Powstaje, kiedy królowe ściągają korony i zakładają ordynarne kapelutki. W razie wątpliwości - ten blog piszą DWIE osoby: Regina i Jolanta.
środa, 26 czerwca 2013

Nie, nie mogę już patrzeć na Ryana Goslinga. To niewiarygodne, jaki on jest uroczy. Jego urokliwość zaczyna mnie już wkurzać. Poza tym wkurza mnie, że miliony kobiet na świecie też uważa, że on jest uroczy, więc w żaden sposób nie jestem wyjątkowa w temacie uwielbiania go. Choć pewnie bardziej wkurza mnie, że nie mamy żadnej pewności, że on naprawdę istnieje. I oczywiście najbardziej wkurzające jest to, że nigdy w życiu go nie poznamy, nawet nie znajdziemy się w odległości kilometra ba! stu kilometrów od jego uroczej mordki... i klaty. Jest generalnie wkurzający w każdym calu. I uroczy. Dlatego nie mogę już na niego patrzeć. Dość. Nie dla Ryana Goslinga! 

Jeszcze tylko ten ostatni raz... http://inspiriomag.com/?p=34283

 

 

JOL. 

sobota, 22 czerwca 2013

 

Kapelutki idą na wesele. Kolejna osoba z naszego bliskiego otoczenia wkracza w dorosłe życie - wychodzi za mąż i zakłada własną kancelarię. To znaczy nie wszystko dzisiaj. Dzisiaj tylko ślub, kancelaria w przyszłym tygodniu.

Na weselichu będą bawić się zatem:

Olśniewająca Jolanta z Chudowa wraz ze swym szarmanckim małżonkiem Panem M.

Wielki Wizjoner vel. Ryan Gosling wraz ze swą Połowicą

oraz Regina i Halszka - 4ever alone. 

Siedzę w papilotach i piję kawę. Kreacja odprasowana w kolorze red i odpicowane szpilki w kolorze taupe, paznokcie czekają jeszcze na kolor black lub french - nadal nie podjęłam decyzji. 

I jeszcze wesoła rozmowa z Halszką o sukience, którą kupiłam, po to tylko, by jej dzisiaj nie założyć ;)

R: Oczywiście jestem niezadowolona. Bo jest niebieska - a ja miałam wizję, że wystąpię w czerwonej. Po drugie ma baskinkę - a baskinki są już niemodne. I last but not least - jest za gruba, więc nawet jeśli założę ją w sobotę, to tylko po to, żeby się ugotować. Gdy mierzyłam, to mi grubość nie przeszkadzała -  w mocno klimatyzowanej przymierzalni. Natomiast olśniło mnie, gdy wracałam do domu mocno nieklimatyzowanym autobusem.

H: Całkiem normalna jak na ciebie... Bez dekoltu... Długość przyzwoita... Wstąpiłaś do klasztoru?

R: Nie zapominaj, że mam buty z zębami rekina. Nie chcę przeszarżować. Cholera, gruba jest...

H: No, a nie możesz oddać? ...I wystąpić nago w szpilkach z zębami?

R: Nie chcę przyćmić panny młodej. To mógłby być koniec naszej przyjaźni ;)

 

środa, 19 czerwca 2013

 

Ostatnio miewam dziwne sny. Chyba przez upały moja podświadomość tworzy te dziwaczne produkcje klasy zet pod tytułem "Duszno i porno". Niedawno uprawiałam seks z Michałem Żebrowskim. U mnie w domu. We śnie oczywiście. Nakryła nas moja mama, która przyszła podlać kwiatki na balkonie, ale najwyraźniej nie domyśliła się dlaczego oboje nie mamy na tyłkach spodni... Dziś natomiast śniłam, że miałam wygłosić kazanie na pogrzebie jakiegoś znanego człowieka. Zgłosiłam się na ochotnika. Nie wiem, dlaczego - nie pytajcie. Człowiek ten był znany ogólnie, ale ja nie znałam go osobiście. Tym bardziej nie wiem, po jakiego grzyba się zgłosiłam. Zrobiłam research i okazało się, że jest to jakiś ultraprawicowy publicysta, a la Tomasz Terlikowski, z tym że nazywał się Paweł Tuleja*. No i miałam problem, bo za cholerę nie wiedziałam, co dobrego o nim powiedzieć. A wiadomo - de mortuis nihil nisi bene. Męczyłam się okropnie. Postanowiłam, że będę improwizować. Nie wiem, dlaczego tak postanowiłam, bo wystąpienia publiczne zawsze były moją najgorszą stroną, a na egzaminach ustnych dostawałam palpitacji serca połączonych z nagłą utratą wilgotności w ustach skutkującą przyklejaniem się języka do podniebienia. Wizja improwizacji była więc przeogromnie stresująca. Jednak w tle słyszałam wciąż słynną Monty Pythonowską piosenkę "Always look on the bright side of life". W końcu, gdy Eric Idle zanucił mi w głowie "Always look on the bright side of death, just before you draw your terminal breath" uświadomiłam sobie, że przecież to dzwoni mój budzik. Odetchnęłam z ulgą i zaskakująco chętnie wstałam. 

Mam wrażenie, że ta druga projekcja może mieć związek z faktem, że w pracy muszę tworzyć teksty na tematy, o których mam mętne pojęcie... A wystąpienie publiczne może być niejako odzwierciedleniem mych zamiarów poważnej rozmowy z Szefem o tym, że że nie jestem jego pomocą domową, żeby płacić za przedszkole jego dziecka, kupować płatki kwiatów do sypania w Boże Ciało i zaopatrywać jego żonę w świeże jaja od wiejskich gospodyń handlujących na pobliskim targu... Jest to jakieś wyjaśnienie. Ale Michał Żebrowski skąd?

Czy jest na sali lekarz? Doktorze Freud...?

 

Re

 

* Jeśli na sali jest jakiś Paweł Tuleja, to oświadczam, że zbieżność nazwisk jest przypadkowa. Prawdopodobnie taka kombinacja imienia z nazwiskiem wiąże się z tym, że ostatnio czytałam coś o Pawle Tuchlinie - seryjnym mordercy znanym pod pseudonimem Skorpion i połączyłam to z sędzią Piotrem Tuleją, który też mi gdzieś mignął. 

 

czwartek, 13 czerwca 2013

I znowu się przeprowadziłam. Miłe uczucie - wejść do mieszkania, które jest moje (ok, na spółę z bankiem, ale w perspektywie 30 lat - moje :). Na razie mieszkanie wygląda, jakbyśmy dostali różne przypadkowe meble z armii zbawienia, o ile ona w ogóle daje meble i ustawiali je po ciemku. W każdym razie daleko mu do dizajnerskiego mieszkania z żurnali wnętrzarskich. Choć... niepomalowany sufit wprowadza lekką nutkę niepokoju dając do myślenia, że może oto mamy do czynienia z wnetrzem zaprojektowanym przez parę nowoczesnych, nie bojących się wyzwań, artystów - Annę i Roberta. Ona - grafik, on - architekt. Postanowili zamieszkać w zdemolowanym loofcie i wspólnymi siłami zamienić go w świątynię dizajnu. Taaak... Śnij dalej.  Mam po prostu niepomalowany sufit i połowicznie pomalowane ściany bo nie zdążyłam ich pomalować przed przymusową wprowadzką. Mam też BRAK mebli łazienkowych oraz połowę frontów w meblach kuchennych. Oraz, również, a jakże posiadam brak schodów i niewykończony strych. Ale - to moje :) Mogę sobie wykańczać przez 30 lat, a co! 

A w temacie wykańczania mieszkania, chciałbym z tego miejsca (i z innych też, ale z tego też) podziękować mojemu Wielkiemu Tacie, za przeogromny wkład pracy, jaki włożył, aby nasze mieszkanie doprowadzić do stanu, w którym spokojnie mogliśmy się wprowadzić z małym dzieckiem. Mój tata jest mistrzem i chcę, żebyście to wiedzieli, pomimo tego, że go pewnie nie znacie :) Dziękuję! :)))

Dopiero, kiedy sama została rodzicem, widzę, jak dużo daję i chcę dawać swojemu dziecku i inaczej patrzę na swoich rodziców. Jestem im bardziej świadomie wdzięczna za to, co dla mnie robią i zrobili. Tylko pytanie, jak im podziękować za to wszystko spędza mi sen z powiek... :/

 

JOL.

21:00, kapelutki
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 03 czerwca 2013

 

Kiedyś pisałam dla przyjemności. (Nie dotyczy pisania pracy magisterskiej). Dziś piszę głównie wykonując polecenie służbowe. Obecnie piszę na przykład tekst dotyczący jakiejś nikomu nieznanej gminy w Podkarpackiem. Nic tam nie ma, a ja mam o tym napisać 40 stron... Challenge accepted. A mam inne wyjście?

 

Re

 

Zakładki:
* Kapelutki - BLOG ROKU 2011 *
100 rzeczy TO DO BEFORE DEATH and DISHONOR
AAA W RAZIE POTRZEBY KONTAKTU
Introduction, czyli...
Jolanta czytuje:
Kapelutki wspólnym okiem zaglądają:
Regina podgląda:
PustaMiska - akcja charytatywna


Hej, jesteśmy na Facebooku:

Jolanta z Chudowa

BBC Radio
Fajnie mówią "Agnijeska Ratłanska"

*UWAGA! ACHTUNG! ATTENTION!*
Jakby co, piszta tu:
kapelutki[maupa]gazeta.pl