Powstaje, kiedy królowe ściągają korony i zakładają ordynarne kapelutki. W razie wątpliwości - ten blog piszą DWIE osoby: Regina i Jolanta.
wtorek, 30 kwietnia 2013

 

Jeszcze sześć godzin za biurkiem i trzydzieści jeden minut, dwie kawy, cztery papierosy, trzy oferty, a potem pakowanie i... Sopot! Tak, jedziemy z Halszką do Sopotu. Wracamy w niedzielę. Mamy zamiar wykąpać się w morzu :D

Wczoraj miałam zanikający poniedziałek po niedzielnej spontanicznej imprezie w posiadłości imć Dziwnego, która nieoczekiwanie trochę się... przedłużyła. Ale trudno się dziwić - cygara, whisky, dziwki, poker - to wciąga ;) Zrobiłam dwa razy all in-a i drugi raz był jednocześnie ostatnim. Nie tylko dlatego, że było to ostatnie rozdanie w ogóóóóle, ale... jakby to powiedzieć... przegrałam wszystko... Całe pięć złotych ;) Pan Dziwny się obłowił. Wilki Wizjoner, jego Połowica i Halszka też nie wyszli z pustymi rękami. W rzutki też mi nie poszło. Zostałam ogłoszona największym Looserem spotkania. W ogóle mi to nie przeszkadzało :) Następnym razem się odegram ;)

 

Re

 

wtorek, 23 kwietnia 2013

 

O czym myśli człowiek w sytuacji zagrożenia życia? 

Często ludzie mówią, że w jednej chwili całe życie przeleciało im przed oczami. Mi przez głowę przemknęła dziś tylko jedna myśl - "Czy przeżyję?" 

Owszem, jechałam za szybko. Ale to ten cymbał z przeciwka wyprzedzał pod górkę. Górka jest dziwna. Niby niezbyt stroma, ale długa i jadąc zarówno z jednej jak i z drugiej strony nic nie widać. Owszem, 80 w terenie zabudowanym to jednak zbyt dużo. Ale ja można wyprzedzać ciąg samochodów na wzniesieniu??!! 

Zobaczyłam go w ostatniej chwili. Nie wiem czy jego, czy ją. Nie wiem, jakie to auto było, ani kolor. Chwyciłam mocniej kierownicę i wcisnęłam hamulec do dechy. Były pichole, aż mnie lekko zarzuciło. Koła się zblokowały. Puściłam hamulec, żeby nie zrobić piruetu. A Wielki Brat powtarzał, żeby w takich sytuacjach hamować skrzynią biegów. Ale nawet nie miałam czasu sobie o tym przypomnieć. Panie, to był moment. Udało mi się wytracić prędkość niemal do zera i tylko widziałam jak ten trzeci dodaje gazu i jedzie wprost na mnie. Nawet nie byłam w stanie trąbić. Byłam pewna, że nie zdąży. Napięłam mięśnie w oczekiwaniu na uderzenie. "Czy przeżyję?" Byłam pewna, że sprasuje mnie i moje żelazko niewyposażone w poduszkę powietrzną. 

Zdążył. Dosłownie w ostatnim ułamku sekundy.

Wielokrotnie uczestniczyłam w sytuacjach, gdy jakiś samobójca szedł ze mną na czołowe, ale nigdy nie było tak blisko. Dobrze, że pan za mną jechał przepisowo, bo jeszcze i on zrobiłby mi pewnie z dupy jesień średniowiecza.

Uff. Zdążył. Przeżyłam. Byłam spokojna. Rozdygotałam się dopiero, gdy zaparkowałam na podjeździe przed domem. I łzy napłynęły mi do oczu. 

 

Re

środa, 17 kwietnia 2013

Kurcze blade, wiem, że miałam nie robić bobo-bloga z kapelutków, ale jeszcze tylko powiem, że jestem zafascynowana uczuciem, kiedy dziecko zasypia na moim brzuchu i jest takie małe, zwarte i ciepłe i tak sobie od czasu do czasu kwęka po swojemu. Wczoraj tak zasnęliśmy na kanapie i to była... best nap I ever had! :)

 

JOL. 

poniedziałek, 15 kwietnia 2013

Jestem mamą od 12 dni. Nie wiem, czy czuję się mamą. Na pewno czuję, że jego widok napawa mnie radością i, że nie zamieniłabym go na żadne skarby świata. Ależ ta natura jest przebiegła! Wystarczy, że w twoim życiu pojawi się mały uroczy człowiek i od razu tracisz wszelkie roszczenia wobec świata. Niczego ci nie potrzeba. Może poza masażem pleców i 12 godzinną drzemką :) Poza tym nic. 

 

(nigdy nie sądziłam, że kiedykolwiek to powiem)

 

Jol. 

piątek, 12 kwietnia 2013

Chyba już nadejsza ta wiekopomna chwila, kiedy pasowało by ujawnić radosną nowinę, że oto 3. kwietnia zostałam Wam ja szczęśliwą matką ważącego 3200 gram i długiego na 55 centymetrów, zdrowego noworodka pci męskiej :)

Mama i Mały Pan M. :) czują się dobrze, tzn. Mały czul się dobrze od początku, mama czuła się długo źle, ale już jest lepiej. Najgorzej chyba czuje się Duży Pan M. ponieważ przez kilka dni miał w domu dwa leżące i płaczące stwory, którymi musiał się opiekować, co bardzo go zmęczyło i teraz musi odsypiać. 

Ale, nasz noworodek nie jest zły. Powiem wręcz, że jest całkiem fajny. Je jak smok (ale to duży facet w końcu będzie), w dzień śpi jak robotnik po nocnej zmianie, w nocy śpi jak stróż na budowie, czynności fizjologiczne załatwia również wyjątkowo po męsku. Byliśmy przygotowani na coś w stylu małego armagedonu, a tu na razie tylko lekkie przemeblowanie pokoju. Gdyby nie to, że ja jestem ciągle obolała, byłoby niemalże błogo. 

I tak, tak, popadłam w manię fotografowania mojego Małego Pana M. Ale nie bójcie się - nie zamienię kapelutków w blog bobasowy :) Co za dużo to niezdrowo (chyba, że chodzi o żale - tych nigdy nie jest za wiele). Jeszcze zaczelibyście ziewać z nudów i co wtedy...

kapelutki.blox.pl

 

Pokażę tylko papucie od cioci Reginy, cioci Halszki i cioci Wenus:

kapelutki.blox.pl

 

Oraz dwa urocze ślepka:

kapelutki.blox.pl

 

I na dzisiaj tyle :)

 

 Jol i Mały Pan M. pozdrawiają :)

 

Zakładki:
* Kapelutki - BLOG ROKU 2011 *
100 rzeczy TO DO BEFORE DEATH and DISHONOR
AAA W RAZIE POTRZEBY KONTAKTU
Introduction, czyli...
Jolanta czytuje:
Kapelutki wspólnym okiem zaglądają:
Regina podgląda:
PustaMiska - akcja charytatywna


Hej, jesteśmy na Facebooku:

Jolanta z Chudowa

BBC Radio
Fajnie mówią "Agnijeska Ratłanska"

*UWAGA! ACHTUNG! ATTENTION!*
Jakby co, piszta tu:
kapelutki[maupa]gazeta.pl