Powstaje, kiedy królowe ściągają korony i zakładają ordynarne kapelutki. W razie wątpliwości - ten blog piszą DWIE osoby: Regina i Jolanta.
sobota, 28 marca 2015

 

Wczoraj wraz z Halszką, Wielkim Wizjonerem oraz jego Połowicą udaliśmy się (jako delegacja) do Miasta Królów i Królowych, aby obejść hucznie dirty thirty Jolanty z Chudowa. Jola zaprosiła nas do niezwykle modnego klubu, w którym mieliśmy świętować w rytm muzyki disco, a w rzeczywistości leciało disco polo. Ale i tak było super! Wprawdzie mam pewne wątpliwości, co do poprawności mego zachowania momentami, ale tak to już jest, gdy się człowiek wypuści z prowincji na melanż do metropolii. Nie potwierdzam. Nie zaprzeczam. Choć coś jest na rzeczy, gdyż rano po przebudzeniu okazało się, że mój język jest cały w krostach... Może to świadczyć zarówno o tym, że w swojej coraz słabiej skrywanej desperacji rzuciłam się na jakiegoś żula i poczęłam go namiętnie całować (daj Boże nie) albo że zwyczajnie zrobiłam coś równie niestosownego, a krosty na języku stąd, że całe towarzystwo ma dziś na językach mnie. Najgorsze, że wspomniane warianty wcale a wcale się nie wykluczają i wtedy byłoby naprawdę źle.

Sam Kraków chyba niewiele się zmienił. Na Brackiej jak zwykle padał deszcz...

 

Regina

 

środa, 25 marca 2015

Droga Regino!

 

Twój list wprawił mnie po troszę w radość, a po troszę w stan zadumania. Dziękuję Ci za niego. Cieszę się, że ostatecznie zostałaś wilkołakiem szczęśliwym, to chyba dobrze rokuje.

Melduję, że ja już obiema nogami jestem za granicą trzydziestki i na razie jedyne, co jest inne to to, że jem więcej ciasta niż wcześniej i nie mam wyrzutów sumienia. Załamanie nerwowe pomyślnie przeszłam w zeszłym miesiącu. Dwa dni przed trzydziestką oznajmiłam mężowi, że się wyprowadzam i już nigdy tutaj nie wrócę. Po przejechaniu ćwierci miasta doszłam do wniosku, że w sumie to nie mam dokąd pojechać, więc wróciłam udając, że nic się nie stało. Mąż mojego chwilowego zniknienia nie zauważył, toteż nie musiałam bardzo udawać.

Obecnie dryfuję powoli na śliskiej lodowej krze, podejrzewając jedynie, że moją destynacją jest wiek czterdziesty i, że tam czeka mnie wędrówka ku pięćdziesiątce, sześćdziesiątce i, jak Bóg da, ku wiekom dalszym. Nie opakowałam jeszcze tej trasy w dodatkowe atrakcje, choć w głębi serca liczę, że coś tam jeszcze po drodze zobaczę. Nie przedłużając - pozdrawiam Cię czule zza monitora i czekam na odpowiedź, co tam nowego u Ciebie. 

 

Jolanta z Chudowa

wtorek, 24 marca 2015

 

"Trzydziestka nie może być aż taka zła. Legenda mówi, że są ludzie, którzy tam byli i... wrócili!" /Jolanta z Chudowa/

"Co tam jest?" /Jolanta z Chudowa/

 

Droga Jolu,

W pierwszych słowach mego listu pragnę zapewnić cię, że żyję. Przeżyłam. Przetrwałam. I potwierdzam: TRZYDZIESTKA NIE JEST AŻ TAKA ZŁA. Poszłam w to i nie zamierzam już wracać. Nie zrozum mnie źle. Nie to, że nie chciałabym być znów frywolnym dwudziestoletnim żeńskim młokosem. Niestety, istnieje taka granica, po przekroczeniu której człowiek przestaje być sobą, a młódka przestaje być młódką i staje się kobietą. Rasową kobietą przez duże KA!

Moja nieobecność na Kapelutkach mogła sugerować, że jednak strzeliłam sobie w łeb. Strzeliłam, owszem, ale kilka kielichów. Być może nawet kilka kielichów za dużo.

Celebrację mojej 30-stki zaczęłam o dzień za wcześnie i skończyłam o tydzień za późno. Był to z pewnością dobry czas, a już na pewno najlepsze urodziny ever! Większość ludzi spotkanych w tych dniach na życiowej ścieżce okazało mi swą życzliwość, przyjaźń, a może nawet ich życzenia wszelkiej pomyślności były szczere. Spędziłam wiele wspaniałych chwil przy whiskey, winie, wódce i nalewce cytrynowej. W siedemnastej dobie moja wątroba zaczęła nieśmiało wywieszać białą flagę. 

Problemy zaczęły się, gdy po kolejnych 2 tygodniach wytrzeźwiałam. Cóż się bowiem okazało? Ano okazało się, że nastąpiły nieoczekiwane i nieodwracalne zmiany. Z lustra spojrzała na mnie stara, paskudna Baba Regina, z ryjem przeoranym wąwozami zmarszczek i rozsianymi na horyzoncie wzgórzami krogulców. Coś dziwnego stało się też z moimi włosami - zaczęły łudząco przypominać szczypior rażony pierunem o poranku. Następnie popełniłam horrendalny błąd i stanęłam na wagę... Podobno leżałam nieprzytomna przez 24 godziny. Gdy się ocknęłam okazało się, że zmieniłam się w wilkołaka...

Ale nic się nie martw. Jestem szczęśliwym wilkołakiem, żyjącym w symbiozie z własnym id, ego, superego i alter ego, świadomym swej wilkołakowatości. Jest dobrze! Jak ubiorę sukienkę i zrobię makijaż, to dzieci już nie rzucają we mnie czosnkiem.

 

Pozdrawiam cię, moja droga Jolu. Bądź zdrowa! Trzymaj się dzielnie! W twoim przypadku na pewno będzie lepiej! Ave!

Regina

 

Zakładki:
* Kapelutki - BLOG ROKU 2011 *
100 rzeczy TO DO BEFORE DEATH and DISHONOR
AAA W RAZIE POTRZEBY KONTAKTU
Introduction, czyli...
Jolanta czytuje:
Kapelutki wspólnym okiem zaglądają:
Regina podgląda:
PustaMiska - akcja charytatywna


Hej, jesteśmy na Facebooku:

Jolanta z Chudowa

BBC Radio
Fajnie mówią "Agnijeska Ratłanska"

*UWAGA! ACHTUNG! ATTENTION!*
Jakby co, piszta tu:
kapelutki[maupa]gazeta.pl