Powstaje, kiedy królowe ściągają korony i zakładają ordynarne kapelutki. W razie wątpliwości - ten blog piszą DWIE osoby: Regina i Jolanta.
niedziela, 31 lipca 2011

 

Sobota spędzona na drabinie z wałkoniem w jednej ręce i

koniowałekiem w drugiej zaowocowała bólem w niedzielny poranek.

Boli mię WSZYSTKO. A w szczególności łokieć tenisisty, nadgarstek penisisty, ścięgno achillesa i gardło. I jeszcze mi wyszedł bolok na dekolcie i też boli. Jak to bolok. 

Tymczasem stoimy na progu sierpnia, więc należałoby podsumować pierwszy miesiąc w pracy. Nie jest źle. Szkoda, że wypłata dopiero za dwa tygodanie. A lista rzeczy, które zaplanowałam za nią kupić ciągle rośnie. A, no i jeszcze chcę się zapisać na Pilates&BodyBall. Przeraziłam się wczoraj, gdy zrobiłam skłon i z trudem dotknęłam głową kolan. Ok, przestałam wypierać ze świadomości fakt, że nie jestem już nastolatką, ale bez przesady! Moja 62-letnia mama jest bardziej rozciągnięta ode mnie.                                                                                                                                  

R.

wtorek, 26 lipca 2011

 

Każda kobieta wie, że na jesienną chandrę (która, jak wiadomo, potrafi nas dopaść nawet w środku lata) najlepsza jest nowa para butów. Na dużą chandrę - dwie. Moja ostatnimi czasy była, powiedzmy, średnia. Nie miałam wyjścia, poszłam na szoping. Kupiłam czerwone koturny oraz granatowe spodnie. Zakupy bardzo udane. Fason, cena. Wszystko super. I jeszcze po latach wcisnąć znów dupę w rozmiar S - bezcenne! Możecie sobie mówić, że rozmiarówka na pewno zaniżona - aj simply dont ker. Mam dobry nastrój. Idę malować paznokcie. 

 

Re

Nigdy, przenigdy, przeprzenigdy w swoim życiu, studenckim, pracowniczym, dorosłym, dziecięcym i wszelkim innym nie byłam tak zmęczona, jak teraz. I niestety nie jest to zmęczenie pozytywne. Zmęczenie bardzo negatywne. Fizyczne i co gorsza psychiczne. 

j.

07:59, kapelutki
Link Dodaj komentarz »
sobota, 23 lipca 2011

 

Ustanowiłam swój kolejny życiowy rekord. Po 24 godzinach spędzonych na lotnisku czas na 16 godzin spędzonych w pracy. Gdzieś około godziny 23.30, gdy wracałam już  autem do domu i miałam problem z utrzymaniem pojazdu na właściwym pasie ruchu zrozumiałam, dlaczego nadamiar pracy może być śmiertelnie niebezpieczny. Na światłach zerknęłam w lusterko i stwierdziłam, że wyglądam gorzej niż Robert Pattinson w "Zmierzchu". Każdy, kto widział choćby zwiastun wie, że to prawie niemożliwe. A jednak. 

Po powrocie do domu zrobiłam to, co każdy zrobiłby na moim miejscu - puściłam spektakularnego pawia. 

Dobranoc Państwu. 

 

Regina

piątek, 22 lipca 2011

 

Mam przyjaciółkę. Oliwię. Olę. Znamy się już... bo ja wiem... pewnie z 8 lat. Spotykamy się czasem. Czasem częściej, czasem rzadziej. Potrafimy gadać godzinami. O tym, co się nawinie. Po winie. Ale na trzeźwo też zachowujemy się jak pijane norki.

Jest między nami płaszczyzna porozumienia proporcjonalna do wieku, który nas dzieli. Czyli duża. Nikt mi bardziej subtelnie i jednocześnie trafniej nie wytyka skaz na mym kryształowym charakterze. Nikt, tak jak ona, nie potrafi przypomnieć mi moich dawno zdewaluowanych zalet.

To także mistrzyni ciętej riposty. Nie tylko dzięki temu, że sama ma łeb na karku i ogromne poczucie humoru, ale także dlatego, że podkrada moje popisowe numery i złote myśli. Wie też doskonale, kiedy wykorzystać to wszystko przeciwko mnie. Żmija. Żmija wyhodowana na własnym łonie.

Potrafi nie tylko gadać, ale i słuchać. Zaskakuje mnie przywołując moje własne słowa, które wypowiedziałam kilka lat wstecz i zapomniałam.  

W jej domu panuje spokój. W jej ogrodzie jest ławka pod drzewem i huśtawka. Po wizycie u niej zawsze czuję się uwolniona od złych emocji. Wewnętrznie oczyszczona. Uspokojona...

 


 

Regina: Opowiadaj, opowiadaj! To jaki on jest?

Ola: No cóż... Jest starszy... 7 lat... Wysoki...  Metr 90... Grafik...

Regina: Nienawidzę cię.

........................................................................

Regina: Oo, widzę, że też masz pękający lakier. Kurde, wygląda lepiej niż mój. Gdzie kupiłaś? Ja w Inglocie - 27,70.

Ola: Tsooo? Rossmann - 6,90.

Regina: Nienawidzę cię.

.........................................................................

Regina: Hej, to ile ty w końcu ważysz?

Ola: Hmm... 48?

Regina: Nienawidzę cię.

 


ZENNNNN......

 

 

Regina

czwartek, 21 lipca 2011

Ah, jeszcze jedno zanim pojadę:) Koncik! 

Dzisiaj w konciku coś z zupełnie innej beczki, choć może nie takiej zupełnie innej, a może wcale nie innej. Ponieważ rocznica się zbliża przypomniało mi się, do czego bawiliśmy się na moim weselu. Lordi! :) Kto uważa, że Lordi to nie jest dobry zespół, może skoczyć do jeziora. Albo przynajmniej za karę sto razy posłuchać tego fenomenalnego kawałka:

 

Lordi wymiata. Nie ma to tamto. 

 

J.

Za kilka godzin wyjeżdżam na Mazury. Wracam za dwa tygodnie. I nie, nie jadę na wycieczkę i nie biorę misia w teczkę. Jadę do pracy i biorę sprzęt do plecaka. Będzie cięzko, będzie pewnie nawet ekstremalnie, ale po siedmiu miesiącach siedzenia w domu dwa tygodnie ekstremalnej roboty w odciętym od cywilizacji lesie 600 km od domu to czysta przyjemność. Najbardziej boję się, żebym się nie zgubiła w Warszawie Zachodniej i żebym nie wzięła za dużo albo za mało rzeczy. A po powrocie, jak Bóg da i jakiś hojny klient da :) zamierzam wynająć byjuro. Już nawet wiem, które. Najwyżej się nie uda. Mało to razy się nie udawało? Czeba wyjść do ludzi i poczuć się jak człowiek, bo ostatnio w niebezpiecznie szybkim tempie zaczynam czuć się jak gremlin, a to nie jest najlepsza perspektywa.

Dobra, pakujemy plecak i adios!

A w sierpniu zapisałam się na kurs robienia tipsów:) Komuś tipsy od grafika? Może być ciekawie:))

A coś dla oka i duszy:

 

Nie jadę do Barcelony ale uwielbiam ten film i mam ochotę na niego (... tak, tak na Javiera ;P)

J. 

środa, 20 lipca 2011

 

Lubię moją pracę. Choć zupełnie niezwiązana z tym, na czym się znam, czyli z Bliskim Wschodem, daje mi namiastkę zadowolenia z siebie. Choć wracam do domu o abstrakcyjnych porach, zmęczona, zmięta, z rozmazanym lewym okiem (zawsze lewym), połamanymi paznokciami i palcami umorusanymi tuszem z pieczątek, lubię to!

Zespół jest fajny. Już w pierwszym tygodniu wprowadzili mnie w "System", zdaradzając wszystkie plotki biurowe, schematy zachowań,  tajne szyfry, jawne bzdury. Kolejny dowód na to, że nic tak nie integruje jak kawa i papierosy.

Mam swoje biurko. Dużo segregatorów. I pieczątek. Nie mam czasu. Nie nudzę się. I tylko ta smutna obiadokolacyjna konstatacja, że po pracy to już można co najwyżej iść spać. Bo na nic innego nie ma sił. Tylko jeszcze dżoging.

Biegam, choć mi się nie chce. Biegam, żeby się odstresować, wyeliminować negatywne emocje, rozluźnić napięte mieśnie. Głowa mi leci w talerz, ale zbieram się w sobie, wkladam dres i idę biegać. Biegam, bo... lubię to!

Wieczorami "robię na drugą zmianę". Głównie kawę w ilościach hurtowych. Poza tym ostro działam w kierunku katarskim. Mejle, telefony, skype, wideokonferencje... To brzmi dumnie. Nie ogarniam momentami, wkurzam się, dramatyzuje, padam, powstaje, padam... Jestem wykończona, ale przynajmniej czuję, że żyję. 

Nie mam kiedy odpisać na zaległe smsy. Nie mam czasu posprzątać barłogu, który robi się sam pod moją wieczną nieobecność. Ciągle zapominam, żeby podlać kwiatki. I jeszcze Siostra wraca z wojaży, więc wszystkie jej ciuchy, które wczasowały się u mnie, także muszą wrócić na swoje miejsce. 

I Oliwia wreszczcie przyjechała. Mamy tyle planów do zrealizowania! Tyle osób do obgadania! Tyle wina do wypicia. I tak mało czasu!

Lubię takie pracowite wakacje :)

 

Regina

 

 

Niedługo nasza pierwsza rocznica ślubu. Nasza czyli moja i Pana M. a nie moja i Reginy (to dla nowych niewtajemniczonych czytelników). Pierwsza czy papierowa, podobno. Ale, w sumie troche bardziej gliniania, bo jesteśmy razem 9 lat (z małymi przerwami). No dobra, dobra. Małżeństwo to co innego. Tak się czasem zastanawiam, jak to jest mozliwe, że po tylu latach, dniach, godzinach spędzonych razem, można się w kims znowu, po raz setny, sto pięćdziesięty ósmy, zakochac po zakola? Jak to możliwe? Co prawda, trzy dni temu nasi sąsiedzi pradowpodobnie wystukiwali numer na policję, żeby w prawości swojej zgłosić zakłócanie wrzaskiem ciszy poobiedniej przez tych tam z góry, czyli nas. Ale od wczoraj znowu patrzymy na siebie jak na ciasto czekoladowe (to ja na niego) i pieczeń wołową po reńsku (to on na mnie). Dzisiaj umarłam z tęsknoty 5 sekund po tym jak wyszedł do pracy. Jak to możliwe? Chyba się rozpuknę :)

Ale... nie bądźmy sentymentalni. Co dzien coś wybucha.

J.

wtorek, 19 lipca 2011

 

Wszystkie znaki na niebie, ziemi i w horoskopie (w horoskopie zwłaszcza) wskazują, że niedługo będę pławić się w pieniądzach. Dziś wyczytałam, że:

 

1. Twoje problemy finansowe wkrótce się skończą. Nie oszczędzaj, tylko wyjdź za zakupy i zaszalej.

Kto jest chętny na szoping?

2. Wielkie decyzje finansowe - rynek nieruchomości? Giełda? Marzenia, pragnienia...

Halo, halo - Panie Dziwny, inwestujemy?

3. Forsa. Czujesz ten zapach? Gdzieś leży, wisi? Może płynie? Albo wyrasta z ziemi? Od korzeni!

Tylko dlaczego mam wrażenie, że chodzi o sprzedawanie jabłek na tony?

 

Regina

poniedziałek, 18 lipca 2011

Na wzór Ziomów na naszym blogu zrobię se kącik muzyczny, bo ostatnio za dużo siedzę przed kompem, żebym jeszcze miała siłę pisać. Subiektywny, emocjonalny, beznowościowy kącik muzyczny to zatem dobry pomysł, żebyście o mnie nie zapomnieli... wszyscy :P . Dzisiaj Nasty Nas i Damian Marley, w których byłam się zakochałam od pierwszego odsłuchu. I przy okazji: kupię kasety Boba Marleya, sprzeda ktoś? (kasety! nie płyty).

 

Strong Will Continue - Distant Relatives

 

J.

niedziela, 17 lipca 2011

 

W swoim życiu Regina miała dwa poważne związki i jeden niepoważny, który zaczął się 13 lat temu i trwa do dziś. Nigdy się pewnie nie skończy, bo miłość jest wieczna. Albo skończy się ślubem, jak to zwykle dzieje się w przypadku wielkiego uczucia. Dosłownie: skończy się. 

Bohater Niepoważny (przez niektórych pojmowany jako bohater negatywny - zupełnie niepotrzebnie) pojawia się czasem na Kapelutkach. Przejeżdża swoim złotym audi, powoduje mętlik w głowie Reginy, palpitacje w sercu, motyle w brzuchu i kisiel w majtkach. Kiedyś doczeka się długiego wpisu i głębokiej analizy, ale jeszcze nie teraz. Bo teraz coś z zupełnie innej beczki.

 

*** 

Sobota. Godzina 21 czasu ZULU.

Regina właśnie wróciła z wieczornego dżogingu. Zrzuciła dres, założyła swój japoński szlafrok i udała się w kierunku łazienki. Gdy wtem... Dzownek do drzwi... 

- Świetnie - powiedziała do siebie. Pech chciał, że akurat była sama w domu. Poszła otoworzyć. Po drugiej stronie stał On...

- Co ty tu do cholery robisz? - zapytała i nie czekając na odpowiedź rzuciła się wysokiemu szatynowi na szyję. 

- Cześć mała.

- Co? Jak? Kiedy? Po co? - Regina zaczęła obrzucać gościa pytaniami na oślep.

- W zeszłym tygodniu. Babcia jest chora, kiepsko z nią. Pojutrze wracam do Austrii.

 

***

Pierwszy poważny chłopak Reginy. Zaczęli się spotykać na wiosnę roku 1999. Ona 14-letnia wzorowa panna, nienaganna uczennica i On, notowany 18-latek, dla którego szkoła była ostatnim miejscem, do którego zaglądał. Jednym słowem: mezalians. Poznali się na ognisku zorganizowanym przez ich wspólnych znajomych. Dobierał się wtedy do Reginy jej podchmielony napalony koleżka, a On stanął w jej obronie. Jednym słowem: rycerz. Zaczęli gadać. Potem zabrał ją do domu. No dobra, nie całkiem do domu, bo tam już czekał Ojciec ze strzelbą, ale do zakrętu, z którego mógł odprowadzić ją wzrokiem aż do bramki. Wcześniej sprzedał jej uroczego całusa.

Reginą wstrząsneło wewnętrzne rozdarcie. Z jednej strony był Bohater Niepoważny, w którym była zakochana bez pamięci, ale który wyraźnie ją ignorował. Z drugiej strony ten słodki drań. Duży. Dorosły. I, nie bójmy sie tego słowa, męski. Po kilku dniach wewnętrznej walki, Regina postanowiła zaryzykować. 

Nowo poznany dryblas miał na imię Łukasz. Regina spotkała się z nim za szkołą, czyli w miejscu, gdzie spotykali się wszyscy w czasach pozbawionych telefonii komórkowej i internetu. Wyłożyła karty na stół. A raczej na schody, na których wówczas siedzieli. Opowiedziała o Niepoważnym i jej irracjonalnym uczuciu do niego. O tym, że sama już nie wie, czego chce. Ale że może jednak warto spróbować. Spróbowali.

Spotykali się często. Regina wymykała się z domu w swojej fioletowej flanelowej koszuli w kratkę, pod którą kamuflowała obcisłą bluzkę z dekoltem i jechali na wiejskie potańcówki lub dyskoteki, na które oczywiście była wprowadzana tylnymi drzwiami, z powodu swojej małoletności. Najczęściej pojawiali się w jednej, w której ostrą selekcję na bramce przeprowadzał kolega Łukasza. 

Regina uczyła się życia.

Jej chłopak był najbardziej opiekuńczym zakapiorem na świecie. W myśl zasady, że mocni faceci kochają najmocniej. Rozpieszczał ją. Miał środki finansowe, które płynęły od rodziców wartkim austriackim strumieniem. By ją chronić, przytępił nawet swoje kryminalne ciągoty. Ustatkował się.

Minął rok. Znowu przyszedł maj. I matura, krórą oblał. Rodzice się wkuriwili, kazali pakować manatki i emigrować. Pojechał. Przez pewnien czas pisał do Reginy rzewne listy, ale ta nie mogąc znieść ogromnej ilości błędów ortograficznych, zerwała znajomość. W ostatnim liście napisała, że znów jest z Niepoważnym.

 

***

- Chyba muszę się ubrać, bo jak rodzicę wrócą i zobaczą ciebie w moim pokoju i mnie w szlafroku, to ojciec może odkopwać swoją strzelbę - zażartowała Regina.

- Śmiało, przebieraj się. Nie zobaczę pewnie nic innego, czego wcześniej nie widziałem - odparł złośliwie. 

- Spierdalaj - odrzekła z udawaną obrazą.

- No proszę, nauczyłaś się przeklinać przez te 10 lat - powiedział, gdy wróciła.

- Szokujące, prawda? Zaczęłam też palić papierosy!

- Nieeee. Gdzie się podziała moja słodka dziewczyna? Dziś bym się już z tobą nie umówił. 

- Twoja słodka dziewczyna dorosła. Niestety.

- Szczerze mówiąc, niewiele się zmieniłaś. I wciąż masz te same trzy kwiatki. Nazwałaś je w końcu jakoś, jak ci radziłem?

- A wiesz, że tak. Proszę, to Leon Zawodowiec. A ten to Baltazar Gąbka. I jeszcze tamten w rogu - Juliusz Cezar.

- Z tego co pamiętam, jeden miał nosić moje nazwisko!

- To nie miał być kwiatek, tylko nasz syn! Kwiatka nie nazwałabym Himmler. Jeszcze ktoś pomyślałby, że jestem neonazistką. 

- Neonazistką? Nigdy! Ty co najwyżej jestes masochistką. Wierną, jak pies, masochistką. Strzelam - wciąż wzdychasz do tamtego niepoważnego dupka?

Regina nie zdążyła odpowiedzieć, bo w radiu właśnie zabrzmiała...

- Nasza piosenka!! - krzyknęli jednocześnie.

 

 


Zbieżność osób, nazwisk i zdarzeń jest przypadkowa. 

piątek, 15 lipca 2011

Kurcze, znalazłam w necie jedno z moich bardzo bardzo wczesnych, miłych, dziecięcych wspomnień. Smoki. Lecą smoki. 

Lecą smoki... a ja na huśtawce. Ale jakiej huśtawce! Nie, nie zwykłej, podwórkowej. Domowej huśtawce! Sznurkowej, zawieszonej w futrynie drzwi w mieszkaniu! I nie pamiętam, czyje to było mieszkanie ale na pewno nie moje. U nas nie było takiej huśtawki w futrynie. I tamto mieszkanie było znacznie wyżej niż to, w którym mieszkałam jako dziecko. 

Huśtawka, smoki, kredki. Leciały smoki i leciałam ja na tej sznurkowej domowej huśtawce i myślałam, jak to fajnie mieć huśtawkę w domu. I smoki. Nie trzeba wychodzić na dwór, można się huśtać, rysować i patrzeć jak latają smoki. Było pieknie:)

A teraz też huśtam się, tyle, że na fotelu, rysuję ale nie smoki, tylko epickich wojowników, patrzę jak latają muchy i też nie wychodzę na dwór. Cóż za przewrotna koincydencja... już prawie zapomniałam, że koincydencje zawsze bywają przewrotne.

 

j.

czwartek, 14 lipca 2011

 

Mój dzisiejszy horoskop mnie rozwalił. Oj, tam. To nie tak, że od lat zaczynam dzień od horoskopu, ale odkąd do moich pracowniczych obowiązków należy prasówka, to jakoś tak sam mi wpada w oko każdego ranka ;) Ekh, ekh... Uwaga!

 

Wszystko się miesza, gmatwa. Trzeba do Afryki! Kraków - Zambia!


Wprawdzie wolałabym Egipt, Maroko, Tunezję, Sudan... ale Zambia też ewentualnie może być. Normalnie ktoś, kto to pisał, chyba siedział w mojej głowie. Obecnie moje życie można podsumować krótko: Get off the road! Quick! Hide!  

Nie pytajcie nawet, czy jakby co to możecie jechać ze mną. Nie możecie. 

 

Re

środa, 13 lipca 2011

Kolejny dzien więzienia. Kolejny dzien bólu kręgosłupa, drętwienia palców, schizy, czarnych myśli, chodzenia w kółko, palenia w karku, szumienia w uszach, napadów paniki, bólu brzucha, bólu głowy, bólu istnienia. 

Staczam się. Jestem na etapie, kiedy jest mi absolutnie wszytsko jedno, czy sie rano obudzę czy nie :(

j

 
1 , 2
Zakładki:
* Kapelutki - BLOG ROKU 2011 *
100 rzeczy TO DO BEFORE DEATH and DISHONOR
AAA W RAZIE POTRZEBY KONTAKTU
Introduction, czyli...
Jolanta czytuje:
Kapelutki wspólnym okiem zaglądają:
Regina podgląda:
PustaMiska - akcja charytatywna


Hej, jesteśmy na Facebooku:

Jolanta z Chudowa

BBC Radio
Fajnie mówią "Agnijeska Ratłanska"

*UWAGA! ACHTUNG! ATTENTION!*
Jakby co, piszta tu:
kapelutki[maupa]gazeta.pl