Powstaje, kiedy królowe ściągają korony i zakładają ordynarne kapelutki. W razie wątpliwości - ten blog piszą DWIE osoby: Regina i Jolanta.
poniedziałek, 24 maja 2010

 

 

I taaaaak. Witajcie!

 

Ktoś w ogóle zauważył, że mnie (prawie) nie było? Nie? No wieeeeeeeecie?

 

Obiecałam sobie, że nie będzie postu na kapelutkach, przeciwnie – że będzie post od kapelutków, póki nie napiszę pracy magisterskiej. No i żem napisała. Ale coś się zanosi, że będę pisać jeszcze raz, gdyż DJ Promo powiedział, że niestety tak być nie może i coś tam coś tam. Prawie że mam to gdzieś. Prawie że, bo sytuacji towarzyszą okoliczności. Jakie? Niesprzyjające. Zawsze w takich chwilach okoliczności są niesprzyjające. Generalnie można to podsumować wiele mówiącym: ZAWSZE KURWA COŚ. Ale cóż… Postanowiłam się nie przejmować. Robi to za mnie Halszka.

 

Ja natomiast śledzę namiętnie kataklizm. Dziwnie tak patrzeć, jak mi Ojczyzna pływa, podczas gdy ja żyję na środku pustyni. Cóż za przewrotna (jak zwykle) koincydencja.

 

Z rzeczy super ciekawych – wracam z wielkim hukiem 13 czerwca. Jupiiii!

 

Co dalej? Nie mam kapelutkowego pojęcia. Jakieś pomysły? Sugestie?

 

 

Re

piątek, 21 maja 2010

(tytuł notki jest cytatem z Pana Dziwnego i Pana B., żeby nie było)

Odejdźmy juz od tematów szukania pracy, bo to się juz nudne robi. Wejdźmy w temat nudniejszy czyli miłość. Otóż zauważyłam, że jakoś łatwo mi poszło ogłoszenie, że wychodzę za mąż, jakby to było coś tak oczywistego, jak oczywista oczywistość i w oooogóle nikogo, poza Wenus, nie ruszało. No jest sobie Jolanta z Chudowa i jest sobie Pan M., znają się od jakiegoś czasu, to czemu nie mieliby się pobrać? No tak to wyglądało. Na blogu. Ale w życiu wyglądało to dużo gorzej i sprawa jest po stokroć poważniejsza. 

I wcale nie mówię o konieczności stosowania ekwilibrystyki umysłowej, ażeby przekonać Pana M. do ożenku ze mną (kto jeszcze w to wierzy, niech sobie to przemyśli w sumieniu swoim). Mówię o tym, że cała nasza droga do poboru... pardon! .. do pobrania ...się.. nie była łatwa. Znamy się kupę lat, trochę ze sobą byliśmy a trochę się rozstawaliśmy. Zaręczaliśmy się z tuzin razy i tyle samo wszystko szło się krochmalić z powodu nie wiem czego (pewnie różnica charakterów). Jednego dnia nie widzieliśmy niczego poza jej/jego twarzunią a następnego nie widzieliśmy świata poza jej/jego paskudnym gębulcem.

No i z tuzin razy pytaliśmy siebie: „Leo WHY?” skoro nie wchodzi się sześć razy do tej samej rzeki? I tu nieśmiało, acz całkiem przekonująco zapala się lampa z napisem: miłość. A co to jest miłość (i to nie jest pytanie retoryczne, więc czekam na propozycje w komentarzach).

Oprócz tego, że miłość to jest LOVE w serduszku czerwonym koniecznie puchatym, to co jeszcze? I doszliśmy do wniosku, po ciężkich bojach myślowych, że oto miłość to zapach. Tak, jak pomyślę o najfajniejszych zapachach, jakie znam, to zaraz po zapachu selera, przychodzi mi na myśl zapach Pana M. (albo najpierw Pan M. a potem seler), a zaraz za nimi Gianfranco Ferre. W każdym razie, zapach. Zapach, którego pewnie inni nie czują, a nawet jak czują, to nie robi na nich wrażenia, bo TO NIE JEST miłość. A ja, kiedy czuję Pana M., zachowuję się jak rodzice na wywiadówkach klasy A w liceum w Białymstoku – czyli mdleję z rozkoszy (kto chodził, ten wie).

I to utwierdza mnie w przekonaniu, że

a) ludziom wcale nie tak daleko do zwierząt, co oczywiście naturalnie pociąga za sobą zakaz ich zjadania,

b) kocham Pana. M.

Puenty nie będzie, bo ostatnio spędziłam dużo czasu z Królową Halszką i prawie nauczyłam się konstruować historie jak-zwykle-bez-puenty. A nie! Będzie mała puenta. Albo raczej klamra. Wracając do początku wpisu – miłość jest fajna, ale to strasznie nudny temat na blog, zakończmy więc na tym, że ten ślub JEST NA POWAŻNIE i wcale nie jest tak, że osobami, które najbardziej się z tego cieszą są Wenus i jej wnuki. :)

 

JOL.

sobota, 08 maja 2010

Poniewaz jestem w WAPUPie, jak wiecie, szukałam sobie i czytałam coś w temacie. Temacie szukania pracy, oczywiście. Najwięcej do myślenia dał mi jak zawsze krótki film instruktażowy MP:

:)))

 

JOL or or or or

wtorek, 04 maja 2010

Błagam, niechże ktoś coś napisze. Bo nam bloga skasują! Regina, przestań już pisać tę magisterkę i dawaj wpis (i tak praca magisterska nigdy nikomu do niczego się nie przydaje, chyba, że jako podkładka pod laptopa).

Ze swojej strony powiem tylko, że jeszcze się nie przeprowadziliśmy, nie znalazłam jeszcze wymarzonej pracy, nie zdecydowałam czy Regina czy Halszka, ale zamówiliśmy z Panem M. obrączki z własnego materiału i uświadomiliśmy sobie, że na liście gości weselnych liczonych do restauracji nie uwzględniliśmy siebie...

JOL

 

Tagi: para
16:27, kapelutki , Żale Jolanty
Link Komentarze (4) »
Zakładki:
* Kapelutki - BLOG ROKU 2011 *
100 rzeczy TO DO BEFORE DEATH and DISHONOR
AAA W RAZIE POTRZEBY KONTAKTU
Introduction, czyli...
Jolanta czytuje:
Kapelutki wspólnym okiem zaglądają:
Regina podgląda:
PustaMiska - akcja charytatywna


Hej, jesteśmy na Facebooku:

Jolanta z Chudowa

BBC Radio
Fajnie mówią "Agnijeska Ratłanska"

*UWAGA! ACHTUNG! ATTENTION!*
Jakby co, piszta tu:
kapelutki[maupa]gazeta.pl