Powstaje, kiedy królowe ściągają korony i zakładają ordynarne kapelutki. W razie wątpliwości - ten blog piszą DWIE osoby: Regina i Jolanta.
niedziela, 31 października 2010

 

Wszystkim zainteresowanym przypominam, że spotykamy się dziś tam i tam, o tej i o tej, by staropolskim pogańskim zwyczajem obejść dziady.

 

W programie:

 

- Nawiązanie kontaktu z duszami i pozyskanie ich przychylności.

- Karmienie głodnych dusz.

- Rozpalanie ognisk na rozstajach dróg, które oświetlą zabłąkanym duszom drogę do domu.

- Czytanie "Dziadów" Adama Mickiewicza z podziałem na role (każdy przynosi własny egzemplarz).

 

W kwestii autfitu mile widziane ponure dziady ponure (coby pozostać w konwencji).

Proszę także pamiętać, by zabrać ze sobą dziadoski nastrój.

 

Wielki Organizator - Regina Falangi

 

 

Mąś zablokował mi fejsbuka na ruterze (i dobrze!), dlatego moje ciepłe jak karpiel bułeczki myśli będę musiała przelewać na blogu, bo jeszcze  świat o mnie zapomni i co wtedy?  A więc dzisiejszą świeżą i ciepłą bułeczką, która naszła mnie z rana jak śmietana, jest myśl:

TAP MADL czyli MODELKA KRANU

 

prawda, że swieże jak bułecka?

 

JOL.

 

wtorek, 26 października 2010

 

…nawet skrawka materiału – jak mówi poeta.

 

Mówi też, że stara miłość nie rdzewieje. Ale jak ma rdzewieć, skoro nowa nie nadchodzi, a adresat tej starej regularnie przejeżdża nam przed nosem swoim lśniącym super wypasionymi zupełnie nie-zardzewiałym złotym audi a 8? Mierzi mnie to, nie powiem. Bo to JA zawsze chciałam mieć audi! Bo za moich czasów bujał się.. niczym. Na początku. A pod koniec dużym fiatem, czyli na jedno wychodzi.

Za moich czasów, ech… Czyli jakieś 10 kilo temu. Moje 10, bo jego to na pewno nie mniej niż 15. Słabe pocieszenie, ale zawsze. Zwłaszcza, że wtedy to o kant mojej grubej dupy się wszystko rozbiło. Wprawdzie głównie w mojej tęgiej głowie, no ale… I tak nic by z tego nie wyszło. Młodzi byliśmy i głupi.

Chociaż hepiendu brak, sentyment do tej romantycznej komedii pozostał. W końcu raz w życiu przeżywa się swoją drugą pierwszą wielką miłość. Dlatego też 10 kilo po napisach końcowych, wciąż nie da się uniknąć gdybania. A gdyby tak? Nie, bez sensu… A gdyby jednak? Nie, nie, bo po co? Było, minęło i przecież nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki… Ale GDYBY JEDNAK wejść do TEJ RZEKI najpierw, dajmy na to, w Krakowie… a potem szybko wsiąść w audi (odwieczna słabość) i pojechać do Warszawy… to przecież jest szansa, że akurat trafi się drugi raz do TEJ RZEKI, ale czas, miejsce i okoliczności będą inne! Przecież to się może udać! Czy jest na sali matematyk, który obliczy mi szybko z jaką prędkością trzeba jechać?

Nie, nie, tak tylko pytam. Nigdzie się nie wybieram. Tamto to było dawno i nieprawda. Teraz dobrze jest, jak jest. Znamy się tylko z widzenia.

 

R.

 

 

poniedziałek, 25 października 2010

 

Z cyklu: PoGGawędki

 

Wczoraj, pod dwóch godzinach GGadania:

 

H: jestem dostępna?

R: no, cały czas.

H: pierdolisz!

R: nie.

H: to czemu nic nie mówisz?

R: nie wiem. chodzisz na imprezy, chlejesz, integrujesz się...

H: myślałam, że jestem niewidoczna, parę osób zaggadało, a ja udawałam, że mnie nie ma.

R: ...jakoś tak przyjęłam, że jesteś dostępna. że chcesz być dostępna.

H: nigdy tak nie przyjmuj!

 

Dziś, około godz. 21:

 

R: CZERWONY ALARM!!!!!!! JESTEŚ DOSTĘPNA!!!!!!!!!!!

H: kurwa, już miałam udawać, że mnie nie ma. chwdGG!

R: dzięęęki.

H: nie no, bo zaraz spadam. ale będę pewnie około 23.

R: około 23 to ja będę martwa od około dwóch godzin.

H: aha, no to szkoda.

R: no to cześć.

H: no baj.

 

 

in RE incerta cernitur.

 

czwartek, 21 października 2010

 

Jak wiecie, Halszka wyjechała na Maltę. Jednakże przyjeżdża z krótką bożonarodzeniową wizytą. Wszyscy zadajemy sobie to samo pytanie: PO CO? Ale nie o to chodzi...

Ale o co chodzi?

Już wyjaśniam. Chodzi o to, że po Świętach Halszka wraca na Maltę, a ja postanowiłam spontanicznie wrócić z nią w celu spędzenia tam Sylwestra. Koniec końców jednak wylądujemy (nomen omen) w Bolonii, gdyż tam wypada nasz lotniczy pitstop. Jak dobrze pójdzie zabierze się z nami Wenus z osobą towarzyszącą, a może i choć kto. Ale nie uprzedzajmy faktów, bo być może nikt się nie zdecyduje. Ale my z Halszką od 30 grudnia do 3 stycznia na pewno jesteśmy na ziemi włoskiej. Klamka zapadła, bilety kupione. I tu dopiero będzie o tym, o co tak naprawdę chodzi...

 

JEŚLI PRZYPADKIEM MIESZKASZ W BOLONII...

I PRZYPADKIEM WŁAŚNIE CZYTASZ KAPELUTKI...

I PRZYPADKIEM CHCESZ NAS PRZENOCOWAĆ...

TO MASZ JEDYNĄ I NIEPOWTARZALNĄ SZANSĘ!!! :)))

CZEKAMY NA LIŚCIKI, KARTECZKI I POCZTOOFECZKI!

 

Czy może być lepszy początek Nowego Roku niż ten uświęcony naszą obecnością? Jasne, że nie! Ooo, szczęśliwa Boloniooo! :)))

 

Re

czwartek, 14 października 2010

Pamiętacie mojego męża Pana M.? A jego nieskrywaną słabość do przerzucania siana miast spędzania czasu z żoną?

 

tu historia z sianem

:)

 

Jest czas siania (albo siana) i czas żęcia (albo rżnięcia, jak kto woli :)). A teraz nadszedł czas wyciskania. Proszę bardzo:

 

Jolanta: Możesz tu przyjść na chwilę?

Pan M.: Nie mogę teraz.

Jolanta: Co robisz?

Pan M: Wyciskanie francuskie oburącz sztangielki za głową w siadzie.

Jolanta: ...Że co?... Francuskie? ... Wyciskanie? ... W czym?

Pan M. W siadzie.

Jolanta: 0_o

 

Uroczy ten mój Pan M., nieprawdaż? :)

 

JOL.

 

 

 

poniedziałek, 11 października 2010

Nawiązując do wpisu Re poniżej - moje niedzielne popołudnie upłynęło w atmosferze weselnej dosłownie i przenośni. Dosłownie wiadomo, a w przenośni - odczuwam nagły i wytłumaczalny (akurat teraz znam dokładnie przyczynę powstania tego o czym zaraz napiszę) przypływ pozytywnej energii, której mówię "tak". Mimo iż nadal cieszę się na myśl o końcu świata , czuję chęć życia zupełnie nie związaną z pięciomiesięcznym trzęsieniem całej ziemi. Miejmy nadzieję, że czem prędzej zaowocuje to złożeniem wniosku do kury wnioski i otrzymaniem niezbędnego mi złotego jaja, dzięki któremu może znowu poczuję wiatry ... w żaglach :)

JOLanda

Tagi: wiatry
17:18, kapelutki , Żale Jolanty
Link Komentarze (3) »
niedziela, 10 października 2010

 

Tuż po obiedzie zaskoczył mnie nieprzewidziany przypływ tak wielkiej energii, że postanowiłam zrezygnować z wypicia kolejnej kawy, wpełznąć pod koc i poczekać aż mi przejdzie. Udało się.

Nie lubię takich nieoczekiwanych przypływów. Wtedy wydaje mi się, że wszystko mogę: przenosić góry, przesadzać kwiatki, przeprowadzić się do Paryża i schudnąć 10 kilo… Na szczęście nauczyłam się ten stan niwelować, powtarzając swoją ulubioną mantrę: „eeeee, nie chce mi się”. To działa!

Miałam też chęć wybrać się do parku, by romantycznie wpłynąć na suchych liści przestwór oceanu, łapać garściami ostatnie promienie słońca, gonić wiewiórki i karmić łabędzie. Bułką. Zamiast tego zjadłam opakowanie złotokłosych ciastek wciśnięta w kąt ciemnego pokoju.

PoGGawędziłam chwilę z Halszką, która jednak wnet pognała zwiedzać coś bardzo starego i bardzo ważnego. Przynajmniej jak na maltańskie warunki.

A propos Halszki… Żyje na Malcie i marudzi, czyli ma się dobrze i wszystko u niej w najlepszym porządku.

Jakimś cudem udało mi się wydrzeć przemocą kilka fot, które niniejszym publikuję naruszając prawa i ryzykując życiem. INDŻOJ!

 

 

Re

 

Zakładki:
* Kapelutki - BLOG ROKU 2011 *
100 rzeczy TO DO BEFORE DEATH and DISHONOR
AAA W RAZIE POTRZEBY KONTAKTU
Introduction, czyli...
Jolanta czytuje:
Kapelutki wspólnym okiem zaglądają:
Regina podgląda:
PustaMiska - akcja charytatywna


Hej, jesteśmy na Facebooku:

Jolanta z Chudowa

BBC Radio
Fajnie mówią "Agnijeska Ratłanska"

*UWAGA! ACHTUNG! ATTENTION!*
Jakby co, piszta tu:
kapelutki[maupa]gazeta.pl