opakowania orzechów arachidowych w czekoladzie, wafelki, sok pomarańczowy oraz colę i cytrynę (do whiskey).

Byłoby nieźle, gdyby nie fakt, że połowę tego wszystkiego wchłonęłam tuż po tym, jak wróciłam ze sklepu do domu... Zachcianka napadła mnie nieco wcześniej niż prognozowałam...

A skoro wczoraj napadła mnie zachcianka na słodkie... To dziś wieczorem NA PEWNO będę miała ochotę na chipsy solone z dodatkiem szczypiorku, makrelę wędzoną i sok pomidorowy... Ech... :(

 

Radosnych Świąt :) 

 

 Re

 

http://img.projektoskop.pl/chryzantemaziel.jpg

 


* można przeczytać tu

piątek, 01 listopada 2013, kapelutki

Polecane wpisy

  • *Nuda*

    Przeczytałam ostatni post, a potem spojrzałam na datę publikacji. Uśmiechnęłam się.  Po urlopie niewiele się zmieniło. Sytuacja z wypowiedzeniem powtórzyła

  • *32*

    Nie wiem, naprawdę nie wiem, kiedy stałam się starszą panią po trzydziestce, zaczynającą dzień od słabej kawy i mocno alkoholowych pomadek wiśniowych.

  • *Dziś prawdziwych blogerów już nie ma*

    Od pewnego czasu intensywnie myślę nad tym, dlaczego nie ma już  we mnie tyle miłości do blogowania, do Kapelutków, do wywracania swojego wnętrza na l

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
PustaMiska - akcja charytatywna


Hej, jesteśmy na Facebooku:

Jolanta z Chudowa

BBC Radio
Fajnie mówią "Agnijeska Ratłanska"

*UWAGA! ACHTUNG! ATTENTION!*
Jakby co, piszta tu:
kapelutki[maupa]gazeta.pl