Powstaje, kiedy królowe ściągają korony i zakładają ordynarne kapelutki. W razie wątpliwości - ten blog piszą DWIE osoby: Regina i Jolanta.
poniedziałek, 07 września 2015

 

Siedzę sobie w barłogu i czuję się dobrze. Psychicznie. Fizycznie nie bardzo. Tradycyjnie pod koniec sierpnia dopadł mnie jakiś upierdliwy wirus i walczę z nim już 14 dzień z rzędu. A końca nie widać. 

Bałam się bezrobocia i boję się nadal. Nie finansowo. Tak się szczęśliwie składa, że zawsze mam jakieś zaskórniaki, które pozwalają mi przetrwać trudne miesiące bez stałych wpływów na konto. Powiem więcej, ten pozbawiony pracy czas jest przeważnie owocny w podróże - ostatni raz za granicą byłam na przełomie 2010 i 2011 roku, właśnie kiedy jarzmo etatu nie ciążyło na mojej duszy globtrotera. W bezrobociu natomiast zawsze najbardziej przerażał mnie brak pracy. Nie źródła dochodu. Zajęcia.

Jestem człowiekiem czynu, lubię działać, lubię coś robić. Lubię nadawać tempa sprawom, lubię poganiać, popędzać i wytykać błędy. Typowa Pani Kierowniczka. W pracy jestem połączeniem perfekcjonisty z cyborgiem. Najwięcej radości sprawia mi zespół, który działa, jak dobrze naoliwiona maszyna. SprawiałBY. Bo jeszcze na taki nie trafiłam. Jedno jest pewne - nadaję się do tego, aby rządzić :)

Ludzie przeważnie źle podchodzą do pracy. W sposób marzycielski zamiast zadaniowy. Ostatnio kolega zwierzał mi się, że on to by chciał mieć taką pracę, w której czułby się spełniony, w której atmosfera byłaby życzliwa, a szef składał hołd i dziękczynienie za każdy najmniejszy wypełniony pracowniczy obowiązek. Bo najgorzej to czuć się niedocenionym przez pracodawcę. Na moje pytania wypowiedziane wielkimi literami: "CHŁOPIE, ILE TY MASZ LAT? W JAKIM TY ŚWIECIE ŻYJESZ?" odpowiedział tylko smętnie: "Może masz rację..."

Generalizując, ludzie dzielą się na tych, którzy zarzynają się po to, aby wspiąć się na najwyższy szczebel drabiny zawodowej albo na takich, którzy robiąc minimum oczekują spektakularnych gratyfikacji pieniężnych oraz oczywiście dobrego słowa od przełożonego. Jedni i drudzy są sfrustrowani. Pierwsi dlatego, że spoglądając z najwyższego szczebla na swoje życie zbyt często nie potrafią odnaleźć w nim ani grama sensu, drudzy - bo ich podejście to już nawet nie jest naiwność tylko głupota w najczystszej postaci. Przeważnie niestety nieuświadomiona. Dotyczy to zazwyczaj osób latami przyspawanych do stołka, dla których podnoszenie kwalifikacji jest bardzo ważne pod warunkiem, że za szkolenie zapłaci pracodawca. W innym wypadku jest to wymaganie nie do przyjęcia. Kto to widział marnować swój prywatny czas na samodoskonalenie zawodowe? W godzinach pracy też nie ma mowy, bo przecież najnowsze trendy same się nie przejrzą i tak dalej. Nie ma mowy! Nie za te pieniądze! (I uwierzcie, nie mam tu na myśli osób pracujących na umowy śmieciowe, czy za najniższą krajową.)

To niestety najczęściej problem średnich miast, gdzie osoby dobrze wykształcone, pracowite i kreatywne, wylatują ze względu na zbyt krótki staż pracy w firmie, a ci, którzy przez 20 lat zdążyli rozwinąć się jedynie w dziedzinach samozadowolenia i roszczeniowości mają się wprawdzie chujowo, ale stabilnie.

Ech, sama nie wiem, do czego zmierzam. Najwyraźniej moje wewnętrzne rozżalenie związane z utratą pracy wciąż ze mnie wyłazi na każdym kroku. Może to i dobrze - gdy już wylezie i zniknie, będę mogła zacząć szukać nowych rozwiązań na przyszłość.

 

Regina

 

 

 

Zakładki:
* Kapelutki - BLOG ROKU 2011 *
100 rzeczy TO DO BEFORE DEATH and DISHONOR
AAA W RAZIE POTRZEBY KONTAKTU
Introduction, czyli...
Jolanta czytuje:
Kapelutki wspólnym okiem zaglądają:
Regina podgląda:
PustaMiska - akcja charytatywna


Hej, jesteśmy na Facebooku:

Jolanta z Chudowa

BBC Radio
Fajnie mówią "Agnijeska Ratłanska"

*UWAGA! ACHTUNG! ATTENTION!*
Jakby co, piszta tu:
kapelutki[maupa]gazeta.pl