Powstaje, kiedy królowe ściągają korony i zakładają ordynarne kapelutki. W razie wątpliwości - ten blog piszą DWIE osoby: Regina i Jolanta.
czwartek, 24 lutego 2011

Dzisiejsze, wczorajsze i przedczorajsze doświadczenia z urzędami wszelkiej maści a głównie z jednym dają mi do myślenia. Przemyślenia mam takie:

- dziwnym trafem spotykam ludzi, którzy nie wierzą w to, że nie każdy człowiek jest oszustem i krętaczem  i kiedy pytam o coś, żeby zrobić to dobrze i żeby potem nie było aj waj, ze źle zrobiłam, jestem odbierana jako osoba, która kręci i coś chce przekręcić (co nie jest prawdą),

- nie warto być uczciwym, bo i tak gdziekolwiek pójdziesz, ludzie spodziewają się nieuczciwości i zanim jeszcze cokolwiek zrobisz, już jesteś obstawiony, obwarowany, kontrolowany, trzymany, zakuty, zaszczuty po to , żebyś nie zrobił tego skurwysyństwa, z którego planem żeś przylazł (choć przylazłeś jeno po to, żeby bez problemów załatwic swoją sprawę),

- jeśli jesteś zbyt uczciwy, znaczy, że jesteś jeszcze wiekszym krętaczem niż ci ,którzy są znani z tego, że kręcą (uczciwy to może kapuś, a może jakiś fanatyk, a może wariat, na pewno krętacz, bez dwóch zdań),

- zadaj więcej pytań niż inni, a zostaniesz uznany za idiotę i półmózga (w twoim przekonaniu pytasz, bo kto pyta nie błądzi, bo jakbys coś zrobił nie tak, to by powiedzieli, że czemuś się nie zapytał, po za tym własnie dlatego, że nie jesteś idiotą, masz potrzebe wiedzieć co, dlaczego i w jakim celu masz podpisać, kim jest osoba, która to sprawdza, z czym to sie wiąże itd itp),

- w urzędzie zawsze jesteś na przegranej pozycji, zawsze.

Mam dość. Od miesiąca robie wszystko, żeby to co robiłam było zrobione dobrze, żebym nie miała problemów ani ja ani nikt inny, wszystko zgodnie z zasadami, a i tak zostałam posądzona o idiotyzm, potraktowana jak śmieć, zmuszona to czucia sie jak krętacz. Dzięki Rodacy :(

 

jol.

16:17, kapelutki
Link Komentarze (6) »
niedziela, 20 lutego 2011

 

Żyj nam kolejne 26 lat, droga Regino...

 

 

 

niedziela, 13 lutego 2011

 

 

Nie chce mi się pisać. Jaka jest Malta, każdy widzi.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Aaaaa! I przecież nie może zabraknąć maltańskiego rycerza!

 

 

KONIEC

 

 

Re

 

 

Tagi: Malta
18:09, kapelutki , Żale Reginy
Link Komentarze (5) »
sobota, 12 lutego 2011

 

Mieliście kiedyś swojego prześladowcę? Ja miałam. Właściwie to nadal mam. Jak już mi się wydaje, że nie mam, to zaraz okazuję się, że nic z tego, jednak mam. I właśnie znów się uaktywnił.

Mój Prześladowca nie jest AŻ TAK natrętny. Nie śledzi mnie (choć z drugiej strony może robi to tak profesjonalnie, że niczego nie zauważyłam). Jest stosunkowo niegroźny (chyba). I mieszka w odległości 500 kilometrów (przynajmniej tak twierdzi), co trochę mnie uspokaja. Nieważne. Nie o tym miało być, gdzie mieszka mój Prześladowca. Miało być o tym, jak się go pozbyć.

Trwa to już jakiś czas. To, czyli życie w cieniu Prześladowcy;) Parę lat. I przez te parę lat wysyłanie delikatnych sygnałów (że nie jestem zainteresowana, że chemia nie teges, że całkiem śmiało mogę bez niego żyć…) nie dało żadnych rezultatów. A mój stręczycie niestety deczko mnie przeraża i chyba najwyższa pora się go jednak pozbyć...

Mogłabym w sumie załatwić to szybko i boleśnie, ale przecież jestem damą, a damy nie lubią brudzić swoich białych fioletowych rękawiczek. Ciężką artylerię wyciągają w ostateczności i wtedy dopiero trup ściele się gęsto. Póki co… trzeba wrócić do dawnych sprawdzonych nawyków i przypomnieć sobie kilka technik manipulacji a la Regina Falangi w wersji 13-18.

 

Krok pierwszy: KONFABULACJA.

Kiedyś byłam mistrzem w tej dziedzinie. Baśnie Braci Grimm to nic w porównaniu z tym, do czego była zdolna moja nieposkromiona mitomania. Jako pierwsza udowodniłam, że kłamstwo wcale nie musi mieć krótkich nóżek. Wystarczy tylko nie pogubić się w labiryncie własnych wymysłów, dbać o spójność zeznań i zachowywać zimną krew w najbardziej podbramkowych sytuacjach. Trzeba tez zadbać o „wszystko”, czyli niepodważalne alibi, plan B, plan C, plan D, czasem dobrze mieć też w zanadrzu plan E i plan F, ale to pewnie wiecie. Wyższym stopniem wtajemniczenia jest to, co ja nazywam PRAWDZIWYM KŁAMSTWEM. Na czym ono polega, nie zdradzę. Przynajmniej na razie. W końcu nie powinno odkrywać się wszystkich kart już na początku.

 

No nic. Czas, by moje ulubione powiedzonko – „Nie ma takiego wagonu, co go się nie da odczepić” – nabrało całkiem nowego znaczenia. Do dzieła! The time has come! Someone’s going down tonight!

 

 

Regina w wersji 13-18.

 

 

piątek, 11 lutego 2011

Tak sobie dziś w malignie gorączkowiej rysowałam:

dzieło Jolanty

 

joluś

 

ps. jestem chora.

 

W Bolonii ja i Halszka spędziłyśmy tylko jedną dobę i odleciałyśmy w kierunku Malty. Wenus i Lumberjack zostali dzień dłużej i odlecieli w kierunku Krakowa.

Nie będę rozwodzić się nad tym, co robiliśmy w Bolonii, bo relacja z wycieczki robi się dłuższa od samej wycieczki. Poza tym już prawie wszystko zapomniałam.

Generalnie Bolonia jest całkiem przyjemna. Nawet więcej niż przyjemna. Bardzo przyjemna. Pomyślałam, że w sumie to mogłabym tam zamieszkać, ale potem dowiedziałam się, że i tak nie byłoby mnie na stać na przeżycie, więc porzuciłam tę myśl czem prędzej.

 

W Bolonii chcieliśmy zrobić dwie rzeczy:

1. Zasiąść w ławach Uniwersytety Bolońskiego.

2. Zjeść spaghetti po bolońsku.

 

Pierwsze się udało, drugie nie. W Bolonii nie jada się spaghetti po bolońsku. Najbardziej rozczarowana była oczywiście Wenus, bo tak naprawdę to ta makaronowa wizja przekonała ją, żeby w ogóle jechać. Nie wiem, czy wiecie, ale to ona właśnie (Wenus, nie wizja) założyła

Kościół Latającego Potwora Spaghetti. Choć w Wikipedii można przeczytać, że prorokiem pastafarianizmu był jakiś tam Bobby Henderson, nie wierzcie, to ściema. Tak jakby w ogóle można było nazywać się Bobby Henderson.

 

Wracając jednak do spaghetti, którego nie zjedliśmy...W końcu zdecydowaliśmy się na lasagne po bolońsku. Też była dobra. Choć mała.

 

 

 

Pośladki Neptuna, można rzec, były motywem przewodnim całej naszej wycieczki noworocznej. Dosłownie: przewodnim. Jak nie wiedziliśmy gdzie iść, zawsze kierowaliśmy się na dupę Neptuna. Była nam niczym drogowskaz.

 

 

 

 

 

 

 

Uniwersytet Boloński bardzo nam się spodobał. Nawet wpisaliśmy się do księgi pamiętkowej. Ja wpisałam... nas... Nie pamiętam jednak, co... :/

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Poniżej kości bolońskich prawników - ze specjalną dedykacją dla Halszki oraz Pana M.

 

 

 

 

 

A na koniec...

 

...Echh, jak dobrze być Reginą...

 

I wszędzie mieć swych podwładnych ;)

 

 

No dobra. To tyle jeśli chodzi o Bolonię. Jeszcze tylko Malta i jesteśmy w domu.

 

 

Re

 

czwartek, 10 lutego 2011

 

Zmarł mój ulubiony polski duchowny :(((

I co teraz? Mam stracić resztki mojej wiary...?

 

:((Re:((

środa, 09 lutego 2011

kapelutki malują

 

Jak w tytule. Malujemy studio Jolanty. Albo pokój Jolanty (zalezy co z tego wyjdzie). W każdym razie, malujemy razem, bo co dwa kapelutki to nie jeden.

 

Co do naszych pomocników przy pracy: ten duży po lewej to Wałkoń, a ten mały po prawej - Koniowałek.

Poznajcie się.

 

 

jol.

wtorek, 08 lutego 2011

 

No jak to, jak? Przyjechaliśmy, wyprostowaliśmy, poszliśmy na pipcę. Bo taki był plan.

 

 

 

TADAM!!

 

Wszyscy tylko Wieża, Wieża, a przecież każdy se może taką wieżę w willi powiesić (Państwo M. na ten przykład powiesili se taką na lodówce), a dopiero Katedra to robi wrażenie!

 

Ale póki co to jeszcze Wieża...

 

I... Wieża...

 

I... Baptysterium...

 

By wreszcie przejść do Katedry. Na zdjęciu bardzo ważna i bardzo stara fasada...

 

Oraz jeszcze ważniejsze drzwi z brązu...

 

Styl lombardzki, kolorowy piaskowiec, majolika i te sprawy;)

 

Rząd wysokich kolumn nawy głównej przerywają tylko cztery filary, dźwigające bęben kopuły. Wrażenie strzelistości potęgują otwarte empory z przemiennym układem kolumn i filarów oraz podwójnymi oknami, przypominającymi Bizancjum.

 

Dooobra, przyznaję się. Przepisałam to skądś. I nawet nie widzieałam, co to jest empora. Ale teraz już wiem, bo sobie zguglowałam.

 

Ambona autorstwa Giovanni'ego Pisano z miejsca zauroczyła Wenus. My, laicy, doceniliśmy jej kunszt dopiero po chwili;)

 

Jesus Christ Superstar, znany także jako Pantocrator.

 

Podsumowanie:

Będąc w Pizie należy obowiązkowo udać się na Campo dei Miracolo, czyli Plac Cudów, na którym stoi rewelacyjny kompleks budynków, wśród których najważniejsze to:

1. Katedra Satna Maria Maggiore (REWELACYJNA)

2. Baptysterium (GIGANTYCZNE)

oraz

3. Dzwonnica - zwana kiedyś Krzywą Wieżą. A potem przyjechali Polacy i wszystko zepsuli.

 

Po takiej dawce architektonicznych cudów nie pozostało nam nic innego, jak zaaplikować sobie dawkę cudów kulinarnych. Dlatego poszliśmy na pipcę, czyli pizzę. Po konsumpcji jednogłośnie uchwaliliśmy, że była to najlepsza pipca, jaka przetoczyła się przez nasz układ pokarmowy.

Zdjęcia pizzy nie mamy dlatego musicie zadowlić się zdjęciami Pizy.

 

 

 

 

 

 

Na koniec pozdrowienia dla Człowieka Orkiestry! Oklaski dla tego pana, który (jako pierwszy w historii) doprowadził Reginę do tańca. Na ulicy.

 

W przeszłości na pewno był holenderskim (lub brytyjskim) rekinem finansjery, ale potem stwierdził, że pogoń za pieniędzmi i karierą nie ma sensu, dlatego rzucił wszystko i został ulicznym szołmenem:)

 

I tak oto wyglądał nasz Brand New Year!

 

 

W następnym odcinku o tym, jak zasiedliśmy w ławach Uniwersytetu Bolońskiego.

 

Re

 

 

niedziela, 06 lutego 2011

Jak to sie dzieje, ze jeszcze miesiac temu chciałam przenosić góry i doliny, zawracac kijem rzeki, porywac się z motyką na słońca i wtykać patyki w mrowiska, a dziś czuje że mam galopująca nerwicę lękową, zaburzenia wzroku, nic mi się nie chce, nie mogę spać, nie mogę się obudzić, nie mogę chodzić, nie mogę siedzieć, chciałabym się zdematerializować, albo teleportować w nieznane, nawet jeśli miałoby to być wnętrze wątroby wieloryba?

nic nie czuję. nic. kompletna pustka. śnią mi się koszmary - zombie, zwierzęta z ludzkimi głowami, bear grylls i doda elektroda w filharmonii sztokholmskiej. 

 

jol.

Zakładki:
* Kapelutki - BLOG ROKU 2011 *
100 rzeczy TO DO BEFORE DEATH and DISHONOR
AAA W RAZIE POTRZEBY KONTAKTU
Introduction, czyli...
Jolanta czytuje:
Kapelutki wspólnym okiem zaglądają:
Regina podgląda:
PustaMiska - akcja charytatywna


Hej, jesteśmy na Facebooku:

Jolanta z Chudowa

BBC Radio
Fajnie mówią "Agnijeska Ratłanska"

*UWAGA! ACHTUNG! ATTENTION!*
Jakby co, piszta tu:
kapelutki[maupa]gazeta.pl