Powstaje, kiedy królowe ściągają korony i zakładają ordynarne kapelutki. W razie wątpliwości - ten blog piszą DWIE osoby: Regina i Jolanta.
niedziela, 23 września 2012

 

Sms od Halszki:

"No to udanego urlopu. Ty mi życzyłaś, żebym nad morzem znalazła bursztynek bursztynek, to ja ci mogę jedynie pożyczyć, żebyś w lesie znalazła szyszkę."

 

Jadę! Przywiozę dużo szyszek! :))

 

Re

sobota, 22 września 2012

 

Jest sobota, a ja siedzę w pracy. Obudziłam się już o 5 rano i do 7 myślałam o tym, że ja to jednak nie znam się na ludziach. Jestem wobec kogoś uczciwa do granic możliwości, nie przyjmuję postawy roszczeniowej, pojawiam się kiedy potrzebuje bliskości, rozmawiam kiedy chce rozmawiać, słucham kiedy chce mówić, a potem się okazuje, że to wszystko i tak tylko gra, której zasad nigdy nie poznam...

Siedzę w pracy, bo od poniedziałku urlop, więc trzeba się namęczyć, żeby było z czego odpoczywać. Miało być dwa tygodnie, jest tydzień, bo terminy gonią, a robota sama się nie zrobi. Siedzę i robię wszystko, żeby nie robić. Obżeram się na dzień, piję kawę (nawet nie wiem, kiedy zaczęłam ją słodzić), za chwilę pójdę zapalić. O 13.30 dentysta. Potem szybkie zakupy. Potem znów wizyta w biurze. Myjnia. Pranie. Pakowanie. A jutro do Lasu, do Wenus.

Dobrze mieć taką Wenus w Lesie. Gdy wszystko się wali, gdy odkurzacz się zepsuł, w kranie zabrakło wody, klient powiedział, że napisany tekst jest suchy i można zasnąć przy jego czytaniu, gdy wiecznie wychodzi "zimno" i łamią się paznokcie, a cienie pod oczami mimo permanentnej śpiączki afrykańskiej zataczają coraz większe kręgi - dobrze mieć taką Wenus w Lesie.

 

Re

czwartek, 20 września 2012

Uwielbiam noc. W nocy mogę pracować i nikt nie dzwoni, żeby pytać, ile zrobiłam, czy zrobiłam,kiedy zrobię, kiedy prześlę, za ile, czemu nie teraz itd. itp. 

Jakże pięknie by było, jakby raz w tygodniu, najlepiej w srodku, zamiast dnia były dwie noce pod rząd. Tak wiele rzeczy dałoby się skończyć w spokoju. W nocy pracuję 4 razy wydajnej.... albo inaczej... pracuję 4 razy wydajnej, jak nikt nie dzwoni i nie pisze maili. No bo pewnie,  że w nocy wolałabym spać. Nie jestem masochistą, zwłaszcza teraz. Ale niestety zwaliły mi się terminy trzech zleceń i muszę pracować po nocach. Bo za dnia dzwonią i piszą.

Pewnie do restauratorki Ecce Homo też ciągle pisali i dzwonili, ile zrobiła i kiedy skończy. I jak się to skończyło...?

 

No, więc idzie noc i ja pracuję. Do not disturb the artist or...

 

JOL. 

poniedziałek, 17 września 2012

 

Pan Dziwny organizuje siatkówkę drogą sms-ową.

 

Pan Dziwny: Wszyscy zgodnie są za jutrem. Zatem o 17.00.

Regina (z fochem): Ja pewnie dojadę o 17.30 najwcześniej, gdyż do 16.00 pracuję, a jeszcze nie opanowałam sztuki teleportacji.

Pan Dziwny: Popracuj nad tym.

 

:)

(Przynajmniej mnie rozbawił w ten chujowy poniedziałek.)

niedziela, 16 września 2012

 

Znów nie wygrałam w totolotka. Leo, why? Mówią, że pieniądze szczęścia nie dają. Ja dodaję: "tym, którzy ich nie mają". Marilyn Monroe dodawała natomiast coś o zakupach. Myślę, że obie mamy rację. W końcu zrobiłam już listę rzeczy, w które chętnie zainwestowałabym wygraną.

Tymczasem idzie jesień. Dzień rozpoczynam tabliczką czekolady, więc to na pewno to. Nie żadna depresja, czy coś tam. Jesień. Katar, zmęczenie, połamane paznokcie - wszystko się zgadza.

Jeszcze ten jeden okropny tydzień i zaczynam urlop. Jadę na tydzień do Wenus do Lasu. Wyłączę telefon, nie będę sprawdzać poczty i robi makijażu. Odpocznę.

W drugim tygodniu planuję małą "Extreme Makeover Room Edition".

A potem już mogę zapaść w zimowy sen.

 

Re

sobota, 01 września 2012

Moja ankieta teoretycznie odpowiedziała na moje pytanie (6xreakcja, 4xA, 1xD). Wynik może nie onieśmiela:), dlatego tym bardziej dziękuję wszystkim głosującym. 

Następstwem tej ankiety miał być wielki coming out, ale w sumie zdecydowałam się na razie na malutki cominek. Otóż, moja niemożność znalezienia tematu do pisania, wynika z faktu, że od jakiegoś czasu tylko jeden temat zaprząta moją rozczochraną głowę. Będzie nas więcej. Tzn. już jest nas więcej, tylko jeszcze niewiele więcej, ale jeśli wszystko dobrze pójdzie to będzie nas więcej o jakieś 50 cm (miejmy nadzieję, że nie więcej :)). Jakimś magicznym sposobem udała nam się z Panem M. ta dziwna sztuka. Najpierw było niedowierzanie, potem nieśmiała radość, potem zwątpienie, potem ogromny strach, teraz sytuacja stabilizuje się na poziomie pozytywnego zen... zakłócanego jedynie wielkim zmęczeniem i - od czasu do czasu - małymi mdłościami.


I tak się zastanawiam, nawiązując do komentarza złotego.strzału, czy to jest czy nie jest kraj

do rozmnażania się. No nie jest. Co się będziemy oszukiwać. Wszyscy wiemy, że to jest kraj odpowiedni jedynie do spakowania walizek i zakupienia biletu dokądkolwiek, byle w jedną stronę. Ale co ja na to poradzę? Nic tu nie zmienię, choć na poziomie mojego szaraczkowatego życia staram się coś zmieniać, ale globalnie moje zdanie nikogo tu nie obchodzi. Zapewne nie stać mnie na to, co może się zacząć dziać w moim szaraczkowie za kilka miesięcy. Tzn. stać, tylko nie na spokojnie, nie bez wyrzeczeń, nie bez kalkulacji skąd obciąć a gdzie dorzucić. To jest smutne, przeraża mnie to. Biorąc pod uwagę, że jestem wykształcona, uczciwa, pracuję,  płacę podatki, sratki, zusy, krusy, srusy i takie tam bla bla bla.

I zastanawiam się, czy to, że urodziłam się w leju po bombie w danym momencie historycznym musi determinować moje całe życie? Czy ja muszę podporządkowywać swoje plany, marzenia, chcenia i niechcenia do poziomu kraju, który mnie otacza? Nie muszę i nie będę. Zawsze powtarzam: ja nic nie muszę. Musze to są skrzydła. I na muszych skrzydłach daleko, kurde fajka, nie dolecę. Toteż odłożyłam rozważania, czy to jest kraj do rozmnażania się, a raczej włożyłam te rozważania w pewnie miejsce. Ponieważ chcę być zdrowa psychicznie.

Myśli rodem z czarnej dupy zaprzątały mi głowę mniej więcej od drugiej klasy liceum: Czy zdam próbną maturę? Co będzie jak nie zdam? A jak nie zdam prawdziwej matury? Na pewno nie zdam. Na pewno nie dostanę się na studia. Albo nie na te, na które chcę (a to się akurat stało :P). A co , jeśli zdam na te, co chcę, ale to nie będzie dobry wybór? Nie zdam egzaminu. Zdam, ale na trzy. Co będzie, jak nie zaliczę semestru? Albo roku? Erasmus? Zapomnij! Zgubię się na lotnisku. Nie dogadam się po angielsku. Nie uda mi się. Nie dam rady sama. Nie przewiozę tych wszystkich ubrań samolotem J A jak mnie wywalą ze studiów? Nigdy nie napiszę pracy magisterskiej! Może napiszę, ale na pewno jej nie obronię. Nigdy nie wyjdę za mąż. Czy znajdę pracę? Na pewno mnie nie zechcą. Nie spodobam się. Nie mam doświadczenia. A jeśli się nie sprawdzę? Nigdy nie otworzę własnej działalności. Nie jestem przedsiębiorcza. Nie umiem rozmawiać z ludźmi. Nikt mi nie zapłaci za to, co robię. To nie jest kraj do rozmnażania się. Nie stać mnie na dziecko…

 

Stop, stop, stop. Podcinanie sobie skrzydełek - nawet muszych - prowadzi do obłędu. A ja mam już dość obłędu. Tęsknię za spokojem ducha, za życiem sprzed czasów obłędu. Za celem, działaniem i osiąganiem. Bez czarnodupnych rozważań, co będzie jeśli. Ja nie wiem, co będzie Jeśli. Niech się Jeśla zbada, to może się dowie, co jej będzie. Choć wątpię. Nawet z badaniem ciężko przewidzieć, co będzie... To niech się Jeśla uspokoi i zje jajecznicę.

 

Tymczasem

JOL. 

Zakładki:
* Kapelutki - BLOG ROKU 2011 *
100 rzeczy TO DO BEFORE DEATH and DISHONOR
AAA W RAZIE POTRZEBY KONTAKTU
Introduction, czyli...
Jolanta czytuje:
Kapelutki wspólnym okiem zaglądają:
Regina podgląda:
PustaMiska - akcja charytatywna


Hej, jesteśmy na Facebooku:

Jolanta z Chudowa

BBC Radio
Fajnie mówią "Agnijeska Ratłanska"

*UWAGA! ACHTUNG! ATTENTION!*
Jakby co, piszta tu:
kapelutki[maupa]gazeta.pl