Powstaje, kiedy królowe ściągają korony i zakładają ordynarne kapelutki. W razie wątpliwości - ten blog piszą DWIE osoby: Regina i Jolanta.
poniedziałek, 25 lutego 2013

Skośne, ciasne, ale własne... 

 

i taaaak

 

... chociaż dziś mam wieczór wątpliwości, dlatego muszę się przespać z myślą o tej własnej ciasności.

(ale ze mnie Szymborska :))

 

jol.

środa, 20 lutego 2013

 

Kiedyś lubiłam pisać i malować paznokcie. I całkiem nieźle wychodziło mi chyba i jedno i drugie. Teraz... nie chce mi się. Nie chce mi się poświęcać czasu. Nie chce mi się starać. I chyba nawet już nie lubię.

Minął kolejny rok. Znów nic się nie zmieniło. To nie był dobry rok. Jak co roku nie był. Nie był też zły. Jak co roku. Był jak co roku... byle jaki. Bylejakość jest najgorsza. 

W dniu urodzin życzę sobie, aby kolejny rok był wreszcie lepszy niż poprzedni. Albo żeby skończył się świat. Over.

 

Rybka zwana Reginą

 

 


 

Ps. Kilka słów o Rybie

 

(19.02 – 20. 03)
słowa kluczowe: Ucieczka od rzeczywistości. Moje motto to intuicja, marzenia, sztuka, współczucie, iluzja.

Cechy charakteru

Ryby są bardzo zmienne i podatne na wpływy. Mogą sprawiać wrażenie pozbawionych siły przebicia i umiejętności walki o swoje sprawy. Potrafią jednak odnieść ogromny sukces w dziedzinach, gdzie będą mogły wyrażać emocje i wykorzystać intuicję, np. w sztuce lub zawodach związanych z pomaganiem. Są bardzo wrażliwe, zarówno na cudzą krzywdę, jak i na krytykę siebie samych. Często odbierają rzeczywistość jako zbyt brutalną i wolą od niej uciec w iluzje lub nałogi.

Główne zalety

Ryby mają niezawodną intuicję i instynkt. Są ofiarne i gotowe do wielkiego poświęcenia, czasem wręcz zapominają o sobie. Są obdarzone ogromną twórczą wyobraźnią, którą mogą wykorzystać we wszelkich dziedzinach sztuki.

Główne wady

Problemem Ryb jest skłonność do cierpiętnictwa i stawiania się w roli ofiary. Ryby są dość chwiejne i łatwo zmieniają zdanie. Ich myślenie bywa bardzo subiektywne, mające niewiele wspólnego z rzeczywistym obrazem sytuacji. Nadwrażliwość i nieumiejętność radzenia sobie z emocjami własnymi i cudzymi może je popchnąc w kierunku alkoholu czy narkotyków.

Kobieta

Typ zwiewnej nimfy, rusałki. Oddana, kochająca, sama często usuwa się w cień. Zdolna do poświęceń aż do zatracenia samej siebie.

Mężczyzna

Empatyczny i oddany, ale i skłonny do iluzji oraz nałogów. Bardzo uzależniony od swoich zmiennych nastrojów.

Przyjazne znaki:

Rak, Skorpion, Byk, Koziorożec

sobota, 16 lutego 2013

Boli :(((

Poza tym chodzę jak Maka Paka i czuje się jak kawał siusiaka :(

Dla niewtajemniczonych (Maka Paka to ten dziad z rowerem, który pojawia się w 15 sekundzie):

 

Boli :(((

 

JOL.

piątek, 15 lutego 2013

 

Jem. Jem, jem, jem, jem.

Wczoraj, z okazji drugiego dnia Wielkiego Postu zjadłam dwa pączki, cztery kanapki, frytki i draże. Wszystko przed 16. Potem jeszcze tylko obiad. I poszłam spać.

Dziś od rana pochłonęłam już cztery kanapki, tabliczkę czekolady i zupkę chińską o romantycznej nazwie Amore Pomidore. Mam jeszcze tylko jogurt i to jest jedyna rzecz, na którą nie mam ochoty.

Wczoraj oczywiście miałam walentynkową chandrę. Bo nie napisał. Kto? Ano nikt. Nie no, napisał pan modernizator strony internetowej, którą administruję. "Pani Regino, wyobrażam sobie, że nie jest to wymarzony prezent na Walentynki :) ale w załączniku przesyłam fakturę za modernizację strony". Czy to podryw? Chyba nie. Jeszcze pół roku temu modernizował mi ją za darmo, bo "ma pani bardzo przyjemny głos." Niewykorzystane sytuacje mszczą się w przyszłości. Nie tylko w piłce.

Nie mogę się zdecydować, czy powinnam być szczęśliwa, czy nieszczęśliwa. Profilaktycznie wpadłam w histerię (raz) i popłakałam (raz). Wczoraj. Wczoraj oczywiście. Wcześniej jeszcze na przystanku usiadłam obok chłopaka lat, bo ja wiem, około 14. Po kilku minutach zauważyłam, że zamiast lewej ręki ma "skrzydełko". Próbował owinąć sobie arafatkę wokół szyi. Natychmiast rzuciła się na niego starsza kobieta, żeby mu pomóc. Ona chciała dobrze. Ale on chyba nie chciał jej pomocy. W momencie zrobił się purpurowy. A mi zrobiło się niewymownie przykro. Sama nie wiem, czy ze względu na niego, czy na siebie.

Jestem zdrowa. Ładna. Wykształcona. Zabawna. A równocześnie jestem życiową kaleką. On dużo lepiej radził sobie z tą arafatką i z zakładaniem czapki na głowę jedną ręką niż ja z tym, żeby nie rozwiązywać wszystkich problemów (zarówno realnych jak i wyimaginowanych) drogą jedzenia lub spania.

Nie umiem ruszyć z miejsca.

 

Re

środa, 13 lutego 2013

Hm... znowu telefonia z Re, bo mnie wczoraj też wzięło na wspomnienia, przy których śmiałam się jak głupi do jaj, do jajecznicy znaczy się. Moje wspomnienia dotyczyło jednak epizodu z życia mojego i Pana Dziwnego. Nie żebyśmy kiedykolwiek mieli jakieś wspólne życie, ale przez chwilę mieliśmy wspólny cel - wygrać pewien bardzo ważny konkurs wiedzy o kinematografii, że się tak oględnie wyrażę. Wspólny, bo drużyny były dwuosobowe, co by jednej osobie mózg nie eksplodował od nadmiaru wiedzy filmowej. W tym wielkim, wieloetapowym konkursie braliśmy udział co roku przez trzy lata z rzędu, z każdym rokiem plasując się na coraz wyższym miejscu w finale (w półfinałach to chyba oczywiste, że zawsze byliśmy na podium :)). Ale pierwszy nasz udział w konkursie miał kilka chwil, które dziś - z perspektywy czasu i ogłady - niezwykle mnie żenują, no bo "jak mogliśmy TEGO nie wiedzieć!?" 

Jedna z naszych najbardziej żenujących wpadek dotyczyła tak znanego filmu jak "Powiększenie" Antonioniego, którego nie wiedzieć czemu, żadne z nas nie obejrzało przed konkursem (przypominam, że mieliśmy wtedy po 15 czy 16 lat, więc zrzucam to na karb płochości młodości)... Cóż, widocznie po prostu tak dużo się uczyliśmy, że już nie starczyło nam siły.  

Oczywiście, nieznajomość poprawnej odpowiedzi na pytanie nie zwalnia od udzielenia odpowiedzi jakiejkolwiek, najlepiej nietendencyjnej :)

 

Scena wygląda tak: Sala szkolna. W ławkach drużyny dwuosobowe męczą się nad arkuszami pytań konkursowych. W jednej z ławek siedzi Jolanta z Panem Dziwnym, wypełniają arkusz długopisem w kształcie ciupagi (innego nie znaleźli po drodze na konkurs a nie wzieli sobie swoich... no młodość - płochość, mówię przecież...). Nagle trafiają na pytanie:

Jolanta: "Jaki przedmiot widać na powiększeniu zdjęcia w filmie Powiększenie Michelangelo Antonioniego?"...  (o_O)

Pan Dziwny i Jolanta: Hm...   (0_o)  (o_O)

Pan Dziwny: ... może pistolet? (0_o)

Jolanta: No... może  (o_O)

Pan Dziwny: Ale to byłoby zbyt tendencyjne. Napiszmy "jabłko"! (:-)

Jolanta: Zgoda! (:-)

 

WIDOWNIA:     facepalm

 

KURTYNA: opada zażenowana

 

Ale widocznie i tak wiedzieliśmy więcej niż pozostali uczestnicy konkursu bo podium było :)

 

JOL.

wtorek, 12 lutego 2013

 

Nie mam pojęcia dlaczego, ale dziś przy konsumpcji pierogów z kapustą zalała mnie fala wspomnień z wieczoru panieńskiego ówczesnej Panny Joli a obecnej Pani Jolanty. Śmiałam się do tych pierogów jakby to co najmniej były ruskie, pewnie przez to teraz kole mnie w żołądku. 

Jola obiecała, że Wam wszystko a nawet wszytsko ;) kiedyś szczegółowo opisze - z jej perspektywy. Ja pamiętam jak to scenariusz owego Wieczoru powstawał. Kilka tygodni bólów porodowych i... nic!  Razem z Halszką nie byłyśmy w stanie nic wymyślić. Aż w końcu dzień przed zdecydowałyśmy, że musimy iść do knajpy i się upić. Tak też zrobiłyśmy. Całkiem przypadkiem spotkałyśmy Qquasi, która chętnie włączyła się do pomocy. I tak - jeszcze przed zapadnięciem całkowitego zmroku zrodził się PLAN :) Plan Szalonego Wieczoru Panny Joli. Z króliczą norą i krakowskimi kwiaciarkami w tle :) Zakończony w klubie, który dziś już nie istnieje, gdyż jakiś czas później spektakularnie runęły w nim schody...

 

Re

wtorek, 05 lutego 2013

 

Ostatnio całkiem nie-przez-przypadek uczestniczyłam w targach ślubnych. Niedaleko mojego stoiska i mojej "ambony", którą podpierałam, urzędowała pani makijażystka. Pani makijażystka wykonywała makijaże co poniektórym modelkom. Na pierwszy rzut przyszła przepiękna dziewczyna. Włos ciemny. Morskie oko. A rzęsy? Proszę Państwa, to były najdłuższe, najbardziej gęste i podkręcone naturalne rzęsy świata. A ich właścicielka? En face - Megan Fox. Z profilu Angelina Joli. Zgrabna. Wiotka. Proporcjonalna. ŚLICZNA.

Nie mogłam oderwać od niej wzroku. Co chyba szybko zauważyła, bo systematycznie co 15 sekund zerkała w mym kierunku, czy aby na pewno patrzę i podziwiam. Zależało jej tym bardziej, jako że byłam jej jedyną publicznością. Godziny poranne. Zblazowane pary planujące ślub na 2115 jeszcze nie zdążyły zjeść swego francuskiego śniadania i przybyć, by manifestować swoje znudzenie a la "Nie wiem. Nie wiem, czego chcę. Zaskocz mnie. I tak będę niezadowolona/y."

Nie pozostało mi nic innego, jak bezczelnie obserwować Megan Angelinę wzrokiem wyrażającym zazdrość, jednakże z lekką (fałszywą) nutką "Wcale nie robisz na mnie wrażenia." Szukałam w niej wad. Może trochę na siłę. A jednak, jak powiedział Pan: "Szukajcie, a znajdziecie" (Mt 7:7).

Uśmiechnęłam się z satysfakcją. Wręcz rozpromieniłam. 

Uśmiech. Normalnie dodaje ludziom uroku. Blasku. Chwały. A ona... ona uśmiechając się... wyglądała jak Niania McPhee!! 

Dla niezorientowanych załączam fotografię.

Triumfalnie otworzyłam tabliczkę czekolady i bezczelnie czekałam aż się uśmiechnie. W jednym momencie robiła się taka brzydka, że... aż miło było popatrzeć. Z każdym jej uśmiechem i z każda kolejną kostką czekolady poziom moich endorfin w organizmie wzrastał.

A na koniec, gdy makijaż był już gotowy i Megan Angelina McPhee mogła wreszcie zerknąć w lustro, zachowała się tak, jakby co najmniej otrzymała właśnie koronę  Miss Universe... Zaczęła machać rękami na wysokości swych wytuszowanych 5-centymetrowych rzęs, by pohamować łzy. Jednak wzruszenie wzięło górę. W końcu była TAKA PIĘKNA!

 

 

Regina Wredna Falangi

Zakładki:
* Kapelutki - BLOG ROKU 2011 *
100 rzeczy TO DO BEFORE DEATH and DISHONOR
AAA W RAZIE POTRZEBY KONTAKTU
Introduction, czyli...
Jolanta czytuje:
Kapelutki wspólnym okiem zaglądają:
Regina podgląda:
PustaMiska - akcja charytatywna


Hej, jesteśmy na Facebooku:

Jolanta z Chudowa

BBC Radio
Fajnie mówią "Agnijeska Ratłanska"

*UWAGA! ACHTUNG! ATTENTION!*
Jakby co, piszta tu:
kapelutki[maupa]gazeta.pl