Powstaje, kiedy królowe ściągają korony i zakładają ordynarne kapelutki. W razie wątpliwości - ten blog piszą DWIE osoby: Regina i Jolanta.
poniedziałek, 30 sierpnia 2010

Będzie to pierwsza część długo oczekiwanego wpisu o weselu oraz o wieczorze panieńskim Jolanty z Chudowa. Przygotujcie sobie wygodny fotel, kocyk, kapciuszki, szklaneczkę i litr wódki... Nie będzie to bowiem zwyczajny wpis na blogu. Będzie do historia, która na zawsze odmieni wasze życia...

 

Zacznijmy od wieczoru. Wieczór panieński, jak to zwykle wieczór zaczął się o godz. 19 dokładnie tydzień przed ślubem. Nie musze chyba mówić, ze był on całkowitą niespodzianką, niespodzianką niespodziewana na tyle, ze niemal nie zostałam na nią zaproszona , a kiedy już jednak zaproszenie dotarło – omal nie spóźniłam się na jej rozpoczęcie. A zaczęło się w pewnym dużym polskim mieście o korzeniach jagiellońskich w pewnej knajpie, którą kiedyś zdemolowaliśmy za pomocą kapiących świeczek i rozerwanych na strzępy podstawek pod piwo. Nie muszę dodawać, ze przez kolejny rok obawialiśmy, że wiszą tam nasze zdjęcia z podpisem: „Tych klientów nie obsługujemy”.

Okazało się, że po 4 czy 5 latach naszych zdjęć już tam nie ma.. Była za to Regina Falangi, która w samotności  przy blasku świeczki i woni Tequili oczekiwała na Jolantę z Chudowa….

 

Kiedy zdyszana i spocona jak inspektor gadżet Jolanta stanęła w drzwiach knajpy, zrazu nie zobaczyła nikogo. Założyła na nos okulary  minus 1,25 dioptrii i świat od razu wydał się bardziej zaludniony - w ostatniej sali przy okrągłym stoliku siedziała Regina. Zmierzyły się od stóp do głów (Jolanta zmierzyła Reginę od głów do blatu oczywiście) w celu upewnienia, że żadna nie ma na sobie nowego godnego uwagi ciucha w kolorze kapelutkowym, po czym przywitały się oczami. Jolanta krokiem Jolanty podążyła w kierunku stolika Regina.

- Spóźniłaś się… - powiedziała Regina.

- Wiem, ale autobus mi spieprzył a następny był dopiero o 19.00, szłam na piechotę, zaczął padać deszcz, trochę boli mnie noga, jeszcze nie mogłam znaleźć okularów, miałam złe buty, spotkałam po drodze Grzesia… - Jolanta krótko przeprosiła Reginę.

- Pij, nie pierdol – Regina doskonale rozumiała sytuację Jolanty.

Jolanta przystała na propozycję i jednym haustem opróżniła kieliszek z Tequilą, do którego NIE było soli, ale była cytryna.

Regina spojrzała na Jolantę przenikliwie. Wyciągnęła otwartą dłoń , na której leżały dwa czerwone groszki z tajemniczym napisem m&m.

- Weź niebieską pigułkę… - wyszeptała Regina - …a historia się skończy, obudzisz się i uwierzysz we wszystko, w co zechcesz. Weź czerwoną pigułkę, a pokażę ci, dokąd prowadzi królicza nora.

- Ale są tylko czerwone pigułki – Jolanta słusznie zauważyła pozorny wybór, jaki dała jej Regina.

- Wiem. Niebieskie się skończyły. Wybierasz czy nie?

Jolanta wybrała obie czerwone pigułki, co by bardziej zobaczyć, dokąd prowadzi królicza nora. Nim się obejrzała, miała na głowie różowe królicze uszy, w jednej dłoni niezbyt udane zdjęcie swojego przyszłego męża a w drugiej dyktafon.

- Idź i zrób sondę, czy ten facet będzie dobry mężem. Ale już! – rozkaz Reginy był dla Jolanty prośbą, toteż swoim zwyczajem zaczęła jojczeć:

- Ale tuuutaj?

- Tak, tutaj..

Jolanta chwilę walczyła z myślami, po czym uświadomiła sobie, że przecież jest dziennikarzem i właściwie chuj ją obchodzi, czy ktoś, kto przyszedł napić się piwa do knajpy ma ochotę odpowiadać na durne pytania, nie wiedząc nawet gdzie i w jakim celu zostaną wykorzystane. Pewnym krokiem i z bananem na twarzy ruszyła więc żwawo przed siebie już za pierwszym winklem biorąc pewną , niezbyt tym faktem uszczęśliwioną, zakochaną parę studentów w krzyżowy ogień pytań…

 

Sonda wyszła pięknie. Po parze studentów, którzy wyraźnie nie byli zainteresowani tematem i do tego jeszcze śpieszyli się na pociąg, Jolanta przyszpiliła barmana, który stwierdził, że wybrankowi serca Jolanty dobrze z wąsów patrzy, więc pewnikiem będzie dobrym mężem. Potem do sondy dołączyła grupa wesołych ludzi płci różnorakiej, z których tylko jeden stwierdził, że wychodzenie za człowieka o wyglądzie sarmaty nie jest dobrym pomysłem.  Jolanta przeprowadziła nawet nadprogramową sondę o związkach w ogóle, z której dowiedziała się, że małżeństwo to generalnie niezbyt ciekawa sprawa, co jednakże nie zniechęciło jej do tej decyzji, pamiętając los swojej imienniczki Urszuli Jolanty z Chudowa, która została zamurowana żywcem za odmowę zamążpójścia.

Tryumfalnie wróciwszy do stolika Reginy, Jolanta otrzymała kolorową kopertę zawierającą zdjęcie pewnej dobrze znanej Jolancie popielniczki w pewnym budynku oraz zagadkę o Panu Edwardzie, której rozwiązanie z połączeniu z popielniczką miało doprowadzić ją do kolejnego przystanku wieczoru…

 

cdn.

 

Jolanta z Chudowa

niedziela, 29 sierpnia 2010

 

Gdy zaczęliśmy studia okazało się, że ogień w mieszkaniu jest zawsze pretekstem do dobrej zabawy. Albo wylatujące z 9 piętra wieszaki i Cicero w windzie. Potem z biegiem lat doszliśmy do wniosku, że o udanej imprezie decyduje stopień upicia Halszki. Od wczorajszo-dzisiejszego party wyznacznikiem jest zalany Johnniem Walkerem laptop Wielkiego Wizjonera. Pan Dziwny zawstydził Cycerona i Halszkę. Następnie załamał łapy i bił się w chrapy wołając gromu, ażeby go dobił albo przynajmniej ofiarował mu sznur, na którym mógłby dokonać żywota. Drogi Czytelnik mógłby pomyśleć, że był to jedynie przejaw wrodzonej egzaltacji naszego bohatera. Spieszę wyjaśnić, że rozpacz została spowodowana faktem, iż to był już drugi laptop, który padł z ręki Pana Dziwnego w tym tygodniu… A to feler! I nawet uśmiechnięty Wielki Wizjoner i jego: „Spoooooko!” nie był w stanie podnieść na duchu pogromcy (Asusa) Acera. Także próby obciążenia współbiesiadników na nic się zdały. A przecież współwinny był sam gospodarz, bo postawił lapka na niestabilnym stoliku. Dalej Pan M., który akurat przerwał swoją podstolikową drzemkę i sobie poszedł, przez co nie zamortyzował upadku laptopa, oraz nie był wsiąknął w siebie Johnny’ego Walkera, który miast tego wsiąknął w komputer. Następnie Pan S., który postawił swojego drina na chybotliwym stoliku tuż koło lapka też ponosi odpowiedzialność. I w końcu Halszka, bo to jej urodziny świętowaliśmy. (Co z tego, że wcześniej nie wiedziała, że będziemy świętować. Prezent dostała? Dostała, więc niech się poczuwa.)

Nie ma to jak luzackie spotkańska u Wielkiego Wizjonera. Pan Dziwny podniósł wysoko poprzeczkę. Następnym razem będziemy musieli skasować brykę naszemu Prawdziwemu Gospodarzowi. Choć trzeba wspomnieć, że Halszka wczoraj była blisko;) a ja byłabym współwinna, bo pozwoliłam jej prowadzić moje auto na posesji WW. A Halszka była pod lekkim wpływem i ostatni raz za kierownicą siedziała 7 lat temu na swoim egzaminie na prawo jazdy. No ale to były jej urodziny, to jak mogłam jej nie pozwolić?

Wracając do poprzeczki – na następnej imprze u Wielkiego Wizjonera rozwalimy mu samochód. Potem spalimy biznes. Na końcu wysadzimy chatę w powietrze. Jupi!:)

 

W FOTOGRAFICZNYM SKRÓCIE:

Halszce z okazji urodzin życzyliśmy stu lat samotności...

 

Dostała także depresyjną muzę do posłuchania, gdy będzie jej za dobrze...

 

Jolanta ponadto ofiarowała jej tego uroczego psa, w kształcie węża...

 

Regina swój speech rozpoczęła długim i przenikliwym "yyyyyyyyyyyyyyyyy"....

 

Następnie się stuknęliśmy...

 

Kilka godzin później WW przystąpił do reanimacji swojego laptopa...

 

Było, było:)

 

 

Re

piątek, 27 sierpnia 2010

Owszem doczekacie sie relacji z wieczoru i wesela bo takiego wieczoru i takiego wesela sie nie zapomina, ale na razie musze uporac sie z wszechogarniajacym powyprowadzkowym i poprzeprowadzkowym bałaganem, jaki panuje w moim mieszkaniu. Czasem, kiedy udaje mi sie odnalezc w tym całym syfie komputer, używam go tylko do naciskania przycisku POWER OFF.

Poza tym mam problem z Powiatowym Urzędem Nieudaczników zwanym też PUPem, który nie chce mnie przyjąć (nawet w pupie mam przesrane, nie? :))))

Poza tym, mąż mnie absorbuje.

I poza tym nie mam mebli w kuchni, więc nie gotuję, wiec nie jem, wiec nie mam siły pisać.

Poza tym trzeba malować ściany.

 

 

JOL>

17:47, kapelutki
Link Komentarze (1) »
środa, 25 sierpnia 2010

 

Ciągle macie jeszcze nadzieję, że doczekamy się relacji z Wieczoru Panny Joli oraz z Jej Wielkiego Polskiego Wesela??

Tymczasem w moim Małym Reginowym Świecie pojawia się coraz więcej rzeczy, które nie nadchodzą i chyba nigdy nie nadejdą… Hmmm, to zdanie wydaje się trochę sprzeczne… Ale trudno się dziwić, skoro całe moje życie to jeden wielki oksymoron.

W ramach zabicia swojego bezrobotnego czasu, zaczęłam czytać Cortázara. Niestety utwierdziło mnie to w przekonaniu, że jestem tylko pseudointelektualistą. Porzuciłam więc „Grę w klasy” i sięgnęłam po bardziej praktyczną literaturę…

 

 

 

Re

wtorek, 17 sierpnia 2010

Powoli zbieram się do ochłonięcia po weselu i opisania tego genialnego dnia, ale nawet nie wiem,jak zacząć. Nie, że tam miłość i inne bzdety ;) ale TO co zrobili Regina, Halszka, Wenus, Wielki Wizjoner, Pan Dziwny, Pan B. i X-man przeszło nawet to, co dzieje się na Kapelutkach. Po prostu cudo. ... :))) Dzięki Wam! Jesteście najlepszymi przyjaciółmi, jakich można sobie wyobrazić.

 

JOL

 

19:12, kapelutki
Link Komentarze (4) »
piątek, 13 sierpnia 2010

 

Każdy wybiera tytuł, który woli.

 

Wczoraj, zupełnie przez przypadek, spotkałyśmy się z Jolantą w PUPie. I oczywiście nic nie załatwiłyśmy. Wyciągnęłyśmy wnioski i wieczorem spotkałyśmy się zupełnie celowo na wódkę. Był także mąż Jolanty – Pan M. i Halszka. Z balkonu Państwa M. oglądaliśmy spadające Persefony i Leonidasy. I Perseusze. Dzień zatem należało zaliczyć do udanych.

Dziś bladym świtem udałyśmy się znów do PUPu. Ja na miejscu byłam jeszcze przed otwarciem – dosłownie. Urząd pracuje od 7.30 i dopiero o tej godzinie otwierane są podwoje. Wcześniej trzeba czekać na zewnątrz w tłumie trzydziestu innych petentów kotłujących się pod drzwiami. Jakby sama konieczność przyjścia tam nie była wystarczającym upokorzeniem.

W miarę szybko udało mi się zarejestrować i uzyskać status osoby bezrobotnej. Nie, no to nie do wiary. Nie, to być nie może. 8 lat podstawówki i 4 liceum, potem 5 bitych studiów (a nawet 6), 3 dyplomy… I oto PUP, jakby ktoś dał mi w mordę ja pierdolę kurwa. Przez 5 lat stron tysiące, młodość w bibliotekach. A teraz bida! Bida i rozczarowanie! I wszechogarniająca nas wszystkich pogarda…

I jeszcze oszukali mnie, banda złodziei polskich decydentów kurwa! Nie dostałam zasiłku, bo minęło więcej niż 18 miesięcy od momentu kiedy zakończyłam z szefem mój stosunek pracy w branży pościelowej.* Ale przez ten czas przecież nie malowałam paznokci (wyłącznie), ale podjęłam drugie i trzecie studia! Żeby być elitą intelektualną tego narodu! I wszystko, jak krew w piach!

9 września mam się stawić na jakieś konsultacje dla nieudaczników czy coś. Pewnie mają nadzieję, że do tego czasu umrę z głodu i będą mieli problem z głowy.

CHWDPUP!

 

Wróciłam do domu i zapadłam w śpiączkę trzynastopiątkową.

 

Re

 

*Nadal nie jesteście gotowi, żeby usłyszeć moją mrożącą krew w żyłach opowieść. Ale kiedyś, kiedyś, o północy...

 

wtorek, 10 sierpnia 2010

 

Myślałam, że sytuacja pod Pałacem Prezydenckim nie może być jeszcze bardziej żenująca. A jednak... Młodość przemówiła. I jak zwykle okazała się jeszcze głupsza od Starości. Żal...

 

Re

 

poniedziałek, 09 sierpnia 2010

 

Regina zastanawia się, czy iść (a w zasadzie jechać na drugi koniec Polski) na rozmowę kwalifikacyjną (jutro) w sprawie pracy w Korpomachinie (o czym Regina nie ma kapelutkowego pojęcia).

Regina i Halszka czytają rubrykę „Kariera” na stronie internetowej Korpomachiny…

 

R: kuuurwa, jak to czytam to mi się odniechciewa :|

choć może w celu zdobywania nowych doświadczeń…

nie, chyba się nie nadaję…

myślenie nieszablonowe?

umiejętności liderskie??

pewność siebie???

H: bardziej mnie zadziwia "autopromocja"

R: zmierzałam do tego

H: no nie wiem, nie wiem

nikt nie szuka introwertyków, którzy maja depresję, chcą się zabić, nie mają doświadczenia, i którzy najchętniej siedzieliby cały dzień przed kompem

R: :(

H: no, też mnie to martwi

 

 

piątek, 06 sierpnia 2010

 

Chyba straciliśmy Jolantę. Chyba jest już duża i zajmuje się sprawami dla dorosłych. Ma pracę (wprawdzie niby-pracę, ale zawsze) i męża (całkiem naprawdę i na zawsze). Gotuje, pierze, prasuje i pewnie myśli tylko o tym, żeby wybudować dom, posadzić drzewo i spłodzić syna. Albo przynajmniej, żeby wymalować mieszkanie, podlać kwiatki i pilnować, żeby Łodełyk nie zdechł.

Echh… Ciągle nie mogę uwierzyć, że ożeniliśmy Jolę i wydaliśmy za monsz Pana M. Czy tam na odwrót.

Tymczasem do Apartamentu wprowadza się jakieś Męskie Ciało… Już planujemy z Halszką zrobić niespodziewany wjazd na hałs, żeby obaczyć, ocenić i przedsięwziąć kroki. O ile Męskie Ciało nie okaże się wybitnie niezachęcające. I jeśli do tego czasu nie zapiję się na śmierć kawą rozpuszczalną z mlekiem.

 

Re

 

 

wtorek, 03 sierpnia 2010

 

Pamiętam, jak kiedyś kiedyś stworzyliśmy sobie kościół rzymsko-katowicki. Dla żartu oczywiście, bo jesteśmy przekonani, że Bóg ma poczucie humoru. Dziś stworzył się nam zupełnie na poważnie kościół rzymsko-katyński i aż dziw bierze, że Bóg na to patrzy i nie grzmi.

Oglądam właśnie „Na Żywo” z Krakowskiego Przedmieścia i się pytam: O co cho? Skąd ci ludzie się urwali? I czego się wcześniej nawąchali?

Jako wierzący i praktykujący katol czuję niesmak w ustach i zażenowanie. Krzyczą, żeby nie dzielić polskiego Kościoła i polskiego narodu, a sami co robią? Gdzie chrześcijańska pokora? Gdzie nadstawianie drugiego policzka? Wreszcie gdzie posłuszeństwo wobec hierarchów kościelnych? Zamiast tego jest pouczanie ich: „Prosimy, abyście nie błądzili i nie usuwali tego krzyża”, „Zwracamy się do księży, aby zawrócili z tej złej drogi.” Krzyki? Gwizdy? To jakiś żart?

Słów mi brak, serio. Żenua.

 

http://sober.soup.io/post/67390201/W-tym-miejscu-sta-krzyz

 

 

Re

 

Zakładki:
* Kapelutki - BLOG ROKU 2011 *
100 rzeczy TO DO BEFORE DEATH and DISHONOR
AAA W RAZIE POTRZEBY KONTAKTU
Introduction, czyli...
Jolanta czytuje:
Kapelutki wspólnym okiem zaglądają:
Regina podgląda:
PustaMiska - akcja charytatywna


Hej, jesteśmy na Facebooku:

Jolanta z Chudowa

BBC Radio
Fajnie mówią "Agnijeska Ratłanska"

*UWAGA! ACHTUNG! ATTENTION!*
Jakby co, piszta tu:
kapelutki[maupa]gazeta.pl