Powstaje, kiedy królowe ściągają korony i zakładają ordynarne kapelutki. W razie wątpliwości - ten blog piszą DWIE osoby: Regina i Jolanta.
poniedziałek, 29 listopada 2010

 

Albo przynajmniej bywamy. Albo przynajmniej JA bywam. Dlaczego? Bo jest mi niewymownie przykro, gdy ktoś zabija jakąś cząstkę mnie, która dla mnie jest ważna, choć dla innych znaczy tyle, co pchła. Bo zdarza się, że jak coś mówię, to ludzie patrzą na mnie tak, jakbym właśnie spadła z innej planety. Bo też czasami jestem przemądrzałym, upartym, widzącym tylko czubek własnego rogu jednorożcem. Bo bywa, że budzę się w środku nocy i czuję „przytłaczającą po prostu samotność”. Bo chciałabym być zauważana przez kogoś, kto wmawia sobie, że nie istnieję. Bo potrzebuję akceptacji otoczenia i czasami robię dziwne rzeczy tylko po to, by zwrócić na siebie uwagę. Albo popadam w nastroje i denerwuję nawet samą siebie. Bo nieskromnie uważam, że jestem piękna… na swój sposób… Choć może trochę niedzisiejsza, lekko spóźniona i boję się, że gdy inni będą już w jutrze, ja wciąż zostanę we wczoraj… I zniknę… Bo nie pojmuję tylu rzeczy, czasem nawet najbardziej oczywistych… Bo…bo…bo…bo… Ale przecież to właśnie Damian przyznał, że „księżniczki wcale nie mają łatwego życia”. To królowe tym bardziej;)

Jakiś czas temu została Kapelutkom ofiarowana książka "Życie i śmierć oraz sek(n)s (poniekąd) według Damiana". Sztuk dwie, dla każdego Kapelutka po jednej. Prezent nadszedł od samej autorki, Anny Strzeleckiej. Z miejsca postanowiłyśmy z Jolantą napisać wspólnie pean pochwalno-dziękczynny, ale skoro góra z górą się nie zejdzie, to tym bardziej my nie jesteśmy w stanie zejść się, by coś wspólnie wyprodukować. Produkujemy niby Kapelutki, ale to tak naprawdę jest razem, a jednak jakoby oddzielnie. Dlatego zdecydowałam wziąć sprawy w swoje ręce. Tym bardziej, że zwłoka już się zrobiła straszna i wstyd mnie ogarnia, jak sobie to uświadamiam. A zatem…

W imieniu Kapelutków dziękuję za Damiana, którego świeże zdystansowane spojrzenie na naszą ludzką rzeczywistość zmusza nas do zweryfikowania światopoglądu, przewartościowania wartości i zastanowienia się nad sobą. Za to, że jest nie tylko kopalnią cytatów, ale przede wszystkim uniwersalnych prawd. Damiana nie można przeczytać raz. Nie można przeczytać TYLKO raz. Trzeba go czytać  po wielokroć i gwarantuję wam, że za każdym razem można wygrzebać jakąś nową genialną myśl. Tak jakby on stał tuż obok i szeptał nam ją do ucha.

Zaproście więc Damiana już dziś do waszych domów! Pozwólcie mu spać na waszym dywanie! Niech będzie waszą słodką maskotką! Niech będzie waszym najlepszym przyjacielem! Niech będzie wreszcie waszym wyrzutem sumienia! A kiedy zaplątacie się we własnych dywagacjach nad życiem, śmiercią i sensem seksu, a jego akurat nie będzie w pobliżu, zawsze możecie zapytać: WHAT WOULD DAMIAN DO? What would Damian say? I pamiętajcie, że najprostsze odpowiedzi i najbardziej oczywiste rozwiązania, są równocześnie przeważnie najlepsze.

 

Regina (poniekąd) :))

 

PS. Chciałam jeszcze napisać coś o rewelacyjnych ilustracjach, ale lepiej będzie jeśli na ten temat wypowie się ten bardziej artystyczny Kapelutek, czyli Jolanta. W każdym razie ja TEŻ jestem pod wrażeniem.

 

 

11:52, kapelutki
Link Komentarze (2) »

Muszę zrobić mały fidback i sprostowanie do poniższych wpisów Reginy. Zgadzam się, że Kapelutki należy odwiesić, bo co ma wisieć, to - znająć przewrotność koincydencji - z pewnością utonie. Toteż - odwieszamy. Ale sprostowanie brzmi:

Jolanta von Chudów nie jest smutna. Jest jeno nieco zawalona myślami na temat swojej egzystencji. Poza tym pseudo prace mnożą się jak króliki i trzeba je karmić nic nie oczekując w zamian, toteż Jolanta karmi. Jolanta także się szkoli, bo wiadomo, że dyplom uniwersytecki, to jak zaświadczenie z przedszkola, więc, żeby naprawdę liczyć się na rynku pracy, trzeba zrobić jeszcze 5 lat studiów podyplomowych,  18 kursów, w tym na wózek widłowy i żurawia oraz skończyć intensywny kurs jogi dla opornych i pływania synchronicznego w górskim potoku. Ot, czemu Jolanta nie pisze. Na razie.

JOLANTA

niedziela, 28 listopada 2010

 

Regina: Serio nigdy nie oglądałaś Inspektora Gadżeta???

Halszka: Pamiętam tę piosenkę z początku, ale zupełnie nie pamiętam, o czym był ten film. Pewnie widziałam kilka odcinków, ale nie byłam fanką.

Regina: Jak to nie? Przecież Inspektor Gadżet miał takie zajebiste gadżety!!! Coś ty robiła w dzieciństwie? Grałaś na skrzypcach, wciśnięta w kąt ciemnego pokoju?

Halszka: No :(

Regina: Eeee, coś kręcisz. Przecież ty nie umiesz grać na skrzypcach. Chyba że grałaś na skrzypie

Halszka: Grałam na kibordzie :| Wciśnięta w kąt ciemnego pokoju :|

 

Hmmm, to wyznanie nasuwa mi tylko jedno skojarzenie….

 

http://www.youtube.com/watch?v=yLa8Br569gA

 

(Niestety umieszczanie filmu na stronach zostało wyłączone.)

 

Słowo się rzekło. Poeci do piór! Emeryci do urn! Studenci do nauki! Pasta do zębów! Kapelutki do życia! I do pisania o życiu! I śmierci.

Niniejszym zarządzam nową erę w dziejach blogowania –

Kapelutki: Reaktywacja!

Po dwóch latach zawsze przychodzi kryzys – w związku, w pracy, choć gdzie. I w blogu, jak widać na załączonym obrazku, także. Ale kryzys jest po to, żeby z niego z podniesionym kapelutkiem wychodzić, czyż nie?!

A zatem apeluję do Ciebie, Jolanto von Chudów (czy też może, jeśli wolisz – Pani M.): przestań zjadać swoje paznokcie i pisz! Nie smuć się! Nie możesz być teraz smutna! Popatrz, śnieg na jodłach, śnieg na sosnach, wszędzie śnieg! Święta idą! Nowy Rok bieży! Tyle powodów do napierdalania! Tyle bałwanów do ulepienia! Tyle palców do odmrożenia! Tyle fervexu do wypicia! Tyle wilków do złapania! Tyle potrójnych rittbergerów do wywinięcia na chodniku! Dalej dalej nogi Gadżeta!

 

Re-aktywacja


Ta wiadomość ulegnie samozniszczeniu za 5...4...3....

piątek, 26 listopada 2010

 

Źle się dzieje w państwie kapelutków. Oj źle. O jej, jak źle.

W czwartym miesiącu mego nieskrępowanego lenistwa stwierdzam, że lenistwo jest złe. Tak jak studia są złe, bo zabijają pasję, tak lenistwo jest złe, bo sprawia, że nie chce się człowiekowi robić rzeczy, które dawniej sprawiały mu przyjemność. Każdego dnia bardziej, bardziej, bardziej. Się nie chce. A mówili, że perpetuum mobile nie istnieje…

W piątym miesiącu re-pobytu w Polsce stwierdzam, że tęsknię za Katarem. Za problemami, które tak naprawdę nie istniały. Za absurdami, które istniały aż za bardzo. Za miejscami, które lubiłam. A może po prostu tęsknię za moimi dziewczynami, z którymi można by konie kraść i klepać różaniec, pod warunkiem, że nie byłyby muzułmankami.

Codziennie wieczorem przed pójściem spać obiecuję sobie, że jutro wezmę życie za kark i smoka za rogi, ubiorę się w kombinezon Super Mario Bros i uratuję Księżniczkę Peach, która przecież tkwi w każdej z nas… A potem budzę się rano cała połamana po kilkugodzinnej walce z łóżkiem, które jak zwykle chciało mnie zabić i już wiem, że to nie będzie dobry dzień.

Mam cienie pod oczami, połamane paznokcie, cellulitis, fałdy na brzuchu, wypadają mi włosy, boli mnie gardło, skończył mi się tusz do rzęs, nie mam pracy i zrobili przerwę w nadawaniu mojego ulubionego serialu. A słońce śmieje mi się w twarz promiennie.

 

Wdech – Wydech. Wdech – Wydech. Wdech – Wydech…

 

Re-animacja

 

poniedziałek, 15 listopada 2010

Zanim przejdziecie do wpisu właściwego, muszę zaznaczyć, że niżej opisana rozmowa z Reginą dała mi do myślenia, na temat niezwykle istotny, mianowicie: czy my do szczętu oszalałyśmy?

Nie mogłam się powstrzymać, przed publikacją go (w końcu jestem dzieckiem autostrady i wszystko, co prywatne, jest mi obce). Backgroundem tej rozmowy jest informacja o osobie X, która zakłada stowarzyszenie XYZ, co zmotywowało Jolantę do ruszenia dupy i poczynienia nią kroków w kierunku sformalizowania także swojej pasji i zrzeszenia wokół niej innych fanów tejże idei. Podniecona tą myślą, Jolanta oczywiście napisała email do swojej prawej ręki i nerki – Reginy. Regina odpisała z prędkością światłowodu, aczkolwiek jej odpowiedź daleka była od łechtania Jolanty z powodu urodzenia nowego pomysłu:

 

Jolanta: Powiem szczurze, ze zapał X mnie mobilizuje. O stowarzyszeniu  ABC myślałam lata temu, ale zawsze byłam zbyt opieszała, żeby coś z tym zrobić. Zresztą myślałam, że to jest niemożliwe, ale widzę, że jednak jest możliwe. Wiec stowarzyszenie ABC też musi powstać!

Regina: Nazwałaś mnie szczurem...

 

Jolanta, ochłonąwszy nieco, lotem błyskawicy odpisała Reginie, co by ją udobruchać:

 

Jolanta: Boże… Ten dialog z pewnością znajdzie się w legendzie założycielskiej stowarzyszenia.

 

Tak oto,  na waszych ekranach rodzi się stowarzyszenie ABC, tak jak dwa lata temu w ten sam szaleńczy sposób zrodziły się kapelutki, bez których wielu z nas już nie wyobraża sobie życia. Najważniejsza w powstawaniu każdej idei jest legenda założycielska. W naszym przypadku legendę tę będą oczywiście powtarzać wnuki Wenus, ale i Wy możecie ją sobie zapamiętać. Być może będzie dla kogoś z Was inspiracją przy zakładaniu własnego stowarzyszenia.

 

JOL

piątek, 12 listopada 2010

 

 

Halszka: A ja już nie chcę zostać żoną maltańskiego rybaka.

Regina: To czyją żoną chcesz zostać?

Halszka: Nie wiem... Może portugalskiego rybaka...

 

o_O

 

 

poniedziałek, 08 listopada 2010
niedziela, 07 listopada 2010

 

Niedzielny poranek. 6.30. Regina i Wielki Brat smętnym krokiem zmierzają w kierunku samochodu. Regina podaje kluczki Wielkiemu Bratu.

 

Regina: Jedziesz.

Wielki Brat: Chyba ty.

Regina: No nie wiem…

Wielki Brat: Co nie wiem?

Regina: No nie wiem.

Wielki Brat: Boooo?

Regina: Trochę wczoraj popłynęłam…

Wielki Brat: Mnie złapał sztorm na pełnym morzu i połamał maszty. Wciąż dryfuję do brzegu.

Regina: Jesteś wyższy! Masz prawie dwa metry wzrostu, a ja metr siedemdziesiąt w kapelutku!

Wielki Brat: Ale ty więcej ważysz. Jedziesz.

 

Żartowniś.

 

 

Halszka: Cały dzień mnie nie było, a teraz zbieram się na imprezę. Dla odmiany.

Regina: Boooże, nie do wiary! Ty idziesz na imprezę, a ja nie mam co ze sobą zrobić w sobotni wieczór. Mam auto, kasę i fajki i zero planów. Idę się zabić.

 

10 godzin później.

 

Halszka: I co, zabiłaś się?

Regina: Nie. Zapiłam się.

 

 

Nowa forma samounicestwienia - samopijstwo.

 

in RE incerta cernitur

piątek, 05 listopada 2010

Ok, to jest po prostu wyśmienite.

I straszne.

Wyśmienite i straszne jednocześnie. Nie mam pojęcia, dlaczego się z tego śmieję. Z czego się śmiejecie? Z samych siebie się śmiejecie...

Eehh. Ale się uśmiałam :) Ale teraz już muszę sie zbierać.

 

JOL

11:25, kapelutki
Link Komentarze (1) »

Piękny film dziś znalazłam. Może komuś pomoże :

 

JOL

czwartek, 04 listopada 2010

 

Medycyna ludowa mówi, że „pestki dyni spadły z kieszeni Boga na ziemię i nie ma na świecie zdrowszej od nich rzeczy”. A zatem wpierdalam. Ponadto słonecznik. Oraz śladowe ilości orzechów arachidowych. Mam obiecaną piękną skórę, włosy i paznokcie. (A wszyscy wiedzą, jak ważne dla mnie są włosy i paznokcie. Zwłaszcza paznokcie.) No i nie mam co się obawiać chorób związanych z prostatą. Co za ulga.

Do tego, proszę państwa, imbir tirimbirimbirimbir w walce z globusem i towarzyszącymi mu nudnościami. Jeśli zlikwiduje też nudę i jeszcze będę po nim spać tak, jak po czterech ibuprofenach, to już w ogóle rewelka. Mama jest dumna z mojej konwersji na homeopatię. W nagrodę kupiła mi sto tabletek wspomagających pracę przewodu pokarmowego oraz wzmacniających odporność. Jestem do nich deczko uprzedzona, bo pachną piernikiem, co kojarzy mi się z Bożym Narodzeniem, co kojarzy mi się źle i wprawia mnie w kiepski nastrój. Jeszcze kiepściej mi się robi, gdy sobie pomyślę, że piguły te prawdopodobnie zostały zalecone przez Pana Stasia, który wyczytał mi choroby z wykradzionego przez Panią Matkę zdjęcia mego. Chcecie bajki? Oto bajka.

Pani Matka od lat jeździ do sąsiedniego miasta do swojego prywatnego uzdrowiciela. Dla równowagi do lekarza nie chodzi prawie wcale. (Raz w roku robi konwencjonalne badania i później wymachuje wszystkim przed oczami wynikiem, jaka to ona zdrowa.) Pan Stasiu jest nieomylny. Prześwietla klienta swoim laserowym wzrokiem i już wie. Inkasuje za to 50 zł. pln. Gdy klient nie chce się sam pofatygować, przepowiada dolegliwości ze zdjęcia. Ale nie tylko. Nie tylko dolegliwości. Parę lat temu, na ten przykład, wyczytał z mojej wykradzionej foty – UWAGA! - że mam PIĘKNE WNĘTRZE. Nawet w mojej rodzonej Pani Matce słowa te zaszczepiły ziarno wątpliwości w kompetencje prorockie Pana Stasia. Ale postanowiła je wyplenić, gdyż łatwiej było uwierzyć w moją wewnętrzną urodę, niż w to, że Stachu może się mylić. Ja natomiast informację o moim pięknym wnętrzu postanowiłam zignorować i skupić się na czymś bardziej namacalnym, czyli na mym pięknym zewnętrzu. I tak już zostało.

 

A na koniec jeszcze taki podsłuchany dialog:

Matka: I czemu mnie prześladujesz? Bo czerpię przyjemność ze zdrowego odżywiania?

Ojciec: To, że się zdrowo odżywiasz, jeszcze mogę zaakceptować. Ale to, że czerpiesz z tego przyjemność???

Regina (w myślach): To, że się zdrowo odżywiasz, jeszcze mogę zaakceptować. Ale to, że NAS zdrowo odżywiasz???

 

 

Regina i jej Piękne ZeWnętrze

 

 

Zakładki:
* Kapelutki - BLOG ROKU 2011 *
100 rzeczy TO DO BEFORE DEATH and DISHONOR
AAA W RAZIE POTRZEBY KONTAKTU
Introduction, czyli...
Jolanta czytuje:
Kapelutki wspólnym okiem zaglądają:
Regina podgląda:
PustaMiska - akcja charytatywna


Hej, jesteśmy na Facebooku:

Jolanta z Chudowa

BBC Radio
Fajnie mówią "Agnijeska Ratłanska"

*UWAGA! ACHTUNG! ATTENTION!*
Jakby co, piszta tu:
kapelutki[maupa]gazeta.pl