Powstaje, kiedy królowe ściągają korony i zakładają ordynarne kapelutki. W razie wątpliwości - ten blog piszą DWIE osoby: Regina i Jolanta.
niedziela, 25 marca 2012

Dzień moich urodzin jest o godzinę krótszy. Hm... To dobrze czy źle? Co, tym samym, chce mi powiedzieć Stwórca? Gdzie jest granica między dobrym a złym? Skąd przychodzimy? Dokąd zmierzamy? Kiedy wynajdę koło? ...

Wiem jedno - muszę zdążyć  pójść do Dominium odebrać moją darmową pizzę za okazaniem dowodu osobistego :))))

 

JOL.

piątek, 23 marca 2012

 

Regina: Aha, no i musiałam podać osobę, której jako jedynej lekarz będzie mógł udzielać informacji na temat mojego stanu zdrowia, więc podałam ciebie. Niestety musiałam też podać twój numer telefonu, na wypadek, gdy będę umierająca. Wiem, że nie jesteś zachwycona, ale inaczej nie mogliby się z tobą skontaktować.

Halszka (z grymasem): No dobra, niech będzie. 

Regina: Ale za to napiszę ci potrzebne pełnomocnictwa i w razie czego to ty będziesz mogła odłączyć mnie od respiratora.

Halszka: Oooo! Super!

:)

 

niedziela, 18 marca 2012

Witajcie, witajcie. Zaczynam się czuć na Kapelutkach, jak gość z zewnatrz. Jak na wyjazdowym występie. Prawdą jest to, co pisała Regina - ostantnio mało spię. Pracuję. Pracuję za dnia w pracy, wieczorem - o ile nie mam szkolenia - pracuję w domu nad własnymi projektami, w nocy pracuję nad zaległymi projektami, rano wstaję (od komputera oczywiście), jadę do pracy i tak codziennie.W weekend też pracuję. Dziś miałam się szkolić, ale powiedziałam: basta! I nie pojechałam. Będę mogła spokojnie popracować. Do kwietnia mam zawalony terminarz. Moje włosy prezentują cztery kolory - stary farbowany, rozjaśniony, nowy farbowany i mój naturalny. Nie mam kiedy sie tym zająć.

Jestem chora od dwóch miesięcy. Co to za kaszel, która trwa dwa miesiące? Ząb mi się ułupał. A w czwartek będąc 70 km od domu dostałam zapalenia spojówki. Najgorsze, gorsze nawet od ropy lejącej się z oka, popękanych żyłek i okropnego ciśnienia w gałce ocznej, było to, że wiedziałam, że nie będę miała kiedy iść do lekarza. Poszłam więc do apteki i poprosiłam o cos na zapalenie spojówki. Farmaceutka powiedziała, ze bez recepty to może mi najwyżej dać jakieś drogie, nic nie warte kropelki nawilżające. Trochę mi cisnienie w gałce podskoczyło, ale co zrobić. A tu nagle sprzed okienka obok wyskakuje, niczym superman, jakaś kobieta (swoją drogą, miała chyba z metr 80 wzrostu) i mówi, że jest lekarzem i że może mi wypisać receptę na lek na zapalenie spojówki, bo faktycznie je mam (diagnoza oczna, nomen omen). My Hero! - pomyślałam i receptę przyjęłam. Lek zaaplikowałam od razu jeszcze w sklepie (oczywiscie po wczesniejszym zmyciu tapety i umyciu rąk, żeby nie było) i jak ręką odjał! Uratowana! Ciśnienie przeszło, ropa trochę przystopowała. No cuda na kiju. Ja to jednak mam szczęście w nieszczęściu. Dzięki pomocy tajemniczej pani mogłam spokojnie, bez bólu wrócić do domu. Dziękuję Pani, tajemnicza Pani doktor z apteki!

Ale miało być o zmianach. No zmiany zmiany są, będą. Nie wiem, czy na lepsze. Od czego by zacząć. Mąż zmienił pracę. Ja awansowałam. Przeprowadzamy się. Takie tam, normalne. Przeprowadzka jeszcze do mnie nie dociera. Nie wiem, czy decyzja jest słuszna, bo przenosimy się z mieszkania własnego do mieszkania wynajmowanego, ale wracamy do miasta królów i królowych. Plus - mieszanie ma antresolę, o której zawsze z Panem M. marzyliśmy chodząc wieczorami po ulicach miasta królów, zaglądając w oświetlone okna kamienic i wypatrując, jakie to fajne różności ludzie mają w mieszkaniach. Tam, gdzie była antresola, wzdychaliśmy, że eeech, też chciałbym/chciałabym mieć antresolę. No i mamy. Mówisz masz. Tzn. wynajmujemy antresolę, ale może kiedyś sie dorobimy własnej. I psa. Psa to bym chciała. Lubię psy jak koń owies, że tak powiem. No może. Jeszcze wszystko przede mną.

Generalnie jestem dobrej myśli, choć złe też mam, tylko staram sie nad nimi nie skupiać. Refleksyjnie sie zrobiło na kapelutkach. Takie czasy. Zmiany. Musimy to przejść. A potem jakoś wsadzić, to co było fajne kiedyś, do tych nowych czasów, Re.  

 

 

JOL.

piątek, 16 marca 2012

 

Chciałabym bardzo napisać wam jakiś błyskotliwy i zabawny wpis, tylko kiedy? Nie ma czasu... Dopadła nas wszystkich czarna dupa dorosłości. Harujemy jak woły, żeby zarobić na suchy chleb dla konia i kolejną ratę kredytu studenckiego. Brazylijski serial już nie cieszy jak dawniej, seks jest banalny, resztę refrenu każdy dośpiewa w sumieniu swoim. 

Generalnie jest do dupy, co tu dużo mówić. Choć zaraz odezwą się głosy, że jak to, że o co mi chodzi, przecież właśnie dostałam podwyżkę i umowę na czas nieokreślony, co w dzisiejszych ciężkich czasach jest szczytem szczytów. A i u Państwa M. szykują się zmiany zmiany, ale o tym pewnie napisze wam Jola. Kiedyś. Jak już się wyśpi. Czyli pewnie po śmierci. Ale cóż z tego? Vanitas vanitatum... Curvus, curva, curvum...

Tak że u nas w sumie (oprócz tych wszystkich pozytywnych zmian) nic nowego. Straciliśmy poczucie humoru, nie spotykamy się w środku dnia na piwo, ba! Wcale się nie spotykamy. Nasze małe tradycje powoli stają się martwe.

W tym roku nie odbieraliśmy nawet Oscarów...

 

Re

 

poniedziałek, 05 marca 2012

 

Kryzysowy Narzeczony zapowiedział się z wizytą na dziś. Był to impuls, żeby ogarnąć los burdelos, który rozpanoszył się w moim pokoju. 

Kryzysowy stawił się punktualnie (jak przystało na rekina londyńskiej finansjery) o 19.00. Przywitał mnie uściskiem przyjaciela od 16 lat. Najpierw porozmawialiśmy trochę o miłości mojego życia - czyli o mnie. Potem zeszło na miłość jego życia, czyli jego dziewczynę.

Co mię zaskoczyło to to, że nie byłam poirytowana, gdy o niej mówił. Ba! Nie byłam poirytowana nawet wtedy, gdy pisał do niej smsa! :) Znaczy się dojrzewam ;) Widocznie okiełznałam nieco mój "psiogrodniczy" charakterek ;) 

Teraz tylko się zastanawiam, jak powinnam odtąd nazywać mego serdecznego przyjaciela? Bo mówić na niego dalej "Kryzysowy Narzeczony" jakoś tak... nie wypada... 

 

Re

sobota, 03 marca 2012

 

Obudziły mnie dziś ciepłe promienie słońca wpadające przez brudne pozimowe szyby. Przyjemnie ogrzały mi twarz. Obnażyły wszechobecny kurz, który kamuflował się przedtem w szaro-pogodowej rzeczywistości.

Pierwszy raz od bardzo dawna się wyspałam. Nie wiem, czy to wpływ wieczornego ginu z tonikiem, wódki z colą czy ibuprofenu, czy też może tego, że pierwszy raz od dawna nie padłam w ubraniu i pełnym makijażu do mojego barłogu albo tego, że nie musiałam wstać o 6.00 tylko obudziłam się bez budzika o 8.30... A może wszystko razem. Wstałam w każdym razie wypoczęta i z przyjemnością zebrałam się, żeby przyjść do biura.

Lubię pracować w sobotę. Oczywiście nie w pełnym wymiarze, tylko tak przyjechać na 3-4 godziny. Nikt się nie pląta po budynku. Mam auto, więc nie ogranicza mnie rozkład jazdy komunikacji miejskiej. Nikt nie zawraca głowy telefonami i mailami. W takich warunkach można pracować.

To może wydać się zaskakujące, ale z utęsknieniem czekam na wiosnę. Na wiosenne sprzątanie życia. Wieczorne spacery, rolki i bieganie... Mam plan i nie zawaham się go użyć! Choć zima pewnie jeszcze nie raz zmrozi mój zapał.

 

Re

czwartek, 01 marca 2012

 

Czwartek przyszedł niespodziewanie. W swojej czwartkowości nie pozwolił mi wstać z łóżka o czasie, potem namówił autobus, żeby mi uciekł, telefon, żeby się rozładował i lakier, żeby mi odprysnął z paznokci i razem śmiali się ze mnie złośliwie.

Dziś nie mam siły odpisywać na maile. Nie mam siły pracować nad projektem. Nie mam sił dźwigać ciężkich paczek na pocztę.

Zima odpuściła, śnieg stopniał, zrobiło się ciepło, a mnie jest zimno. Próbuję się rozgrzać herbatą z imbirem, choć wolałabym próbować herbatą z prądem.

Dopiero 9.00 a ja już wiem, że to nie jest dobry dzień na życie. Buuu.

 

Re

Zakładki:
* Kapelutki - BLOG ROKU 2011 *
100 rzeczy TO DO BEFORE DEATH and DISHONOR
AAA W RAZIE POTRZEBY KONTAKTU
Introduction, czyli...
Jolanta czytuje:
Kapelutki wspólnym okiem zaglądają:
Regina podgląda:
PustaMiska - akcja charytatywna


Hej, jesteśmy na Facebooku:

Jolanta z Chudowa

BBC Radio
Fajnie mówią "Agnijeska Ratłanska"

*UWAGA! ACHTUNG! ATTENTION!*
Jakby co, piszta tu:
kapelutki[maupa]gazeta.pl