Powstaje, kiedy królowe ściągają korony i zakładają ordynarne kapelutki. W razie wątpliwości - ten blog piszą DWIE osoby: Regina i Jolanta.
czwartek, 22 kwietnia 2010

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

11:54, kapelutki
Link Komentarze (12) »
wtorek, 20 kwietnia 2010

Absolwenci drogą szli

Absolwentów było trzy (miliony)

Płakali, narzekali,

łzy z oczu ocierali

łzy z oczu ocierali

 

Już czas, już czas, już czas

już Urząd woła nas

choć sie uśmiecha ładnie

chęć życia nam ukradnie

chęć życia nam ukradnie...

 

A jaki Urząd? Praaacy. Mamo, a dlaczego to się nazywa urząd pracy, jak tam tylko bezrobocie dają? A widzicie jaki ładny byłby skrót Powiatowego Urzedu Bezrobocia - PUB. Idę do Pubu:)

No ja jeszcze nie idę, ale zacytowana pieśń mi się na usta ciśnie za każdym razem jak wysyłam CV i NIE dostaję odpowiedzi (dokładnie wiem, kiedy następuje moment NIEdostania odpowiedzi, bo sprawdzam go na poczcie i widzę, że własnie odpowiedź NIE przyszła).

Jestem bezrobotna od 3 tygodni i już nie mogę. Nie chcę. Chyba już zbliża się czas, kiedy trzeba będzie wystrzelić swoje CV w kosmos ażeby napisało się kosmicznym pyłem ponad siedzibą firmy A i B i może jeszcze C sięgnie. Wtedy telefon się urwie od dzwonienia. Albo trzeba będzie poczekać na zimę i wysikać swoje CV na śniegu przed siedzibą firmy A, B lub C.

No bo chyba inaczej to nie działa. A wszyscy pamietamy pana, co wykleił swoje CV na bilboardzie i w ciągu jednego dnia stał się najbardziej pożądanym pracownikiem każdego szczebla w każdej branży w każdym przedsiębiorstwie, fundacji, agencji itd. Teraz pewnie operuje albo odprawia mszę w Watykanie. No ale to już było. Teraz trzeba inaczej, lepiej, bardziej w kosmos. Np CV wysłane w worku do odkrzuacza, to by było coś. :) Albo w postaci lodowej rzeźby. Ale to w zimie, nie teraz. Albo mam! CV napisane palcem na wodzie! Albo wodą w kolanie! Albo lepiej - solą tej ziemi w oku!

No w każdym razie chciałam zaakcentować rozpoczęcie Wielkiej Akcji Poszukiania Upragnionej Pracy (w skrócie WAPUP). Skrót można odczytać także jako: Wyjście Awaryjne Powiatowy Urząd Pracy.

JOL.

poniedziałek, 19 kwietnia 2010

 

H: no i co, podobało się?

R: najbardziej podobały mi się armatnie wystrzały. i precel Julii Tymoszenko.

H: mi się Dimitrij podobał. jest taki… no wiesz… poważny…

R: :)

H: a katarski emir w końcu był?

R: nie wiem właśnie.

H: gazeta, wśród tych którzy nie przyjechali, NIE wymienia delegacji z Kataru. ale nigdzie też nie jest powiedziane, że Katar był. delegacja-widmo.

w ogóle to strasznie dziwne. było sporo afrykańskich delegacji i co, oni kajakiem przypłynęli? samolotem, jakoś się dało. a Austria na przykład zrezygnowała, Estonia. no bez przesadymu. nie mówiąc o Barosso.

R: nie mówiąc o Obamie. i księciu Karolu. i Sarkozym.

H: no, Sarkozy też mógłby się pofatygować. albo Sodano. żenua.

no, i Kopacz, która jeszcze wczoraj była w Rosji, też jakoś przyleciała. może z Miedwiediewem oh, oh. też bym się przeleciała z Miedwiediewem smaolotem;)

R: też bym przeleciała Miedwiediewa;)

H: kurde, trzeba było jechać do Krk i rzucić kwiat pod koła samochodu rosyjskiej delegacji… albo rzucić SIĘ pod koła samochodu rosyjskiej delegacji;)

R: no, ten Miedwiediew coś w sobie ma. ja myślę, że to ten chłopięcy urok skąpany z aurze władzy.

H: no, jest hegemoniczny. jak tak siedział taki zamyślony i poważny…hegemoniczny, jak Leam Neeson.

*

H: ale hegemoniczny:)

R: uuuuu, ekstraordynaryjnie hegemoniczny.

H: zakochałam się. ale w kim, w marionetce Putina;)

R: ile on ma lat?

H: właśnie nie wiem. zaraz go zamierzam zwikipediować. na razie oglądam focie. nie no, z bliska już nie wygląda tak dobrze:/ juz wiem- na zdjęciach, na których się uśmiecha, wygląda niekorzystnie, bo nie jest już taki hegemoniczny.

R: ale wtedy jest taki misiowaty, co to tylko przytulić do piersi.

H: ur. w 1965.

R: to nie taki stary. mamy szanse się załapać na jego kochanki.

H: no i prawnik.

R. popatrz, urodził się w rodzinie inteligenckiej – zupełnie tak jak ty:)

H: dokładnie!

R: ciekawe czy jego dziadek też był szewcem :p

H: żonaty… i posiada akwarium… i ma 162 cm. wzrostu!!!!!

R: coo??? ale wydaje się większy!

H: no, wydaje się hegemoniczny.

R: eeee, niemożliwe, że jest taki niski.

H: aa, bo to są może 162 ROSYJSKIE cm! a wiesz- rosyjskie linijki są najdłuższe na świecie;)

**

H: hm, koszulka w spodniach, ale głowa hegemoniczna!

R: no i dorównuje wzrostem sfinksowi, więc niemożliwe że ma 162 cm;)

H: ale klatę przynajmniej widać przez koszulkę… nie no, nie czarujmy się, wygląda jak kuzyn ze wsi, a nie prezydent atomowego mocarstwa. ale to wszystko wina żony. dlatego mamy szanse jako jego kochanki:)

 

 

 


 

* http://www.kremlin.ru/photo

** http://fakty.interia.pl/galerie/galeria/miedwiediew-na-wycieczce/zdjecie/duze,1056624,1

 

czwartek, 15 kwietnia 2010

Po tygodniu przygotowań slubnych stwierdzam: juz wiem, czemu wiara katolicka zabrania rozwodów (tj rozwodów i ponownych ożenków). Bo to bardzo madra wiara jest. A ja jestem wierząca więc powiem: JA PIERDOLE!!! Mialam mocne postanowienie azeby nie dac sie wszystkim przedslubnym, weselnym szalenstwom i postanowienia dotrzymam. choć jest ciezko i musze zmagac sie z karcacym wzrokiem pań w salonych sukien slubnych.

Ci co wiedza, wiedzą, ze suknie zaczełam szyc sama. Zaczela wychodzic ładnie i skromnie, Tak jak chcialam, ale napotkalam nieprzewdziana przeszkode w postaci braku manekina. Bez manekina ani rusz. No wiec przeszla mi przez glowe mysl jak szczala, ze moze jednak by isc i zobaczyc jak to jest przymierzyc suknie i w ogole i w ogole. Raz w zyciu, to se newrati, kazdy to robi i co powiesz wnukom Wenus. No to poszłam.

Poszłam i dalam sie skusic sukniom. No suknie pikne, zwłaszcza jak ktos jest tak ładny jak ja :) to we wszystkim wyglada ładnie, nie? TYlko problem polega na tym, że ja mam bardzo precyzyjna wizje tego co chce, ktora to wizja niekoniecznie wspolgra z panujacmi w modzie slubnej tredami (co to kurwa jest moda sluba???). Chce azeby suknia nie byla pompatyczna, zeby NIE miala gorsetu, NIE była bufiasta, NIE byla ciezka, NIE miala trenu  i w ogole zeby była prosta, ale żeby:

- miala dekolt w serek

- ramiona na plecy i bedace czescia sukni a nie doszywane

- byla dopasowana w talii, bo jak sie ma ose talii czy tez talie osy to grzech nie podkreslic, nie?

- zeby byla lekka

Taka suknia Marilyn.

Mało takich sukien jest, ale znalazło sie kilka, dwie. Tylko problem w wadze. Otóz mnie krew doslownie i w przenosni zalewa jak mam byc w czyms co wazy wiecej niz ja, wiec kategorycznie chce azeby wyciagnac halke, wyciagnac kolo, wyciagnac co sie da, zostawic jedną, dwie warstwy materiału, bo ja sie skoncze w tym, to lipiec bedzie, ja cież pierdole, nie?

I musze sie spotykac ze wzrokiem pan z salonow mowiacym: nooo, ale jako to tak? Bez trenu? Bez welonu? Bez pompy? Tak, bez pompy. No to ok. Dziwne, ale ok. Ale tak czy siak kosztowac to ma ze 2 tys. złotych polskich, co wydaje mi sie kwota zajebiscie niebotyczna za kawal materialu i to jeszcze w nie-kapelutkowych kolorze!

No i oczywiscie beda to szyc 3 miesiace. Kurwa, trzy miesiace, 2 tysiące:(( Paranoja. No i jeszcze dodatki? Jakie dodatki? Dodatki to mogą w być do sałaty, a jakie dodatki moga byc do sukni? Kura na głowie? Nie chce kury na głowie, nie chce rekawczek, nie chce bolerka, nie chce diademu, nie chce kolii, nie chce parasolki. I nie dlatego, ze chce inaczej, tylko NIE podoba misie. Czy ja jestem wariatką bo nie chce kury na głowie?

Jak ktos mnie widzial kiedys na jakiejs imprezie typu sylwester, to wie, ze jedynym dodatkiem jest czerwona roza, ktora zawsze pasuje, jest zajebista i kazdy zwraca na nia uwage.

I teraz nie wiem czy mam brac, czy nie brac. Czy isc za głosem tłumu, czy za głosem serca? Tyle ze głos serac mowi tez: jak chcesz wygldac po swojemu to bedziesz musiala poswiecic jeszcze z miesiac na szukanie takiej sukienki albo uszyc swoja i liczyc sie z tym, ze nie wyjdzie. I zeby byla jasnosc: suknia, ktora mierzylam PODOBA MI SIE. Jest piekna, ale coz tego skoro bede wygladac w niej, tak jak nie chcialam: czyli pieknie ale po ichniemu. A ja chce po mojemu.  I co zrobic?

Czy kto mnie tu rozumie? Bo sama sie już nie rozumiem. Ale to jaest jakas kołująca atmosfera, ktora sie udziela, jak tylko sie ogłosi, ze sie bierze slub. Bez sensu. Moze wskoczymy do dołu i pobierzemy sie jeno w przepaskach na biodrach w towarzystwie krzaku jałowca?

 

 

JOLJOLJOL;((

 

środa, 14 kwietnia 2010

 

Wypowiedź prezydenta Krakowa Jacka Majchrowskiego dla Faktów TVN odnośnie organizacji pogrzebu pary prezydenckiej:

"Przyjeżdża jako dar narodu niemieckiego zespół filharmoników berlińskich i tak nie bardzo wiadomo jak ich wkomponować logistycznie w całość imprezy".

 

Bez komentarza.

 

Re

 

O rrrrrrrrrety! Żeby nie powiedzieć dżizas kurwa ja pierdole.

Mam tyle myśli, że nawet nie wiem, jak je pozbierać do kupy i tu o to wyrazić. Generalnie czuję wszechobecną żenadę. Czy wszyscy mogliby choć raz zamknąć swoje szlachetne japy i przemilczeć? Kurwa choć raz przemilczeć?

Najpierw pojawiły się wszechobecne spekulacje dotyczące przyczyn katastrofy. Bo przecież każdy jest kurwa specjalistą od lotnictwa i samolotów ze specjalnym uwzględnieniem tupolewów i „lądowań za wszelką cenę”. Każdy zna się dogłębnie na wojskowych procedurach i protokole dyplomatycznym. Każdy w końcu doskonale zna prezydenckie skłonności do manipulacji, zwłaszcza pilotami.

Potem spory o ocenę samej prezydentury i albo że super, albo że superniefajna. A przecież zawsze trzeba dokonywać oceny w pewnym kontekście, w kontekście poprzednich prezydentur także. I przede wszystkim w odpowiednim czasie, ale kto chciałby czekać do ostatniego pogrzebu, skoro już teraz można się pokłócić i obrazić oponentów, choćby na forum internetowym. A przecież w miarę obiektywnie to wszystko ocenią dopiero przyszłe pokolenia.

Potem z kolei było źle, że spazmy i zbiorowe rekolekcje narodu na ulicach. I że Polacy to pięknie i w jedności potrafią tylko płakać i umierać. Teraz na ulicach protesty i pytania „czy godzien Królów?” A ja się pytam, o ci ludzie mają z tymi królami? To, że ktoś miał taki fart życiowy i się urodził akurat dziecięciem panującego monarchy, nie znaczy wcale, że był dobrym władcą, a tym bardziej dobrym człowiekiem – jak powszechnie wiadomo jedno z drugim nie ma nic wspólnego i nie zawsze idzie w parze. Konia z zrzędą temu, kto mi wymieni wszystkich królów spoczywających na Wawelu wraz z ich dziejami (Pan M. i przewodnicy po Krakowie nie biorą udziału w konkursie) i udowodni, że wszyscy mieli kryształowe życiorysy.

Nie powiem, że mnie ten cały pomysł pochówku na Wawelu powalił na kolana, ale z zupełnie innych względów. Po pierwsze Prezydent miał z Krakowem tyle wspólnego co ja z podlaskim Białymstokiem. Swoje życie związał z Warszawką i tam powinien spoczywać także po śmierci. I właśnie w stolycy powinni spoczywać współcześni przywódcy. Jak napisała Jolanta, Wawel jest dobry dla tych, co umarli 500 lat temu. Poza tym każdy, kto choć raz z wycieczką w podstawówce zwiedzał krakowski zamek królewski, wie jakie to w rzeczywistości nudne miejsce. Bezosobowo nudne. Historycznie nudne. Piękne, ale nudne. I gdyby mi nawet ktoś zaproponował stylowy sarkofag nogi w nogi z Piłsudskim, to bym wolała się położyć na tym pięknym wzgórzu, co żeśmy na nim u zarania tego bloga z Halszką i Panem M. podziwiali sylwestrowe fajerwerki. Nie tylko ze względu na ten zajebisty widok, który się z niego rozciąga, ale przede wszystkim na ogólną dostępność dla tych, którzy by się na mojej mogile chcieli napić ze mną wódki, za ich zdrowie oczywiście.

Prezydent miał i zwolenników i oponentów. Prezydentowa tylko fanów, choć może nie od samego początku. Jako para małżeńska wzbudzali sympatię, nikt nie zaprzeczy. Patrząc na nich widać było świeżość uczucia mimo przeoranych bruzdami czasu twarzy. I taka właśnie zajebista kobitka i jej ukochany Leszek zostaną zamknięci w zimnych, ciemnych i ciasnych wawelskich kryptach. Chuj z tym, że królewskich. Nawet smok nie wytrzymał i wyszedł na zewnątrz (coby nie prowokować dworsko-polskich nomen omen konfliktów), żeby nie siedzieć samemu w smutnej jamie, wyszedł do ludzi, chciałoby się rzec.

Tak że Szanowni Państwo Oburzeni, dejcie żyć! Dejcie żyć nam, żyjącym i spoczywać w pokoju tym, co umarli. Bo im naprawdę już wszystko wsio rawno, a jak patrzą na te bezsensowne dyskusje, to w trumnach przewracając się osiągają prędkość turbiny.

 

Krytykujemy polityków, a w ostatnich dniach to oni zachowują się najbardziej z nas wszystkich przyzwoicie. Pewnie zaraz niektórzy powiedzą „poczekajmy 2 miesiące, wszystko wróci, jak było”. Wróci, nie wróci – władze państwowe i elity polityczne są przeważnie wspaniałym odzwierciedleniem całego narodu. Uroki demokracji.

 

Wszyscy jesteśmy tacy sami. Nie, nie my – Polacy, nie jesteśmy w końcu bardziej wyjątkowi od innych. My – wszyscy ludzie.

Ale to nasz Orzeł ciągle krwawi.

 

 

Re

wtorek, 13 kwietnia 2010

Pojednanie ponad podziałami i ogólnonardowa miłośćpo tragedii w Smoleńsku skończyły się szybciej niż można było przypuszczć (albo też mają sie ku końcowi). Jeszcze  zmarłych nie pochowano a już protesty gdzie, jak, w czym, czy nogami w przód czy w tył.

 "Czy na pewno godzien królów?" (hej, ale nie klikajcie zanim skończycie wpis)

I oczywiście kto? Kraków. A jakże by inaczej. O Kraków sie jak zwykle wszystko rozbija, co po raz kolejny dowodzi, że to miejsce to nie to miasto tylko kant dupy i tyle.

Niedługo będzie marsz przeciwko pochowaniu Kaczyńskich na Wawelu i będziemy się kłócić niemal nad ich trumnami. Paranoja. Jakie to ma znaczenie, gdzie będzie Para Prezydencka pochowana? Powązki byłyby oczywiście super, aleja zasłużonych, może jakiś mega grobowiec, może nawet kapliczka, albo nawet pomnik. No a Wawel? Mały związek widzę między Prezydentem a Wawelem, ale niech tam będzie. Coś się dzieje. Jakiś dziwne wydarzenie, które będziemy mogli opowiadać czyimś wnukom (może wnukom Wenus), mowiąc, że to taka nieprawdopodobna historia a stara jak świat. I co? I nic.

Nawet jak pochowają, to co? Już widze, jak wszystkie szalone Krakusy, co teraz protestują, nie mogą rano zjeść spokojnie śniadania, bo ich trumny z Kaczyńskimi na Wawelu uwierają.

Ile razy w roku przeciętny Krakus jest na Wawelu? Raz? Dwa? Jak znajomi przyjadą i trzeba cos pokazać. Ja rozumiem, że mogliby przeszkadzać jakby ich chciano pochować na Rynku albo na Plantach. Bo tam sie często bywa, a co w oczy kole, tego sercu żal. Albo jakby komuś w ogródku zaproponowano pochówek Prezydenckiej Pary, to ja rozumiem, że to też kole. Ale tam. No tochę nie pasuje, ale co z tego? Wsadzanie głowy państwa, połowy rządu i całego dowództwa wojska do jednego samolotu z czasów budowy Wawelu też nie pasowało, a ktoś się na to zgodził. To niech se dadzą spokój, bo wstyd.

Ale co ja mam do gadania? Wszytsko mi jedno. Będą wycieczki szkolne z Warszawy przyjeżdżać i turystów przybędzie (turystów nigdy za wiele, co? :)) 

A ja i tak wybywam z tego kantu dupy czem prędzej. No, planuję wybyć, bo dłużej tego nie zniesę. Nie przyjeżdżajcie do Krakowa, bo tu nic nie ma, tylko poezja i zaczarowane dorożki . O właśnie! Ajak pochowają Parę Prezydencką, to wreszcie będzie coś poza poezją! No, to ja jestem za.

JOL>

Nie wiem, czy już można czy jak żałoba narodowa to nie można... ale mam newsa z zupełnie innej beczki. I wybaczcie mi wszyscy współpiszący tegoż bloga (to ile nas jest?), że wyjadę z tym teraz, ale juz siedzę jak na drożdżach, no bo no bo... no bo tak.

Otóż Jolanta oficjalnie już, bo juz klamka oraz zaliczka zapadła, wychodzi za monsz. I teraz pytanie za 100 punktów i konia z grzędą dla tego, kto zgadnie za kogo, nieraz występującego za tym blogu, wychodzi Jolanta?

Aha, ludzie, którzy znają nas dłużej niż 5 lat a tym bardziej 9 lat, nie mogą brać udziału w konkursie, podobnie jak członkowie rodziny, mieszkańcy Królewskiego Apartamentu oraz osoby o nicku zaczynającym się na literę Q . Reszta, help yourself to konkurs: za kogo wychodzi, a nawet wybiega, Jolanta z Chudowa

JOL.

Tagi: wesele
16:48, kapelutki , O co cho?
Link Komentarze (15) »
poniedziałek, 12 kwietnia 2010

Katastrofa w Smoleńsku mną wstrząsneła, chyba jak wszystkimi. Co tu dużo pisać. Jest mi przykro, smutno i współczuję.

Pół soboty przesiedziałam przed telewizorem z paszczą otwartą z wrażenia i niedowierzania.  A potem siadłam przed komputerem i szczęka mi opadał raz jeszcze jak zobaczyłam na fejsbuku propozycję: "Zostań fanem Katastrofa w Smoleńsku!".

No... czy ja wiem. Muszę to przemyśleć. A dajecie koszulki fana? :/

 

JOL.

sobota, 10 kwietnia 2010

 

Dziś rano zabierałam się właśnie za napisanie jakiejś wesołej notki, coby wszyscy czytelnicy kapelutków pospadali z krzeseł, gdy sama spadłam z krzesła i już się nie podniosłam.

Twarze ludzi, którzy dziś zginęli przeskakują mi przed oczami jak klatki z niemego czarno-białego filmu. Nawet gdyby w tym samolocie lecieli anonimowi pasażerowie czułabym się jak by mnie ktoś strzelił obuchem w łeb. A ci byli przecież codziennie gośćmi w moim domu, czy tego chciałam, czy nie. Po ojcu odziedziczyłam fanatyczne zamiłowanie do oglądania wszystkich serwisów informacyjnych po kolei, chociaż wszędzie mówili to samo. Denerwowałam się, rzuciłam jakąś kurwą, oglądałam dalej. Jako gorzki deser serwowałam sobie polityczne tokszoły, do których ciągle zapraszane były te same osoby, z tą tylko różnicą, że czasem w krawacie, a czasem bez. A jedyny inteligenty komentarz, który padał zazwyczaj z moich ust, brzmiał mniej więcej: "eee, idze idze idze". I oglądałam dalej. Najbardziej lubiłam te momenty, w których oni ujawniali ludzką twarz albo poczucie humoru. Mało ich było, ale czasem się zdarzały. Najbardziej nienawidziłam tych chwil, gdy ci, na których głosowałam, kompromitowali mnie, jako wyborcę. A teraz co? Klatka po klatce, klatka po klatce... Dałabym się jeszcze raz czy dwa skompromitować, gdyby to mogło zmienić bieg rzeczy. Ale nie może.

W pierwszej kolejności to tragedia dla rodzin. Bez dwóch zdań. Setki ludzi dotknęła ona w najbardziej bezpośredni sposób. Nas wszystkich dotknęła jako naród i państwo. I konsekwencje będą przeogromne i wielopłaszczyznowe. Ale na analizy polityczno-socjologiczno-ekonomiczne przyjdzie jeszcze czas.

Teraz wypada jedynie pomilczeć albo się pomodlić.

 

Requiem aeternam dona eis, Domine, et lux perpetua luceat eis...

 

Re

 

poniedziałek, 05 kwietnia 2010

 

Tytuł notki to oczywiście prowokacja, coby sobie podrasować statystyki;) Post będzie nudny jak świąteczne flaki ze świątecznym olejem. A zatem do dzieła!

W Katarze Chrystus też zmartwychwstał. Alleluja! :)

 

Liturgia Wielkiego Piątku wypełniła kościół i cały plac przykościelny.* W środku odbywało się nabożeństwo w języku arabskim, na zewnątrz po angielsku. Wszystko całkiem po katolicku;)

 

W Wielką Sobotę byliśmy się poświęcić.

 

A to mój piękny (jak zwykle) koszyczek i obiecane w tytule jaja. Zdobienia wykonane oczywiście niezawodnym i wielofunkcyjnym lakierem do paznokci:) Oh, oh, ależ jestem z siebie dumna;)

 

Nasze świąteczne śniadanie zjedliśmy o 6 wieczorem. W Katarze nic nie może odbyć się "normalnie".

 

Śniadanie na trawie oczywiście. I świąteczny full wypas.

 

W roli głównej REWELACYJNA sałata Reginy. Oraz szynka z indyka 20 zł. za 20 deko. Zastaw się, a postaw się;)

 

Po 10 minutach dołączyło do nas stado kotów. Nihil novi.

 

Siedzieliśmy sobie, siedzieliśmy z Muzeum Sztuki Islamskiej w tle.

 

Tak oto wyglądała tradycyjna polska Wielkanoc W Katarze:)

 

Re

 

* Nabożeństwa w Wielki Piątek i msze w pozostałe dni były prawie co godzinę. Świątynia zawsze pełna, a trzeba powiedzieć, że oprócz głównego kościoła rzymsko-katolickiego (czy rzymsko-katowickiego, jak mawiają niektórzy) swoje kaplice mają także inne chrześcijańskie odłamy. Można odnieść wrażenie, że w muzułmańskim Katarze, większość ludzi to chrześcijanie. Co zresztą jest bardzo prawdopodobne biorąc pod uwagę, że 90% mieszkańców, to imigranci.

Aaaa! Jeszcze tylko dodam, że kościół rzecz jasna położony jest daleko od centrum, na środku pustynie niemal i na wycieczkę do niego autobusem trzeba poświęcić pół dnia.

 

sobota, 03 kwietnia 2010

wrociłam.

mam wrazenie, ze jestem w punkcie wyjscia i nic się nie zmieniło

mam pierwszaą depresję od pięciu miesięcy.

jestem w Polsce od 9 godzin

nic

 

jol.

 

Zakładki:
* Kapelutki - BLOG ROKU 2011 *
100 rzeczy TO DO BEFORE DEATH and DISHONOR
AAA W RAZIE POTRZEBY KONTAKTU
Introduction, czyli...
Jolanta czytuje:
Kapelutki wspólnym okiem zaglądają:
Regina podgląda:
PustaMiska - akcja charytatywna


Hej, jesteśmy na Facebooku:

Jolanta z Chudowa

BBC Radio
Fajnie mówią "Agnijeska Ratłanska"

*UWAGA! ACHTUNG! ATTENTION!*
Jakby co, piszta tu:
kapelutki[maupa]gazeta.pl