Powstaje, kiedy królowe ściągają korony i zakładają ordynarne kapelutki. W razie wątpliwości - ten blog piszą DWIE osoby: Regina i Jolanta.
wtorek, 29 stycznia 2013

 

Dziś. W godzinach popołudniowych. Około 16.20. Po ciężkim acz bezproduktywnym dniu. Zostałam zgwałcona. Przez uszy.

Idę sobie, idę. Schodami w dół. (Taak - TYMI schodami, obok TEGO pubu.) A w górę idzie niepozorny Pan, który ni stąd ni zowąd zaczyna niezbyt głośno (wręcz po cichu) artykułować swoje zdanie pod moim adresem. 

"O jaka cipka. Śliiiiiiiiiczna."

"Ś" w słowie "śliczna" było co najmniej obŚlizgłe. Pan kontynuował.

"Chodź tu cipo. Wyliżę cię. Chodź tu cipo." 

A jego "ch" brzmiało wyjątkowo CHrapliwie.

FUUUUUUJ. 

Oczywiście zignorowałam delikwenta i nie odwracając się poszłam dalej. Choć nie przeczę, miałam przemożną ochotę pierdolnąć mu w ryja i zawlec za fraki do radiowozu, który 50 metrów dalej patrolował rynek. Ale bałam się, że po drodze zarzygam sobie ubranie.

Echhh...

I właśnie dlatego lubię Panów Żuli. Oni przynajmniej są kulturalni i przejawiają dobre maniery. Nigdy nie zdarzyło mi się z ich strony zaznać najmniejszej przykrości. Zawsze tylko:

"Dołożysz 50 groszy do klina, Serduszko?"

Albo:

"Królowo złota, poratuj papieroskiem!"

 

Myślę, że nadszedł czas, aby zaopatrzyć się w gaz pieprzowy.

I paralizator. 

(Scyzoryk, bejsbol, maczetę, kubotan...)

 

 

Re

niedziela, 27 stycznia 2013

złodzieje z ZUS

 

Nie mogę, kurwa! Ochłap macierzyński = 400 zł. 

Oby wszyscy złodzieje zdechli w męczarniach. Amen, po stokroć.

 

JOL.

wtorek, 22 stycznia 2013

Coś czuję, że zmierzam w kierunki Kasi Cichopek - brak zleceń i gigantyczny kredyt hipoteczny do spłacenia. Idzie złe. 

 

jol.

piątek, 11 stycznia 2013

 

Regina: I kupiłam jeszcze czapkę, ale idiotycznie w niej wyglądam. (Zakłada czapkę)

Halszka: No.

Regina: Mogłabyś też skłamać...

Halszka: To znaczy, powiem tak. Na ulicach Los Angeles wyglądałabyś dobrze, ale na ulicach naszego miasta - niestety nie.

 

Czyli że wyglądam tak źle, że aż ekstrawagancko ;)

wtorek, 08 stycznia 2013

ZUS to złodzieje. Nie mam nic więcej do powiedzenia dzisiaj. Wszyscy powinni siedzieć w celi z Kudłatym albo pracować społecznie w kamieniołomie w Australii przez 300 lat. 

Tyle. 

 

JOL. 

14:12, kapelutki
Link Komentarze (2) »
wtorek, 01 stycznia 2013

 

Takimi słowami żegnałam gospodarza, czyli Brata mego, gdy chwiejnym krokiem opuszczałam imprezę nad ranem. Ok, nad ranem to gruba przesada. Była 1.09, ale w rzeczy samej całe moje jestestwo chwiało się w posadach. Mogłabym wprawdzie zostać trochę dłużej, ale moja Siostra była zbyt trzeźwa, żeby się dobrze bawić, a ja właśnie notowałam emocjonalną tendencję spadkową, więc w sumie na rękę była mi propozycja, żeby zwinąć żagle.

Imprezę z całą pewnością jednak należy zaliczyć do udanych, ponieważ zarejestrowane zostały straty. Straty w ludziach głównie i przedmiotach szklanych. Ja natomiast straciłam prawo jazdy. Zgubiłam w sensie. Wzięłam na wszelki wypadek, gdyby Siostra zdecydowała, że jednak to ona melanżuje i zgubiłam. Tym bardziej jest mi przykro, bo był to jedyny dokument, w którym miałam ładne zdjęcie. Takich ładnych zdjęć już dzisiaj nie robią. 

W naiwności swojej łudzę się, że się znajdzie. Napisałam już nawet scenariusz - że znalazł je przystojny, wolny i samotny mężczyzna, który z miejsca zakochał się w dziewczynie z fotografii. Postanowił za wszelką cenę ją odnaleźć i poślubić. I żyli długo i szczęśliwie... (Na tle zachodzącego słońca i powiewającej na wietrze amerykańskiej flagi.)

Tymczasem Nowy Rok i sklepy zamknięte. Kto zawczasu nie pomyślał o noworocznym mini zestawie ratunkowym jest obecnie w czarnej dupie. Bo (jak poinformował mnie niegdyś żebrzący o 50 groszy Pan Żul spod Sklepu Dla Spóźnionych Żuli) kac morderca nie ma serca.

Moja noworoczna apteczka wygląda tak:

 

Uwaga! Lokowanie produktu!

 

Bananów było więcej, ale poczułam nagłą potrzebę uzupełnienia potasu w organizmie... O 6.00 rano... Koło 9.00 najwyraźniej spadło mi wszystko inne, bo pochłonęłam dwa świeżutkie cieplutkie jaja na twardo. Klin na razie nie jest konieczny ;)

Do tego wszystkiego należy jeszcze dodać koc, bo "następnego dnia" mam zawsze problem z utrzymaniem ciepła. Koc na kaca i chęć życia wraca ;)

 

Najlepszego dla Was w nowym roku! Niech będzie lepszy niż poprzedni! :):):)

 

Re

14:53, kapelutki
Link Komentarze (4) »
Zakładki:
* Kapelutki - BLOG ROKU 2011 *
100 rzeczy TO DO BEFORE DEATH and DISHONOR
AAA W RAZIE POTRZEBY KONTAKTU
Introduction, czyli...
Jolanta czytuje:
Kapelutki wspólnym okiem zaglądają:
Regina podgląda:
PustaMiska - akcja charytatywna


Hej, jesteśmy na Facebooku:

Jolanta z Chudowa

BBC Radio
Fajnie mówią "Agnijeska Ratłanska"

*UWAGA! ACHTUNG! ATTENTION!*
Jakby co, piszta tu:
kapelutki[maupa]gazeta.pl