Powstaje, kiedy królowe ściągają korony i zakładają ordynarne kapelutki. W razie wątpliwości - ten blog piszą DWIE osoby: Regina i Jolanta.
sobota, 31 lipca 2010

 

Nadszedł dzień, w którym Panna Jola z Chudowa stanie się Panią Jolantą M. Już tylko godziny dzielą nas od tego wiekopomnego wydarzenia.

Ach, co to będzie za ślub!

 

Re

 

 

piątek, 30 lipca 2010

Kupilismy nasze pierwsze wspólne meble.:) Zapłacił Pan M., ale ja wybrałam. Więc są wspólne. Right?

 

JOL. 

15:54, kapelutki
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 26 lipca 2010

 

 

W minioną sobotę odbył się Wieczór Panny Joli. I tyle wam powiem, resztę może sama zdradzi, o ile będzie chciała (czyt. o ile pamięta). Jeszcze tylko dodam, że mi się podobało (i nie mówię tak tylko dlatego, że współorganizowałam) i nawet prawie dostałam propozycję małżeństwa. Brzmiała ona mniej więcej tak: „Ożeniłbym się z tobą, gdybym już nie był żonaty”. Niestety w domyśle. Co za pech.

Do Apartamentu zaszłyśmy bladym świtem. Nigdy nie pomyślałabym, że będziemy kiedyś jeszcze w takim składzie stać przed drzwiami kamienicy i standardowym: „Weenuuuss, ruuuuchyyyy!” poganiać Wenus szukającą kluczy. (Można by stworzyć taką rzeźbę: Wenus Szukająca Kluczy.) Potem ja i Jola zjadłyśmy śniadanie z kurami, a Wenus i Halszka wypiły herbatę dla odmiany. Śmiechu było co niemiara;) W końcu o 6 zdecydowałyśmy, że może by tak pójść spać. Nasz pierwszy raz razem. To znaczy, pierwszy raz wszystkie w jednym pokoju. I wiecie do czego to doszło?? Doszło do tego, że ja i Wenus w naszym własnym żółtym pokoju wylądowałyśmy na podłodze!!

Nie wiem jakim cudem, ale obudziłyśmy się już o 9. Regina zrobiła kawę i jajecznicę po staremu i Królowe zjadły śniadanie, jak dawniej. Godzinę później popłakały się słuchając „Polowania na wielbłąda”.

Trzeba to jeszcze powtórzyć!

 

Re

 

czwartek, 22 lipca 2010

Miałam wczoraj inicjację. Sam na sam, w mieście. Z małym i czerwonym. Ale za to jakim elegantem :)

 

 

 

Fijat 12p Elegant

 

 

Trochę rzucało. Ale dojechaliśmy.

JOL.

08:57, kapelutki
Link Komentarze (7) »
sobota, 17 lipca 2010

Starsi ludzie powinni se to i owo przemyśleć. I nie żebym COŚ MIAŁA do demencji starczej, albo żebym NIE ROZUMIAŁA słusznego wieku, albo co bym SIĘ BUNTOWAŁA przeciw ulgom dla ludzi po siedemdziesiatce. Ale to, że ktoś ma ileś tam dziesiąt lat na karku, nie znaczy jeszcze, że przestają go obowiązywać wszelkie zasady współżycia społecznego!

 Otóż stoję sobie dzis w autobiuście na przystanek podjezdżającym, stoję przy drzwiach z zamiarem wysiądnięcia z pojazdu i już z daleka widzę, że na przystanku czeka z tuzin emerytów i rencistów. No to nic. Stoję. Dodam , że była jedynym wysiadającym na tym przystanku pasażerem. Autobus podjeżdża, podwoje sie otwierają, ja noga do przodu co by czem prędzej wyjśc z autobusu i co by starsi ludzi mogli wejść. A ci, jasna ich mać, wskakują z dwu stron na schody i ładuja sie do autobusu, zanim jeszcze zdążyłam zejśc na drugi stopień. Lewdo ustałam pchana do wewnatrz pojazdu łokciami starszych ludzi z lewej i zprawej strony. To mnie jeszcze uczono, że najpierw się wychodzi a potem wchodzi. A nie, że najpierw się taranuje ludzi a potem ci co przeżyli mogą wyjść. O co cho, ja sie pytam?

W heroicznej walce o prawo do wyjścia z pojazdu, otrzymałam cios łokciem starszego człowieka w pierś lewą aż jęknęłam z bólu. Nie omieszkałm oczywiście wyrazić swej żałości słowami "kur... ", co oczywiście też nie obeszło się bez stosownego komentarza pani starszej "Łoo!"  (w domyśle: Patrzcie ją!).

Wyszłam wreszcie wkurwiona jak osa, rzuciłam jeszcze emerytom i rencistom wymowne spojrzenie przez okno odjeżdżającego autobusu. I pomyślałam, że Kononowicz to chyba jednak nie wiedział, co mówi. Że niby starsi ludzie nie mogą przejść?! To młodsi ludzie nie mogą wyjść. Ja się domagam, żeby wszystko było i żeby młodsi ludzie mogli wyjść. Przydał by się jakis Kononowicz młodych. Konan, ściślej rzecz ujmując. Na Konana bym zagłosowała.

 

JOL

20:47, kapelutki
Link Komentarze (3) »

 

Coś tu nie gra… Tak mi się przynajmniej wydaje, gdy patrzę w lustro. Bo co widzę? Odrosty. Niepomalowane paznokcie. Brak nawet jednej pary kolczyków w uszach. Podkrążone bardziej niż zwykle oczy… Fajczę, piję... Czuję się jak Bridget Jones w swoich najgorszych czasach.

Nic mi się nie chce. Tak naprawdę nie żyję. A raczej żyję życiem Kalifornijczyków. Z serialu. Co to będzie za osiem odcinków, kiedy serial się skończy?

Może posprzątam swój pokój, który wygląda tak, jakby przeszedł przez niego Huragan Regina. Na przykład to puste pudełko po pipcy. Mój pokój nigdy przedtem nie widział pipcy, a już na pewno nie widział kartonowego pudełka po pipcy. Do tego puste butelki prastykowe po piwniczance tuż obok. Jeden fotel zajmuje sterta książek i trochę ciuchów, drugi trochę ciuchów i torba na laptopa. Brudne kubki po kawie i urwana zasłona (kto do cholery urwał mi zasłonę??)

Nie no, co za syf. I moje kwiatki mnie nie lubią.

 

 

Re

 

Jola poszła na solarium. I nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, ze to nie Jola Rutowicz tylko Jola z Chudowa poszła. Wiem wiem, że mamy teraz najcieplejsze dni lata i chodzenie na solarium to gupota, ale ponieważ wychodzę za Pana M. musiałam przynajmniej raz udać, że podzielam jego pasje. Z wszystkich jego dziwnych pasji, wybrałam solarium. 

I co? I nic sie nie zmieniło. To było może trzecie w życiu moje pójscie na solarium i potwierdzam, że jest to jedno z najbardziej nieprzyjemnych doświadczeń, jakie moge sobie wyobrazic. Jakie to jest nudne. Najdłuższe 5 minut w moim życiu. Nudno, śmierdzi, gorąco, nie można oczu tworzyć, jeszcze czuję dyskomfort bycia nago w miejscu niemalże publicznym i to takim, w którym przede mną nago było setki innych, niewiadomego pochodzenia, ludzi. Co za tortura.  Ostatni raz, kiedy Pan M namówił mnie na te nieprzyjemność, byłam na 8 minut i ostatnie 3 minuty były jak ostatnia mila - zawsze najdłuższa. Miałam wrażenie, że solarne madejowe łoże pęka, że zaraz umrę smażąc się żywcem na lampach kwarcowych, że zabiję płynącego z głosników Eminema. Masakra, ciarki, tortura 20 wieku. A po wyjściu jeszcze gorzej. Oprócz chwilowej ulgi, że już jestem wolna, czuję, że skóra mi promieniuje, że śmierdzę, że się lepię, fuj... Jak można chodzic na solarium??? Już wolę chodzić do sanepidu :)))

Brrr.. A tu jeszcze kilka razy muszę iść. Bo przy spalonym solarium i słońcem (od tego przerzucania siana) Panie M. wyglądam, jakby mnie kto własnie wyłowił z jeziora Inarijarvi na dalekiej północy. Blado. No i ta bladośc też jest powodem usmiechu na twarzy spalonych tylko solarium pań z solarium. Zwykle na pytanie "Ile mi pani proponuje?" patrzą na moja bladą twarz i z politowaniem mówią: "3 minuty. Iiiii taaak panią spali". :/ Jak bardzo trzeba byc chorym człowiekiem, żeby na zapowiedź, że cos mnie iiiii taaak spali, zapłacic 6 złotych i wejśc dobrowolnie do pomieszczenia, gdzie odbywa się ta masakra? Ludzie są dziwni. 

W dzisiejszych czasach :)) o wszytsko łatwiej. Kiedyś trzeba było sie najechac koniem w pełnym rynsztunku kawał drogi (zwłaszcza, że wtedy dróg nie było), stoczyć bój, podbic i zniewolić, potem dopiero można było kombinować z torturami. A teraz ludzie sami, z przychodzą na tortury, jeszcze za nie płacą. Z moich czasów... A cholera, znowu zaczynam. Starzeję się. To pewnie od solarium. Od solarium skóra sie starzeje. O nieee... CHWDSOLARIUM! Tyle powiem.

 

JOL>

08:49, kapelutki
Link Komentarze (1) »
wtorek, 13 lipca 2010
...Bo mówi, że jeszcze nie widziała:)

 

 

 

Re

 

sobota, 10 lipca 2010

Czego nigdy, ale to przenigdy, nie powinienies mówić swojej przyszłej/obecnej/potencjalnej żonie:

Z tobą mogę się spotkać codziennie, a przerzucać siano mogę tylko dziś.

Otóż to niepozorne zdawałoby się zdanko, jest w stanie z przemiłej, wyrozumiałej, uśmiechniętej, bewzględnie inteligentnej, uroczej, ślicznej, seksownej itd przyszłej/obecnej/potencjalnej zony zrobić wściekłego, krzyczącego, złośliwego, toczącego pianę, dyszącego potwora z alei bagiennej, gotowego rozerwać cię na strzępy, niezależnie od tego, co innego powiesz po wypowiedzeniu tej frazy.

 Siano? Przerzucać? Że co? Co robic? Ee..? Err...?

No i taak. Poniewaz mój przyszły niedoszły mąż pojechał przerzucać siano, ja pojdę z koleżankami na mecz i piwko do pubu. A co!

 

JOL.

piątek, 09 lipca 2010

 

Bogu dzięki koniec męki!

 

 

MGR Regina Falangi


23:04, kapelutki , WAPPM
Link Komentarze (9) »
czwartek, 08 lipca 2010

 

 

Regina: jezu, będę mówić o gwałtach, molestowaniach, seksie, obrzezaniu żeńskich genitaliów, małżeństwach starców z dziewczynkami…

moja praca to jakieś zboczeństwa

 

Halszka: ale super

też bym chciała o tym mówić na obronie

 

 

 

O co wszytskim chodzi z tymi Niemcami?

Hiszpanie są bardziej ciachowaci.

 

jol.

 

Już od dłuższego czasu wraz z Halszką czytamy namiętnie Ciacha, a w związku z mundialem, to już w ogóle tę stronę sprawdzamy częściej niż Kapelutki (ciiiii!)

I oto do jakich wniosków doszłyśmy:

 

Halszka: ciekawa jestem co za dziewczyny to piszą

i dlaczego to nie jesteśmy my?

i co najgorsze są równie bezwzględnie inteligentne jak my

i maja poczucie humoru

nie, nie, nie, nie lubimy ich:)

 

Regina: może to my to piszemy tylko o tym nie wiemy

 

Halszka: no właśnie ja tak myślę

tzn. pytając czemu to nie jesteśmy my

pomyślałam, że to jednak jesteśmy my

tylko o tym nie wiemy

ale nie chciałam tego pisać, bo uznałam ze to głupie

 

Regina: aha:)

 

Halszka: "jeśli mecz niemców z aregentyną nazwałyśmy meczem meczów, to jak nazwać ten? meczem meczów meczów?":)

kurde, no jak to możliwe, że to nie my piszemy- to niemożliwe

i podobało mi się tez, że konfrontacje wygrywają hiszpanie o wątłe ciałko schlierenzauera

 

Regina: wiem wiem, czytałam

 

Halszka: wiem, że czytałaś:)

ba - pisałaś;)

 

środa, 07 lipca 2010

 

Niniejszym ogłaszam, że trzecia królowa z naszej Czwórcy Świetnej obroniła dziś (a w zasadzie to już wczoraj) tytuł magistra. Z przykrością donoszę, że to nie ja:(

Panie i Panowie, przed Wamiiiii Magisteeeer Halszkaaaa!!!

Miały być foty z tego jakże doniosłego wydarzenia, jednak Halszka nie pozwoliła mi zbliżyć się do niej z aparatem nawet na kilometr, a mój zoom aż tak dobry nie jest. Zatem musicie zadowolić się magisterskim zdjęciem zastępczym:

 

 

No i teraz Halszka się stresuje, bo zaczyna się dorosłe życie i trzeba szukać pracy i wynosić się z chaty oraz zakończyć cudowne próżniaczo-pasożytnicze życie u pana ojca za piecem i na garnuszku pani matki. I nie pomagają jej tłumaczenia, że ma jeszcze czas, iż gdyż dzięki drugiemu kierunkowi wyjeżdża na pół roku na Orgazmusa na Maltę, więc przed nią jeszcze kilka miesięcy błogiego luzu. Nie to co w moim przypadku:/ Gdy patrzę w przyszłość, widzę ciemność... Ale dorosłe życie chyba nie jest takie straszne, co?

W sumie nawet postresowałabym się razem z Halszką, ale na razie skupiam się na pielęgnowaniu stresu związanego z moją rychłą obroną, która już w następnym odcinku.

 

Re

 

 

niedziela, 04 lipca 2010

 

O ileż razy Regina zabierała się za napisanie tego postu. I ileż razy na pytanie: „Czy zapisać zmiany w pliku Dokument?” odpowiadała jednym zwięzłym: „Nie”. Bo w jej głowie tabula rasa. Praca magisterska jej to zrobiła:( Nie wiadomo, czy Regina będzie jeszcze kiedyś taka, jak dawniej…

 

I taaaaak… Nie mam pojęcia od czego zacząć. Oj, no dobrze, najlepiej od początku, tylko, że, proszę, ja, Was, to, jest, gdzie? (Ostatnio pewna polonistka powiedziała mi, że moja interpunkcja się pogorszyła. Ciekawe…)

 

Okeej. Skoro z chronologią mi nie idzie, to może chociaż wypunktuję.

 

1. Praca Magisterska

W sprawie mojej pracy magisterskiej nastąpił nieoczekiwany zwrot akcji. Otóż… Dania 18 (bodaj) czerwca pofatygowałam się na spotkanie z moim Promo. Dodajmy, że nie byłam umówiona, za to miałam dziki plan złapania go w trakcie jakiegoś tam egzaminu. Takich szczwanych Regin, jak ja, było więcej… Ustawiłam się grzecznie na końcu kolejki i koniec końców doszło do konfrontacji po miesiącach mojej niesubordynacji i ten tego. I ku memu nieogarnionemu zdziwieniu, ja – katarska studentka marnotrawna – zostałam przyjęta z wielką życzliwością i wyrozumiałością (choć nie dostałam koźlęcia, żebym mogła się zabawić z przyjaciółmi). Pan Promo tu przekreślił, tam dopisał i powiedział, że jeśli poprawię się w ciągu tygodnia, to mogę się bronić tego dnia a tego miesiąca i generalnie uroczo, ach, och, ech, ojej. Mieliśmy później jeszcze dwa przemiłe spotkania i ostatecznie uzyskawszy błogosławieństwo wyrażone słowami: „Pani Regino, drukujemy!” niniejszym złożyłam pracę w sekretariacie i oczekuję na sądny dzień obronny, który już tuż, tuż, tuż. Kilka dni wystarczyło, żeby moja praca z „niespełniającej wymogów pracy magisterskiej” osiągnęła status „ładnej i nowatorskiej”. Tak że wygląda na to, że jednak magistrem będę. Ale nie uprzedzajmy faktów.

 

2. Wyniki konkursu „Raz dwa trzy, Świadkiem jesteś ty”

Krótko i zwięźle – jam jest. Do walki w kisielu nie doszło (nie z mojej winy, żeby nie było). Zostałam wyłoniona w nudnym, jak flaki z kisielem, losowaniu. Dodajmy, że to Halszka losowała i akurat trafiła na tę niewłaściwą kartę: „Cztery pięć sześć, na weselu będziesz jeść”. Halszce się zrobiło przykro. Mi się zrobiło przykro, że jej jest przykro. A Joli zrobiło się przykro, że wszystkim jest przykro. Tylko Wenus nie było przykro.

 

3. O co cho?

Nie jest dobrze. Powiem więcej – jest źle. Nie chce mi się nawet malować paznokci. Chyba już nawet zapomniałam, jak to się robi. Mój pokój przez ostatnie dwa tygodnie zmagał się ze stratami spowodowanymi przejściem Huraganu Regina. Wczoraj zmobilizowałam się, żeby usunąć część skutków kataklizmu, ale zupełnie jakoś bez przekonania i po łebkach. Generalnie jest przynajmniej czysto, ale ubrania niech się walają. CO MI TAM.

 

4. Kot

Doprowadza mnie do szału. Kocica w sensie. Upodobała sobie ostatnio moje terytorium i z uporem maniaka przyłazi i się liże. Niczego tak nienawidzę jak tego kociego mlaskania. Denerwuje mnie także, że w ogóle tu jest. I że śpi cały czas (o jakże to było bolesne, gdy ja czuwałam przy magisterce, a ona tak spała, gdy ja nie spałam). I że po mnie skacze, jak chce wyjść o 5 rano. I że się rozpycha. Pańcia Srańcia.

 

5. Syndrom Dnia Po

Po wczorajszym spotkańsku na Rynolu mam kaca. Najciekawsze w tym wszystkim jest to, że nie piłam alkoholu. Doszłam do wniosku, że to jednak jest kac tytoniowy. Od ponad 24 godzin czuję się bardzo niefajnie, co powoli skłania mnie do rozważenie pomysłu o rzuceniu popalania. Chociaż mam nadzieje, że wraz z kolejnym porankiem, kiedy kac ów mi przejdzie, przejdzie mi także ten dziwny pomysł.

Ach! Z tego miejsca chciałabym także podziękować Panu Władzy, który wczoraj w środku nocy nie wlepił mi mandatu za niesprawne światła awaryjne oraz jednego nadprogramowego pasażera w pojeździe. Oraz za to, że wszyscy pasażerowie byli pod wpływem oraz zupełnie bez pasów. I za to, że ja zatrzymałam się na pasach. Chociaż oni zrobili łapankę przy rondzie i w ogóle brali tak jakoś z zaskoczenia… no dobra, to mnie nie usprawiedliwia. W każdym razie, chwała Panu (Władzy), wszystko skończyło się dobrze, a ja mam za sobą pierwsze dmuchanie. I w dodatku jak w świeczkę. Co za emocje!

 

 

W sumie mogłabym jeszcze pisać, o tamtym, czy o tym, jak obrobiłam automat z napojami, ale jakoś mi się nie klei i chyba chcę już iść spać. No bo co tu tak będę siedzieć.

 

Regina z hukiem

 

 

Zakładki:
* Kapelutki - BLOG ROKU 2011 *
100 rzeczy TO DO BEFORE DEATH and DISHONOR
AAA W RAZIE POTRZEBY KONTAKTU
Introduction, czyli...
Jolanta czytuje:
Kapelutki wspólnym okiem zaglądają:
Regina podgląda:
PustaMiska - akcja charytatywna


Hej, jesteśmy na Facebooku:

Jolanta z Chudowa

BBC Radio
Fajnie mówią "Agnijeska Ratłanska"

*UWAGA! ACHTUNG! ATTENTION!*
Jakby co, piszta tu:
kapelutki[maupa]gazeta.pl