Powstaje, kiedy królowe ściągają korony i zakładają ordynarne kapelutki. W razie wątpliwości - ten blog piszą DWIE osoby: Regina i Jolanta.
piątek, 30 września 2011

 

Przedmieście. Osiedle willowe. Dość ciemno. Regina i Es rolują ulicą. W oddali dostrzegają dwie postaci idące całą szerokością drogi. Obie - w jednej ręce browar, w drugiej... siatka z browarem.

 

Regina: To jak ich bierzemy? Z prawa? Z lewa? Przez środek?

Es: Z prawa może... Jakieś reklamówki-żulówki.

Regina: Zaraz pewnie się okaże, że to mój Grzesiu.

5 sekund później.

Reklamówki-żulówki: Siema dziewczyny!!

 

Zaiste był to Wielki Brat wraz ze swym kolegą Skinem :)

 

środa, 28 września 2011

Ja chyba naprawdę zaczynam witać każdy dzień z miłością w sercu. Tzn. wiele rzeczy i zachowań przestaje mnie irytować i to jest wspaniałe. Jeszcze tylko muszę zastosować mój nowy zen robiąc zakupy w Tesko i Kerfurcie oraz w trakcie prowadzenia samochodu. To są sytuacje, w których mój system uspokajający nawala i przycisk "Kocham Cię, drugi człowieku, za to, że jesteś, tak jak ja, stworzeniem Boga i wiem, że masz wiele zalet i wspaniałych cech, tylko czasem są one po prostu ukryte" się zwyczajnie zacina. Ale pracujemy nad tym. Ja i mój zen.

Jol.

 

Właśnie kończy się najgorszy urlop wszech czasów. Nie będę się nawet rozpisywać. Dość powiedzieć, że dziś zamiast śniadania zjadłam 30 deko krówek. W dodatku niemieckich. Zart & cremig! Teraz czuję się jak zdrajca i zacieram ślady. 

Panie doktorze, czy to już depresja? 

W dodatku nie wygrałam w toto-lotka. Numerkom: 09, 17, 19, 21, 26, 30 już dziękujemy, a na scenę zapraszamy następną kumulację.

Dalej.

Wczoraj zostawiłam telefon u znajomych, więc sorry, abonent jest poza zasięgiem. The number you are trying to reach is currently unavailable. Please, try again later.

 

Re 

wtorek, 27 września 2011

Jest dobrze, jest źle, jest dobrze, jest źle. Jak mówi Niekryty Krytyk: Raz na wozie, raz ..uj ci w d.... Nie poddaje się. W obroty poszły najlepsze na świecie książki motywacyjne i staram się każdy dzień witać z miłością w sercu. Nawet, kiedy o 9 rano w moją szybkę puka gołąb pocztowy z wiadomością, po której jedyne co można zrobić to rozpocząć kilkugodzinny cykl umierania i zmartwychwstawania, co jak wiadomo, jest najgorszym, co może się zdarzyć. 

Ale jest dobrze, będzie dobrze. Muszę być tylko cholernie pracowita i piekielnie konsekwentna. Myśleć globalnie i działać lokalnie. I być tak nonkonformistyczna jak smutny pan z pokoju obok, który z uporem maniaka ostentacyjnie zapala fajkę po fajce w korytarzu tuż pod znakiem "zakaz palenia". Może on nie pali, tylko się zaciąga?

 

Tymczasem!

Jol.

niedziela, 25 września 2011

 

Niedziela. Godzina 19.15. Kraków. Okolice dworca PKP. 

 

Pan Żul: Dej pani papieroska. Bezdomny jestem.

Regina: Woli pan mentola czy zwykłego?

 

I jeszcze dobry cytat z przypadkowego pana przechodzącego wzdłuż przedziałów w pociągu:

"Polskie koleje jebane. To jest polska kurwa rzeczywistość!"

 

:)

 

Re

 

 

czwartek, 22 września 2011

 

Od dziś zaczynam zasłużony urlop. Do pracy wracam dopiero za tydzień. Chciałabym gdzieś wyjechać na te kilka dni, ale niestety nie mogę. Raz, że za bardzo nie mam kasy. Dwa - muszę wykonać szereg prac polowych w hacjendzie zanim spadnie śnieg, a to jedyna okazja. Aktualnie na tapecie są jabłka. Nie chce mi się tym bardziej, że pieniądze z ich sprzedaży raczej nie trafią do mojej kieszeni, ale staram się dostrzegać dobre strony. Traktuję to więc jako całodniowe ćwiczenia rozciągające. I tylko paznokci żal.

A kiedy odpocznę? Pewnie w przyszłym miesiącu, kiedy znów będę mieć tydzień laby, yay! Marzy mi się wyjazd do Arabów. Nawet taki czysto rekreacyjny - poleżeć brzuchem do góry nad hotelowym basenem w Hurgadzie. Muszę obgadać tę kwestię z Pablo.

WIZUALIZACJA. Na początek zaopatrzyłam się w nowe bikini ;)

 

Re

środa, 21 września 2011

Dzisiaj pierwszy pełny (... prawie pełny) dzień pracy w nowym biurze. Tzn. w moim nowym biiijuurze. Odbyłam rozmowę ze smutnym panem z pokoju obok oraz nauczyłam się obsługiwać automat z kawą.

I tak SE myślę, jak to jest możliwe, że jeszcze stać mnie na wynajem biura. Chyba nie jest tak źle, co? :)

 

JOL.

wtorek, 20 września 2011

 

Biegam odkąd nauczyłam się chodzić. Najpierw było bieganie po podwórku. Potem w szkole na wf-ie i na treningach. Potem już czysto rekreacyjnie. Po drodze zdarzyło się też bieganie za chłopakami. W czasach studenckich biegałam wokół Błoń mając nadzieję, że skręcę kostkę akurat w momencie, gdy z naprzeciwka będzie nadbiegała miłość mojego życia. Nic takiego się nie stało. 

Bieganie zrobiło się bardzo modne. Dziś każdy, kto chce zadebiutować na łamach Gazety Wybiórczej, musi biegać. Najlepiej maratony. Nie powiem, sama bym chciała (przebiec maraton w sensie, nie debiutować), ale brakuje mi wciąż samozaparcia w ćwiczeniu kondycji. Długodystansowcem jestem w wielu dziedzinach życia, ale niestety nie w tej. 6 kilosów to maks, co potrafię z siebie systematycznie wycisnąć. Pewnie gdybym wyeliminowała element palenia fajek w trakcie byłoby 8. Gdybym wyeliminowała element palenia w ogóle może nawet 12. Ale z bieganiem jest jak z seksem - po wszystkim aż się prosi, żeby zapalić ;) 

Bieganie jest seksi. Skąd wiem? Biegając, CZUJĘ SIĘ seksi. Bardziej niż wtedy, gdy zakładam wysokie obcasy i obcisłe spodnie. I nie tylko z powodu tych długich świateł na mojej dupie albo trąbienia, które przebija się do mnie mimo muzyki w uszach. Moja twarz sparaliżowana całodniowym zmęczeniem wreszcie się rozluźnia, a myśli w głowie przestają się kotłować. To jak wyłączenie wtyczki od rzeczywistości. Powiedzenie "Mam dres, po co mi mózg?" nabiera całkiem nowego znaczenia ;)

Re

 

Ps. Mam odblaski, jestem widoczna na drodze ;))

niedziela, 18 września 2011

Bilans wczorajszego dnia z Panem M.:

 

- kupione dwa krzesła

- upieczone dwie pizze (własnoręcznie robione ciasto - polecam)

- wypite pół butelki wódki weselnej 

 

Dzień skończył się ok godziny 20.30. Całą noc śniło mi się, że przygotowuję się do jakiegoś wesela, jak gość, a może nawet świadek, ale wszystko jakoś nie idzie. Niesamowicie długa witka z bukietu ślubnego panny młodej nie chce się wsadzić do szklanki wody, moje nogi nie chcą się dać ogolić, telewizor nie chce sie wyłączyć, samochód nie chce się zaparkować, pies sąsiadów ma za długą smycz, nie wiem, gdzie są młodzi, pół snu płaczę przy stole lub chodzę boso po mieście, w końcu Wielki Wizjoner oznajmia, że przeprowadza się do Torunia, co wprawia mnie w stan ostatecznego załamania.

Budzę się i wiem, że Wielki Wizjoner mnie dziś nawiedzi w realu i prawdopodobnie mnie zamorduje za niezrobienie czegoś, co zrobić miałam, chyba, że skończe pisac ten wpis i szybko to cos zrobię...

 

 

A jeszcze chciałam powiedzieć... 

:)

Nie, dobra. Idę robić zadanie dla WW. Ale jeszcze tylko Wam powiem, że jak ktoś zna, to niech ogląda od 3:36. A jak ktoś nie zna, to niech ogląda najpierw od 3:36 a potem całość. A film jest wcale nieśmieszny. Jak widzialiście trailer to widzieliście już wszystkie śmieszne fragmenty z tego filmu.:

 

Trzymam za siebie fciuki.

 

JOL.

sobota, 17 września 2011

 

Sobota, godzina 9.00. Dom rodzinny Reginy. Kuchnia. Regina pije kawę. Obok Brat i Wielki Brat też piją kawę. Wchodzi Siostra, otwiera szafkę, wyciąga z niej ulubiony kubek Reginy i robi sobie w nim herbatę. Regina bierze głęboki oddech. Gdy już wydaje jej się, że puści mimochodem całe zdarzenie, zaskoczona słyszy własny poirytowany głos:

- Dlaczego wszyscy muszą pić z mojego kubka?! Jest tysiąc innych, a wszyscy właśnie z tego!

- O rany, znowu się czepiasz. Zupełnie tego nie rozumiem, ty tylko moje, twoje, moje, moje, moje... - żachnęła się Siostra. I od tej chwili obie jednocześnie poczęły wyrażać swoje zdanie, ignorując zupełnie, co mówi druga strona. Wtem... Wielki Brat rozłożył nad stołem swoje długaśne ręce i kaznodziejskim tonem powiedział:

- Nie zjadajmy się! Nie zjadajmy się! Dobrzeee? Bo nie zmartwychwstaniemy. Naprawdę!

Po czym nastąpiło dwie sekundy ciszy, po czym Regina i Brat rzucili razem:

- CO?

- No ten, "List do konumentów", to nie wiecie? - odparł nonszalancko Wielki Brat. Regina wybuchnęła śmiechem a Siostra, która z zawodu jest polonistką, wybałuszyła zszokowane oczy i z oburzeniem wrzasnęła:

- Do LUDOŻERCÓW!

Natomiast zdezorientowany Brat ponowił pytanie:

- Cooo?

- Ale z ciebie ignorant - nie tracąc pewności siebie odpowiedział Wielki Brat - podstawówka się kłania. Taki wiersz był. Ta, jak jej tam było... Szymborska! Czy ktoś...

A Siostra na to:

- Tak się składa, ze akurat Różewicz. 

:))

 

I proszę. Kolejny dowód na to, że spory wywoływane przeze mnie, są zawsze dobrą lekcją. Czasem języka polskiego :)

 

piątek, 16 września 2011

 

Regina: Oczywiście Siostra musiała mnie wkurwić. Nie dość, że mam wrażenie, że ona w ogóle nie chodzi do pracy, bo jak ja wychodzę to ona śpi, a jak wracam, to dla odmiany... śpi, to jeszcze każe mi myć gary. A mnie cały czas nie ma i w ciągu dnia brudzę jeden kubek i jeden talerz. Poza tym jestem po całym tygodniu wyjebana z energii totalnie. Jak kurwa siedziałam w domu, to nie dość, że gotowałam to jeszcze zmywałam, to nikt nie pamięta. Przyszłam godzinę temu, ledwo zjadłam obiad i zdążyłam usiąść, a ta do mnie, żebym gary myła!

Halszka: No to mi przykro. Ale co zrobisz. Nic nie zrobisz. Mogę ci tylko poradzić to, co mój szwagier poradził znajomym, którym szczury wchodziły przez kibel do mieszkania. Na pytanie, co zrobić, odpowiedział: "Pokochać!"

 

Halszka, uśmiechnij się. Jesteś na Kapelutkach! :))

wtorek, 13 września 2011

 

Powiedział, że ma krwiaka w głowie, kazał się nie martwić i zmienił temat. Typowe. Udaję więc, że się nie martwię. Już trzeci dzień. Obiecał, że wszystko będzie dobrze, ale czego to on mi już nie obiecywał:) 

Spycham czarne myśli w jeszcze czarniejsze zakątki podświadomości, kumuluję głęboko w sobie, na zewnątrz tryskam humorem i maluję paznokcie na różowo.

Odwiedzam moją słodką 15-miesięczną Emi. Po ciężkim dniu usłyszeć tupot małych nóżek i szczerze radosne "CIOCIAAA!" - bezcenne:)

 

Re

niedziela, 11 września 2011

 

Lato nieuchronnie dobiega końca. Nie zrobiłam nic ekscytującego.

Nie tańczyłam samby de janeiro w kostiumie zrobionym z bibuły w Borach Tucholskich.

Nie tańczyłam w hotelowym basenie w ubraniu o północy we Włoszech.

Nie tańczyłam pijana w klatce dla striptizerek w pewnej  dyskotece w Chorwacji. 

Nie tańczyłam nawet tob tob ya bahar w abaji, hidżabie, złotej masce i z palmą w ręku w Katarze.

I co z tego, że ja nawet nie umiem tańczyć. Ba! Co z tego, że ja nawet nie lubię tańczyć!

Kiedyś byłam bardziej spontaniczna. 

 

 

Re

 

środa, 07 września 2011

Śnił mi się frank szwajcarski... co to może oznaczać?

 

Pytanie: Co oznacza, kiedy śni ci się frank szwajcarski?:

 

a) zjadłeś/aś wieczorem za dużo sera

b) gwałtownie spada ci libido

c) to zależy, czy był ubrany czy nie

 

Mój frank był trochę zawilgocony i wystąpił w towarzystwie banknotów euro. Potem przyszli złoczyńcy i chcieli mi zabrać franka i euro. Miałam plan, żeby wsunąć je pod dywan, ale nawet zawilgocone szeleściły i mój plan wziął w łeb. Potem panowie robotnicy zaczęli nawalać młotami od bladego świtu i się obudziłam zagadki franka nie rozwiązawszy.

 

J.

wtorek, 06 września 2011

Wyjazd do Poznania miał jedną ogromną zaletę, która przyćmiła wszystkie wady blow job interwju, które niewiele różniło się od innych blow job interwjus, jakie małam i nie do końca było warte 120 zł wydanych na bilet.

Ale, jedna ogromna zaleta to to, że poznałam Alicję z 

http://aliszia.wordpress.com/.

Ala i jej mąż są przewspaniałymi ludźmi, ich mieszkanie jest kwintesencją gustu a ich gościnność zasługuje nawet nie na tradycyjne 100 punktów i coś tam coś tam, ale tysiąc punktów i wielkie COŚ. Dziękuję Wam za miłe przyjęcie, opiekę, wygodną kanapę, ciekawą dyskusję i paczkę żywnościową na drogę:). Mam nadzieję, że będę mogła się jakoś odwdzięczyć. 

Dojechałam w jednym kawałku, choć kiedy przez pierwsze cztery godziny podróży moje położenie przechodziło od stania w przejściu pociagu przez siedzenie na podłodze do zrobienia sobie mało wygodnego łóżka między walizkami  stojących współpasażerów, przyznam, że miałam ochotę eksplodować. Ok. 3 w nocy przybył opiekuńczy miś w postaci konduktora, który łaskawie raczył mnie opierdolić, że stoję a tymczasem na początku składu są wolne miejsca i "nie będzie dwa razy powtarzał". Udałam się na początek składu i wybrałam przedział, który oczywiście okazał się być niezbyt dobrym przedziałem pod względem zapachowym, ale ponieważ moje styranie sięgało powały, nie szukalam dalej, tylko zasnęłam jak kamień w wodzie i obudziłam się dopiero o 7.30, kiedy do domu miałam już rzut moherowym beretem. 

Jak już byłam mówiłam i Alicja mi świadkiem - jest to ostatni raz, kiedy jadę 10 godzin na drugi koniec Polski w celu odbycia 15 minutowej rozmowy o pracę na tematy omówione przeze mnie wcześniej w liście motywacyjnym i CV, o ile na stronie firmy nie jest wyraźnie rozpisany proces rekrutacji i nie jest podana liczba i rodzaj etapów, jakie firma przewiduje. Przykro mi, zasoby mojego portfela są ograniczone, a po to wymyślono telefony, żeby pytania odnośnie CV zadawać na odległość a na spotkanie zapraszać, kiedy ma się jakieś konkretne zadania dla kandydata lub jego wygląd jest decydującym czynnikiem w procesie rekrutacji. Kandydat - też człowiek. 

 

JOL.

 

 
1 , 2
Zakładki:
* Kapelutki - BLOG ROKU 2011 *
100 rzeczy TO DO BEFORE DEATH and DISHONOR
AAA W RAZIE POTRZEBY KONTAKTU
Introduction, czyli...
Jolanta czytuje:
Kapelutki wspólnym okiem zaglądają:
Regina podgląda:
PustaMiska - akcja charytatywna


Hej, jesteśmy na Facebooku:

Jolanta z Chudowa

BBC Radio
Fajnie mówią "Agnijeska Ratłanska"

*UWAGA! ACHTUNG! ATTENTION!*
Jakby co, piszta tu:
kapelutki[maupa]gazeta.pl