Powstaje, kiedy królowe ściągają korony i zakładają ordynarne kapelutki. W razie wątpliwości - ten blog piszą DWIE osoby: Regina i Jolanta.
Blog > Komentarze do wpisu

*Siedzę w książkach*

 

Po ciężkim (choć tylko 4-dniowym) tygodniu pracy czas na trzy dni urlopu dla podratowania zdrowia. 

Bilans: zbindowane 1500 kalendarzy ściennych, złożona jedna publikacja albumowa.

W drugim przypadku współpraca była co najmniej ciężka (bo bardziej konfliktowa niż współpraca z bindownicą). Dla owego "Klienta" robiliśmy już wcześniej publikację. Wszystko odbyło się w trybie ekspresowym - dwa tygodnie. Czyli krótko. Bardzo krótko. Projekt koordynowała przemiła Pani Ala i obyło się bez jakichkolwiek zgrzytów. Przynajmniej na etapie współpracy. Zarząd Instytucji... No dobra - bez tajemnic. Zarząd Powiatu, gdy tylko zobaczył efekty końcowe natychmiast orzekł, że jest to ich najlepsza dotychczasowa publikacja. Afera wybuchła jednak już następnego dnia, gdy właściciel publikowanych w albumie starych widokówek zrobił awanturę na pół miasta twierdząc, że książka jest "spieprzona", a my jesteśmy "partaczami" :) Wydzwaniał (pamiętam) do mojego szefa i wrzeszczał mu w słuchawkę obelgi :) Pan ów miał mnóstwo znajomości na najwyższych szczeblach, więc zaczęliśmy się bać, że namówi Starostę, aby ten nie przelał kasy i kazał robić wszystko od nowa. Tak się jednak nie stało. Pocztówkowy choleryk pohuczał, pohuczał, a potem wszystko ucichło. Ale referencji za wykonaną pracę nie dostaliśmy do dziś ;)

Dwa tygodnie temu okazało się, że znów realizujemy dla tego Powiatu projekt. Tym razem koordynowała Pani Krysia, z którą nie szło już tak łatwo, jak z Panią Alą ;) Najpierw długo długo nic się nie podobało, a jedyną sugestią było: "Bo tamtą publikację zrobiliście tak pięknie... a to to nieee... Nieładne... Proszę zaproponować coś innego." Gdy zaczęło robić się nerwowo, bo czas leciał a korekty nie spływały słyszeliśmy, że przecież "tamtą publikację zrobiliśmy taaak szybko". I że co to ma być, że ona - Pani Krysia - "musi zostawać po godzinach, gdy wszyscy inni zakończyli już pracę i poszli do domu. I że bardzo bardzo jej się to nie podoba."

Urzędnicy.

Nie rozumieją, że projekt zależy od charakteru publikacji.

Nie rozumieją, że album ciężko jest złożyć w dwa tygodnie.

Nie rozumieją, że gdy "dostarczają wszystkie materiały", to zdjęcia powinny być w dobrej rozdzielczości i "obrobione", logotypy w wersji wektorowej, a TEKSTY (co mnie szczególnie dotyczy) SFORMATOWANE. Zamiast tego grafik dostaje fotki robione komórką, na których widać cienie osób fotografujących albo zdjęcia ściągnięte ze stron internetowych, ja natomiast pliki, w których autor namiętnie najebawszy spacji i enterów oraz błędów stylistycznych i literówek. 

Nie rozumieją wielu rzeczy.

Urzędnicy.

Panią Krysię mimo wszystko polubiłam, choć momentami miałam ochotę jej jebnąć ze łba. Pewnie gdyby współpraca potrwała dłużej ciężko byłoby mi się powstrzymać. Ale szczęśliwie wczoraj o godzinie 18:39 przyszedł najmilszy z miłych mail: "Akceptuję projekt do druku."

 

 

Najgorzej współpracuje się z Urzędem Pracy. Dlatego obecnie już się nie współpracuje ;) Z zasady. Mam zakaz startowania w przetargach ogłaszanych przez  PUP-y i im podobne. Uniwersytety i szkoły wyższe też są niemile widziane - jakieś złe doświadczenia szefa z przeszłości. 

Z moich obserwacji najlepiej współpracowało się z pewnym Ministerstwem. Nie opieprzali się. Potrafili wyartykułować swoje oczekiwania. Korekty spływały szybko i przede wszystkim były dokładne. Wystawili referencje ;)

Najgorsi są tacy, którzy "nieee, nie mają pomysłów, nie maaaają sugestii", wymyśl coś, zaskocz mnie i tak będę niezadowolona. I są niezadowoleni. Kiedyś po dwóch miesiącach pracy nad projektem, gdy wysłaliśmy gotowe wydawnictwo z myślą, że akceptacja to tylko formalność okazało się, że projekt trzeba zrobić od nowa... Bo się NIE PODOBA. Tylko wcześniej nikt nie mówił, że się nie podoba. 

Urzędnicy.

Historie mogłabym mnożyć :)

 

Re

sobota, 16 listopada 2013, kapelutki

Polecane wpisy

  • *Nuda*

    Przeczytałam ostatni post, a potem spojrzałam na datę publikacji. Uśmiechnęłam się.  Po urlopie niewiele się zmieniło. Sytuacja z wypowiedzeniem powtórzyła

  • *32*

    Nie wiem, naprawdę nie wiem, kiedy stałam się starszą panią po trzydziestce, zaczynającą dzień od słabej kawy i mocno alkoholowych pomadek wiśniowych.

  • *Dziś prawdziwych blogerów już nie ma*

    Od pewnego czasu intensywnie myślę nad tym, dlaczego nie ma już  we mnie tyle miłości do blogowania, do Kapelutków, do wywracania swojego wnętrza na l

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
PustaMiska - akcja charytatywna


Hej, jesteśmy na Facebooku:

Jolanta z Chudowa

BBC Radio
Fajnie mówią "Agnijeska Ratłanska"

*UWAGA! ACHTUNG! ATTENTION!*
Jakby co, piszta tu:
kapelutki[maupa]gazeta.pl