Powstaje, kiedy królowe ściągają korony i zakładają ordynarne kapelutki. W razie wątpliwości - ten blog piszą DWIE osoby: Regina i Jolanta.
czwartek, 31 maja 2012

 

Witaj Drogi Szczątkowy Czytelniku!

Dawno mnie tu nie było. Całą kopę lat! Maj nie był dla mnie łaskawy. Dużo problemów. Dużo problemów ze zdrowiem. Dużo problemów pseudo-zawodowych. Domowych. Osobistych. I najważniejsze - padł mi laptop! A wiadomo - bez laptopa, jak bez ręki.

Nie piszę, bo nie mam kiedy. Nie mam jak. Nie mam o czym. Dorosłość mnie przerosła. Przerosła moje najśmielsze młodzieńcze oczekiwania. Chciałam tylko tego, co wszyscy - mieszkać w małym mieszkanku z balkonem pełnym kwiatów i jeździć używanym citroenem. Niby taki luksus dla ubogich, a jednak nie dla mnie.

Ludzie jakoś układają sobie życie, a ja jednak nie umiem. Nie umiem się ogarnąć. Czas leci na łeb na szyję. Zmarszczki mi wprowadza na łeb na szyję. Wcale nie dramatyzuję! Mój dentysta ostatnio mi powiedział: "Regina dziecko, młoda dziewczyna a powieki jak Liza Minnelli!" I ja mu wierzę. On wie wszystko. I nigdy nie kłamie. "Więcej kremu!!" To daję więcej kremu. Nie robię inwazyjnego makijażu. A dziś nawet zaaplikuję sobie ogórka.

Poza tym nihil novi sub sole. Biegam. W niedzielę biegnę w pewnym memoriale... Życzcie mi połamania nóg! :))

 

Re

niedziela, 06 maja 2012

 Fragmenty dyskursu mieszkalnego według Jolanty von Chudów (z każdym dniem coraz bardziej lubię to miejsce). A na końcu bonus - Jolanta w sosie własnym wg Pana M. :)

 

Jolanta z Chudowa www.kapelutki.blox.pl

 

Jolanta z Chudowa www.kapelutki.blox.pl

 

Jolanta z Chudowa www.kapelutki.blox.pl

 

Jolanta z Chudowa www.kapelutki.blox.pl

 

Jolanta z Chudiwa www.kapelutki.blox.pl

 

kapelutki.blox.pl

 

Jol.

 

sobota, 05 maja 2012

 

Może nie dobrze, ale na pewno lepiej. Tatę przebadali, napoili kroplówką, kazali wrzucić na luz i wieczorem wypuścili do domu. Ja wciąż jestem słaba i odczuwam ból, ale już chyba bliżej niż dalej końca tej katorgi. Trochę mi się sflaczało przez ten tydzień. Od poniedziałku trzeba się wziąć za siebie - jogging, hantle, aerobiczna 6 veidera... ;)

Tymczasem... jeszcze sobie odpocznę...

 

Re

piątek, 04 maja 2012

 

3 maja, czwartek

 

godz: 14.59

Halszka: Żyjesz?

 

godz: 15.37

Halszka: ?

Regina: No. Żyję.

Halszka: No ale lepiej niż przed sadystą? Wyrwał ci coś? Na przykład rękę?

Regina: Urwał mi głowę ;) Lepiej - jak tylko mnie zobaczył kazał mi iść do dobrego psychologa tylko nie w naszym zaściankowym mieście, bo wszystkie moje problemy ze zdrowiem są na tle nerwowym.

Halszka: No to dobry z niego lekarz, jak problemy psychiczne z zębów wyczytuje.

 

Osiemnaście godzin wcześniej leżałam w swoim łóżku i wyłam. Atak ósemki szybko przeszedł w atak szóstki, a ta w mojej szczęce jest zdecydowanie najbardziej upierdliwym zębem. Pojechałam na pogotowie stomatologiczne - niestety mimo zachęcającego hasła: "czynne 24/7" nikogo nie zastałam. Nawet rzeźnika nie mówiąc o dentyście.

Potem moja siostra obdzwoniła wszystkich znanych jej prywatnych sadystów, ale wszyscy najwyraźniej wyjechali za miasto. Cioteczka Jill uruchomiła kontakty, ale okazało się, że w caaaaałym mieście nie ma jednego dyżurującego stomatologa. Nigdzie. Załatwiła mi więc antybiotyk i dużo ibuprofenu i powiedziała, że jakoś muszę przeżyć do piątku.

"Nie dam rady" - pomyślałam i poszłam ryczeć, jak nienormalna. Przed północą dostałam wiadomość, że jeden lekarz się odezwał i że mnie przyjmie następnego dnia o 14.00. "O ile dożyję" - pomyślałam i chyba zasnęłam... Albo straciłam przytomność - what ever.

 

- Choć męczennico, śmiało - Doktor K. posadził mnie na fotelu i nawijał dalej. - Chłodno tu, chociaż od południa! Bardzo fajnie, bardzo. Ale nie śmierdzi dentystą? Nie śmierdzi dentystą?

Pokiwałam głową, że nie i pomyślałam: "Gawędziarz mi się trafił", ale szybko skarciłam samą siebie za takie uwagi. Przecież byłam w takim stanie, że dałabym się rozwiercić nawet małpie ubranej w fartuch. Doktor K. nie przypominał małpy i nie miał fartucha. Mimo bólu i ogłupienia dokonałam szybkiej oceny wizualnej.

"Lat około 50. Całkiem przystojny, postawny, dobrze ścięty. Oczy niebieskie. Dłonie zadbane, palce długie, obrączki brak. Ach te przyzwyczajenia, odruchy bezwarunkowe. Przecież nie przyszłam tu na podryw. Zwłaszcza, że zaraz będę zmuszona otworzyć przed nim paszczę z tą całą katastrofą. I w ogóle to, kurde fajka, już nawet facet ginekolog nie jest chyba tak krępujący, jak facet dentysta..."

- Bo ja się bardzo staram, żeby nie śmierdziało dentystą. Mam tu dużo różnych fajnych gadżetów. To co pani brała, słoneczko?

- Ibuprofen.

- Ile?

- Dużo.

- A tak orientacyjnie?

- W nocy w sumie tylko 4, ale od 7.00 rano mi się pogorszyło...

- ...i wzięłam...?

- ...dwadzieścia... pięć...?

- Chryste Panie, to że mają czerwone słodkie skorupki, to nie znaczy, że można je łykać jak cukierki! - krzyczał na mnie, ale się uśmiechał.

- BOLAŁO MNIE! - to i ja weszłam w rolę.

- Może uda nam się uratować zęba, ale po wszystkim trzeba będzie przeszczepić ci żołądek.

Potem jeszcze przez 5 minut kłóciliśmy się o to, czy się boję - on twierdził, że tak, bo jest coś takiego jak zapach strachu, który on niczym owczarek niemiecki potrafi wyczuć. Ja upierałam się, że nie, ale na próżno, bo nie chciał zacząć, dopóki nie przyznam mu racji. 

Wiercenie i czyszczenie trwało jeszcze 1,5 godziny. Pewnie dałoby się to zrobić szybciej, ale gdzieś po drodze okazało się, że Doktor K. w wolnych chwilach studiuje Wedy, nauki Buddy, Koran, Torę, Biblię, Kamasutrę i Rajskie Ogrody Przyjemności i ma bardzo dużo do powiedzenia w tych kwestiach, a pierwszy raz trafił mu się zorientowany pacjent. Poza tym - otworzył gabinet specjalnie dla mnie, więc nie wypadało mi go pospieszać. 

Dwa lub trzy razy bał się chyba, że mu zejdę - widocznie moje źrenice przestawały reagować, bo zaczynał mnie testować, zadając pytania typu: Kiedy żył Abraham? Jak się nazywa król Jordanii? Ilu było archaniołów oprócz trzech, którzy zstąpili na ziemię? Skąd się wzięło wielożeństwo w islamie? A mnie ciężko było odpowiedzieć inaczej niż "tak" lub "nie". 

Na szczęście wszystko skończyło się dobrze. Następną randkę mamy we wtorek.

 

Jak widzicie mój długi majowy weekend mija mi niezbyt przyjemnie. Od poniedziałku jestem o jednym jogurcie i dwóch talerzach rosołu bez makaronu. Boli mnie szczęka, czaszka i rozkłada mnie grypa. I jeszcze w tym momencie się okazało, że mój tata dostał właśnie skierowanie do szpitala...

 

Re

 

wtorek, 01 maja 2012

 

Kwiecień mnie wykończył. Jestem wrakiem kobiety.

Zaczęło się od tego, że nie dostałam wypłaty w terminie. Szef dyplomatycznie unikał tematu, a ja nie znalazłam w sobie odwagi, żeby zapytać WTF?! Bank nie miał skrupułów i w czwartym dniu zwłoki z ratą kredytu upomniał się o swoje. Dostałam zawału. Weszłam na konto ojca i zapłaciłam. Dzień przed świętami wielkanocnymi dostałam pierwszą część wynagrodzenia. Tegoż samego dnia moja ósemka przypomniała sobie o mnie i zaczęła uparcie pchać się na świat.

Przerwę świąteczną spędziłam leżąc w łóżku naszprycowana ibuprofenem. W związku z tym, że miałam nawet problem z przełknięciem śliny, mało jadłam i schudłam 1,5 kilo. Matka codziennie robiła mi awanturę, że zdziwiam i że chcę się wpędzić w choroby. Ząb uspokoił się w dniu powrotu do pracy. 

Nabuzowana jak messerschmitt czekałam na resztę kasy za marzec. I po kilka dniach się doczekałam... kolejnej raty... Na pozostałą część czekam do dziś. Jak również na wypłatę za kwiecień, która powinnam wpłynąć na moje konto najpóźniej do wczoraj...

Wczoraj... Ostatni dzień w robocie przed majówką. O godzinie 14.00 ósemka ruszyła do ataku. O 21.00 bolała mnie już cała głowa. Wzięłam prochy i poszłam spać. Budziłam się co godzinę, a o 4.30 nastąpił kryzys. Wzięłam kolejną dawkę i po pewnym czasie jakimś cudem zasnęłam. Obudziłam się o 10.00 w nastroju co najmniej drętwym. Potem było już tylko gorzej. 

Każda próba podniesienia się z łóżka kończyła się pojawieniem się braci Mroczków przed oczami, co z kolei przeradzało się w odruch wymiotny. W końcu zemdlałam. Nie wiem, czy przedawkowałam ibuprofen, czy to od tego bólu, co mi rozsadza szczękę, czy w końcu przez to że od 26 dni mam okres... 

Potem chwyciły mnie dreszcze. Na zewnątrz 35 stopni, a ja pod kołdrą i kocem trzęsłam się jak galareta. Bolały mnie wszystkie kości, wszystkie stawy, cała skóra, a nawet cebulki włosów na rękach i nogach. Nigdy w życiu tak nie żałowałam, że w swoim marazmie zaniechałam depilacji. Z włosami na głowie też nie było łatwo. Wstałam nawet w poszukiwaniu nożyczek, ale na szczęście ich nie znalazłam, bo teraz na pewno bym tego żałowała. 

Dwie godziny później dreszcze występowały już tylko od pasa w dół, a od pasa w górę było mi gorąco. Potem było mi już tylko gorąco. 

Ciągle ktoś przyłaził i zawracał mi dupę akurat w momencie, gdy udało mi się zasnąć. Pierwsza był moja matka, która bezpretensjonalnie zaczęła się wydzierać na temat, jaka jestem nieodpowiedzialna i że to wszystko moja wina, bo się głodzę - co jest totalną bzdurą. I że nerwy mnie zjadają i że dla wszystkich jestem niemiła i w ogóle powinnam się nad sobą zastanowić. Siedem razy mówiłam, żeby wyszła z mojego pokoju, ale skutek był wręcz odwrotny, bo stała nade mną i się darła. To wpadłam w histerię - nie miałam wyboru.

Co chwilę wpadała moja troskliwa siostra pytając jak się czuję i czy czegoś mi nie potrzeba. A ja potrzebowałam tylko świętego spokoju. W końcu przyniosła mi rosół i postawiła go na firmowym katalogu Wielkiego Wizjonera, co doprowadziło mnie do szału. Potem ktoś przyniósł jakieś tabletki. Matka wpadła jeszcze raz z opierdolem. Aż wreszcie zjawił się ojciec budząc mnie trzaskającymi drzwiami. Gdy poprosiłam, żeby sobie poszedł i nie wisiał nade mną, obraził się.

O 17.00 udało mi się wstać i wziąć prysznic i od tamtej pory jakoś funkcjonuję. Dziąsło boli mnie nadal - oczywiście. Najwyraźniej stres (nie tylko ten związany z pracą i domem) ciągle we mnie siedzi. Albo właśnie się ulatnia. W końcu wpadłam w histerię jeszcze przed południem, to o czymś świadczy. 

Mam dość tego, że wszyscy mnie wykorzystują bo jestem miła, uśmiechnięta, sympatyczna i ładna i nie umiem się bronić inaczej niż przez zaaplikowanie sobie zomirenu i pójście spać. 

 

Re

Zakładki:
* Kapelutki - BLOG ROKU 2011 *
100 rzeczy TO DO BEFORE DEATH and DISHONOR
AAA W RAZIE POTRZEBY KONTAKTU
Introduction, czyli...
Jolanta czytuje:
Kapelutki wspólnym okiem zaglądają:
Regina podgląda:
PustaMiska - akcja charytatywna


Hej, jesteśmy na Facebooku:

Jolanta z Chudowa

BBC Radio
Fajnie mówią "Agnijeska Ratłanska"

*UWAGA! ACHTUNG! ATTENTION!*
Jakby co, piszta tu:
kapelutki[maupa]gazeta.pl