Powstaje, kiedy królowe ściągają korony i zakładają ordynarne kapelutki. W razie wątpliwości - ten blog piszą DWIE osoby: Regina i Jolanta.
sobota, 30 stycznia 2010

 

Odcinek 2. "Rozmowy w świetle lodówki":

J: aj hew a bed njus. Aj min, its a bed njus for mi, ju dont hef tu giw a fak abałt dys

X: łot hapend?

J: nekst mant aj łil bi łorkin for najn ałers a dej

X: hał kom?

J: łan kolig is liwing de prodżekt soł aj hef tu tejk of her djutis. Aj told aj dont łant bot...łot ken aj do..

X: jee, jur rajt. Aj dont giw a fak abałt dys

 

JOl.

 

 

Pamiętacie jeszcze takie cuda jak wolne soboty i pracujące soboty? Ja pamiętam. Pamiętam, bo jak w sobotę szłam na przystanek autobusowy to za cholerę nie wiedziałam, czy autobus przyjedzie według rozkładu soboty wolnej czy pracującej. Na mój dziecięcy wtedysiejszy rozum (bo teraz też mam dziecięcy) w wolną sobotę autobus w ogóle nie powinien przyjechać, chyba, że bez kierowcy, bo przecież sobota jest wolna. Tak więc, wyglądało na to, że wszystkie soboty są pracujące. Było to zakręcone, ale przynajmniej jasno nazwane, są soboty, kiedy się pracuje i są soboty, kiedy się leży i pachnie.

A teraz co? Ponoć we wszystkie soboty można leżeć i pachnieć, więc czemu do cholery od kilku tygodni wydaje mi się, że normalny tydzień roboczy trwa siedem dni, a ja pracuję przez osiem? A to dlatego, że od kilku tygodni nie miałam soboty dla mła, a to dlatego, że albo pracuję, albo jakaś impreza, albo pracuję. I dziś też miałam pracować do sobotę, alem się zbuntowała. A, że się zadeklarowałam , że przyjdę, to przyszłam. Powiedzieć, że dziś NIE przyjdę :))) Szłam do pracy, szłam, przez śniegi, zaspy, nielegalnie przekraczając ulicę w niedozwolonym miejscu (można nielegalnie przekraczać w dozwolonym miejscu?) i jak doszłam to stwierdziłam, że nie, nie ma mowy, nie poświęcę kolejnej soboty na siedzenie przed komputerem (oczywiście ten wpis robię zdalnie wisząc do góry nogami na drzewie i dyktując moje myśli genialnemu urządzeniu do publikowania wpisów na blogach, a co wy myśleliście?).

Nie i nie. W życiu chin ludowych nie byłam tak zmielona psychicznie. Zeszły tydzień przeżyłam tylko dzięki kawie i batonikom. Dość, dość. Muszę mieć sobotę, w którą jedyną czynnością, jaką wykonam przez cały dzień, będzie rzucenie okiem na własne stopy i stwierdzenie, że właśnie to chciałam dzisiaj zrobić.

A jeszcze do atrakcji sobotnich muszę dodać, że jak wyszłam do pracy, żeby  powiedzieć, że nie przyjdę, to zapomniałam se telefonu, co mi się nigdy nie zdarza, a jak się zdarza, znaczy, że bardzo źle ze mną. No i zapomniałam, zostawiłam na blacie w kuchni i polazłam. Oczywiście, jak przez 4 miesiące nikt z Estonii do mnie nie zadzwonił z numeru, którego nie mam w książce, tak dziś, kiedy ja nieświadoma szłam prze zaspy i śniegi obwieścić szefom radosną nowinę, mój telefon równie radośnie wibrował i świergolił na blacie kuchennym, pobudzany przez osobę, której estońskiego numeru NIE MAM w skrzynce! Nosz, w mordulca! I jak to się nie wkurwić? Oczywiście, że nie oddzwoniłam, ponieważ miła pani w słuchawce bez pardonu zakomunikowała mi, żebym spadała na drzewo bo maj akałnt is tuu loł.

Ihuj, że tak to podsumuję. To co, ja będę dzisiaj robić? Malować paznokcie, rysować, robić pranie, umyć podłogę, szyć, umyć głowę, pofocić, nie wiem, coś będę robić. Regi ostro ćwiczy w Katarze, to może ja za nas dwie oddam hołd pruski demonowi wpierdalania słodyczy? Moooże, kto wie. Całą sobotę mam żeby się zdecydować:)

JOL

 

 

piątek, 29 stycznia 2010

Leżenie i pachnienie, który to sport trenuję od 4 miesięcy, jest bardzo przyjemne, ale przy okazji prowadzi do niekorzystnych zmian w okolicach Pani Dupy. A niekorzystne zmiany we wspomnianych okolicach, prowadzą do jeszcze bardziej niekorzystnych zmian w okolicach Pani Głowy, które w połączeniu z niekorzystnym biometrem prowadzą do śmierci.

W celu zapobieżenia takim tragicznym konsekwencjom wydałam rozporządzenie z mocą ustawy o diametralnym zmniejszeniu rozmiarów Pani Dupy, co wiąże się z całkowitym zakazem spożywania czekolady i codzienną terapią pod okiem wybitnej specjalistki Pani Profesor Bieżni. Początkowo zapisałam się także na zajęcia terapeutyczne z Doktorem Rowerem, ale nie polubili się z Panią Dupą, co zrobić.

ZATEM

Od dwóch tygodni, day by day, w pocie czoła i nie tylko przemierzam 6 do 7 kilometrów w willi numer 4. Spalam 500-600 kalorii z Profesor Bieżnią oraz jeszcze trochę na integracji z Docentem Atlasem oraz skłonach, wymachach i brzuchach. Efektów brak. Mam ochotę się zniechęcić, ale boję się, że to takie banalne.

Poza tym mam wszystko Dupie. Zapewne także dlatego przestałam się mieścić w moje dżinsy.

 

Re

wtorek, 26 stycznia 2010

Czytając poniższym wpis Regi, jakobym czytała w swej rodzonej głowie.W sobotę albowiem miałam imprezę, korpoimprezę znaczy się. A, że impreza miałaby być tematyczna, bez zakupów się obyć nie mogło. Temat imprezy: mafia. No SE myślę: nie, oooo nie, nie dam się wpędzić w wojski róg ani w kozią dupę i nie nakupuję znowu tony rzeczy, które są niezbędne na każdą kolejną imprezę, a tym bardziej korpoimprezę, a tym bardziej mafijną korpoimprezę. O nie. Ale musiałam się przecież umalować, nie? Normalnie NIKT nigdy nie widział mnie bez makijażu, a ci co widzieli, wiedzą, że o tym nie można mówić głośno.  Ale tu w Stalinie, NIKT nie widział mnie bez makijażu, więc normalnie jakobym była zawsze bez, prawda? Toteż na imprezę musiałam walnąć na twarz coś ekstra, żeby było widać różnicę. Postanowiłam zrobić się na połączenie Madonny z wczesnych lat kariery na głowie, Dody z późnych lat kariery w pasie i Dity Von Teese na twarzy, cokolwiek by to miało wspólnego z mafią (ostatecznie utrzymywałam, że jestem przebrana za kochanicę szefa, no mafii szefa kochanicę).

Ale w celu zrobienia się na Ditę Von Teese na twarzy potrzebowałam czerwonej, ale to czerwonej szminki. Bezwzględnie potrzebowałam. Toteż, z mocnym postanowieniem zakupienia jedynie szminki, bo przecież inne sprzęty tynkarskie miałam, poszłam ja do szopu zwanego także, nie od czapy, drogerią.

Ale, wybrać odpowiednią szminkę to nie taka łatwa sprawa.

Po wypróbowaniu na rękach 30 rodzajów i kolorów czerwonych szminek, wyglądałam, jakbym właśnie stoczyłam krwawą bitwę na pazury z rosomakiem. Łaskawej Pani sprzedawczyni zrobiło się nawet mnie żal, więc czem prędzej wyskoczyła zza regału z chusteczką obsikaną mejkap remuwerem, co bym powycierała sobie łapy. Ale do rzeczy. Szminkę wreszcie wybrałam. No a skoro już tyle effort włożyłam w wybór tejże, postanowiłam zrobić sobie przyjemnośc dokupując do niej także konturówkę. No a jak szminkę i konturówkę już mamy, to pasowałoby jakiś nowy cień w pasującym kolorze. Jak cień, no ejlajner tez, bo niedługo się może skończyć, i co wtedy. A jak tusz się też skończy? No to tusz też. I podkład by mi sie jakiś przydał. Podkład i korektor. No korektor to musowo. I do kasy. A przy kasie - nie może być! Lakiery do paznokci w promojszon. Przydałby się nowy kolor do szminki, cienia i w oooooogóle. No to kupiłam też nowy lakier w kolorze Bright Future. Jak przyszło do płacenia, to trochę mi członki opadły, ale Łaskawa Pani szybko poprawiła mi humor wywalając na ladę próbki perfum w prezencie espeszali for mi.

Chyba jej się żal mnie zrobiło, że taka upaprana i spłukana od nich wychodzę. Ale za to jaka szczęśliwa.  :))

Ot czego pragną kobiety - wszystkiego plus czegoś ekstra w prezencie.

 

JOL.

poniedziałek, 25 stycznia 2010

 

Wyszłam tylko na chwilę. Dosłownie na pół godziny. Po szampon do włosów i pastę do zębów. Wróciłam dwie godziny później. Bogatsza o nowe kolczyki - par pięć. Oraz naszyjnik. Ja nawet nie noszę naszyjników! Nie że mi się nie podobają. Podobają! Ale nie mogę, nie lubię, niewygodnie mi i się duszę. Ale jak za 5 riali, to jak nie kupić? No jak nie kupić? ja się pytam!! A sprzedawca jak tylko zobaczył obłęd w moich oczach, to mi taki malutki koszyczek podał, uroczy, żebym ręce wolne miała:( Koszyczek uroczy, sprzedawca zły i przebiegły:(

Normalnie nie kupuję, bo mi się za drogo widzi. Już nawet idą do mnie dwie śliczniutkie pary kolczyków wybrane przez Halszkę gdzieś w bramie na Floriańskiej albo Elefancie. Tańsze, ładniejsze i polskie. Tutaj cztery miesiące wytrzymałam i NIC! Nawet pół kolczyka! Ale dziś ze wszystkich stron wołało do mnie to 5 riali! Prosiło, błagało, groziło, nęciło: wejdź, wejdź, popatrz tylko, nic nie musisz kupować przecież! I weszłam. A to jak alkoholika wpuścić na degustację win, słonia w porcelanę albo do paszczy lwa. Jak przetrwać kopenhaską i pierwszego dnia po zrobić naleśniki bambino dla przyjaciół - no jasne, że się człowiek nawpierdala lodów z czekoladą!

Przybyłam, zobaczyłam, przegrałam.

Od powietrza, głodu, ognia, wojny i WYPRZEDAŻY wybaw nas Panie! Ament.

 

Re

 

niedziela, 24 stycznia 2010

 

Regina:

- A ja dziś spaliłam 640 kalorii!

Halszka (niewzruszona):

- A ja dziś zjadłam 640 kalorii.


 

wtorek, 19 stycznia 2010

 

W rolach głównych występują:

Halszka

Wielki Wizjoner

 

WW: a i dzisiaj znowu dmuchałem

H: a co dmuchałeś?

WW: raczej w co

w rurkę

H: nooo

WW: i to 'jak świeczkę'

H: a po chuja wafla, nomen omen, dmuchałeś w rurkę?

WW: policjant powiedział żeby nie brać do ust

H: aaaa

WW: kontrola była, jakieś chyba statystyki muszą wypełniać bo 5 samochodów na raz zatrzymali

H: a jak można dmuchać nie biorąc do ust?

WW: no właśnie okazuje się że moszna

H: heh

WW: ten młody wesołkowaty policyjant twierdził że maszyna taka że łona to i tak se poradzi

H: trudno mi to sobie wyobrazić

WW: wyrobili się w 5 minet.

 

Prawa autorskie naruszyła Re

 

piątek, 15 stycznia 2010

 

 

Wylądowałam na swojej pierwszej bezludnej wyspie. Nasza łódź się nie rozbiła. Było mniej dramtycznie, bo wszystko zostało wcześniej pieczołowicie zaplanowane.

I tak to właśnie wygląda. Bunkrów nie ma. Ale też jest zajebiście;))

 

Re

 

 

 

środa, 13 stycznia 2010

 

Halszka: O, to ja ci powiem, co mnie wkurwia! U moich wspólokatorek.

Regina: Dajesz.

Halszka: Tzn. wiele rzeczy mnie wkurwia. Np. to, że nie zmywają podłogi, tylko zamiatają. To, że nie sprzatają przedpokoju. To, że mi zjadają kapustę pekińską.

Regina: :) Widzisz, bo u nas to przeważnie ja zmywałam podłogi :)

Halszka: U nas wkurzało mnie to, że ciągle to ty zmywałaś podłogi. Ale z dwojga złego lepsze to:)

Regina: Hahaha:)

Halszka: Ale NIE O TYM CHCIAŁAM MÓWIĆ. A! I jeszcze nie chciałam mówić o tym, że same grzebią przy przełącznikach do pieca!

Regina: Ooooooo! To się nie godzi!

Halszka: Ale chciałam powiedzieć o tym, że jak gotuja wodę na jedną herbatę, to nastawiają cały czajnik wody! No żesz kurwa! Czeka się pół dnia aż się zagotuje, a potem i tak trzeba resztę wylać!

Regina: :/

Halszka: W grafiku jest wpisane kuchnia+przedpokój (GRAFIK?? WTF?? - wtrącenie Reginy) - jak wczoraj jedna posprzątała kuchnię i sie wpisała, to ja się ostentacyjnie dopisałam, że posprzątałam przedpokój, bo był usyfiony, jak nie wiem co, bo teraz się nosi to błoto. No i nie mówię już o tym, że jak się śmieci z kosza przewalają, i wylatują, i ktoś wreszcie wyciągnie worek, to już nie raczy pozbierać tego, co wypadło.

Regina: Oooo, zabiłabym!

Halszka: No i jak ja sprzatam, to tam zmywam, gdzie kosz. Ale tylko ja. No więc, kurwa, ile można. Co mam im powiedzieć? Nauczcie się do kurwy nędzy sprzątać? Jedna się wczoraj wpisała, że posprzatała łazienkę, no i owszem, blat starty, ale na podłodze wala się proszek do prania rozsypany.

Regina: Chyba pasowałoby im jednak coś powiedzieć. Choć nie wiem, czy jest sens wszczynac wojnę?

Halszka: No więc właśnie?

Regina: Może lepiej poczekac do czerwca i wypierdolić na bruk.

Halszka: :) Ale boję się, że nie znajdę nikogo, kto będzie sprzątał normalnie. Bo ludzie idą po lini najmniejszego oporu. A nawet po najmniejszej linie oporu.

Regina: No chyba, że ja wrócę triumfalnie:)

Halszka: [prosi]

Regina: POMYŚLĘ.

 

Biedna Halszka, nie?

 

 

 

Regina: A Matthew nadal wisi?

Halszka: Wisi, wisi.

Regina: I co dziewczyny na to, że na nie patrzy, gdy sikają?

Halszka: Nie wiem, nie rozmawiamy o takich rzeczach.

Regina: To teraz nudy w Apartamencie?

Halszka: No.

Regina: Pewnie nie przesiadujesz w kuchni?

Halszka: Nie, nie przesiaduję. Ale z tamtych to się psiapsióły zrobiły! Dziś smażyły placki ziemniaczane.

Regina: A poczęstowały chociaż?

Halszka. Nie poczęstowały. A jutro będą smażyć naleśniki.

Regina: I tak ja robię najlepsze placki ziemniaczane i najlepsze naleśniki.

Halszka: I wiesz - wspólnica: jedna obiera ziemniaki, druga trze. Nie to co z nami - ty obierałaś i ty tarłaś:)

Regina: I ja smażyłam...

...

Regina: Zjadłabym placki ziemniaczane...

Halszka: No, ja też. I chyba właśnie nakryłam, że zjadły mi kapustę pekińską. Tzn nie pamiętam, czy byla moja, ale zdaje się, że tak. No żesz kurwa!

 

:)

 

 

piątek, 08 stycznia 2010

Wybaczcie, że w takiej chwili uniesienia nad penisem w torcie, o pardon, tenisem w porcie, napiszę coś innego, oczywiście pozostając w temacie uniesień, tenisów i portów:

Po czym poznać, że on cię naprawdę kocha?

Mimo, iż uważa to za idiotyczne, zakłada sobie konto na fejsbuku tylko po to, żebyś wreszcie mogła napisać na swoim profilu: In a relationship with..

(po czym daje ci hasło dostępu do konta i pozwala, żebyś robiła z nim co chcesz :))

 

JOL.

czwartek, 07 stycznia 2010

 

Dziś miałam dzień pod hasłem:

Mam ochotę nawpierdalać się czekolady, ożłopać wody mineralnej, a potem spektakularnie rzygnąć.

Nic z tego nie wyszło, bo czekolada tu droga jak huivi co, a wody zimnej pić nie mogę, iż gdyż posiadam gardło podrażnione z powodu nagłego ataku wiosennej alergii w środku zimy. Gardło podrażnione, nos zakatarzony i pociągający, oczy załzawione i uszy zatkane.

Wyglądam przeuroczo, choć nie jest aż tak dobrze, jak ostatnim razem.

Poza tym za dwa dni mam final exams i się nie uczę, bo sił mi brak. Siły wyczerpałam w przeciągu ostatnich trzech dni podniecając się widokiem Federera i Nadala na wietrze. To znaczy ja na wietrze i na trybunie, a oni na korcie. Jakie to miłe uczucie - mieć znów 13 lat. Choć tylko przez 10 minut, bo potem sobie człowiek uświadamia, jakie to głupie i że w ogóle na co mi to zdjęcie z tym, czy z tamtym, czy coś tam. Ja tak nie umiem, tak się przepychać, wyciągać ręcę, dawać fleszem po oczach i piszczeć aaaaaaa. Zupełnie się do tego nie nadaję. Wolę tam swoją zimną obojętność, w której mam wprawę. I taka własnie zimna (zmarznięta?) i obojętna (znudzona?) byłam, gdy moje spojrzenie skrzyżowało się ze spojrzeniem Rafaela N., gdy ten nieoczekiwanie stanął na mojej drodze. A w zasadzie to ja stałam na jego drodze, kiedy szedł otoczony ochroniasrkim kondomem, znaczy kordonem, ale to szczegół. Ważne, że spojrzał mi PROSTO w oczy, a jak już to słusznie zostało zauważone, oczy mam niczego sobie. Och, ach, ech, chwilo trwaj...

A tak w ogóle to próbuję zmolestować Pablo, który zgłosił się jako wolontariusz do obsługi turnieju i został, nie wiedzieć czemu, przydzielony do ochrony Pierwszej Rakiety Świata oraz Drugiej Rakiety Świata oraz ich piłek, żeby mi taką jedną piłkę skołował. Z autografem of kors. Ale jest nieczuły na moją perswazję. Za długo się znamy.

 

 

I taaaak...

 

Re

 

niedziela, 03 stycznia 2010

Zanim pojdę do sklepu kupić papier toaletowy, nacieszę się jeszcze światowym życiem:

Brand: Dolce&Gabbana Collection: Women's Ready-to-Wear Season: 2009 Fall-Winter Gender: Women

Brand: Dolce&Gabbana
Collection:
Women's Ready-to-Wear
Season: 2009 Fall-Winter
Gender: Women

 

Wersja Jolhola:

D&G wg Joli&Chudowa

 

JOL. :D

sobota, 02 stycznia 2010

Dziś postanowiłam pobawić się swoim sprzętem i trochę potworzyłam. Wrzucę Wam próbkę (czytajcie: pochwalę się swoim opus)

Najpierw zainspirowałam się wiosenno-letnią kolekcją Giorgio Armani na 2009 rok:

Brand: Giorgio Armani Collection: Women's Catalog More  Season: 2009 Spring-Summer Gender: Women

 

(Brand: Giorgio Armani
Collection:
Women's Catalog More
Season: 2009 Spring-Summer
Gender: Women)

 

Oczywiście będąc przesiąknięta wszem i wobec, wzdłuż i wszerz, wskroś i na przestrzał Warholem, stworzyłam takie cuś:

Jolanta z Chudowa tworzy się i inspiruje

:)))

 

Andy Jolhol

 

Właśnie mię olśniło a propos okrągłego roku. Mówi się "okrągły rok", prawda? Czyli jeśli rok jest okrągły, to na jego końcu powinniśmy wracać do punktu wyjścia, tak? No jasne, że tak. I to wyjaśnia zagadkę niespełniających się postanowień noworocznych.

Ale ten rok będzie rokiem zmian, prawda?

 

JOL.

 
1 , 2
Zakładki:
* Kapelutki - BLOG ROKU 2011 *
100 rzeczy TO DO BEFORE DEATH and DISHONOR
AAA W RAZIE POTRZEBY KONTAKTU
Introduction, czyli...
Jolanta czytuje:
Kapelutki wspólnym okiem zaglądają:
Regina podgląda:
PustaMiska - akcja charytatywna


Hej, jesteśmy na Facebooku:

Jolanta z Chudowa

BBC Radio
Fajnie mówią "Agnijeska Ratłanska"

*UWAGA! ACHTUNG! ATTENTION!*
Jakby co, piszta tu:
kapelutki[maupa]gazeta.pl