Powstaje, kiedy królowe ściągają korony i zakładają ordynarne kapelutki. W razie wątpliwości - ten blog piszą DWIE osoby: Regina i Jolanta.
środa, 29 października 2014

 

Teraz to już chyba powinnam zmienić tytuł na "Raport z ostatnich trzech miesięcy"... Najśmieszniejsze jest to, że ten nudny jak flaki z olejem post napisałam już jakiś czas temu i tak sobie przeleżał aż do tej chwili, kiedy to z przerażeniem zauważyłam, że Blox przypieprzył nam - Kapelutkom obrzydliwą reklamę na czole. FUJ!

 

Ale, ale - do raportu!

Ostatnie dni sierpnia upłynęły mi pod hasłem: praca, praca, praca. Oraz praca. I praca. A na koniec jeszcze dużo pracy.

Tuż po festiwalu miałam zaraz uciec na urlop, ale... Raporty sponsorskie powiedziały, że same się nie napiszą, więc plany przesunęłam o tydzień. Po czym zaczęłam wolne. Oficjalnie. Gdyż przez pierwszy tydzień przychodziłam regularnie do pracy... 

Drugi tydzień urlopu zaczęłam z grubej rury - udałam się do spaaaaa. Poleżałam w bąblach z widokiem na las i wygrzałam się we wszystkich możliwych saunach. Było bosssssko. I efekt przypuszczam byłby długotrwały, gdyby nie... wykopki dnia następnego...

W tak zwanym "międzyczasie" okazało się także, że dostałam pewną fuszkę. W związku z tym kopanie ziemniaków było mi bardzo nie na rękę, dlatego narzuciłam mordercze tempo w zbieractwie. Wykończyłam wszystkich - z sobą na czele. Po cudownym odprężeniu nie pozostał nawet ślad. Po kilku dobrych godzinach w pozycji mocno przygarbionej ledwo udało mi się wrócić do postawy homo erectus.

Od środy zabrałam się za pracę nad fuszką. Siedziałam w barłogu z laptopem i ze swojej nory wychodziłam tylko na siku albo po kawę. Skończyłam w piątek punkt 16.00. Zostało mi całe dwa dni urlopu...

W sobotę około 15.00, tuż przed wyjściem na szoping z Halszką, nagle osłabłam, oblała mnie fala gorąca, a następnie zaatakowały dreszcze. Ale galeria handlowa wzywała, więc poszłam. Jedyne zakupy, jakie poczyniłam, to kupa frytek i dwa longery w KFC. Niedzielę przeleżałam w łóżku, czekając na finał siatkówki, którego ostatecznie nie obejrzałam. Moja obecność przed telewizorem miała ewidentnie zły wpływ na grę polskiej reprezentacji. W końcu rodzina kazała mi sobie iść słusznie argumentując, że przeze mnie niechybnie przegramy. Poszłam spać. Siatkarze zdobyli mistrzostwo świata.

Od poniedziałku wróciłam do pracy. Chora jak sto Andrzejów. Ale widmo zbliżającego się eventu i świadomość przebywania w czarnej dupie organizacyjnej wzięły górę nad L4.

Sobotę miałam spędzić na weselu.

Wahałam się długo, czy w związku ze złym stanem zdrowia (a tak naprawdę z powodu koszmarnej fryzury) nie zrezygnować z imprezy. Zwłaszcza że wiązała się z dwugodzinną drogą w jedną stronę. Ostatecznie pojechałam. Z zapaleniem zatok. I krtani. Gorączką. Nudnościami. Dreszczami... Żeby było ciekawiej w lokalu przypadło mi miejsce bezpośrednio pod... klimatyzatorem. A tuż między daniem głównym a deserm dostałam okres. Nieszczęścia chodzą stadami.

W drodze powrotnej byłam kierowcą. Moi pasażerowie posnęli.

 

Potem, nawet nie wiem kiedy, nastał kolejny festiwal - siedem dni wyjęte z życiorysu. A teraz znów papióry. Raporty, rozliczenia i tym podobne nudne sprawy. Za oknem szaruga, którą ja akurat całkiem lubię. Znów nic się nie dzieje.

 

Re

Zakładki:
* Kapelutki - BLOG ROKU 2011 *
100 rzeczy TO DO BEFORE DEATH and DISHONOR
AAA W RAZIE POTRZEBY KONTAKTU
Introduction, czyli...
Jolanta czytuje:
Kapelutki wspólnym okiem zaglądają:
Regina podgląda:
PustaMiska - akcja charytatywna


Hej, jesteśmy na Facebooku:

Jolanta z Chudowa

BBC Radio
Fajnie mówią "Agnijeska Ratłanska"

*UWAGA! ACHTUNG! ATTENTION!*
Jakby co, piszta tu:
kapelutki[maupa]gazeta.pl