Powstaje, kiedy królowe ściągają korony i zakładają ordynarne kapelutki. W razie wątpliwości - ten blog piszą DWIE osoby: Regina i Jolanta.
poniedziałek, 28 października 2013

 

Parę miesięcy temu w przypływie kreatywności zamówiłam sobie na pewnej stronie z bielizną erotyczną - bieliznę erotyczną. Było to w czasach, gdy jeszcze wydawało mi się, że moje życie seksualne nie jest całkowicie jałowe i wielce możliwe przydarzy się jakaś sympatyczna kolacja ze śniadaniem. Zamówiłam komplet, po czym nastąpił (nie)oczekiwany zwrot akcji i brutalne zderzenie z rzeczywistością. A raczej zderzenie mych biologicznych potrzeb z połączeniem osobistej dumy i silnego peemesa. Tak że skończyło się moim: "Nie pisz, nie dzwoń, go away and fuck yourself!" oraz z drugiej strony na: "Twoje życzenie jest dla mnie rozkazem. Pa pa."

A wpłata za bieliznę zaksięgowana była już od tygodnia. Termin wysyłki jednak się przesunął. What ever. Po miesiącu podjęłam pierwszą próbę zlokalizowania moich majtek. Okazało się, że internetowy butik nic nie wie w tym temacie, a producent tymczasowo milczy jak zaklęty. "Przepraszamy, prosimy o cierpliwość, zamówienie wydziergamy jak najszybciej, polecamy się na przyszłość." No cóż - bielizna erotyczna ostatnio nie była dla mnie produktem pierwszej potrzeby, dlatego do całego opóźnienia podeszłam z dużą dozą wyrozumiałości. Minęło kilka kolejnych tygodni, więc ponowiłam pytanie drogą mejlową: "Where the hell are my devil's panties?" Aczkolwiek odpowiedź znów otrzymałam wymijającą. Odpuściłam po raz wtóry, zajęłam się życiem, by w końcu udać się na urlop.

I nagle nie stad ni zowąd, bez żadnego uprzedzenia dostałam smsem informację, że moje majtki są w posiadaniu kuriera firmy przewozowej DHL. Nie zdążyłam ochłonąć, gdy wtem mój telefon zaczął radośnie wibrować w rytm montypythonowskiego "Alway look on the bright side of life"... "Haaloooo?" I wtedy uświadomiło mi się, że przesyłkę (jak zawsze) zamówiłam do... biura... W końcu to w pracy spędzam większość mojego życia, a dwa miesiące temu o moim urlopie to nawet ptaki jeszcze nie świergotały. Ustaliłam z kurierem, że przesyłkę odbierze mój szef (czem prędzej ustaliłam to z szefem). A gdyby przypadkiem szefa nie zastał, to niech dzwoni do mnie, a ja już sobie te majtki jakoś odbiorę w siedzibie przewoźnika. "Of course, madame, your wish is my command". Taaa, już to kiedyś słyszałam.

Minęło kilka godzin, kurier nie zadzwonił... Z drugiej strony szef nie potwierdził, że majtki przejął. What to do? Postanowiłam poczekać i wznowić akcję poszukiwawczą po weekendzie. Godzinę temu skontaktowałam się z szefem. Okazało się, że przesyłki nie odebrał, gdyż w newralgicznym momencie był poza biurem... Hmmm.... W przypływie geniuszu wpisałam numer przesyłki w systemie "śledzenia przesyłek". Status: DOSTARCZONA (sic!). Odbiorca: SZYNKIEWICZ. Who the fuck is Szynkiewicz?! Nie znam człowieka. W budynku oprócz naszej firmy siedzibę mają jeszcze dwie inne... Moje majtki mógł odebrać każdy, nawet Mietek Żul całymi dniami przesiadujący na ławce pod moim oknem...

 

http://www.google.pl/url?sa=i&source=images&cd=&cad=rja&docid=sDhxFZZ_dTgjaM&tbnid=TnDZYbXHfgBd1M:&ved=0CAgQjRwwADgi&url=http%3A%2F%2Finternet.gadzetomania.pl%2F2011%2F08%2F01%2Fnaprawa-usterki-nie-doczekasz-sie-tak-traktuje-klienta-netia&ei=2C1uUufMBsHcswa3zYHgBg&psig=AFQjCNH5L2uHlQKUFdKO-2hr4Yz6b2SFmQ&ust=1383038808277261

 

To be continued...

 

Re

czwartek, 24 października 2013

 

Zapytałam o to mego bardzo dobrego kolegę, którego nie widziałam przez ostatnie 3 lata. Fajnie jest znać ludzi, z którymi pomimo braku codziennego kontaktu przy ewentualnych spotkaniach gada się tak swobodnie.

- Chodzi o jeden konkretny powód? Bo mógłbym podać ich milion. 

-  Może być milion, mamy czas.

- To może podam trzy. Jeden. Wiesz, ona jest jak taki piękny, piękny, drogi samochód. Masz go, stoi u ciebie w garażu, ale nigdy nim nie jeździsz. A jak już chcesz się przejechać, to nagle okazuje się, że się zepsuł. Dwa. Próby wyjścia z nią gdziekolwiek były jak przygotowanie powstań narodowo-wyzwoleńczych. Trwały latami i zawsze kończyły się niepowodzeniem. A trzy to dlatego, że nie wiedziała kim był generał Anders.

Obecnie trzeci powód jest wyznacznikiem tego, czy w ogóle zaczyna interesować się jakąś dziewczyną. Pyta ją po prostu, czy wie, kim był generał Anders. Kiedyś z kolegami przeprowadzili eksperyment - okazało się, że każda z ich aktualnych połowic ma elementarne braki w wykształceniu, pomimo ukończonych studiów prawniczych. Mocno ich to zasmuciło. 

 

 

 

Poza tym, cóż... Jestem na urlopie i jest mi dobrze. Pogoda dopisuje - odpukać - jest miło i przyjemnie. W sobotę byłam na weselu w Krakowie, po którym zostałam na kilka dni w Stołecznym Królewskim Mieście, by odświeżyć trochę przykurzone kontakty towarzyskie. Obecnie zastanawiam się, co dalej. Jakieś propozycje? Niskobudżetowe?

 

Re

poniedziałek, 14 października 2013

 

Zdaje się, że złota polska jesień wypięła się na nas zaledwie po 6 dniach serwowania nam dobrej pogody. Nie martwi mnie to. Lubię, gdy jest szaro i ponuro i wszyscy dookoła są z tego powodu nieszczęśliwi. Od razu robi mi się wtedy lepiej ;)

Jedyne co mi przeszkadza, to mój niekończący się stan okołochorobowy. Od trzech miesięcy nie mogę dojść do ładu ze swoimi zatokami i gardłem. A w sobotę ślub. Nie chciałabym dostać ataku kaszlu właśnie w momencie, gdy moja serdeczna przyjaciółka Ania będzie wypowiadać przysięgę ślubną.

Potem urlop. Zamierzam zostać (po weselu) kilka dni w Krakowie i odwiedzić znajomych, których nie widziałam ho ho  oraz kamienicę, w której niegdyś mieszkały Królowe. 

Dziś (chyba) Halszka wraca z wojaży. Ponoć jest / było - cytuję- bardzo fajnie. Taki to pożyje. 

 

Re

10:48, kapelutki
Link Komentarze (4) »
niedziela, 06 października 2013

 

Halszka poleciała do Madrytu. Kto bogatemu zabroni? Poprawna odpowiedź brzmi: nikt. Zatem prosto z Madrytu leci na Kanary. Zazdroszczę - a jakże. Ja po 3 tygodniach pracy po 12 godzin dostałam przelew na 1000 zł. ... ... ... ... W miejsce kropek wstawić proszę odpowiednie epitety. Oczywiście w najbliższym czasie (oby przed 15-nastym) mogę spodziewać się drugiej "raty" wynagrodzenia, ale o premii zapewne nie ma co nawet marzyć. W końcu nadgodziny robię hobbistycznie - nie mam męża, dziecka, psa ani kota, ba! nawet rybki zwanej Wandzią nie mam, vide -> nie mam życia, nuuuuudzę się, a jako osoba niezrównoważona psychicznie mam też tendencje masochistyczne. Proste, nie? Jak konstrukcja cepa.

Dzięki temu, że z miesiąca na miesiąc mam z początkiem miesiąca coraz niższe wpływy na konto, bank postanowił (przezornie) zablokować mi debet. Nie mógł wybrać lepszego momentu, bo październik to przecież miesiąc, w którym mam wesele. Nie swoje - rzecz jasna. 

Zastanawiam się jak spędzić urlop. Te trzy dni, które wzięłam, aby pomóc rodzicom w hacjendzie przy jabłkach nie można policzyć za urlop przecież. W planach zatem mam sprzątanie szafy, mycie okien i przestawianie mebli. Może nawet zaszaleję i przesadzę wreszcie Baltazara Gąbkę. Obiecałam mu zeszłej zimy, że zrobię to (jak Pan Buk przykazał) na wiosnę, ale mi zeszło. Nie chcę, żeby nabawił się zapalenia korzonków - ze względu na zbyt ciasną doniczkę. Jak będzie dzielny w nagrodę kupię mu śliczną osłonkę.

 

Re

 

wtorek, 01 października 2013

 

Co za wrzesień!

Jestem umęczona. Praca po 12-13 godzin na dobę... wraz z sobotami... trzy tygodnie z rzędu... I co? Na koniec okazuje się, że firma kurierska przez pomyłkę odesłała paletę do... no właśnie nie wiadomo do kogo. Chyba w kosmos ją wysłała. By pozaziemska cywilizacja mogła zgłębiać tajniki kuchni regionalnej. I teraz ja mam ją zlokalizować. Paletę, nie cywilizację. Z cywilizacją byłoby chyba prościej. U nich na infolinii zapewne ktoś odbiera telefony...

Poza tym czeski film i czeskie błędy. Współpraca z Czechami nie jest łatwa. Też nie odbierają telefonów. 

Mój szef ma podobny nawyk. Zdarza mu się to zwłaszcza wtedy, gdy jest najbardziej potrzebny. Wtedy nie dodzwoni się do niego nawet sam prezydent. Ni chuja. Linia zajęta. Jesteś na 1524 miejscu listy oczekujących. 

I jeszcze wpada na te swoje genialne pomysły, które ja później muszę realizować. Kurwa. Taki profesjonalizm, że ja pierdole. Jak bigowanie nożem. 

Oszaleję dziś, przysięgam. Jestem wkurwiona jak stopindziesiont i wszystkie bodźce odbieram jak atak na moje życie - zważywszy na peemsa. 

 

Re

 

Zakładki:
* Kapelutki - BLOG ROKU 2011 *
100 rzeczy TO DO BEFORE DEATH and DISHONOR
AAA W RAZIE POTRZEBY KONTAKTU
Introduction, czyli...
Jolanta czytuje:
Kapelutki wspólnym okiem zaglądają:
Regina podgląda:
PustaMiska - akcja charytatywna


Hej, jesteśmy na Facebooku:

Jolanta z Chudowa

BBC Radio
Fajnie mówią "Agnijeska Ratłanska"

*UWAGA! ACHTUNG! ATTENTION!*
Jakby co, piszta tu:
kapelutki[maupa]gazeta.pl