Powstaje, kiedy królowe ściągają korony i zakładają ordynarne kapelutki. W razie wątpliwości - ten blog piszą DWIE osoby: Regina i Jolanta.
sobota, 31 sierpnia 2013

 

Pozdrawiam sąsiadów zza płota, którzy wspominają zamierzchłe czasy młodości uskuteczniając kolonijne śpiewy przy akompaniamencie gitary i w towarzystwie przyjaciół z obozu harcerskiego. Mam nadzieję, że zacznie padać i przeniesiecie swoją uroczą imprezkę wraz z wszystkimi towarzyszącymi jej atrakcjami (darcie ryja, salwy śmiechu itp.) do środka, bo JEST PO 22!!!! A w pobliżu żyją ludzie, którzy nie mają tak bujnego życia towarzyskiego (żadnego życia towarzyskiego) i sobotni wieczór spędzają w łóżku usiłując zasnąć. I nie - Regina waszym przyjacielem nie jest. Glori glori alleluja ament.

 

poniedziałek, 12 sierpnia 2013

 

Rzecz dzieje się w niedzielę wieczorem. Regina, Es i Bebe (mama Es) robią grylla. W oczekiwaniu na ociekającą tłuszczem kiełbachę pieką chlebek z masłem czosnkowym.

Regina: Zamawiam piętkę!

Bebe: To tamtej lepiej powiedz.

Regina do Es: Zamawiam piętkę!

Es (ze spokojem): Dooooobrze. Będziesz mieć łysego męża!

Regina: A to nawet lepiej. Łysy - dużo testosteronu, znaczy się ogier!

Bebe (krztusząc się chlebkiem): A to od testosteronu one takie OGRY?!

 

:)

niedziela, 04 sierpnia 2013

Przeprowadziłam się ostatnio. Pewnie wiecie, a jeśli nie wiecie, to wiedzcie, że sie przeprowadziłam ostatnio. Postanowiłam z tej okazji trochę pozmieniać w moim otoczeniu i pozbyć się kilku mebli, sprzętów agd i innych takich. W tym celu wystawiłam kilka rzeczy na popularnym portalu do wyprzedawania dobytku, a ponieważ dawno... albo nigdy... tego nie robiłam, byłam bardzo zaskoczona telefonami zainteresowanych. Tzn. nie samym faktem, ze dzwonili (w końcu podałam numer telefonu), ale argumentacją, z jaką dzwonili w celu obniżenia ceny oferowanych przeze mnie przedmiotów. Tutaj zapytuję, bo być może macie większe doświadczenie ode mnie w negocjowaniu cen wystawionego dobytku, czy to jest normalne, że koronnym argumentem kupujących, dla którego powinnam obniżyć cenę o 25 procent jest "bo mam do pani daleko"? No ludzie, co to za argument? Jak masz pan daleko, to poszukaj ogłoszenia, w którym to samo oferuje twój sąsiad zza ściany. Będzie blisko.

Przykład nr 1. Wystawiłam przedmiot X, nowy, nieużywany, w oryginalnym opakowaniu, funkiel nówka jak ze sklepu. Cena niższa od najniższej ceny tego samego sprzętu na ceneo. Dzwoni telefon. Pani na starcie zaczyna mi opowiadać, że ona mieszka w mieście A i ma w sumie bliżej do miasta B niż do mnie, więc czy w związku z tym nie mogłabym obniżyc ceny. Odpowiadam uprzejmie, że cena i tak jest bardzo atrakcyjna zważywszy, że sprzęt jest nowy i za tę cenę nie kupi go nawet w najtańszym sklepie internetowym. Pani jednak dalej idzie w zaparte i wyciąga drugi super-argument, że widziała taki sam sprzęt w sklepie XYZ w mieście B taniej. Uprzejmie zapytuję ją więc, czy był to faktycznie sprzęt tej samej marki, ponieważ w tym przypadku marka ma dość istotne znaczenie i coś mi się nie chce wierzyć w jej relację. Pani na to, że nie była to ta sama marka, ale generalnie można to coś kupić taniej, a jej jest wszystko jedno, jakiej to będzie marki. Ja na to, że mi jest nie wszystko jedno, ponieważ sprzedaję sprzęt konkretnej marki i wiem, ile jest wart. Do widzenia.

Za 10 minut drugi telefon. Mężczyzna. Mieszka w mieście C i jakby chciał do mnie przyjechać to musiałby jechać przez caaaałe centrum i czy wyzy związku zy tym mogłabym obniżyć cenę. Zaproponowałam, żeby jechał obwodnicą...

Przykład 2.  

Wystawiłam sprzęt używany w stanie bardzo dobrym, nic tylko załączyć i używać. Obiecałam sobie, że nie dam się wciągnąć w obniżanie ceny "na odległość", "na wnuczka", "na jeźdźca" ani na żadne inne super-argumenty. Dzwoni telefon. Czy jestem skłonna negocjować? Kurwa! Jak zwykle ulegam i mówię, że TO ZALEŻY ILE. Tyle i tle. Mówię, że ze dużo i oczywiście wystrzeliwuję się z wszystkich naboi i mówię, jaka cena minimalna mnie satysfakcjonuje (nigdy nie mów, jaka cena minimalna cię satysfakcjonuje! nigdy!). Bo wie Pani - mówię - ten sprzęt jest niezniszczony, zadbany, nic tylko plug and play. A ona, że rozumie, ale musi do mnie jechać z drugiego końca miasta... Kurwa, kurwa! Dobra, ja Pani to przewiozę. Swoim autem. Nawet na koniec miasta. Ale z ceny nie zejdę, bo stracę wiarę w siebie. Ok, ale jeszcze żebym po schodach wniosła... :) Hmmm... Nawet jakbym chciała, to nie ma takiego bata we wsi, żebym to wniosła. To w takim razie nie, bo ona będzie musiała komuś zapłacić za wniesienie. Jaki to jest dla mnie argument? Ja mam schodzić z ceny, bo tragarz musi zarobić? To nie mój tragarz. Nie moje małpy. Nie dobiłyśmy targu.

Co jest z tym negocjowaniem "bo mam daleko", ja się pytam? Podałam miejsce odbioru, jak komuś jest za daleko albo nie po drodze, nie musi kupować. Ja rozumiem negocjowanie ceny "na brzydką świnię", ale to jak się ją ogląda - wtedy można wybrzydzać i palcem wytykać, że ojoj na tym ogumieniu ta świnia daleko nie zajedzie, więc czemu tak drogo. A nie, że proszę mi sprzedać taniej, bo mam daleko, auto zepsute, deszcz pada, żonę boli głowa a ja mam od rana wzdęcia. To nie są argumenty.  Tzn. są, ale do wykręcenia się od przyjazdu do cioci na imieniny! Gaddemyt... 

 

Nic to. Wierzę, że są w internecie kupcy z klasą, którzy przyjadą, zobaczą, kupią a potem jeszcze kwiaty wyślą... Co, nie?

 

JOL.

Zakładki:
* Kapelutki - BLOG ROKU 2011 *
100 rzeczy TO DO BEFORE DEATH and DISHONOR
AAA W RAZIE POTRZEBY KONTAKTU
Introduction, czyli...
Jolanta czytuje:
Kapelutki wspólnym okiem zaglądają:
Regina podgląda:
PustaMiska - akcja charytatywna


Hej, jesteśmy na Facebooku:

Jolanta z Chudowa

BBC Radio
Fajnie mówią "Agnijeska Ratłanska"

*UWAGA! ACHTUNG! ATTENTION!*
Jakby co, piszta tu:
kapelutki[maupa]gazeta.pl