Powstaje, kiedy królowe ściągają korony i zakładają ordynarne kapelutki. W razie wątpliwości - ten blog piszą DWIE osoby: Regina i Jolanta.
wtorek, 31 grudnia 2013

 

Jeśli ktoś pomyślał, że Regina zapomniała wczoraj o piątych urodzinach Kapelutków jest w błędzie. Po prostu inne wydarzenie przyćmiło radość z jubileuszu.

Otóż o godzinie 12.06 Reginę wyjebawszy. Z pracy.

Szczęśliwego nowego roku!

 

 

poniedziałek, 30 grudnia 2013

Dziś przypada nam piąta rocznica istnienia blogaska. Chciałabym napisać, że pamiętam jak dziś… i w sumie napiszę – pamiętam jak dziś, kiedy w naszej, wówczas wspólnej z Reginą, głowie narodził się pomysł stworzenia bloga, który miał być szybkim i krótkim remedium na ból istnienia i czarnej dupy rzeczywistości, jaki nam wtenczas doskwierał. Miało być doraźnie a wyszło na lata. No tak czasem bywa. Pokochałyśmy ten nasz mały wirtualny przytulny kapelutek i, pomimo kilku prób zakończenia jego żywota, nadal w nim siedzimy.

Podsumowanie blogaska kiedyś juz robiłam, nie będę się zatem zapuszczać w te tereny. Dodam tylko, że trochę martwi mnie kierunek, w jakim kapelutki obecnie zmierzają. Mianowice mam wrażenie, że nasz niegdyś wspólny kapelutek stanął teraz w rozkroku pomiędzy czymś na kształt bobo-bloga a bloga kobiecego (dzięki Bogu  nadal sporo na nim o depresji J). Gdzieś w tym rozkroku zagubił się dawny duch fioletowego kapelutka, który z subtelnym cynizmem, lekką nutką dekadencji, bezwzględną inteligencją oraz jajem i wątkiem kryminalnym opowiadał o zwykłym życiu dwóch niezwykłych, krejzi nastolatek... Stop, ku**a! Nie, jakich nastolatek? J Opowiadał o czarnej (a czasem różowej) dupie rzeczywistości  Jolanty z Chudowa (która, jeśli nie wszyscy pamiętają,  została zamurowana żywcem za odmowę zamążpójścia) oraz Reginy Falangi (tak tak, z tych Falangich :P), które od czasu do czasu ściągały korony i zakładały ordynarne kapelutki, aby szczęśliwcom, którzy trafili w te rejony internetu łatwiej było znieść miałkość innych jego rejonów oraz czarną dupę ich własnej rzeczywistości.  

A może mi się zdaje. Może nigdy nie było subtelnego cynizmu, lekkiej nutki  dekadencji, bezwzględnej inteligencji, jaja i wątku kryminalnego… No dobra, bezwzględna inteligencja była, nie kokietujmy, bo i tak nikt w to nie uwierzy, ale cała reszta… nie wiem. Huivi – cytując klasyka.  Może mi się przyśniło.

Faktem jest natomiast, że blogasek ten to kawał historii życia mojego i Reginy (tzn. nie naszego wspólnego, choć przez jakiś czas mieszkałyśmy razem, za ścianą znaczy się), na tym blogu napisałam w bólach pracę magisterską,  wpadłam w rów mariański czarnego kapelutka, wypiłam jakieś sześć… set  hektolitrów kawy, skończyłam studia, wyjechałam na ciężkie roboty na obczyznę, wróciłam w chwale i glorii, wyszłam za Pana M., znalazłam pracę marzeń, urodziłam syna, posadziłam drzewko szczęścia, kupiłam mieszkanie a teraz wytrwale rzygam tęczą testując Waszą i swoją cierpliwość J Kawał życia. I jakoś ciężko byłoby mi się rozstać z tym blogiem, choć całkiem niedawno miałam taką myśl.

Zastanawia mnie też do czego to zmierza. Tzn. do kiedy będziemy pisać kapelutki? Czy wnuki Wenus będą go czytać? Jaki to będzie miało na nie wpływ? Czy to dobrze, że zaczęłyśmy go w ogóle pisać? Dokąd zmierzamy? Skąd przychodzimy? I tradycyjnie już – kiedy wynajdę koło?

 

Żeby nie marudzić i żeby nasza, odnaleziona po latach, czytelniczka Ela nie usnęła z nudów powiem tylko: dzięki Ci Regino za bycie przez tyle lat wytrwałym (i często tym wytrwalszym :) ) współ-kapelutkiem i Wam, Panie i Panowie, za te lata wirtualnego życia, cieszę się, że niektórych z Was poznałam w rzeczywistości i, że okazało się, że rzeczywistość ta nie była ani dupna ani czarna :)

Wszystkiego zatem! :)

 

http://www.clickypix.com/dogs-wearing-hats-34-cute-pictures/

więcej psów w kapelutkach TUTAJ

 

JOL.

niedziela, 29 grudnia 2013

 

Święta, Święta i po Świętach - jak głosi stare przysłowie pszczół. W tym roku postanowiłam złamać tradycję i wykazałam się kulinarnie. Upiekłam sernik z kokosem, cynamonowe ciasteczka w kształcie gwiazdek, serduszek i dzwoneczków oraz przygotowałam sos tatarski. Wszystko było pyśne, choć nie odczułam, aby familia w jakikolwiek sposób doceniła. 

Jeśli chodzi o integrację rodzinną to najwyraźniej przejawiła się ona w zorganizowanej przez Brata i Bratową bożonarodzeniowej imprezie w rytmie rap i zastanawianiu się przez bite pół godziny, jak jest "koń" po niemiecku. Pferd, gdyby ktoś pytał.

Obchody Bożego Narodzenia w gronie Przyjaciół czy też Paki zaczęliśmy z grubej rury już w Wigilię Wigilii, czyli poniedziałek. Wieczór zatytułowany "Cygara, whiskey, dziwki, poker" skończył się dla mnie przegraną dziesięciu talarów, przedwczesnym opuszczeniem lokalu "Dom Uciech Pana S.", wdepnięciem w psią kupę i 40-minutowym oczekiwaniem na przystanku na opóźniony dyliżans na Przedmieście. Wszystkie zatem znaki w kartach, na niebie oraz na ziemi wskazywały na to, że jeszcze przed północą spotkam Miłość Mojego Życia, która rychło mi się oświadczy, byśmy mogli następnie żyć długo i szczęśliwie. Niestety. 

W podobnym hazardowym klimacie spędziliśmy bożonarodzeniowy wieczór oraz drugi wieczór Świąt. Cóż... skoro różnym osobom odpowiadały różne terminy trzeba było rozwiązać problem drogą salomonową i dogodzić w miarę możliwości wszystkim po równo. A że mnie odpowiadała każda data i pora w związku z tym straciłam najwięcej talarów. I to nawet nie dlatego, że mi karta nie idzie, bo idzie, ale jak to ujął Pan Dziwny, moje pokerowe porażki nie dają się objąć żadną racjonalną teorią. Bo jak nazwać sytuację, gdy all-in na stole, w kartach full house z dwóch dam i trzech króli, pewność wygranej, a tu nagle Halszka wyskakuje mi z karetą. Halszka, why?

Jeśli kiedyś w kasynie traficie na Halszkę, dobrze radzę, odejdźcie od stołu. W rzutki też was pokona w razie czego. Z Halszką nie ma żartów, Pan Dziwny potwierdzi na pewno. A na koniec wam powie, że w Wigilię trafiła trójkę w totolotka, bo dzień bez wygranej, to dzień stracony.

Wielkim zaskoczeniem było zwycięstwo karcianej nowicjuszki Wenus B., która całe spotkanie rozegrała po mistrzowsku. Najpierw uśpiła czujność współgraczy i pięć razy stanęła na skraju bankructwa zmuszona wrzucić pięć all-innów, by na koniec wykończyć stiltowanego Pana Dziwnego i niepokonaną dotąd Wielką Halszkę. Chapeau bas! Zgarnięciem zacnej talarowej puli Wenus udowodniła, że karty i miłość mogą iść w parze! Otóż... Uwaga, uwaga... zdradzam najnowsze wieści - choć wcale a wcale nie jestem upoważniona... ale co tam, Wenus na pewno chciałaby radosną nowinę obwieścić całemu światu, a cóż jak nie Kapelutki będzie lepszą tubą propagandową. 

WENUS ZOSTAŁA POPROSZONA O RĘKĘ. I co ważniejsze, POWIEDZIAŁA TAK. Choć podobno nie było to tak oczywiste. Podobno rozegrało się klasycznie - najpierw dzika awantura, potem TAK.

Tak, tak, proszę państwa. Rankiem 25 grudnia nasza droga Wenus awansowała z pozycji konkubiny i zajęła zaszczytne miejsce narzeczonej! :) Szczerze mówiąc już nikt z nas nie wierzył, że kiedykolwiek nastąpi ten moment. Nawet sama Wenus ostatnio przyznała, że chyba nawet jej własne wnuki nie doczekają tych zaręczyn ;) A jednak. Tym bardziej cieszymy się jej szczęściem! :)

I jeszcze apel do wszystkich samotnych czytelników Kapelutków. Już tylko Regina i Halszka pozostają w stanie "do wzięcia". Obie są wysoce zmobilizowanie by do Uroczystego 10-lecia Matury znaleźć sobie narzeczonych. A Uroczyste 10-lecie Matury już w czerwcu, więc czas nagli. Podanie, życiorys i dwa zdjęcia (w tym tylko jedno w ubraniu) prosimy przysyłać drogą elektroniczną na adres kapelutki@gazeta.pl z dopiskiem "Kandydat na męża dla Halszki" bądź "Kandydat na męża dla Reginy". 

 

Buziaczki, Re.

 

piątek, 20 grudnia 2013

Czarna Dupa Rzeczywistości powróciła. Wyjścia są dwa: albo trzeba przywdziać na powrót ordynarny kapelutek albo spierdalać stąd. 

(pozdrawiam naszą dawną stałą czytelniczkę, panią Elę, której zawsze przeszkadzało, że wpisy są za długie i za mało w nich wulgaryzmów :))

 

JOL.

poniedziałek, 02 grudnia 2013

 

Nie wiem, co to jest - złe oko, klątwa, złośliwość losu, czy cokolwiek innego, ale zdrowo się u mnie pojebało. W związku z tym przez pewien czas nie będę dodawać postów na Kapelutkach. Chyba, ze zdarzy się coś wesołego, ale i tak się nie zdarzy, więc...

Pojebało się wiele. Pewnie nigdy wam o tym nie opowiem, ale mam nadzieję, że kiedyś to minie i jakoś to będzie i znów będę mogła beztrosko marudzić na kwestie faktycznie nieistotne. Choć wątpię.

Czasem zdarzają się takie rzeczy, których nie jesteśmy w stanie przewidzieć w najczarniejszych koszmarach - gdybyśmy przewidzieli, to pewnie by się nie zdarzyły. A tak... JEB!

Życie lubi kopnąć w żebra z półobrotu. Znienacka. 

Palę tak dużo, że jestem na najlepszej drodze, żeby wpaść w uzależnienie. Hłe, hłe ;) Zatem idę na papierosa.

 

Re

10:36, kapelutki
Link Komentarze (4) »
Zakładki:
* Kapelutki - BLOG ROKU 2011 *
100 rzeczy TO DO BEFORE DEATH and DISHONOR
AAA W RAZIE POTRZEBY KONTAKTU
Introduction, czyli...
Jolanta czytuje:
Kapelutki wspólnym okiem zaglądają:
Regina podgląda:
PustaMiska - akcja charytatywna


Hej, jesteśmy na Facebooku:

Jolanta z Chudowa

BBC Radio
Fajnie mówią "Agnijeska Ratłanska"

*UWAGA! ACHTUNG! ATTENTION!*
Jakby co, piszta tu:
kapelutki[maupa]gazeta.pl