Powstaje, kiedy królowe ściągają korony i zakładają ordynarne kapelutki. W razie wątpliwości - ten blog piszą DWIE osoby: Regina i Jolanta.
niedziela, 20 listopada 2011

Zapuściłam się ostatnio z pisaniem, wiem. Moje nowe zlecenie wymaga ode mnie częstego jeżdżenia pociągami, co z kolei (nomen omen) sprawia, że jestem maksymalnie zmęczona, kiedy wracam do domu i ostatnią rzeczą, nawet po wzięciu udziału w jednym z japońskich programów rozrywkowym, jest włączenie komputere i pisanie notek. Niestety. W weekendy zajmuję się wektorowymi ilustracjami, myśleniem nad milionowym biznesem, oglądaniem stron chińskich producentów psich butów i patrzeniem w ścianę. No, jeszcze w sobotę rano jakimś cudem udało mi się zrobić sobie paznokcie. Kolor - fuksja. Pasuje do koloru routera z moblinym netem. Ach, no i byłam na kursie oprawiania obrazów:) Generalnie niewiele się dzieje.

Moje obserwacje lub, jak to bywa częściej, mimowolne przyjmowanie obrazów z pociągów mogłyby posłużyć za drugą częśc książki o psie, który jeździł koleją. Z tym, że tutaj byłby to triller. Z najbardziej tłustych kawałków - niefortunne zajęcie miejsca obok bardzo nadpobudliwego żołnierza z colą zmieszaną z wódką w butelce, który to żołnierz najpierw przez telefon rozprawiał z kimś o swojej nowej giwerze, którą ma ochotę wypróbowac na wsi, strzelając do czego sie da, potem zaś wyjął z plecaka zołnierski nóż do rozpłatywania ludzi na poły i tymże nożem zaczął czyścić swoją nową giwerę, którą także, cóż za niespodzianka! wyłoniła się z jego plecaka.

Myśl o tym, że zaraz wszyscy zginiemy, a ja będę pierwsza, bo siedzę najbliżej i przyciągam uwagę żołnierza obrączką (czego nie omieszkał mi powiedzieć, dodając, że w takim razie nie będzie mnie tu zaczepiał, bo pewnie mąż czeka na dworcu, a on nie chciałby komuś zrobić krzywdy...) była nieznośna, ale w sumie tylko przez chwilę. Przyzywczaiłam się do swojej nowej przyszłości "a la denat" i zajęłam się najbardziej produktywnym w tym położeniu zajęciem, jakie przyszło mi do głowy - czyli patrzeniem w ścianę.

Starsza kobieta z siedzenia obok - na widok giwery i noża - ubrała kurtkę i wyszła. Ja pomyślałam, że nie będę pochopnie oceniać ludzi po wyglądzie, zaczekam z wyjściem do pierwszego strzału (chyba, że będzie to strzał w moją stronę, wtedy powinnam powiedziec "zaczekam z zejściem"). Ostatecznie piszę to słowa jako nie-denat, nikt tez nie zginął w tym pociągu, przynajmniej w moim przedziale, do mojej stacji przystankowej, potem to nie wiem. Zołnierz - owszem był nadpobudliwy i łamał prawo dotyczące zasad przewożenia broni palnej środkami komunikacji zbiorowej - ale w pewnym momencie zagadał panią z naprzeciwka, schował giwerę i zaczął rozprawiać o swoim życiu, rzuconych po miesiącu studiach, pracy w kościele, nauce gry na gitarze i takie tam. Napięcie opadło i poczułam nudę.

Chyba powinnam założyć tu zakładke "Kolej na tory", bo tłustych i tłuściejszych kawałków było więcej. Oczywiście nie będę się rozpisywać o pociągach widmo, pociagach spóżnionych 4 dni, pociągach bez swiatła, pociagach saunach, pociągach z przeładowaniem 300 procent. pociągach pokonujących trasę 50 km w 2,5 godziny i innych normalnych sprawach, które każdy szanujący Polskę Polak podróżujący koleją zna i uważa za "dobre, bo Polskie!".

A teraz idę oddać się przyjmnościom bycia kurą domową w niedzielę.

Tymczasem.

 

JOL.

piątek, 18 listopada 2011

 

Halszka: Minister Elżbieta Bienkowska studiowała orientalistykę, a nowy minister skarbu mówi po arabsku, więc generalnie radzę ci: startuj do polityki! :)

Regina: Na razie startuję na osiemnastkę do pobliskiej remizy :) I oczywiście nie mam się w co ubrać. Może mi coś zasugerujesz? Znasz moją garderobę. Ponoć teraz laski na takie imprezy ubierają się jak na studniówkę. Kiecki, te sprawy, boa, szpilki...

Halszka: No to co - legwany, krótka spódnica i każdy 18latek jest twój.

Regina: Kurde, właśnie nie mam odpowiednio krótkiej spódnicy :)

Halszka: Naciągnij pod szyję i będzie odpowiednio krótka.

 

Cóż, chyba tak zrobię :) Ale będzie IMPREZAAAA!!!! :))

 

Re

 

Nażarłam się na noc. Niedobrze. Wiem, że w ten sposób nie można odreagowywać stresu, ale trudno, stało się. Koszmarów w nocy się nie obawiam. Bardziej tego, że znów nie zasnę. 

Wbrew pozorom odkąd straciłam pracę i dotarło do mnie, że nie jestem już jedną z małp w tamtym cyrku, zaczęłam lepiej sypiać. Ale już pierwszego dnia po znalezieniu nowej pracy bezsenność wróciła. Halszka stwierdziła, że lekarz powinien mi zabronić pracować w ogóle. Nawet mi się to podoba ;)

Tak, znalazłam pracę. Albo raczej praca znalazła mnie. Szkoda, że znów będę robić rzeczy, o których nie mam bladego pojęcia i nie są związane z moimi zainteresowaniami. Ale w końcu to, czego się nauczę, nie zginie. A może nawet kiedyś jeszcze się przyda? No i kasa... Jak to się mówi, człowiek dla pieniędzy jest w stanie zrobić wszystko - nawet pójść do pracy ;)

Ostatnio dużo się dzieje. Dużo nowych wyzwań przede mną. Sporo stresu. Ale chyba wszystko jest lepsze od bezczynnego i bezcelowego siedzenia w barłogu w piżamie, prawda?

 

Re

niedziela, 13 listopada 2011

 

Nie będziemy owijać w bawełnę ani tym bardziej silić się na błyskotliwość i poczucie humoru. Potrzebna jest kasa. Dużo kasy. Sami zobaczcie. 

 

Witam,

nazywam się Krystian Wasilewski, od urodzenia jestem osobą niepełnosprawną. Mam 30 lat i mimo choroby znalazłem drugą połowę i szczęśliwie się ożeniłem.. Jestem osobą bardzo aktywną zawodowo i społecznie. Prowadzę własną działalność gospodarczą, która jeszcze nie przynosi oczekiwanych dochodów. Od niedawna zapisałem się na rehabilitację, gdzie muszę sam dojeżdżać..

Poruszam się samodzielnie na wózku elektrycznym. Jednak czteroletni wózek odmawia już posłuszeństwa, gdy przejeżdżam przez ulicę potrafi zablokować się na środku jezdni i nie chce ruszyć..

Zwracam się z prośbą do Was o pomoc w zakupie nowego wózka. Ponieważ minęły cztery lata od zakupu wózka nie mogę ubiegać się o dofinansowanie z PFRON, które przysługuje raz na pięć lat.

Mailem, w załączniku mogę przesłać skan pisma potwierdzające znajomość mojej osoby, oraz korespondencję mailową z producentem wózka. Telefonicznie otrzymałem informację że po nowym roku ma być droższy o ok 10 000

Jeżeli możecie i chcecie mi Państwo pomóc w zakupie wózka, podaję nr konta bankowego Fundacji: 21 1090 1694 0000 0001 1008 2174 FUNDACJA POMÓŻ DOROSNĄĆ, Al. Kalin 30, 05-500 Piaseczno. Przy darowiznach wystarczy wpisać w tytule przelewu "na leczenie Krystiana Wasilewskiego".

Linki
trochę o mnie jest tu http://www.slawoslaw.e-blogi.pl/komentarze,87338.html 
moja strona http://krystian.dziubcom.pl/ 
wózek http://www.ottobock.pl/oferta/232.html
http://www.facebook.com/media/set/?set=a.267526216618478.57199.100000833064851&type=1&l=f2f83e232b

Pozdrawiam
Krystian Wasilewski 

 

Skąd nasze zaangażowanie w sprawę? „Druga połowa”, o której w swoim liście wspomina Krystian, to Ania – przyjaciółka Reginy od 20 lat. Znają się jak łyse konie, zjadły wspólnie beczkę soli, chodziły razem na tańce i na różańce, jednym słowem albo trzema: są jak siostry. Z kolei Krystiana i Jolantę łączy zawodowa współpraca. Realizują wspólnie projekty www, wymieniają się umiejętnościami. 

Krystian jest chory. Cierpi na dziecięce porażenie mózgowe, które mocno ogranicza jego fizyczność – ma niesprawne ręce, nogi, problemy z mówieniem. Jednak pod względem charakteru to prawdziwy fighter – nie ma dla niego rzeczy niemożliwych. Wózek elektryczny jest niezbędny do tego, żeby mógł samodzielnie funkcjonować. Czyli tak naprawdę, żeby mógł żyć. I nieść światu swoją pozytywną energię, której może mu pozazdrościć niejeden całkowicie zdrowy i pełnosprawny człowiek. I wielu zazdrości.

Mamy świadomość, że podobnych akcji jest mnóstwo, bo mnóstwo jest dookoła potrzebujących ludzi. Jednak Krystian i Ania to osoby z naszego najbliższego otoczenia, dlatego ta konkretna sprawa ma dla nas tak duże znaczenie.  Chyba nie musimy dodawać, że liczy się każda kwota, w każdej walucie :)

Czasu jest niewiele. Jak pisze Krystian - w przyszłym roku wózek ma kosztować znacznie więcej. Do tej pory Krystianowi udało się zebrać kilkanaście tysięcy złotych. Jakieś 30 tys. wciąż jest potrzebne. 30 tys. - to dużo czy mało? Na tyle dużo, żeby młoda dwuosobowa rodzina nie mogła sobie pozwolić na jednorazowy wydatek tej wielkości, ale jednocześnie na tyle mało, żeby wspólnymi siłami udało się tyle zebrać. Krystianowi pomaga fundacja Pomóż Dorosnąć, oznacza to, że dokonane wpłaty można sobie odliczyć od podatku. Można także przekazać 1% podatku dochodowego (ale to od stycznia, więc na wózek już się nie przyda).

A wózek, jak mówi Krystian, to dla niego podstawa. Bez wózka nie jest w stanie normalnie funkcjonować. Nie będzie mógł dostać się na rehabilitację, która jest mu potrzebna, nie będzie mógł poruszać się po mieście, czy nawet po własnym domu. Krystian jest praktycznie uzależniony od wózka i to wózka bardzo dobrego, ponieważ jego ręce nie są na tyle sprawne, żeby poruszać kołami wózka, czy zaradzić coś kiedy koła się zablokują na chodniku, czy krawężniku. Krystian był już na jeździe próbnej na nowym wózku i był zachwycony. Wózek ma coś, czego nie ma jego stary środek lokomocji - amortyzatory. Jazda po polskich chodnikach bez amortyzatorów jest niezwykle uciążliwa i bywa bolesna. Wyobraźcie sobie jechanie polskich drogach samochodem bez amorów... Nie fajnie. Nie ma co się rozpisywać. Wiemy, że jest mu bardzo ciężko. Obie go znamy, obie go widziałyśmy, wiemy, jak bardzo ciężko jest Ance, która opiekuje się nim sama. Dlatego postanowiłyśmy napisać ten wpis, choć nie wszystkim może się podobać ta forma. Ale sprawa jest ważna. Zwracamy się szczególnie z prośbą do firm, wiadomo, że  większe firmy czasem przekazują pomoc na cele charytatywne. 

Ale jak pisałyśmy wyżej, każdy gest się liczy. W każdej walucie. 

 

Pomożecie?

 

Jol&Re

 

A tu parę foć:

Krystek z żoną. Dzień ślubu.

Krystek na nowym wózku czyli jazda próbna nową bryką :)) (na taki wózek zbieramy):

 

J&R

piątek, 11 listopada 2011

 

Jutro o 10.00 jestem umówiona na rozmowę telefoniczną z potencjalnym pracodawcą. Żebym tylko nie zapomniała... Już raz zapomniałam. Ale potem on w ostatniej chwili przełożył umówione spotkanie, więc w sumie jesteśmy 1:1. Z tym, że wciąż to on jest pracodawcą. Drobiazg.

Poza tym niezłe zlecenie w perspektywie. Jak dobrze pójdzie, przed końcem roku uda mi się spłacić debet. I może nawet starczy jeszcze na Picolo (od wczoraj nie piję). No chyba, że znowu coś pierdyknie. Ostatnio wszystko tak mi się pięknie wali, że chyba powinnam pójść za ciosem i założyć firmę budowlaną JE-BUD. 

Tymczasem za oknem mam huczne obchody Święta Niepodległości. Od 15.00. Obecnie w końcowym etapie zabawy tanecznej. Nie ma to jak mieszkać w kluczowym miejscu gminy. Radiowozy jeżdżą tam i nazad. A w zasadzie tylko tam, bo chwilowo zrobili jeden kierunek. Jak wracałam z dżogingu, panowie misiaki pochwalili moje odblaski. No ba! Odblaski to ja mam, że hoho! A jakie zderzaki! 

W zasadzie to nie wiem, czemu nie poszłam na tańce. Oprócz oczywistego - nie lubię tańczyć. Dudni całkiem miło. Tak miło, że zaraz chyba runą jakieś mury. 

 

Re

 

Ps. Tak się zastanawiam, czy mnie kiedykolwiek uda wybić się na niepodległość...?

środa, 09 listopada 2011

 

Rzadko piję. Nawet bardzo rzadko. Odkąd skończyłam 25 lat, cenię sobie komfort bycia w dobrej kondycji "następnego dnia". Nawet jeśli to oznacza wynudzenie się na imprezie. W sumie to nawet nie czuję potrzeby chodzenia na imprezy. Lata świetności minęły. Zdrowie też już nie to. Kac łapie mnie jeszcze tego samego dnia. Tak jak dziś na przykład. Wypiłam trzy piwa, wróciłam do domu i z miejsca rozbolała mnie głowa. W dodatku złapałam doła. Mam wrażenie, że nic ekscytującego w życiu już mnie nie spotka. Nie mam perspektyw na wielką miłość. Moje życie zawodowe to jakaś porażka. Gorzej - nie mam życia zawodowego. Być może dlatego, że nie mam zawodu. Ale w sumie to nie wiem, nie znam się. Na niczym się nie znam. Już nawet nie umiem rozmawiać z ludźmi. Moja rodzina, którą bardzo kocham tak na marginesie, doprowadza mnie do szału. Mama nie pozwala mi się odchudzać, chociaż sama waży mniej ode mnie i kontroluje moje posiłki, choć sama odżywia się krzakiem jałowca. Tata wiecznie się nade mną użala, co doprowadza mnie do jeszcze głębszej depresji. Siostra jest jedną wielką chodzącą frustracją, Brat ma same problemy, a Wielki Brat wyjechał, pies nadal odgryza mi rękę i nie docenia tego, że zawsze odstępuję mu połowę mojego kotleta, a kot? Kot ma wszystko gdzieś, jak to kot. 

Idę walnąć sobie dwa ibuprofeny i do spania. Mam nadzieję, że do rana minie mi ta pijacka chwila słabości i znów będę mogła zachwycać się piękną jesienną pogodą. I beztrosko pić kawę na tarasie zalanym listopadowym słońcem. 

 

Re

poniedziałek, 07 listopada 2011

 

Bycie bezrobotnym sprawia, że czas jakoś tak sam się marnuje. Nawet nie wiadomo kiedy. Każdy dzień wygląda tak samo, aż czasem ciężko odpowiedzieć sobie na proste pytanie: "co dzisiaj mamy?". Jakież było moje zaskoczenie, gdy o godzinie 14 dotarło do mnie, że od 8 rano ostro pracuję i nawet nie zjadłam jeszcze śniadania, ba! nawet nie wypiłam jeszcze porannej kawy! To, że pracuję nie oznacza oczywiście, że zarabiam. O nie. Ale świadomość nie-zmarnowania tak całkiem poniedziałku napełniła mnie niezwykłą satysfakcją, aż wzbiłam się na wyżyny samozachwytu. Potem, jak zwykle w takich sytuacjach, nastąpił gwałtowny spadek samopoczucia - gdzieś do poziomu Rowu Mariańskiego. I tak jakoś nie mogę się odbić. Poszłam się wybiegać, ale nie pomogło. Wszystko mnie wnerwia. Gdyby nawet pojawił się teraz przystojny nieznajomy i z miejsca zaproponowałby mi małżeństwo, prawdopodobnie usłyszałby w odpowiedzi: "spierdalaj!" 

Wszystko przez te cholerne hormony. Muszą uprzykrzać nam życie. W końcu są rodzaju męskiego ;)

 

Re

czwartek, 03 listopada 2011

 

Zaiste jest to niesamowite, że w listopadzie mogę wygrzewać się na balkonie w ażurowym sweterku. Wiem, że się powtarzam, ale jesień jest cudna. 

We Wszystkich Świętych zrobiliśmy stałą cmentarną trasę. Trasa ta prowadzi przez górki, pagórki, doliny. Najpierw jedzie się wzdłuż rzeki, a potem serpentynami przez las. Laaass... Był las, nie było nas. Nie będzie nas, będzie las. Przesłanie idealne do okazji.

Staram się łapać jak najwięcej złotych promyków słońca. Zachwycać się piękną jesienną przyrodą. Zrelaksować się. Chodzę na masaże - nie takie całkiem profesjonalne, ale zawsze jakieś. Dziś po dwóch tygodniach ozdrowiałam, więc wieczorem pewnie wreszcie pójdę biegać. 

Wysłałam jedno CV do firmy poleconej mi przez koleżankę, gdzie podobno mogą kogoś niebawem szukać. To byłby niezły zbieg okoliczności. Ale dlaczego nie? W końcu kiedyś musi minąć te siedem chudych lat, które w moim przypadku przeżywam już od lat dziewięciu. Myślę, że nadszedł ten czas, żeby wszystko wreszcie zaczęło się układać. A uświadomił mi to wczoraj Brat, kiedy odwoziłam go wieczorem na imprezę. Rozmowy w aucie są zawsze najbardziej inspirujące. 

 

Re

środa, 02 listopada 2011

 

Nie czytałam (jeszcze!) rewelacyjnej (tak mówią) powieści Marioli Zaczyńskiej "Jak to robią twardzielki...", i nie wiem, jak one postąpiłyby na moim miejscu, ale ja zrobiłam to tak...

W tamtym tygodniu postanowiłam, że dziś będzie ten dzień, kiedy pójdę do firmy podziękować całej ekipie za 4 miesiące wspólnej pracy. Jak wiecie (albo nie wiecie) moje odejście było dość niespodziewane nie tylko dla mnie samej, ale także dla zespołu, który był prawie pewien, że zostanę, bo taka była nieoficjalna informacja, która wypłynęła jakiś czas temu z gabinetu pani dyrektor. Później okazało się, że jednakowoż wszyscyśmy byli w błędzie. Co mogłam zrobić w takiej sytuacji? Li i jedynie odejść z honorem!

Dziś rano założyłam na dupę swoje najnowsze legwany w najmodniejszym kolorze camel, na nogi najlepsze botki Siostry - 10 cm, Bronx, 389 zł. - i poszłam. Nie, moi drodzy, nie do firmy. Nie tak szybko. Poszłam do kosmetolożki (przemiłej i przeuroczej przy okazji) zrobić sobie paznokcie :) I tak dopiero, wystrojona, umalowana, wyczesana udałam się do biura, gdzie zrobiłam wejście smoka do gumioka w wersji mega. 

Podziękowałam najsampierw pani dyrektor i wręczyłam jej mały upominek w postaci luksusowej herbaty w arabskim klimacie. Resztę obdarowałam gadżetami mającymi dla mnie olbrzymią wartość sentymentalną, także związanymi z moim dziwnymi arabskimi zapędami. Dziewczyny wyściskały mnie cztery razy po dwa razy i osiem razy raz po raz zapewniły, że będą za mną tęsknić.

I vice versa. 

 

Re

wtorek, 01 listopada 2011

Biuro poszło sie kochać, Przynajmniej a razie. Szwagier przejmuje. Ja sie wynoszę. Firma idzie, choć w sumie jakby stała. Ja niby pracuję, niby nie. Niby zarabiam, a jak bym nie zarabiała. Niby jest dobrze, a jednak nie jest dobrze do końca. Jakieś takie kanciaste a jednocześnie obłe to wszystko. Dziwności ciąg dalszy. Pewne jest to, że nadal cierpię na kompulsywne przestawianie mebli. Wczoraj przemeblowałam całą kuchnię.

Jol.

20:30, kapelutki
Link Dodaj komentarz »
Zakładki:
* Kapelutki - BLOG ROKU 2011 *
100 rzeczy TO DO BEFORE DEATH and DISHONOR
AAA W RAZIE POTRZEBY KONTAKTU
Introduction, czyli...
Jolanta czytuje:
Kapelutki wspólnym okiem zaglądają:
Regina podgląda:
PustaMiska - akcja charytatywna


Hej, jesteśmy na Facebooku:

Jolanta z Chudowa

BBC Radio
Fajnie mówią "Agnijeska Ratłanska"

*UWAGA! ACHTUNG! ATTENTION!*
Jakby co, piszta tu:
kapelutki[maupa]gazeta.pl