Powstaje, kiedy królowe ściągają korony i zakładają ordynarne kapelutki. W razie wątpliwości - ten blog piszą DWIE osoby: Regina i Jolanta.
niedziela, 28 października 2012

 

Śnieg na jodłach, śnieg na sosnach, wszędzie śnieg (z czego to ? :))

 

Własnie wszędzie śnieg. Ucieszyłam się ze śniegu, jak... pies ... ze śniegu (mój pies zawsze się cieszył ze śniegu). No w każdym razie bardzo się ucieszyłam. Do tego stopnia, że poszłam sobie kupic buty :)) (cześć Regina! :)) Z tym, że ja kupiłam buty z przystanku Alaska, co bym się nie zabiła na śniegu, kiedy będę już ważyć pięć milionów kilogramów. Na razie przytyłam cztery, ale i tak wyglądam jak potwór.

Na początku ciąży podobno wyglądałam ładnie. W pracy się zachwycano jak pięknie wyglądam i och ach i w ogóle. Więc pewnie będzie syn. Teraz wyglądam jak zmęczona życiem pani Henia, która "wstaje codziennie o 5.30 i jedzie 16 przystanków do fabryki azotów w Puławach". No to co - teraz będzie córka? Albo syn w damskich ciuchach? Nieczaił O_o

 

A z dobrych rzeczy - to mój pierwszy od jakiegoś czasu weekend, którego nie spędzam:

a) w samochodzie

b) na izbie przyjęć

c) w ambulatorium całodobowym

 

Po szpitalach ganiał mnie pęcherz (juz wiem, skąd przysłowie: "latać jak kot z pęcherzem"). Zapalenie pęcherza, znaczysię. Jakis miesiąc temu w niedzielę dostałam ataku tegoż i nie bardzo wiedziałam, co począć, bowiem z poczętym w brzuchu za wiele począć na pęcherz nie można. 

Kto miał, ten wie jaki to ból, a nawet bUl. Pojechałam więc do najbliższego szpitala na SOR i tam dowiedziałam się, że SORry, ale nie możemy pani pomóć. W ogóle to po co pani przyszła? Bez krwiomoczu? Pani chyba żartuje! Proszę iść do lekarza, brać nospę i poszukać uleczenia w internecie.  To takie proste, wpisujemy „zapalenie pęcherza w ciąży” i proszę – tysiące wyników! Do widzenia! Zapraszamy, jak będzie pani miała urwaną przez tramwaj nogę.

No, ale żebym nie czuła się zupełnie zbyta, kazano mi oddać siki mamuta do analizy. Nasikałam więc i poszłam dalej cierpieć w bUlu.

 

Cały tydzień faszerowałam się żurawina, żuravisolem, nerwosolem i wodą. Było dobrze, myślałam, że się udało. Ale w następny weekend, w sobotę, pęcherz znów zaatakował.

Pojechałam tym razem do przychodni z ambulatorium całodobowym, z nadzieją, że może jednak, może ktoś coś doradzi. Przemiły pan doktor nie omieszkał zapytać dlaczego płaczę i przepisał mi antybiotyk, który można brać w ciąży, ale najpierw zalecił odebrać wyniki z SORu. Pojechałam więc znowu do mojego ulubionego szpitala  i dowiedziałam się, że wyniki można odebrać tylko w dni robocze. Wróciłam zatem do domu,  nachlałam się wody z cytryną i poszłam spać w bUlu.

Pod koniec tygodnia miałam mieć wizytę u lekarza prowadzącego. Pojechałam więc z rana w dzień roboczy do mojego ulubionego szpitala odebrać wyniki analizy sików mamuta. Dowiedziałam się, że aby odebrać wyniki ze szpitala musze napisac podanie, złożyć je w dziale archiwizacji i odczekać dwa tygodnie. A wszystko dlatego, że samowolnie opuściłam szpital w dniu pobrania materiału. A co miałam tam siedzieć na korytarzu i skręcać się z bólu, wiedząc, że i tak nie mogą mi pomóc ponieważ uleczenie czeka w Internecie???  Błagam. Może i bym czekała, ale w toalecie szpitalnej nawet nie raczą uzupełnić papieru toaletowego i mydła do rąk, więc przy zapaleniu pęcherza jest to srednio przydatne miejsce. Udałam się jednak do działu archiwizacji, z którego ktos właśnie „wyszedł na chwile i zaraz wraca” toteż dla zdrowia psychicznego postanowiłam nie składać podania i olać ich moim chorym pęcherzem. Następnego dnia poszłam gdzie indziej na badanie płatne. Wynik miałam za 4 godziny. 

Kolejny raz przekonuje się, że służba zdrowia ssie pałkę i lepiej nie chorować. A dziecko wolę urodzić pod drzewem jak doktor Quinn niż w którymkolwiek polskim szpitalu. Poród odbierze Indianin, a co!

 

JOL. 

 

Zrobiłam wczoraj rozliczenie majątkowe i doszłam do wniosku, że żyję ponad stan. Mój dług publiczny jest wielkości mej jednej miesięcznej pensji, a przecież Dziadek Mróz wraz z Gwiazdorem, Aniołkiem i Mikołajem mają mi jeszcze na Gwiazdkę przynieść laptopa. Podjęłam decyzję o drastycznym cięciu potrzeb, a w konsekwencji drastycznym cięciu wydatków i w przyszłości załataniu tej nieszczęsnej czarnej dupy budżetowej.

Zrobiłam doktorat z matematyki i wnioski są jednoznaczne: muszę iść na urlop, gdyż chodzenie do pracy zbyt wiele mnie kosztuje. Poza tym jestem obrażona na szefa, bo nie reaguje, gdy jego kumple-kontrahenci w sposób jawny i bezczelny uprawiają wobec mnie mobbing, obrażają mnie, gapią mi się w cycki, zarzucają mi brak kompetencji i niechęć do samodoskonalenia oraz (co jest najbardziej zabawne) nagminnie straszą zmianą lub rozwiązaniem umowy, żeby nie użyć sformułowania "stosunku pracy" - jakby to w najmniejszym stopniu od nich zależało. Idąc na urlop zaoszczędzę na dojazdach, jedzeniu, papierosach, wódce i środkach uspokajających.

Następnie zażyczę sobie zmiany godzin pracy na od 7.30 do 15.30 dzięki czemu rano będę mogła zabierać się z S. a popołudniu będę wracać autobusem. Bilety będą mnie kosztować cztery razy mniej niż paliwo, a przy okazji rozwiąże się problem nieodpalającego na mrozie zaśnieżonego auta.

Na początek dobrego oszczędzania kupiłam sobie buty. W końcu skoro mam chodzić piechotą muszę mieć porządne zimówki, nieprawdaż?

 

Re

środa, 17 października 2012

 

Doskonałe!

 

Re :)

poniedziałek, 15 października 2012

 

Rano, jak co dzień (niczym Bridget Jones) stanęłam na wadze i z niedowierzaniem stwierdziłam, że wskazówka wskazuje nie inaczej, jak 52 kilo... Miła poniedziałkowa niespodzianka... To sobie pozwalam od rana. Pudełko ptasiego mleczka i trzy niebiańsko miękkie pączki z wyjątkowo aksamitnym nadzieniem różanym - oto bilans dnia, jak dotąd. Nie mam pojęcia skąd ostatnio mam taką chcicę na słodkie? Może podświadomie rzucam papierochy? Ewidentnie palę coraz mniej i jeszcze bardziej ewidentnie - jem coraz więcej. Póki nie tyję jest git, ale chcąc nie chcąc nasuwa się upierdliwie pytanie: jak długo to jeszcze potrwa? Póki co - chwilo trwaj! Chwilo jesteś piękna!

Z innego kapelutka.

Oglądaliście wczoraj skok Baumgartnera? To niepojęte, że ktoś inwestuje taką kasę, by jeden nie do końca chyba zrównoważony koleś mógł se skoczyć z wysokości 40 km nad ziemią. A najśmieszniejsze jest to, że przez ponad dwie godziny cały świat wstrzymuje oddech i modli się, żeby temu waryyyjatowi nic się nie stało.

Poza tym, cóż... Cisza przed burzą. Tak coś czuję.

 

Re

sobota, 06 października 2012

 

Wróciłam z Lasu w zeszłą niedzielę o 21.30. Wypoczęta, naładowana dobrą energią, z szyszką w kieszeni. A w poniedziałek poszłam do pracy i cała emocjonalna sielanka prysnęła jak bańka mydlana. Całość można opisać następująco: nadgodziny, przeziębienie, ból głowy. Przez cały tydzień. Do tego należy dołożyć permanentne pretensje w domu i "rozmowy niedokończone" z Exem, który jednak (jak się okazuje) jest kłamcą, chamem i burakiem - czego nie omieszkam mu wkrótce uświadomić.

Już nie pamiętam, że jeszcze niedawno wylegiwałam się na leżaczku u Lumberjacka i Wenus, z książką w ręce, którą odgryźć (rękę, nie książkę) próbował mi miejscowy Reksio - połączenie psa, nietoperza i ryjówki. Albo że chodziłam po lesie w poszukiwaniu grzybów i szyszek, a na nogach miałam moje odjazdowe różowe kaloszki w kratkę. Albo że przytulałam urocze brązowe hucuły w stadninie. Albo że... ech, nieważne.

Szukam nowej pracy. Najlepiej w Gdańsku. Jeśli tam po drugiej stronie ekranu jest ktoś, kto chciałby mnie zatrudnić (albo się ze mną ożenić), niech się odezwie.

 

Re

 

 

 

 

 

 

 

środa, 03 października 2012

Oh yeah! Moja trzecia prawie-że-nocna zachcianka! :) Maślanka truskawkowa! I oczywiście nie było, więc mąż kupił jogurt Danone, którego nie chciałam toteż musiał iść po Jogobellę, którą od bidy mogę zjeść zamiast maślanki.

Pierwsza i druga zachcianka też były niezaspokojone. Tort z masą margarynową - jak zwykle oczekuję w piekarni czegoś lekkiego to dostaję dziwne coś z masą z margaryny i cukru, a jak teraz chciałam własnie taką lepką ciężką tłustą masę cukrowo-margarynową z nieudanym biszkoptem to oczywiście było tylko lekkie budyniowe miękkie ciastko z chuj-wi-czym i polewą. Druga zachcianka czyli "barszcz ukraiński byle szybko" skończył sie zabielanym barszczem bez krokiecika z jajkiem z osiedlowego baru. Bleee...

Poza tym nie mam innych zachcianek a mój maż już protestuje, że musi chodzić do sklepu po jakieś jogurciki podczas, gdy o tej porze prawdziwi mężczyźni przychodzą do sklepu tylko po piwo. Tzn. mam inne zachcianki... Chciałabym na przykład Porsche...

 

JOL.

poniedziałek, 01 października 2012

Kurde, dlaczego tak mi się chce spać? Tzn. wiem dlaczego, tylko kiedy to się wreszcie skończy? Mam tyle zaległych spraw, terminy przekroczone o 300 procent, klienci na szpilkach, ja w dupie, masakra...

Wracam z pracy o 17.00-17.30 i nie jestem w stanie ruszyć nic, przebieram się i idę spać. Wmawiam sobie, ze to tylko na godzinę. Ustawiam naiwnie budzik na 19.00 i co? I gówno. Wstaję, żeby zasłonić rolety bo mię księżyc razi. I idę dalej spać. W pracy ziewam jakby co najmniej ktoś mi za to płacił. Czy ktos wie, ile to jeszcze potrwa? Czy to znaczy, że mój kosmonauta jest zmęczony czy wręcz przeciwnie - nie jest i swoimi kosmonauckimi wyczynami odbiera energię mi?

Mam wyrzuty sumienia, że spie (i teraz jak piszę wpis też - bo skoro nie spie to powinnam pracować). Kiedy spie sni mi sie praca, kiedy nie spie marzę o spaniu. Kiedy będę miała zastrzyk podwójnej energii? Bo na razie jedyne, co mam podwójne to rozmiar ubrań. Co za paranoja.

Kobiety w ciąży powinny mieć dozwolony jakiś inny tryb pracy, nie wiem...możliwość leżakowania, tryb off-line? I jak ktoś mi będzie się wymądrzał, że ciąża to nie choroba i żebym nie zmyślała, to uprzejme raczę go zbanować, ponieważ o ile zgadzam się, że nie jest to stan chorobowy, to jednak jego objawy są tak globalne, przytłaczające, no takie owerwhelming, że mają bardzo wiele z choroby. Różnią sie tym, ze nie ma na to żadnego lekarstwa i nawet takie proste działania jak kawa z tusipectem są zabronione (bez tusipectu też).  :/

JOL.

Zakładki:
* Kapelutki - BLOG ROKU 2011 *
100 rzeczy TO DO BEFORE DEATH and DISHONOR
AAA W RAZIE POTRZEBY KONTAKTU
Introduction, czyli...
Jolanta czytuje:
Kapelutki wspólnym okiem zaglądają:
Regina podgląda:
PustaMiska - akcja charytatywna


Hej, jesteśmy na Facebooku:

Jolanta z Chudowa

BBC Radio
Fajnie mówią "Agnijeska Ratłanska"

*UWAGA! ACHTUNG! ATTENTION!*
Jakby co, piszta tu:
kapelutki[maupa]gazeta.pl