Powstaje, kiedy królowe ściągają korony i zakładają ordynarne kapelutki. W razie wątpliwości - ten blog piszą DWIE osoby: Regina i Jolanta.
środa, 26 października 2011

 

Dziś był mój ostatni dzień w pracy. Teoretycznie kończę 31 października, ale mam jeszcze zaległy urlop, który muszę wykorzystać. Wreszcie pochoruję sobie, jak człowiek. Mam już nawet plan - będę cały dzień oglądać  w necie Louboutiny i wyobrażać sobie, że są moje. 

Tymczasem uporządkowałam biurko. Wywaliłam tonę biurowych notatek, które już mi się nie przydadzą. Obiecałam koleżankom, które są bardziej zdołowane moim odejściem niż ja sama, że będę wpadać na kawę i ploty.

Poza tym, cóż... Jesień jest cudna. Nic tylko się zachwycać. Też tak macie?

 

Re

 

wtorek, 25 października 2011

 

Znów bez roboty. Jednak. Zdarza się. Niby wszyscy są na tak, ale nagle pada... VETO! Bywa. Ludzie mają większe problemy. Wiem o tym. Jestem tego świadkiem. Ja po prostu nie dostanę kolejnej wypłaty i nie kupię sobie kolejnej pary butów. I spędzę kolejne 8 miesięcy w piżamie słuchając smętnej muzyki. 

Nie była to praca marzeń, ale praca. Stały dochód. Jakaś namiastka stabilizacji. Miałam nadzieję, że uda mi się przezimować, a potem? No co potem? Martwić miałam się potem. Wiosną zawsze rodzą się jakieś szalone pomysły. Obecnie pomysłów brak. Nie mam nawet pomysłu, co zjeść na kolację. Nie mam apetytu. Jestem chora. Jestem smutna po scysji z Bratem. Skończyły mi się papierosy. 

Muszę stąd iść. Przejść się. Idę się przejść. 

 

Re

niedziela, 23 października 2011

 

W rolach głównych występują:

Emi - 18 miesięcy

Re - miesięcy... hmm... 320 :/

 

Re: Emisiu, a powiedz mi, lubisz dzieci w żłobku?

Emi: TAK! Ku-buś! Ku-buś! Kuuu-buuuuuś!

Re: Kubuś? To twój chłopak?

Emi: TAK! O-ko! O-koo! W ooo-koo!

Re: Kubuś wpadł ci w oko!

Emi: Hihi. Cmok! Cmok!

 

My, kobiety, zawsze znajdziemy wspólny język. Różnica wieku nie gra roli ;))))

 

 

sobota, 22 października 2011

 

Zdrowaś? No właśnie nie :( Czuję się bardzo kijowo i  naprawdę nie wiem, jak temu zaradzić. Naszprycowałam się już wszystkim, co tylko możliwe. Na domiar złego ostatnia ósemka właśnie przypomniała sobie, że jeszcze się nie przebiła. Do podkrążonych oczu i czerwonego nosa dołącza spuchnięte dziąsło. Łelkom.

Sytuacja zaczyna mnie wkurzać. Jak nie urok to sraczka. A miałam spędzić miły weekend w Krk. Bujnąć się na jakąś arabską imprezkę. Spotkać znajomych. Ruszyć dupę z tego tonącego w błocie remontów miasta, które zeżarło wszystkie moje zajebiste szpilki :(

 

R.

czwartek, 20 października 2011

 

Wczoraj około 19.30 pożeGGnałam Halszkę słowami: "Spadam. Idę biegać." Wyłączyłam lapka. Wstałam. Zachwiałam się. I... (s)padłam. Dobrze, że na wprost mnie było łóżko.

Stało się. Jestem chora. Chorutka. Taka biedna. Aż samej siebie jest mi żal. 

W chorobie jestem urocza. Mój własny widok mnie rozczula. Postanowiłam więc się sobą zaopiekować. Parzę sobie herbatkę z miodem i cytryną. Biegnę po lekarstwa do apteki. I po ciastka do cukierni.  Zawsze wiem, czego mi w danej chwili trzeba. Na co akurat mam zachciankę. Nie złoszczę się na siebie, że za głośno wycieram nos. Nie mam sobie za złe, że wszędzie walają się zużyte chusteczki. Z przymrużeniem oka patrzę na własne marudzenie. Jestem w stanie zrobić dla siebie wszystko. Na przykład teraz - tak marnie się czuję, ale włożę kalosze i pójdę do sklepu, by kupić sobie coś pysznego. 

- Na co masz ochotę, Regino? - pytam sama siebie.

- Nie wiem. Nie mam apetytu. Zaskocz mnie. Przecież i tak będę niezadowolona. 

 

Re;)

Mam wielki, twardy i kolczasty orzech do zgryzienia, dlatego jestem ciekawa Waszej opinii. Właśnie przeszłam rozmowę z moją Doradczynią do Spraw Wszelakich, z którą jednakże nie zgadzam się w pewnej bardzo istotnej kwestii życiowej.

Otóż jestem zła na siebie, że jestem pracownikiem umysłowym, że skończyłam bardzo jelitarne liceum ogólnokształcące i jeden z najbardziej obleganych kierunków umysłowych na najlepiej Udającej Jakość uczelni w tym kraju (to nie jest przechwałka, broń Boże, to jest raczej podśmiechujka). Jestem zła na siebie, że nie poszłam do technikum, że kiedy wybierałam studia wmawiano nam, że na polibudę czy do górniko-hutnika idą tylko przyszli machacze łopatą, a my – sól tej ziemi – musimy być poetami, bo czymże jest nasze życie bez poezji i sztuki! Jak to czym? Wszystkim. Jest życiem w dostatku i bez zamartwiana się, czy jutro na śniadanie będzie bułka z serem czy Asnyk w miękkiej oprawie. Otóż, żałuję niezmiernie, że umiem rysować potwory z sennych majak a nie umiem narysować rzutu technicznego schodów, o ile coś takiego w ogóle można narysować. Żałuję, że umiem lepić w glinie, a nie umiem zderzać hadronów, że umiem wymyślić, jaka farba będzie pasowała do Twojej meblościanki z lat 90. w kolorze sjeny palonej, a nie umiem zrobić instalacji elektrycznej w dwupoziomym domu jednorodzinnym. Nie umiem także naprawić samochodu, ale wiem, co na niego nakleić, jeśli prowadzisz sklep z zamorskimi przyprawami i kawą.


I teraz moje pytanie brzmi, kto z Was z chęcią i zrozumieniem płaci za wytwory umysłowe czy projekty graficzne bez zająknienia, tak samo jak płaci się bez zająknienia hydraulikowi za wymianę kolanka w syfonie albo sprzedawcy w sklepie z butami? I oczywiście nie mówimy tu o płaceniu przez duże korporacje dużym agencjom artystycznym ciężkich tiurlików za wymyślanie kształtu blatu w korpo-recepcji. 


JOL.

środa, 19 października 2011

 

Ludzkie tragedie docierają do mnie każdego dnia. Moje tragedie przedzierają się do mnie każdej nocy. Głowa mi pęka od nadmiaru informacji. Wzięłam dwie etopiryny i nic. Wzięłabym trzecią, ale nie mam. Boli mnie cały człowiek.

Nie ogarniam. Ciągle zapominam o czymś, o czym miałam pamiętać. Albo odkładam wszystko na później mając nadzieję, że samo się rozwiąże. A samo (jak wiadomo) to się może co najwyżej spierdolić. I tak też się dzieje. 

..........

Środa. Niech minie. 

 

Re

 

poniedziałek, 17 października 2011

Kurczako, dziś mam wielce ważny, inny i stresujący dzień. Dziś po południu robię moją pierwszą sesję z modelką w miejscu prawie że publicznym, bo w klubie. Modelką, która mam nadzieję, podoła roli modelki :). Stylistyka, która jest mi bliska to oczywiście pop art. Nie wiem, co z tego wyjdzie, ale jak się nie rzucę na głęboką wodę to sczeznę na mieliźnie. Łisz mi lak!

 

JOL.

09:48, kapelutki
Link Komentarze (1) »
sobota, 15 października 2011

 

Regina na widok Brata turlającego przez przedpokój gigantyczną kulę z ubrań: A ty co tworzysz?

Brat: Jak to co? Pranie będę robił.

Regina: Szkoda.

Brat: A co, ty też chciałaś?

Regina: Nie. Przez chwilę miałam nadzieję, że się wyprowadzasz :D

 

Dzień mija mi przyjemnie. Przeważnie siedzę w barłogu i czytam kiepską powieść. Mówcie, co chcecie - jak dla mnie tak właśnie wygląda relaks. Dziesięć razy już zabierałam się za sprzątanie i nic. Siostra pojechała w góry, więc nie ma presji. Zmieniam zdanie - Brat może zostać pod warunkiem, że ona się wyprowadzi. A już najbardziej to sama chciałabym się wyprowadzić. Na razie jednak nie stać mnie na taki luksus. Na razie wyznaczam sobie mniejsze cele. Złoty marokański piasek w lutym.... Albo zielona Irlandia w marcu... Za marzenia się nie płaci, nieprawdaż? 

 

Re

poniedziałek, 10 października 2011

Dzięki Bogu, skończyła się jedna z najgorszych nocy mojego życia. Sen skończył się o 4 nad ranem, ale noc jeszcze trwała, więc musiałam męczyć się z bólem istnienia, bólem trawienia bardzo dobrego wina domowej roboty, uderzeniami gorąca, koszmarami z przeszłości i z przyszłości, męczyć się z samą sobą i męczyć sobą swojego męża.

Temu wieczorowi towarzyszyło jeszcze jedzenie, co także dołożyło się do niemożności skorzystania z dobrodziejstw snu oraz, jak zwykle przy spotkaniach przy winie, za dużo gadania, co sprawiło, że jak tylko odszedł sen, przyszedł moralniak. Jak tylko moralniak poszedł, przyszły koszmary przeszłości, co jeszcze nie jest takie złe, ale przyprowadziły ze sobą koszmar przyszłości i to było nie do zniesienia.

Ta noc uświadomiła mi wiele spraw, choć może nie tyle uświadomiła, co sama je sobie wymyśliłam, nie wiem. W każdy razie, była to jedna z tych nocy, po których zaczyna się życiowy Mount Everest albo Rów Marjański... Zakładam sprzęt do nurkowania.

 

jol.

09:07, kapelutki
Link Komentarze (5) »
niedziela, 09 października 2011

 

Kryzysowy Narzeczony znalazł sobie dziewczynę. Zadzwonił wczoraj, że przyleciał na weekend i żebyśmy się umówili na dzisiaj na pokościelną poranną kawę. Przy okazji od niechcenia sprzedał mi niusa o Niej. A mnie serce pękło, bo właśnie sobie uświadomiłam, że to on jest moim the one and only. Żartuję :)

Przyjęłam tę wiadomość całkiem spokojnie biorąc pod uwagę, że normalnie jestem raczej jak pies ogrodnika ;) Szybko dowiedziałam się, że poznali się oczywiście w Londynie, ale dziewczę pochodzi z naszego rodzinnego miasta ("Serio? To przeznaczenie!"), w dodatku kończyła moje liceum i nawet tę samą klasę ("Zawsze miałeś dobry gust.") i że teraz to z nią się spiera o to, która szkoła jest lepsza. 

Problem w przyjaźni damsko-męskiej przeważnie jest rodzaju żeńskiego. Zwłaszcza, gdy w grę wchodzą wątki romantyczne lub erotyczne. Niestety także, gdy chodzi tylko i wyłącznie o te platoniczne. Wtedy jest nawet gorzej, bo problem stanowi już nie jedna, a dwie kobiety. Dla dziewczyny problemem jest przyjaciółka, resztę problemów stwarza dziewczyna :) Status związku? To skomplikowane. Bo nikt tak nie potrafi wszystkiego skomplikować, jak zazdrosna kobieta. 

Ja nie jestem zazdrosna. Pytanie tylko, czy ona zrobi się zazdrosna o mnie? A może raczej, kiedy?

 

Re

sobota, 08 października 2011

 

Brak mi dobrej organizacji. I równowagi. Dlatego powinnam zrobić gruntowne jesienne porządki. I zacząć wszystko od nowa. Ale TAK mi się nie chce! 

Świeci słońce (choć cały weekend miało padać), pogoda idealna na mycie okien. Nie chcę, ale muszę. I jeszcze reorganizacja w garderobie - bo burdel w szafie to burdel w życiu. 

Chciałabym choć raz mieć prawdziwie niepracującą sobotę. Żeby móc przez cały dzień leniwie sączyć zieloną herbatę.

 

Re

 

czwartek, 06 października 2011

Oficjalnie zakładam Fundację na Rzecz Uszczęśliwienia Jolanty Canonem 7d. Datki składać można od teraz :)

 

Muszę sobie wizualizować. Z 40d się udało.

 

 

A zatem: musze go mieć. Muszę go mieć. Będę go mieć. Będę go mieć. To tylko kwestia czasu. Prędzej czy później będę go mieć. Szkoda tylko, że nie prędzej. 

 

JOL.

środa, 05 października 2011

 

Jestem wypruta z energii. Poniedziałek był stresujący i ciągle odczuwam tego skutki. Pierwszy raz w życiu zostałam całkiem sama z małym dzieckiem. Na trochę ponad godzinę. I przez ten czas a w zasadzie w ciągu ostatnich 20 minut dziecko mi się maksymalnie rozłożyło.

Od początku była jakaś dziwna, nieswoja. Przeczuwałam, że się rozchoruje, ale że może dopiero wieczorem. Tym bardziej, że mnie zwodziła: "Ciocia choć, ciocia siąć, ośa, ośa, oko, koń". Balon, lala, baja - standard. Ale potem wszystko potoczyło się błyskawicznie. Zbladła, zzieleniała, znów zbladła, zachwiała się i złapała małymi rączkami za głowę. Ciocia Re zbladła także. Złapała dziecko, złapała za telefon i dzwoni do matki, która na szczęście już wracała autobusem z pracy do domu. "Es, leć z przystanku jak najszybciej, bo ja nie wiem, co robić, a ona chyba jest chora." Minuty z rozpalonym, mdlejącym mi na rękach dzieckiem trwały całą wieczność. W końcu wpadła zziajana Es. Spojrzała tylko i zdiagnozowała: "Chora jak byk." Mierzenie temperatury skończyło się spazmami, a termometr wypikał 38.4. Chwilę potem mała zarzygała całą kuchnię... 

Historia kończy się dobrze, bo następnego dnia było już prawie ok, ale na samo wspomnienie mam ciarki na plecach. Odpowiedzialność za czyjeś życie, czyjeś dziecko, małe dziecko, bardzo małe dziecko - zwłaszcza w takiej sytuacji - to... to... to to jest masakra. Przeżyłam tylko dlatego, że sama nie byłam świadoma tego, jak bardzo się boję. 

 

Re

wtorek, 04 października 2011

Co jest w nim takiego, że chce się go ciągle oglądać? (ja wiem, co to jest w przypadku mojego oglądania go, ale nie potrafię tego powiedzieć)

 

 

jol.

 
1 , 2
Zakładki:
* Kapelutki - BLOG ROKU 2011 *
100 rzeczy TO DO BEFORE DEATH and DISHONOR
AAA W RAZIE POTRZEBY KONTAKTU
Introduction, czyli...
Jolanta czytuje:
Kapelutki wspólnym okiem zaglądają:
Regina podgląda:
PustaMiska - akcja charytatywna


Hej, jesteśmy na Facebooku:

Jolanta z Chudowa

BBC Radio
Fajnie mówią "Agnijeska Ratłanska"

*UWAGA! ACHTUNG! ATTENTION!*
Jakby co, piszta tu:
kapelutki[maupa]gazeta.pl