Powstaje, kiedy królowe ściągają korony i zakładają ordynarne kapelutki. W razie wątpliwości - ten blog piszą DWIE osoby: Regina i Jolanta.
sobota, 30 maja 2009

 

 

Krakowowi gratulujemy Wisły.

 

R.

 

 

wtorek, 26 maja 2009

 

Nasze „świńskie komentarze" przy wpisie o tym, że „tylko świństwa nam w głowach" sprowokowały mnie do poruszenia tematu, który już dawno miał być poruszony. Tematu Zygmunta.

Z Zygmuntem znamy się nie od dziś. Zaryzykowałabym nawet stwierdzenie, że znamy się nie od wczoraj. Ale jak długo się znamy, nie wiem.

Nasze relacje nie są zbyt skomplikowane - jedyne co nas łączy to to, że ze sobą sypiamy. Głowa w głowę, jak kiedyś, a odkąd zmieniłam swą łóżkową pozycję, nogi w nogi. Układ jest prosty: Zygmunt nie wkłada mi do buzi żadnego ze swych licznych członków: ani odnóży, ani szczękoczułek, ani nogogłaszczek. Że o spuszczaniu się zninacka na jakąkolwiek część mojego ciała nie wspomnę. Wieczorem wychodzi grzecznie zza szafy (nie moi drodzy, nie Z szafy, a ZZA szafy), układa się wygodnie, zamyka oczka i śpi. Rano zmyka za szafę (ZA szafę, a nie DO szafy) i udaje że go nie ma. Tyle:)

Bo Zygmunt to kosarz, który swym maniakalnym uporem w powracaniu do kątka, z którego go cyklicznie wyrzucałam, zyskał sobie mą sympatię. I teraz jesteśmy przyjaciółmi. I martwię się o niego. Zwłaszcza wtedy, gdy rano się budzę, a jego nie ma. Wtedy się martwię, czy przypadkiem go nie zjadłam. No to już wiecie.

A teraz czas spać. Zygmunt już się położył:)  

R.

 

poniedziałek, 25 maja 2009

 

O Boże! O Boże! Stała się rzecz straszna! Kryzysowy Narzeczony znalazł sobie inną. NOWĄ! A co gorsza starą-nową, nową-starą, eks-swą - stąd starą, a młodszą ode mnie - stąd nową! Buuuuuuuu:(

Teraz pewnie podniosą się głosy, że guuupia Regina, że zła i niedobra, że pies ogrodnika i w ogóle w ogóle sama tego chciała:(

Ale to nie chodzi o to, że znalazł sobie KOGOŚ, tylko o to że tym KIMŚ jest ONA. Mała, rozwydrzona, zmanierowana flądra. Wredna, złośliwa, zadufana w sobie pańcia srańcia, piesek królowej, odgrzewany kotlet, fuuuuj.

Nie, nie, nie! Nie zgadzam się! Nie! Nie i już! Zaraz zacznę tupać nogami.

Mój Kryzysowy Narzeczony - Partia Idealna zasługuje no kogoś lepszego niż ONA. Zasługuje na kogoś lepszego niż JA. Bo niby dlaczego odrzucałabym te wszystkie nieśmiałe oświadczyny? Wizje romantycznych nocy w Paryżu? Perspektywę beztroskiego wygodnego poukładanego życia u boku przystojnego megainteligentnego superwykształconego DZIEDZICA, którego w dodatku matka MNIE lubi? Chciałam, naprawdę chciałam, żeby spotkał jakąś miłą dziewuszkę, żebym nie musiała słyszeć przy każdym spotkaniu, że „propozycja nadal aktualna" i żebym nie musiała propozycji tej jak zwykle obracać w żart. No to żem się doczekała.

Pocieszam się myślą, że związki na odległość zazwyczaj nie zdają egzaminu. A z odległości Warszawa (on) - Kraków (ona) zrobi się wkrótce Londyn (on) - Białystok (ona), a dwa miesiące później Montreal (on) - Białystok/Kraków (ona), więc jeszcze nic straconego. Ja będę trzymać rękę na pulsie - z Azji co prawda, ale dam radę! Dam radę - insza'allah!

Pamiętajcie drogie dzieci, co wam Babcia Regina prawi:

Nie ma takiego wagonu, co się go nie da odczepić!

Zwłaszcza, gdy wagon jest waszym najlepszym przyjacielem i przez wiele lat deklarował wam gorące uczucie.

Miłość to w końcu wojna - wszystkie chwyty dozwolone;)

 

Regi

 

 

sobota, 23 maja 2009

 

H: nowa reklama drugiej części władcy pierścienic w tvn mi się nie podoba. nie wiem, czy widziałaś?

R: widziałam

H: jest z piosenką chyba czerwonych gitar, że coś tam w stawie zimna woda

R: ładne oczy masz, komu je dasz

H: właśnie. jak widziałam pierwszą reklamę, to się zastanawiałam, jaka jest piosenka a propos dwóch wież - no bo myślałam, że też nawiążą do tytułu, ale chujnia. strasznie naciągane to. i jest wątek gejowski, zauważyłaś?

R: między frodami

H: hobbitami. frodo i sam. nauczylam się. znam już wszystkich. no, prawie wszystkich. oo, na filmwebie całkiem podobała się reklamówka. i też wyczaili wątek homo. "ale nie zapominajmy, że Tolkien sam tą wątpliwą i dyskusyjną kwestię rozwiązał." ciekawe jak?

R: tę

H: aa, no i oczywiście wczoraj się rozczarowałam, bo myślałam, że już w pierwszej części pierścień trafia do ognia :) a to się dzieje w drugiej czy trzeciej?

R: no, w trzeciej :)

H: to przez przez drugą i trzecią idą przez mordor?

R: :)

H: ło w mordor! ;)

R: hehe

 

H: oo, nie wiem czy wiesz - iza miko zagra z liamem neesonem. on będzie grał zeusa, a ona atenę (tego ostatniego zdania Regina już nie doczytała)

R: ojej, liam będzie ją posuwał od tyłu? ona głównie w takich scenach gra

H: atena to córka zeusa, jak ma ją posuwać?

R: :)

H: wychodzi z tego, że córki posuwa się tylko od tyłu :)

R: może skończmy ten temat :)

 

H: viggo mortensen przypomina mi jezusa. tzn. mógłby zagrać jezusa

R: mi nie przypomina. może dlatego, że widziałam jego pytę

H: tzn. we władcy mi przypomina. a co do pyty, to muszę obejrzeć eastern promises :)

R: koniecznie :)

 

piątek, 22 maja 2009

 

Regina umiera. Wykopała sobie umieralnię i umiera. Wygląda to tak, jakby ktoś wyrzucił całkiem świeżą głowę.

Alergia zawsze przychodzi niespodziewanie. Zawsze! A ja się zawsze łudzę, że „tym razem mi się uda, że tym razem będzie inaczej". Nie będzie! Chyba, że faktycznie odwalę kitę z braku możności dostarczenia tlenu do płuc, to wtedy zaiste będzie jakiś nowy finał tej cyklicznej męki.

Dobra, zostawmy Reginę Umierającą, niech sobie umiera w pokoju (hehe, takie nomen omen albo inne in flagranti;)) Zajmijmy się Reginą Imprezującą.

Jak na moje szare i nieciekawe życie ostatnio dzieje się całkiem sporo. (Szkoda, że nic się nie dzieje w mojej pracy magisterskiej.) Tydzień temu zaszczyciłam swoją obecnością weselicho psiapsióły z czasów minionych (ostatnio, jak mnie komuś przedstawiała, nazwała mnie „powierniczką moich - czyli jej - pierwszych pocałunków", uroczo).

Na moje czerwone dziewięciocentymetrowe szpilki nie ma bata! Rządzą i już. No to tyle w kwestii mojego weselnego luku, bo to że powaliłam wszystkich urodą, to chyba oczywiste.

Na weselach z zasady nie tańczę. Na weselach z zasady tankuję. O przepraszam - smakuję trunki;) bo przynależność do pewnej szacownej instytucji edukacyjnej nie pozwala mi powiedzieć wprost, że żłopię wódę. Tym razem nie wypiłam ani kropli, gdyż niedziela miała minąć pod hasłem pisania pracy zaliczeniowej i uczenia się do poniedziałkowego egzaminu.

A Regina odpowiedzialna jest! I potrafi wyczuć ten jeden jedyny moment pośród miliona, kiedy przyjemności nie można przedłożyć nad obowiązek. Poza tym była samochodem.

Ostatni łikend w wykonaniu Reginy udowodnił światu, że można nie spać trzy doby i nie zwariować.

Wczoraj natomiast poszłam na imprezę naszą kierunkową, żeby podłechtać zaczątki alergii oraz nabazgrać sobie coś na ręce. Henną. Wypiłam trochę. Może nawet trochę za dużo, ale do mieszkania wróciłam bez zbędnych postojów w rowach - przynajmniej tak mi się wydaje. Za to rano poczułam, że każdy por mojej skóry wypluwa z siebie opary alkoholu oraz nikotyny. Miałam ochotę znów zasnąć i najlepiej już się nie obudzić. Przynajmniej do wieczora.

Ale Regina odpowiedzialna jest! Wstała skoro świt (czyli o 7.30), wykąpała się, umyła włosy, zrobiła makijaż, zjadła śniadanie, wypiła kawę i o 9.45 już była na drugim końcu  miasta na lektoracie z języka dziwnego. Jako jedyna z grupy :o)  Nadgorliwość ponoć jest gorsza od faszyzmu.

Nic to. Muszę tu jaką puentę ukuć, bo w „Opowieściach Bez Puenty" specjalizuje się Halszka. Nie spodziewajcie się nic wiekopomnego, bo jak sama czytam to moje pierdolenie, to mi się jeszcze gorzej robi. Czy może być JESZCZE gorzej?

A zatem puenta jest następująca:

Gdy czujesz, że imprezy cię nie cieszą, że co gorsza alkohol cię nie cieszy i w dodatku masz atak alergii - pora umierać. Ni ma rady. Pradawne przysłowie prastarego ludu Reginów głosi:

„Żyć szybko, umrzeć młodo, dużo ludzi na pogrzebie!"

Ament.

 

Całkiem świeża głowa Reginy

 

 

środa, 20 maja 2009

Halo, halo, żyje tu ktoś?

Strasznie dokucza mi nadmiar logiczności i sensu tego fragmentu mojego żyćka. Chyba się sztachnę czymś, bo świat nie ułatwia zanurzenia się w naturalnych oparach absurdu (nie mylić z innymi naturalnymi oparami). Jeszcze ostał się tylko nasz Królewski Aparatment, ostatni bastion absurdu, ostatnia załoga, która rozumie jak ważne w życiu każdego człowieka jest regularne pierdolenie o szopenie. Ile można wytrzymać te konwenanse, które nakazują po wejściu do sklepu mówić "dzień dobry" zamast "łożeszwmordęzapomniałamworeczka", przechodniowi pytajacemu o drogę, tę drogę tłumaczyć, zamiast egzaminiować go ze znajomości odmiany deklinacyjej nazw dzielnic, o które pyta, głupie zasady, które mówią, że jak przychodzi do domu pan policjant, to nie wolno zapraszać go na kawę, tylko trzeba być poważnym jak ament w pacierzu i odpowiadać na pytania w żołnierskim rytmie, a jak się nie wie, to trzeba głowę zwiesić niemo, i powiedzieć "ojej".

Skończyć się można. Ja już nie mogę. A wszytsko przez tę pracę, która ma być wielka i piękna, logiczna, analityczna, poważna, wyważna, naukowa i mądra jak chiwi co (też myślicie, że "chiwi co", to ocenzurowana wersja "chuiviczego"?). O nie, kurde. Za każdym razem myślę, że jak jeszcze raz otworzę plik "praca magisterka" to się zerzygam na klawiaturę, ale nic z tego. A czerstwy paw by się może przydał. Jak nie skończę w tym tygodniu to się skończę. Wczoraj cały dzień kompulsywnie sprawdzałam konta pocztowe, żeby tylko nie pisać pracy, zdropiłam 2 zdania i dostałam zakwasów stawów w palcach. Umarł w butach. Kot w butach oczywiście. A Szopen umarł w nutach. Morse umarł w drutach. A ja umrę w barłogu. (ciekawe czy ktoś umarł w fiutach i gdzie takie cuda dają?).

 

Jolanta-już-niedługo 

wtorek, 19 maja 2009

 

Wymyśliłam genialną rzecz, prostą ale genialną. I genialną w swojej prostocie. To przyszło do mnie nagle, kiedy szłam sobie wieczorową porą do sklepu po wieczorową dawkę magnezu w kostkach w orzechami. Idę sobie, idę. Niczego się nie spodziewam, a tu nagle: bach! Spadło na mnie jak Filip z konopii! Objawienie. Genialna myśl, która nadała sens mojemu życiu (przynajmniej na dzisiejszy wieczór). Ah, no i bynajmniej nie jest to genialna myśl związana z moją pracą magisterską, która rozwija się w tempie, na które nazwy jeszcze nie wymyślono, coś pomiędzy staniem a cofaniem. Nie istotne. Istotna jest moja genialna myśl, która mnie dziś była zapłodniła.

Napewno umieracie z ciekawości, co to za myśl (wiem, że tak właśnie zareagowaliście i w inną opcję nie uwierzę). Genialna myśl Jolanty, która nadaje życiu sens. Oczywiście nie mogę Wam napisać, co to za myśl. Myślicie, że jak Einstein wpadł na teorię względności to zaraz poszedł z nią na kawę ze swoimi kolegami po fachu? Na pewno. Albo jak Kopernik zobaczył w tych tam teleskopach, to co zobaczył to wyszedł na ulicę i od razu to wszytskim rozgadał (pewnie nie, bo by go zlinczowali)? Albo, że Darwin zadzownił do Mendelejewa i pochwalił mu się swoim odkryciem albo vice versa (no wiem, wiem, ale listu też nie wysłał)? Albo, że Maria Skłodowska powiedziała Piotrowi Curie, że jest na dobrej drodze do odkrycia nowych pierwiastków? Pewnie tak i z tego powodu musiała za niego wyjść. Dlatego też ja nic nie powiem. Będę milczeć jak grób pod miotłą. Choćbyście mnie błagali na kłykciach. Może za czas jakiś... 

Wiedzcie tylko, że myśl jest genialna i mówię Wam: ktoś kiedyś będzie z tego powodu sławny:)))

 

Ale jestem tajemnicza....

 

JOL. 

niedziela, 17 maja 2009

No no, muszę przyznać, że gówno Eurowizji w tym roku zaskoczyło. To znaczy, gówno jak było zawsze, tak było i teraz, ale zwycięski utwór jest niczego sobie. Nawet nazwałam go "utworem" a nie piosenką:). Dobre, dobre bo z Norwegii. Da się posłuchać bez zażenowania, nawet można bez przymusu posłuchać jeszcze z raz. A, że ten jak mu tam Alexander Rybak jest przy okazji fajnym ciachem (no i ma spektakularną umiejętność - skrzypie*), to można sobie tyż popatrzeć.

Znowu okazuje się, że wszystko co nordyckie jest dobre. Chociaż Rybak jest z pochodzenia Białorusinem (który pewnie z pradziada jest Polakiem:)), ale na fiordach go ukształtowano, więc liczy się za produkt nordycki. Oczywiście i tak nie przebije Lordi, na którym, moim skromnym ale niepodważalnym zdaniem, Eurowizja powinna się była skończyć, ale cóż - skoro ciągną dalej ten dziwny konkurs, to dobrze, że przynajmniej nordyckie produkty wygrywają. 

...chociaż jak patrzę na Rybaka i na Mr. Lordiego, to nie wiem który mi się bardziej podoba:) Obawiam się, że jednak Lordi. W końcu jest moim idolem, nie?

 

JOL. 

 

 

* częśc teorii "idealnego faceta" autorstwa prof. Jolanty z Chudowa. 

sobota, 16 maja 2009

 

Jola ciśnie częstotliwością wpisów, więc i ja czując presję, postanowiłam napisać parę słów o tym, jaka jestem nieszczęśliwa. Otóż...

Dziś mam ślub. Na szczęście nie swój własny - to dopiero byłaby tragedia. Delikatnie mówiąc jestem podkurwiona, bo problemy ze snem się ostatnio nasiliły (tej nocy zwłaszcza) i z tegoż powodu wyglądam, chodzę i czuję się jak zombi. Nic to.

Włosy, które wczoraj nawinęłam na papiloty oczywiście nie wyschły dokładnie, ale że z czesaniem się, podobnie jak z malowaniem paznokci mam do czynienia nie od dzisiaj, więc i tak wyszły piękne - chociaż tyle. Jeśli zapytacie, po co osoba, która ma loki robi sobie loki, nie odpowiem. I tak tego nie zrozumiecie. Jeśli zapytacie, dlaczego osoba ta nie poszła do fryzjera - nie, lepiej nie pytajcie.

To nie koniec rzecz jasna gorzkich Żali Reginy.

Pogoda jak na razie nie dopisuje. Albo w pewnym stopniu dopisuje - deszczu ci u nas dostatek. Ale deszcz to mały pikuś. Gorsza sprawa, że jest zimno i nie mam co na siebie włożyć - wiadomo;) Mama się upiera i molestuje mnie, że mam natychmiast wsiadać w samochód i jechać kupić jakąś odzież wierzchnią dla siebie i oczywiście jedzenie - dla kota. Nie dociera, że sklepy otwarte są od dziesiątej.

Pół roku przygotowań, żeby być gwiazdą wieczoru i wszystko, jak krew w piach...

A propos krwi - dwa dni temu nabyłam dziurę w stopie z dedykacją: Dla moich nowych czerwonych dziewięciocentymetrowych szpilek - with love. Szczegółów nabycia nie zdradzę, bo się wstydzę. Dziury rzecz jasna, nie szpilek. Broczyłam jak zarzynany prosiak i za cholerę nie mogłam przypomnieć sobie nic z tego, czego uczono mnie na kursie pierwszej pomocy. A dziś także krew mnie zalewa i bynajmniej źródłem już nie jest stopa - niestety.

Napiszę to tylko raz, ale za to dobitnie: K-U-R-W-A!

Na deser poniedziałkowy egzamin i praca pisemna z tego samego przedmiotu - wiadomość z przedwczoraj. Normalnie chujnia. Z grzybnią.

 

R.

 

Ps. I wlaśnie napiłam się fusów z kawy. Zaraz eksploduję <wściekła_regina>

 

 

piątek, 15 maja 2009

kuuuuuuuuuuuuurrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrwwwwwaaaaaaaaaaaaaaaaaa

 

>:-O 

 

bez kija nie podchodzić! 

 

 j.

środa, 13 maja 2009

 

W przypływie kreatywności, którą bez wahania skierowałam w zupełnie innym kierunku niż praca magisterska, skonstruowałam taki oto błyskotliwy rebus za przysłowiowe "sto punktów" i tradycyjne "coś tam coś tam":

 

drobiowe  MOCJA

                             

                 +

 

jednoślad

 

 

:) Rozwiązania inne niż oczywiste mile widziane.

 

J+O=L. 

 

 

Przerwa śródpracowa na jamnika (jamniki są super):

 

 
Szkoda, że tylko 2 minuty tej psiej radości  (tylko DWIE minuty, bo 9 sekund nie liczę ze względu na pojawiającą się w filmie gaworzącą roślinę...czyli latorośl, żeby mnie ktoś nie posądził, że obrażam stworzenia poniżej jednego roku życia..:).
 
 
stron pracki: 55 (i jeszcze nie dotkęłam sedna)
 
JOL. 
wtorek, 12 maja 2009

 

Hura!!! Yes, yes, yes!!! Napisali, napisał.... o kurde..aaaaaa!!! napisał stamtąd, gdzie chce być i co chce robić. Ło mater Dei!!! Trzymajcie kciukasy, bo ja jestem zbyt zestresowana.

o w mordę:))) nie mogę....co nie moge??? Wszytsko mogę!! Muszę! Chcę!!

stresssss....

 

A, żeby jeszcze było coś dobrego ze Szwecji (a propos tego, że wczoraj było Roxette), to proszę: Europe. I niech mnie ktoś przekona, że niesłusznie uważam, że wszytsko co nordyckie jest dobre. Genialne. Europe co prawda nie wymiatał każdym kawałkiem (tak na dobrą sprawę to wymiótł może dwoma, ale za to jak wymiótł).

No i ten sexi Joey...:) Ciacho....(thrrrrill) 

 

Jol.

 

poniedziałek, 11 maja 2009

 

:)))

Dawno nie ucieszyłam się tak z czegoś, na czym nie jest napisane Narodowy Bank Polski. Dobra, żartuję ;). Ale ta wiadomośc przyprawiła mnie o joyride. Roxette wracają:))) O żesz w mordę jeża. Mój ukochany zespoł z dzieciństwa. Już prawie o nich zapomniałam, bo mi tu jakieś inne nuty powyskakiwały, ale jak teraz czytam, że znowu mają grać razem, to mi się łezka w oku kręci i przedramiona falują. Jakież to były piękne czasy! Jaki genialny zespół! Aż sobie posłuchałam na mojej tubie najwiekszych przebojów roksetów i se myślę, że to jednak jest ponadczasowa muzyka.

 

No to join the joyride! :)))

 

 

No dzieło po prostu, dzieło... :)

JOL.

niedziela, 10 maja 2009

 

Ile razy ogladam mojego ulubionego pseudo-kucharza Pascala podczas pseudo-pichcenia, tyle razy zapewnia on: "Moźieś dodać soś inego i teź bendzie pyśne". No i co? Zawsze dodaje "soś inego" i nigdy nie wychodzi...:/

Dzisiaj, wierząc mu bezgranicznie (bo go kocham w końcu, nie) do deseru dodałam:

-  zamiast ciasteczek korzennych - wafli czekoladowych i posypałam je cynamonem,

- zamiast bitej śmietany - zmiksowaną śmietankę do zup i sosów 18 procentową, która - trzeba dodać - się nie zmiksowała,

- zamiast trochę czekolady i dużo masy krówkowej* - dużo czekolady i mało masy krówkowej (żeby wiecej masy krówkowej zostało na wieczorne podżeranie),

- zamiast liścia miętki - liść rukoli:) (bo też była zielona)...

 

...i wćiale nie było pyśne :( ale i tak kocham Pascala, jest taki słodziutki:)

 

JOL.

* masa krówkowa jest to półprodukt do wyrobu cukierków "Krówki" a NIE -jak sądzą niektórzy - masa ze zmielonych krów,

 

 
1 , 2
Zakładki:
* Kapelutki - BLOG ROKU 2011 *
100 rzeczy TO DO BEFORE DEATH and DISHONOR
AAA W RAZIE POTRZEBY KONTAKTU
Introduction, czyli...
Jolanta czytuje:
Kapelutki wspólnym okiem zaglądają:
Regina podgląda:
PustaMiska - akcja charytatywna


Hej, jesteśmy na Facebooku:

Jolanta z Chudowa

BBC Radio
Fajnie mówią "Agnijeska Ratłanska"

*UWAGA! ACHTUNG! ATTENTION!*
Jakby co, piszta tu:
kapelutki[maupa]gazeta.pl