Powstaje, kiedy królowe ściągają korony i zakładają ordynarne kapelutki. W razie wątpliwości - ten blog piszą DWIE osoby: Regina i Jolanta.
sobota, 28 lutego 2009

 

I taaak - mawia mój tata, gdy już wszystkie tamaty się kończą i zapada niezręczna cisza.

Zatem i ja, żeby przerwać milczenie, piszę tu oto swoiste „I taaak".

Jola jest zajęta swym burzliwym życiem - codziennie gdzieś wychodzi, z kimś się spotyka, tańczy, bawi się, pije alkohol, pali papierosy i wszyscy ją kochają.

A ja? Moje niezbyt burzliwe życie niedawno trafił świetlistym piorunem jasny szlag, więc siedzę w mieszkaniu, nikogo nie spotykam, płaczę, oglądam telewizję, piję alkohol, palę papierosy i wszystkich nienawidzę. Czekam na ostateczny wyrok, z którym jestem już prawie pogodzona. Ale nic to. Nigdy nie jest tak źle, żeby nie mogło być gorzej. Zawsze ktoś może przejechać mi kolejnego kota.

Biedny Porucznik Borewicz - wczoraj minęło 2 miesiące od jego tragicznej śmierci:(

O nieee... O nieee...

Nie mogę o tym myśleć, bo będę płakać.

Za późno.

Usiądę na schodach i będę pić gin.

I taaak...

A co u Was?


R.

 

środa, 25 lutego 2009

Oto rebus ze starą dobrą zasadą, do której trzeba Ci się teraz zastosować. Zasada dziennikarska co prawda, ale każdemu w życiu może się przydać:

 

JAK NIE doors  TO windows

 

 

A jak tego nie zrobisz, to oświadczam, że spektakularnie wysadzę się w powietrze razem z tym blogiem:)

 

J. 

poniedziałek, 23 lutego 2009

 

Wreszcie jestem po ostatnim egzaminie. I oczywiście znowu nie było NIC z tego, co się uczyłam...

No może prawie nic. Ale kurcze, chciej tu człowieku dobrze a i tak nie utrafisz. Ale za to szlag mnie utrafiał przez cały egzamin, jak się jakaś upierdliwa dziewuszyna przede mną co chwilę pół-odwracała i pół-szeptem zagadywała: "A 22 co masz?", "A 37 co masz?", "A 586 co masz?".

A głowę masz??? Dżizusie! Można przyjść na egzamin jak kompletne nemo, ale nie wolno, na Boga, obciążać swoją nieudolnością innych, niewinnych ludzi. Praca zbiorowa może być ok, ale nie kiedy ma się do przeczytania i zrozumienia 40 pytań (i oczywiście odpowiedzenia nań) w 20 minut!  A tu mi, kurde mać, obca facetka nalega na referowanie teatralnym szeptem mojej koncepcji poprawnej odpowiedzi. A w życiu! Nazwijcie mnie jak chcecie (o ile oczywiście będą tam określenia takie jak urocza, zabawna, śliczna i bezwzględnie inteligentna), ale takie działanie się po prostu nie godzi i ja się na takie działanie nie godzę! Ale spokojnie...ważne, że już jestem posesjonatem i takie rzeczy jak upierdliwe egzaminacyjne koleżanki mam z głowy na następne kilka miesięcy.

 

Przpomniałam mi sie w związku z tym historia o Szturchającym Koledze, z którym Halszka miała niegdyś nieprzyjemność pisać egzamin. "Z którym" nie "obok którego", bo Szturchający Kolega po prostu nie potrafi pisać egzaminu sam. Halszka weszła na salę trochę po czasie, przeprosiła, zapytała czy może jeszcze zacząć pisać, zgodę dostała, siadła na wolnym miejscu...niestety nie zauważyła, że obok tego wolnego miejsca już czaił się z przygotowanym do szturchania palcem Szturchający Kolega.

Nie zdążyła jeszcze spojrzeć na arkusz z pytaniami, a już została szturchnięta palcem i postawiona przed pytaniem: "Ej, co będzie w trzecim?" Grzecznie odparła, że jeszcze nie wie...i to był błąd, bo trzeba było niegrzecznie powiedzieć, żeby kolega się odpieprzył, bo nie zamierza uskuteczniać tutaj pracy kolektywnej. Oczywiście do końca egzaminu była wytrwale poszturchiwana w ramię przez natrętny palec Szturchającego Kolegi. Na szczęście nie z Halszką takie numery. Po krótkiej medytacji i kilku głębszych oddechach, zwróciła się ku swemu wnętrzu i własnemu arkuszowi pytań i nie dając sie wyprowadzić z równowagi Szturchającemu Koledze, wytrzymała w spokoju i skupieniu do końca tej próby. Szturchający Kolega szukał jeszcze pomocy szturchając ramię, które napotkał po swojej drugiej stronie.

Halszka natomiast wyciszona wewnętrznie skończyła pisać, oddała egzamin, pożegnała Szturchającego Kolegę nie spogladajac nawet w jego stronę, spokojnie przyjechała tramwajem do domu, ściagnęła w przedpokoju buty i starannie ułożyła je w rzędzie obok innych butów, weszła do kuchni, gdzie piłyśmy z dziewuchami kawę gadając jak zwykle o bzdetach, położyła na ladzie zakupiony przed chwilą bochenek chleba i serek wiejski, spojrzała na nas. Spokój z jej oczu ulatywał nie dłużej niż przez ułamek sekundy...

- KURWA MAĆ!  Musiałam usiąść na egzaminie koło TEGO IDIOTY Szturchąjcego Kolegi! Myślałam, że mnie szlag jasny trafi albo, że go zabiję! Kurwa!!! Ale jestem WKURWIONA! Co za kretyn!!! Dawno sie tak nie wkurwiłam!...

 

Morał z tego taki, że jak się ma na roku Szturchającego Kolegę to dla swojego zdrowia psychicznego trzeba przychodzić na egzaminy z jeżami przczepionymi do ramion...i pleców. Innej rady nie ma.  

 

JOL. 

 

Paka postanowiła na Oscary udać się autobusem. Tak tak proszę państwa - najprawdziwszym w świecie AUTOBUSEM. Nie-miejskim ale takim, w którym bilet kupuje się u pana kierowcy. Miał to być swoisty powrót do przeszłości, hołd złożony starym dobrym czasom, gdy sami byliśmy młodzi i piękni i woziliśmy się wyłącznie środkami komunikacji masowej.

Do Wielkiego Wizjonera jeździliśmy autobiustem wiele razy, ale nigdy dokładnie nie wiedzieliśmy, gdzie wysiąść?

 

Pan Dziwny do Pana Kierowcy:

Czy Pan wie, gdzie jest taki duży zielony dom w Jakimś Londynie? Bo tam mamy wysiąść i nie chcielibyśmy przegapić przystanku.

Pan Kierowca z uśmiechem:

Nie wiem, ale może wypatrzę ten dom.

Halszka (bardziej w eter niż do Pana Kierowcy):

W ogrodzie może być wielka złota figurka Oscara.

Wenus B. (logując się na siedzeniu):

I zamiast chodnika czerwony dywan.

Pan Kierowca śmieje się do rozpuku.

 

W drodze wychodzi na jaw, że Halszka nie wie, co to jest amfibia, więc my wytykamy ją palcem, a on ma problem na łikend. Tak to jest, proszę Halszki, jak się w dzieciństwie nie czyta Pana Samochodzika!

 

A propos samochodzika - Pan Dziwny z satysfakcją przypomina:

Pamiętacie, jak w tamtym roku jechaliśmy na Oscary „żelazkiem" i wam obiecałem, że za rok pojedziemy większym autem?

Tam do licha, dotrzymał słowa!

 

Na gali oscarowej u Wielkiego Wizjonera okazało się, że:

  1. Włosy Pana S. przyćmiły włosy Pani R.
  2. Hugh Jackman był uroczy i nie palnął niczego głupiego - być może dlatego że mało mówił, dużo śpiewał. Choć to, że dużo śpiewał nie podobało się prowadzącej studio oscarowe - Pani JestemTakaDurnaAleMamNotatki. Grrrrrrrr......
  3. Biedny Mickey Rourke - nie dość, że piesek mu zmarł kilka dni temu, to jeszcze nie dostał Oscara:( Jak pech, to pech:( A tak trzymalismy kciuki! Wielka smuta:(
  4. Oscara dostała Penelopa. Trochę radości.
  5. Nie zobaczyliśmy Javiera Bardema, więc znów smuta.
  6. Był Hugh, więc znów trochę radości.
  7. Nie było Jolanty. Wielka smuta.
  8. Akademia zaskoczyła dosłownie WSZYSTKICH, gdy padło nieoczekiwane:
AND THE OSCAR GOES TO... REGINA FALANGI!!!!! Wielka radość!

 

A oto i ON:


Oscar:)

z okazji dwudziestej tamtegotamtej rocznicy twórczości:)

 

Wdzięczna Rodzicom oraz członkom Akademii, Regina 

 

 

 

Wiem, że nie pozwalacie Reginie dodac kometarza i  że wszyscy zrobiliście zbiorowe "Nieeeee" a Wielki Wizjoner dodał "A idź mi z tym". Z łatwością mogłabym sie obrazić, ale poprzestanę na strzeleniu małego FOCHA.:)

Ja też was kocham:)

J. 

Skoro Oscary już blisko (kiedyś moje:(( dziś Reginy) i to już 81 gala, postanowiłam zaproponować zmianę statuetki Oscara na inną statuetkę, co by się Oscar nie zdązył opatrzyć i znudzić uhonorowanym. A że nasz zwierzyniec nie tylko kaczkę i kurczaka ma na składzie, ale też żyrafę, i to nie wirtualną, ale prawdziwą i przez to nieczęsto występującą na kapelutkach, toteż postanowiłam ją docenić i jej żyrafią postać zaproponowac jako wzór nowej statuetki. Żyrafa stoi w kuchni i co prawda nie występuje często na kapelutkach, ale za to często występuje W kapelutkach. Własciwie mozna rzec, że zmienia kapelutki jak rękawiczki, więc się nie mogłam zdecydować które wcielenie żyrafy byłoby najodpowiedniejsze. Może jakoś komisyjnie uradzimy?

1. Żyrafa w stroju niewiasty z czasów Wojny Secesyjnej

wojna secesyjna

 

2. Żyrafa jako Liza Minelli z Kabaretu

Kabaret

 

3. Żyrafa w stylu mexico

mexico 

 

4. Żyrafa a la Nelly Rokita

nelly 

 

 

I...?  Ja mam swój typ:)

 

JOL. 

 

 

niedziela, 22 lutego 2009

Ale za to wiem już, że według WHO środki odurzające dzielą sie na:

- opiaty (opium, morfina, heroina, methadon) wywołują szybkie uzależnienie psychiczne i fizyczne, wywołuja silna tolernacje dodatnią i mają bardzo wyraźną dawke śmiertelną

- barbiturany i barbituranopochodne środki nasenne (meprobamat, luminal, relanium, diazepan) i w tej grupie także mamy alkohol, tak tak:) grupa substancji psychotropowych, uzalezniają psychicznie a przyjmowane długo i wytrwale - też fizycznie 

- amfetamina i jej pochodne (ecstasy) silne uzależnienie psychiczne, wywołuja szybką i silną tolerancje dodatnią

- kokaina (półsyntetyczna pochodna liści krzewu koka, oczywiście kokaina, i np. crack) silne uzależnienie psychiczne, bez zjawiska tolerancji

- cannabis (ziele konopii indyjskich czyli marihuana, żywica konopii czyli haszysz) słabe uzależnienie psychiczne ale za to wywołuje zjawisko eskalacji czyli od małego do wielkiego

- halucynogeny (naturalne - meskalina, psylocybina; syntetyczne - LSD) uzależnienie psychiczne

- khat (nie mam pojęcia co to jest ale tyż uzależnia psychicznie)

- inhalaty (toluen, benzen, keton i nasz ulubiony - obecny w zmywaczu do paznokci - aceton) uzależnienie psychiczne, silnie toskyczne właściwości, prowadzą do trwałego uszkodzenia tkanki mózgowej.

 

Tego się na studiach uczę:)

 

ps. I co my teraz Regi zrobimy, skoro musimy codziennie po 6 razy pomalować i zmyć paznokcie, żeby utrzymać depresję na stałym poziomie?

 

 

O jakżesz tu być szczęsliwym...I jeszcze Przyjaciele zostali usunęci z YouTube. Oh te parszywe gnojki z tefałenu! I tak nie oglądam telewizji, ale jak będę ogladać, to w życiu nie będę ogladać tej złośliwej stacji. Jakże tu się nie załamać? I juz chciałam Wam podesłac odcinek ten w którym Phoebe była w ciązy i nie pojechała z resztą do Londynu na ślub Rossa i tej okropnej Emily, a potem przez jeszcze wiele wiele odcinków im to wypominała:) No ja nie jestem w ciąży (jakbym była musiałabym zajmowac się wyłącznie wrzucaniem zdjęc swojego brzucha na NK i nie miałabym czasu na pisanie tego wpisu), ale i tak czuję się jak Phoebe, bo moi przyjaciele są w jakims Londynie i odbierają Oscary, a ja mam tylko sałatkę z pora, polskie leniwe i nie mam ciepłej wody...  

 Jak pisał Wojaczek: "nie mam nawet psa pod stołem, z którym bym rozmawiał..." 

:(( 

 

Zrozpaczona J. 

Ale smuta. Pierwszy raz od kiedy zaczełam być świadoma co to Oscary - nie odbieram ich!! No drugi raz...ale ten pierwszy pierwszy raz spowodowany były faktem, że byłam wtedy jakieś 1,8 tys. kilometrów stąd (i było mi dobrze, tak swoją drogą) i nawet jakbym chciała (i chciałam) to nie mogłam. A teraz mogę ale nie mogę. I jeszcze, kurwa mać, jakżesz mogło byc ,inaczej - w tym roku Oscary prowadzi HUGH!!! Ja się zabiję.

Ten kto powiedział, że studia niszczą pasje (a była to Regina) miał rację i powinien dodać do tego jeszcze, że studia niszczą związki przyjacielskie, społeczne, miłosne, i wcale bym sie nie zdziwiłia, jakby się okazało, że zawodowe też!

 Ja sie tu jeszcze przy okazji tej wielkiej smuty muszę wytłumaczyć milionom czytelników z mojej ostatniej nieobecnośći na kapelutkowym łonie. Najpierw byłam w świecie umarłych, to już wiecie, potem byłam w świecie lansu, baunsu i orzeszków, a teraz byłam w świecie tajnych operacji. Jak skończę jeszcze ze światem nauki i wrócę to szarej nudnej egzystencji, to kapelutki pękną w rondzie od moich wpisów.

A teraz idę w podróż dookoła świata, czyli do lodówki, po sałatkę z pora Reginy. Jest super Regi:)...Po za tym nie ma juz nic innego do jedzenia.

 

JOL.   

 

Oscary odbieramy u Wielkiego Wizjonera - wiadomo. W końcu to także Prawdziwy Gospodarz (oraz Społeczny Bohater, ale o tym kiedy indziej). „Wieczór Oscarowy" rozpoczynamy oglądaniem filmów nominowanych - po ostrej selekcji przeprowadzonej przez Pana Dziwnego zostają dwa lub trzy, które musimy koniecznie zobaczyć. A potem czerwony dywan i impreza do białego rana.

W tamtym roku najwięcej radości sprawiła nam moja lewa stopa oraz kapota. Kto oglądał polskie studio oscarowe, ten wie dlaczego.

 

Kto odbiera?

R: Jest już jakaś wizja (mniej lub bardziej potwierdzona) osobników odbierających Oscary w niedzielę? Wiem, że NIE odbierać ma Jolanta, bo teraz sprawy wagi wielkiej ma na kapelutku.

WW: Potwierdzone: Pan S., Pan M., Pan Dziwny, Wenus B., Halszka, Regina i Wielki Wizjoner się waha.

R: Oj ten Wielki Wizjoner.

WW: Może pomożesz mi go przekonać?

R: Może trzeba mu powiedzieć, że bez niego to nie będzie to samo... pasuje, żeby osobiście odbierał... te Oscary... jego wzruszające mowy są takie... wzruszające...

WW: Nie wiem czy to go przekona.

R: No to co tu obiecać Wielkiemu Wizjonerowi...?

WW: Nic nie trzeba mu obiecać. Jakiś argument wystarczy dobry. Ale obiecywać też można.

 

R: Aha! Mam argument! Jak Wielki Wizjoner się zjawi, to zobaczy nowe włosy Reginy.

WW: To jest bardzo dobry argument. Myślę, że przekonam nim Wielkiego Wizjonera.

R: Uff! Akademia będzie wdzięczna.

 

Grunt to argument.

 

 

Przed nami wieczór pełen emocji. I najważniejsze pytanie: Czy Pudelek miał rację? Dowiemy się już niebawem!

 

W tym roku postaram się nie przespać najważniejszych kategorii - R.

 

PS. Jolanta - mi też smutno :|

 

 

15:52, kapelutki
Link Komentarze (1) »
sobota, 21 lutego 2009

 

Pół dnia walczyłam z telewizorem, żeby wbrew wszystkiemu zadziałał i się opłaciło. Bo dziś obejrzałam film, który przywołał pozytywne wspomnienia...

 

Wiele lat temu, gdy jeszcze byliśmy młodzi, piękni i kreatywni nasza (j)elitarna klasa została wysłana do kina. Po filmie kilkoro z nas stanęło butnym kołem, żeby podzielić się wrażeniami. Na czoło Jolanty wpełzła marsowa zmarszczka, a jej usta mimowolnie wygieły się w podkówkę i rzekły:


„Ja też chcę mieć moje wielkie greckie wesele!"

 

Wtedy nie bardzo to rozumiałam. Bo nie bardzo rozumiałam Jolantę. Chyba. Albo po prostu Jolanty nie znałam. Oczywiście pomimo tego, że znałam. W każdym razie epizod ten pamiętam, jako pierwszy bezpośredni nasz kontakt - a był to drugi rok wspólnej edukacji. Kolejny bezpośredni kontakt nastąpił prawdopodobnie w czwartym roku wspólnej edukacji:)

Dziś Jolantę znam lepiej. Tak mi się przynajmniej wydaje. Kilka razy piłyśmy razem wódkę i mamy wspólne kapelutki, więc to chyba coś poważnego. I choć nie lubię ślubnych imprez, to na jej wielkie greckie wesele czekam z radosnym podekscytowaniem.

To tyle z podróży sentymentalnej. Idę się psiknąć Windexem - profilaktycznie.

 

Regina

 

 

 

23:51, kapelutki
Link Komentarze (5) »
piątek, 20 lutego 2009

 

 

Wy dowiecie się już dziś, ja dopiero jutro... W każdym razie - co ważne?!

Dziś o 10:25 przyszło na świat Najpiękniejsze Dziecko Świata - zapamiętać!

 

Sms Dnia:

Miano sms-a dnia otrzymuje ex aequfo sms Jolanty oraz sms Halszki, ale z racji tej, że ich dzialania objęte są klauzulą Tajne/Poufne Burn After Reading Top Secret, treść wiadomości nie może zostać opublikowana- sorry.

 

Odpowiedź Najpięniejszego Dziecka Świata na sms-a Jolanty:

„Miałam przespać dzień, ale od 8:17 przychodzą sms-y przypominające mi, że Ziemia znów okrążyła Słońce na moją niekorzyść" - ciag dalszy był, ale nie nastąpi.

Zatem - miano Sms-a Dnia otrzymuje sms od:

 

PAN DZIWNY:

„Jako że jestem mściwy, to podobnie jak Ty mi, życzę Ci stu lat i wszystkiego, co się z tym wiąże. Tylko, czy może z tym się wiązać coś dobrego?"

 

Najpiękniejsze Dziecko Świata nienawidzi wszystkich, którzy życzyli Mu stu lat - wybacz Tato :|

 

Najpiękniejsze Dziecko Świata piło dziś wódkę z rodziną zastępczą - z przysposobiobioną matką Jolantą oraz przysposobionym ojcem Panem M.:

1. Żeby Najpiękniejsze Dziecko Świata się pięknie zestarzało!!!!

2. Za zdrowie Najpięknieeejszego Dz iec ka Świaaaata!!!!!!!!!!

3. Żebyyyyyyyy Tajne/Poufne rząąąąąąąądziłłłłłłłłłłłłłłłłłłłłłłł Burn After Reading byyyyyyły Top Secret wieeeerrrrrrrrrrrrneeeeeee!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

4. Preeecz z uzależnie eeeeeeeeeeeeniam iiiiiiiiiiiii!!!!!

5. Żeby naszeee dzieci nie miałyyyyy ojców alkoholikÓw, ale żeby miAły piękne mAtki!!!

6. Za Malowanie Paznokciiiiiiiiiiiiiiiiiii! (Toast wzniesony przez PANA M. podczas gdy paznokcie malowała JOLANTA!!!!!!!!! )

7. ZdrooowiEEEEEEEEEEE JubilatkIIIIIIiiiiiiiiiIIIIIII!!!!!!!

8. Żeby był lepszy, niż poprzedni!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

9. Żebyyyyyyyyyyyy nasze STOSUNKIIIiiiiiiiIIIIIIIIIIIIII były CZęęęĘSTEEeeeEEEEEEEEEEEEEEEE!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

 

W celu uniknięcia siedmiu lat BEZ SEKSU, przy każdym toaście patrzyliśmy sobie PROSTO w oczy (ponoć knieczne) marszcząc czoło (zepełnie niekonieczne).

 

Regina Pijacka Czkawka Falangi

 

ps. Dopóki jesteśmy przed trzydziestką i nasze ciało nie jest żywym przykładem teorii grawitacji NIE JEST źLE! (Pisząc "nasze ciało" mam oczywiście na myśli "nasz biust". Co oczywiście oznacza "mój biust".)

 

 

wtorek, 17 lutego 2009

 

Chandrę można u mnie rozpoznać po dwóch symptomach:

 

            Nie chce mi się sprzątać.

            Nie chce mi się malować (paznokci).

 

A depresję po dwóch powyższych oraz poniższym:

 

            Nie chce mi się nic.

 

I było tak czas jakiś, że ani nic, ani nic i ani paznokcia, aż tu dziś dojrzałam do decyzji, że nie można (choćby się chciało) trwać w nieskończoność w atrofii woli, lecz trzeba żyć (choćby się nie chciało) i walczyć (o niee:| ).

Wzięłam się więc zawzięłam i postanowiłam posprzątać - nie żeby był bałagan, o niee. Ale przecież każda obłąkana-posprzątana wie, że do sprzątania bałagan wcale nie jest konieczny. Wystarczy woda, coś do wody, ściera, odkurzacz oraz chęć albo pięć.

I tak sobie czyszczę, i tak sobie szoruję i tak sobie w końcu odkurzam ten cały mój bardziej lub mniej filigranowy szmelc i SIĘ pytam charakterystycznym mym pytaniem: Na Co Mi To?

Na co mi te wszystkie anioły stróże w liczbie mnogiej i te bałwanki, kaczuszki, kotki, słoniki  i sowy w liczbie pojedynczej?

Po diabła trzymam tego diabła, co to mi kiedyś Pan S. go przyniósł w zamian za papierowy kwiat dostany przeze mnie od Wenus B., a zgubiony na szkolnym korytarzu przez wspomnianego Pana S.?

Dlaczego wciąż na mej półce stoi kwiat druciany od tejże samej Wenus i inne jej rękodzieła przynoszone mi cyklicznie pewnego dnia lutowego?

I ten „Wiersz z banałem w środku"?

I ta straszna ceramika kupiona za nie mniej straszne pieniądze kiedyś w Poreču?

I te szyszki przywiezione przed laty z Cesenatico?

I ta "srebrna" probówka podstępem od ulubionego pana od chemi wy-dostana?

I ten kasztan maturalny tyle lat po maturze?

I te łosie-skarbonki od Kryzysowego Narzeczonego?

I ta odrapana już szkatułka od babci z przeszłości tak dalekiej, że aż strach...

I te inne stare starocie, które zupełnie ni w to ni w tamto nie pasują, a jednak nie można znaleźć w sobie siły, żeby się ich pozbyć. I dobrze. Bo pozostałaby po nich pustka nie tylko na półkach... Niech się kurzą do woli, będzie co wspominać.

 

Sprzątanie jest dobre na wszystko! A sprzątanie życia należy zawsze zaczynać od szafy! A na koniec trzeba pomalować paznokcie!

 

I życie jest... do zniesienia:)

 

Regina

poniedziałek, 16 lutego 2009

Czytam sobie czytam świeże ploty z rana, patrzę i widzę (i oczywiście wierzę, bo inaczej po co czytać ploty?) a tu tuż za rogiem, w Wielkiej Brytanii mianowicie, 13-letni Alfie i jego dziewczyna 15-letnia Chantelle właśnie urodzili sobie dzieciaka, którego oczywiście wcześniej jak należy, czyli na sposób ludzki, spłodzili.

http://www.timesonline.co.uk/tol/news/uk/article5724616.ece

What the fuck, ja się pytam? Ano fuck właśnie. Przyznać się muszę, że WSTRZĄSŁO mną jak nigdy, choć od jakiegoś czasu niewiele rzeczy jest w stanie mną wstrząsnąć, jak zobaczyłam trójkę dzieci, z czego dwoje z nich prawdopodobnie całkiem niedawno uprawiało razem seks. Mam nadzieję, że trzecie nie wie jeszcze co to seks, choć teraz to już wszystkiego się mogę spodziewać.

Nie no, nie żebym nie wiedziała, że takie rzeczy się działy, dzieją i będą dziać, nie tylko wśród Brytoli, ale u nas też, i w Afryce też, dobrowolnie i pod przymusem, ale jakoś tak smutno się robi, jak się nad tym zastanowić. Jeśli to prawdziwa historia, a nie nowatorska i sprytnie zmontowana akcja w celu edukowania seksualnego brytolskich dzieci, to ja nie chcę mieć dzieci.

No bo przecież takie podejście do życia przyjdzie i do nas pewnie za czas niedługi. Akurat jak będę posyłać dzieci do podstawówki. I co mam codziennie przetrzepywać im plecaki czy przypadkiem nie ma tam prezerwatyw (to pół bidy), testu ciążowego albo kajdanek z pluszem? I oczywiście nie będę mogła używać słowa „przetrzepywać" przy dzieciach, bo jeszcze mnie poprawią, że mówi się „trzepać" i zrobi mi się głupio. Jak mówi Regina: „na co mi to?".

 

Przecież nie zrobię swoim dzieciom permanentnej inwigilacji, nie będę łazić na nimi, jak będą szły się bawić na podwórko i sprawdzać, czy przypadkiem nie testują za kioskiem nowych pozycji!!....Dżizas. Dość! Za chwilę mnie ktoś posądzi o pedofilię.                                        

Kurde, przecież wiem, że to kwestia wychowania i tego, co będą słyszały i widziały we własnym domu. Ja im mogę mówić, że takie rzeczy są dla dorosłych (ewentualnie dla trochę większych dzieci) i żeby sobie teraz nie zaprzątały tym głowy, bo lepiej zostawić tę zabawę na później, kiedy już im nie będzie wypadało bieganie z kijkiem wkoło bloku, przewracanie się na rowerze i podkradanie sąsiadowi kwiatków z ogródka, żeby zrobić w piaskownicy witraż z denka butelki (ja się tak bawiłam). Ale kto mi, do cholery, zagwarantuje, że to samo będą mówili inni rodzice dzieciom, z którymi moje będą się spotykały w szkole?!

 

Mnie tam w sumie rodzice nigdy explicite nie uświadamiali w tych sprawach. Też się wszystkiego dowiadywałam pokątnie, od koleżanek, urywki opowieści składałam w jakąś w miarę logiczną całość. Ale, na Boga, to inne czasy były.  Jak miałam 13 lat to na sam widok okładki Bravo w kiosku odwracałam zawstydzona głowę. Jak się „ustawiłam"  z chłopakiem, to dwa miesiące się zastanawialiśmy czy chwycić się za ręce przechodząc koło bloku. Całowanie? W życiu. Chyba byśmy padli ze wstydu.  Powie ktoś, że to też chore, że się dzieci wychowuje w ogólnej atmosferze wstydu, ale myślę, że to się potem wszystko samo wyprostowuje, w swoim czasie. Ludzie są też zwierzętami, natura potrafi w odpowiednim momencie dać cynk, że już można się wstydu pozbyć i pozwolić sobie na inne zabawy. I po cholerę to przyspieszać? Każdy wiek ma swoje przyjemności a wiadomo, że z mieszania nic dobrego nie wychodzi.

Oho, a ile teraz radości jak sobie przypomnę moje, pardon-moi, dochodzenie w wieku szkolnym, o co w tym wszystkim biega. Usłyszałam na podwórku słowo „prezerwatywa" i za cholerę nie wiedziałam co zacz, ale że słowo to padało dość konspiracyjnie, wiedziałam, że nie powinnam pytać o to rodziców. Wytężając młody umysł przypomniało mi się, że w telewizji słyszałam też słowa typu „legislatywa" i , że padało ono w kontekście polityki, sejmu, generalnie w Wiadomościach. Oczywiście nie miałam pojęcia co to jest „legislatywa". Nijak mi się to w głowie nie łączyło, dopóki pewnego dnia koleżanka nie powiedziała mi odkrywczo na trzepaku, że ta prezerwatywa to jest takie KÓŁKO. Rozumiecie, kółko. No ja nie rozumiałam, ale że obcykana byłam z Wiadomościami, to takie mi się logiczne rozumowanie objawiło, gdzie wykorzystałam całą moją wtedysiejszą wiedzę na temat polityki i prezerwatyw:

 

1. prezerwatywa --> podobne do legislatywa

2. legislatywa --> coś z sejmem

3. prezerwatywa = kółko

4. sejm --> politycy --> partie --> ugrupowania --> kółka zainteresowań 

wniosek: 

Prezerwatywa = ugrupowanie w sejmie!

 

Tadam! Tak oto doszłam bez niczyjej pomocy do wielkiej prawdy, że prezerwatywa to nic innego jak ugrupowanie polityków w sejmie. A że jak byłam mała to zawsze duża byłam (wzrostowo), to też miałam posłuch wśród koleżanek, nie omieszkałam zatem podzielić się z nimi tą rewelacją. Nie wiem czy uwierzyły czy nie, w każdym razie nie prostowały...

I Bogu dzięki, że w tych czasach 10-latki nie prostowały (!!!), bo z taką wiedzą na temat prezerwatyw wszystkie miałybyśmy teraz po gromadce dzieci!!! Dzięki Ci Boże, że się w dobrym czasie urodziłam.  

 

Wasza Kochana Jolanta Na Powrót Wśród Żywych

 

niedziela, 15 lutego 2009

Do Jolanty alejki zwrotów wkurzających:

 

#3 14 luty

No na Boga, litośći! Ileż można? 14 lutego. Był. Wczoraj. Będzie za rok. Jeden 14. dzień lutego, a nie 14 miesiąc o nazwie luty. Jak można lubić 14 lutego skoro wszędzie zawsze wszyscy (będę sobie używać wielkich kwantyfikatorów do woli, kto mi zabroni?) lubią, piszą, mówią, obchodzą 14 luty?!  Ręce opadają.

Nie wiem co z tym zrobić, może jak to się mówi: "ktoś by ruszył dupsko po prostu i to wyczyścił"?

 

ps. Kocham Kamila Durczoka:)

 

JOL.

 

 

 
1 , 2 , 3
Zakładki:
* Kapelutki - BLOG ROKU 2011 *
100 rzeczy TO DO BEFORE DEATH and DISHONOR
AAA W RAZIE POTRZEBY KONTAKTU
Introduction, czyli...
Jolanta czytuje:
Kapelutki wspólnym okiem zaglądają:
Regina podgląda:
PustaMiska - akcja charytatywna


Hej, jesteśmy na Facebooku:

Jolanta z Chudowa

BBC Radio
Fajnie mówią "Agnijeska Ratłanska"

*UWAGA! ACHTUNG! ATTENTION!*
Jakby co, piszta tu:
kapelutki[maupa]gazeta.pl