Powstaje, kiedy królowe ściągają korony i zakładają ordynarne kapelutki. W razie wątpliwości - ten blog piszą DWIE osoby: Regina i Jolanta.

Wielki Wizjoner

sobota, 12 lipca 2014

 

Wczoraj wieczorem się rozpadało i pada non stop. Pada to za mało powiedziane. Leje. Leje jak z cebra.

Lubię taka pogodę. Wprawia mnie w leniwy, ale całkiem usprawiedliwiony nastrój. Lubię wtedy poleżeć pod kołderką z kawą albo gorącym kakao. Nie lubię za to wychodzić z domu. A dziś jednak trzeba. Trzeba nam. I to w dodatku nie można wskoczyć w gumiaki i deszczowiec, wręcz przeciwnie. Należy założyć oskarową kreację, boa, szpilki, a jak się jest płcią męską - obowiązkowo frak, muchę i melonik. Mam złą wiadomość dla wszystkich wolnych kobiet w Polsce - WIELKI WIZJONER SIĘ ŻENI!

Owszem, mówi się, niektórzy mówią, ja... - nie ma takiego wagonu... Ale raczej nie próbujcie, dziewczyny, bo starcie z narzeczoną/żoną - Połowicą raczej nie skończy się dla was dobrze ;)

Nim Młodej Parze pożyczę szczęścia (jak sama mam być szczęśliwa skoro ciągle to swoje szczęście komuś pożyczam?) robię się na (u)bóstwo. Pogoda skomplikowała sytuację. Okazało się bowiem nie dalej jak wczoraj, że mimo zapewnień stacji meteorologicznych przepowiadających aurę długoterminową, słońce dziś jednak nie raczy zaszczycić nas swoją obecnością. I klops. Bo do mojej kreacji nie przewidziałam odzienia wierzchniego. A kreacja jest mocno wybujała i kompletnie - żadne bolerko ni żakiet - nic do niej nie pasuje. Stres i widmo zapalenia płuc sprawiło, że wczoraj w galerii pokłóciłam się z Halszką. W bieliźnianym. O majtki... Mało brakowało, a Wielki Wizjoner musiałby przesadzić gości przez majtki niezgody. Ale jak mawia mój sąsiad tuż po tym, jak podłoży komuś świnię - NIMASIEOCOGNIWAĆ. Zatem nie rozdrapujmy rany, to do wesela się zagoi ;)

Tymczasem robię sobie  paznokcie. To znaczy u stóp. Bo manicure załatwiłam wczoraj. Vinylux w bieli i złocie. Najs. W sumie mam pełne buty, więc pazury dolne mogłabym sobie odpuścić, ale przecież nigdy nie wiadomo, w czyim łóżku wyląduję tej nocy - daj Boże ;)

Kreacja czerwona, sześciowarstwowa. Szpilki w wężową skórę. Francuski splot na głowie... W trakcie przymiarki u Halszki dwa tygodnie temu straciłam rezon w kwestii mojego anturażu...

R: I jak?

H: Ooo BooooŻe... Wyglądasz, jak... DIABEŁ!

R: To dobrze, czy źle?

H: Dobrze - jak ktoś ci zaproponuje rolę w jasełkach, to dobrze!

 

W związku z deszczem pożyczyłam od S. kurtkę na motor. Będę wyglądać jak klaun. I jestem pewna, że punktualnie o 13.00 wyskoczy mi zimno...

Najważniejsze to mieć do siebie dystans ;)

 

Re

poniedziałek, 04 maja 2009

 

Wczoraj popołudniu otwieram gadulca i z miejsca zostaję zalana morzem wiadomości: że „coś tam", że „pamiętam", że „daj znać", że „jesteś?". No to odpisałam, że „jestem i co tam?". Ale po chwili orientuję się, że wiadomość poszła do Wielkiego Wizjonera, choć adresatem miał być ktoś zgoła inny. No to od razu biorę się tłumaczę że „sory, pomyłka". Na co po chwili WW odpisuje:

WW: „zajebisty mieliśmy wczoraj seks".

Konsternacja... Już nieśmiało w moim oknie maluję znak zapytania, gdy pojawia się wiele wyjaśniające:

WW: „o sory, pomyłka".

Ale żartowniś z tego WW:)

Pół godziny późńiej  uggaduje się z Halszką na pociąg:

H: Jeszcze nie wiem, gdzie wsiadam. Jak na dworcu to muszę poprosić tatę, żeby mnie odwiózł. Muszę się upokorzyć;)

R: A ja muszę się zabić. Jestem nieszczęśliwa.

H: Nie przesadzaj. Ponoć mieliście wczoraj udadny seks z WW.

R: Widzę, że wieści się szybko rozchodzą.

H: No:) Pomylił się i zamiast do ciebie napisał do mnie, że seks i że pomyłka:)

R: A tak w ogóle, to seks nie był udany, tylko zajebisty!

H: Racja!

 

No. To teraz już wszyscy wiedzą, że wczoraj Halszka miała udany seks z Wielkim Wizjonerem;)

 

Regi

 

 

sobota, 07 lutego 2009

 

Czyli Za Co Kochamy Wielkiego Wizjonera? Cz. 2.


WW: A i jeszcze śmieszna sytuacja ze sklepu. Do przymierzalni poszedłem, miałem dwa podkoszulki, pani dała mi numerek 2 i schowałem go do prawej kieszeni spodni z tyłu. Wychodząc tak dość nieporadnie wręczyłem jej oba podkoszulki, że ich nie chcę. I ona, że numerek chce:) (bez skojarzeń:)) To ja sięgam odruchowo tyle, że do lewej kieszeni i wyciągam paczkę orbitów i trzymam je jej wręcz przed nosem. Spoglądam (bo nie chiała wziąć) i mówię: hm... to chyba nie jest numerek. Sięgnąłem do właściwej kieszeni, oddałem numerek i mówię: gumą też mogę poczęstować. Odpowiedziała: dziękuję, na co ja tyż: dziękuję i zwiałem. KONIEC encykliki o szybkim numerku.

R: Bomba:)

WW: O a ta pani milusińska z dziekanatu za mną przepada, bo jak raz coś u niej załatwiałem to podziękowałem i powiedziałem że 'polecam się na przyszłość' co wszystkie panie rozśmieszyło i stąd mnie chyba lubią.

R: No ba! Wszystkie panie, dziewczęta, podlotki oraz dzieci i niemowlaki płci żeńskiej lubią Wielkiego Wizjonera. Podlotki tez płci żeńskiej of kors.

WW: Tyle, że tych 18 letnich z kucharskim zacięciem nie widać jakoś.

R: Wstydzą się.

WW: Lubią?! Kochają!

 

Czyli Za Co Kochamy Wielkiego Wizjonera? Cz. 1.

 

Wielki Wizjoner: Dzisiaj mam Międzynarodowy Dzień Bycia Chamem.

Regina: I mówisz mi to, bo...? :)

WW: Mówię, bo moje chamstwo dzisiejsze było znaczące i warte odnotowania.

R: Aaaaa! To odnotuj w takim razie. Zamieniam się w słuch... czy w coś...

WW: Pan, co kręcił na stacji LPG jakieś ujęcia, zapytał grzecznie czy może nakręcić fragment mojego samochodu i że tablice będą niewidoczne (grafik czy co?) i w ogóle. Powiedziałem: nie zgadzam się. To się pokręcił w tę i we w tę (auto moje się tankowało) i mówi: tak tylko kawałeczek do materiału potrzebne. Spojrzałem złowrogo i rzekłem: powiedziałem, że nie wyrażam zgody! Odwróciłem się do cioty plecami, a on uciekł kręcić słup z ceną gazu.

R: That's all, czy będzie jakiś ciąg dalszy? Domyślam się, że będzie:)

WW: A drugi przejaw chamstwa miał miejsce w szkole. Dziekanat był otwarty od 14. Ja byłem o 13:55. Tam w okolicy (5 metrów) są takie fotele i stoliki, że się można rozsiąść, no i ludzie sobie tam spoczywali. Gościa jednego, co siedział 2 metry od drzwi, zapytałem czy też w kolejce - powiedział, że tak. No to ja sobie jako jedyny zaznaczmy stanąłem przy drzwiach. Jak Pani otwarła, to nagle z tych foteli się podniosło z 5 osób. Pani poprosiła po dwie osoby. Ten koleś, co go zapytałem wszedł i jakaś panna się wbiła. Jak wyszła (po 10 minetach!) ja ruszyłem do środka. Nagle za mną zaczyna się wbijać koleś, co stał za mną te 10 minut, a wcześniej siedział na tych fotelach. Wali do mnie, że ble ble ble kolejka! Ja do niego, że stałem pierwszy w tej kolejce, więc on przede mną być nie mógł (wszystko działo się w zasadzie w dziekanacie już) I on do mnie, że to, że ja stałem w kolejce wcale nie znaczy, że moja kolej. To ja do niego buńczucznym głosem: koleś, nie będę się z Tobą kłócił. I ruszyłem do krzesła (jedynego wolnego). Koleś się udawał w moją stronę (nie wiem może chciał walczyć o to krzesło), ale pani taka milusińska (bo tam było 3 panie obsługujące i wszystko słyszały) krzyknęła wręcz: Panowie proszę się uspokoić! No i ten paralityk się wycofał, a ja z przynależnym Wielkiemu Wizjonerowi spokojem, wyluzowaniem i posiadaniem owego kolesia i całego świata głęboko w dupie, byłem już w zaawansowanym stadium załatwiania mojej sprawy z jedną z Pań. Jak wychodziłem nawet się phedał nie zająknął. KONIEC encykliki o byciu chamem.

R: Rozczarowałeś mnie Wielki Wizjonerze. Nie jesteś chamem. To ludzie, których spotkałeś dziś na drodze swego życia Cię sprowokowali. Twoje reakcje były adekwaNtne do sytuacji:) I cieszę się, bo lubię ludzi asertywnych. Może dlatego, że sama taka nie jestem:)

WW: Eee tam, nie dyskredytuj mnie: jestem chamem.

R: Echhh:) Ok, jesteś chamem:)

środa, 14 stycznia 2009

Co prawda nie jest to blog o Wielkim Wizjonerze, ale jego wielkość ostatnio mocno na nas wpływa, więc ku pokrzepieniu serc tych, którzy nie mają zaszczytu z nim obcować, publikuję te siedem dialogów, niczym siedem życiowych drogowskazów.

1. WIEDZ JAK SIĘ W ŻYCIU USTAWIĆ
Wielki Wizjoner przesyła Jolancie stronę z wizualizacją inwestycji budowy looftów mieszkalnych w Warszawie.
Jolanta: Ja też taki chcę.
Wielki Wizjoner: Na mnie nie licz
J: Szkoda. A już na ciebie liczyłam.
WW: Ale jedno tylko mieszkanie? Czy cały budynek?
J: Może być jedno
WW: To umówmy się, że jak będę już miał 10 mln zł to Ci kupię
J: Zgoda.
WW: Łatwo poszło…


2. NIE SPODZIEWAJ SIĘ HISZPAŃSKIEJ INKWIZYCJI
WW: A Ty lubisz Monopoly?
J: Jak grałam 390 lat temu to lubiłam, ale wtedy miałam jakieś 10 lat
WW: Ja sobie na kompa ściągnąłem i gram:)
J: Na kompie? Z kim grasz?
WW: Z Panem Butem, Panem Samochodem i z Panem Kapeluszem
J: Co?
WW: No
J: Prawie jak: „jedna ż belek szpadła na kierat”.


3. GRAJ KRÓTKĄ PIŁKĄ

J: …Hej, a można grać w rozbierane Monopoly?
WW: Moszna.


4. STOSUJ EKO DIETKI
J: A masz wersję papierową Monopoly?
WW: Nie mam. Ale myślałem, żeby sobie kupić
J: Ile kosztuje taka plansza?
WW: 85 zł
J: Trochę. Jak ją kupisz teraz to będę o 85 zł dalej od looftu, który masz mi kupić, jak uzbierasz 10 mln zł
WW: Jedzenia pewnie też mi odmówisz...?
J: Możesz jeść banany. Ale nie teraz, bo teraz są drogie!
WW: Bleeeh
J: Jedz owsiankę
WW: Ale na mleku?
J: Lepiej na wodzie (woda tańsza)


5. NIE DAJ SIĘ ZASTRASZYĆ
J: Mój idealny mężczyzna ma dużo pieniędzy, choć nie pracuje, bo całe dnie spędza za mną, jest wysokim brunetem z kwadratowa szczęką i niebieskimi oczami, ma samochód i dom, jego rodzina mieszka daleko, uprawia przynajmniej dwa sporty, ogląda dużo filmów, ale tylko po to, żeby o nich dyskutować w towarzystwie, gra na instrumencie, jest świetnym kochankiem i kucharzem, umie tańczyć i śpiewać, nie ma próchnicy, zawsze ładnie pachnie, wie gdzie są dobre sklepy z męskimi ciuchami i nie chrapie. Aha, i ma skończone 3 kierunki studiów.
WW: Eee, to nie masz dużych wymagań
J: Samo "spędza całe dnie ze mną" dla 98 proc. facetów jest niewykonalne


6. MIEJ MOTTO I PATRZAJ W MOTTO
WW: Przy mieszkaniu razem bez seksu to nawet się przy gotowaniu zupy można pokłócić
J: Udany seks to połowa dobrego pożycia
WW: Moje motto:)
J: Słuszne. Czyli A z B jednak nie są gejami. Bo im się źle razem mieszkało i musieli się rozstać
WW: Raczej mieli nieudany seks
J: Racja. A rozstali się przez skostniałe zasady moralne w społeczeństwie


7. NIGDY NIE PYTAJ: WHAT THE FUCK?
WW: A Ty masz ulubionych aktorów filmów porno?
J: Jedyny pełnometrażowy film porno jaki widziałam miał tytuł Lotos, albo Czarny lotos
i były tam same ciasne Azjatki i biali faceci z wielkimi członkami. Nie mam pojęcia jak się nazywali
WW: Ja Azjatek nie lubię
J: Ja też. Są za ciasne
WW:
I jest ich za dużo


Teraz już wiecie jak żyć. To wynocha sprzed komputerów i do życia.

Jolka 

Wielki Wizjoner: chyba zima źle na Ciebie działa (reakcja na wiadomość, że myślę o przeprowadzce do Lublina)
Regina: uwielbiam zimę. moja ulubiona pora roku
WW: czemu?
R: nie wiem, lubię zimę. może dlatego, że nienawidzę lata
WW: jak dla mnie, zima jest najgorszą porą roku. czemu nienawidzisz lata? lato to moja ulubiona pora roku:) w zimie nic tylko się siedzi w domu, sportów nie można uprawiać
R: w lecie jest mi gorąco. nienawidzę, jak mi jest gorąco. wolę marznąć niż się przegrzać
WW: to może trzeba co nieco z siebie zrzucić, jak jesteś taka gorąca dziewczyna. jak każdy mężczyzna mam jedną opinię w tym zakresie
R: skóry nie można już zrzucić. w lecie jak jest gorąco możesz się rozebrać do naga i tak ci będzie gorąco, a jak jest zima, to możesz ubrać się tak mocno, że w końcu będzie ci ciepło
WW: ja czerpię przyjemność z tego że mnie słonko grzeje
R: a ja wręcz przeciwnie, jak temperatura przekracza 22˚C to jestem wkurwiona
WW: co?
R: bo jest mi gorąco. ja się pocę. ludzie się pocą. to obrzydliwe. poza tym na ulicy zawsze wtedy śmierdzi - kurzem spalinami. ludzie palą papierosy na przystankach, a ja się duszę
WW: wieje wiaterek i można się w cieniu schować
R: czasem nie można się schować, bo musisz na przykład iść w miasto, bo coś tam, albo pracować w polu, albo pracować w ogóle
WW: możesz chodzić spacerkiem, albo własnym samochłodem jeździć
R: nie przekonasz mnie - nienawidzę lata
WW: i jeszcze Ciebie jako kobietę powinno cieszyć w lecie to, że się wzbudza większe zainteresowanie facetów...
R: nie cieszy mnie to wcale
WW: no jak to?
R: poza tym, wiosną też można wzbudzać. i jesienią. nawet zimą. zawsze można wzbudzać
WW: ale nie tak publicznie, bo jest zimno
R: ta rozmowa do niczego nie zmierza:)
WW: nie no ja się staram pokazać dobre strony lata
R: w ostatecznym rozrachunku dobre strony i tak przegrywają z wadami. no ja po prostu lepiej się czuję fizycznie jak jest chłodno niż gorąco. nic nie zrobię - tak jest
WW: ale lubić zimę i nie lubić lata? trawy nie ma
R: ale jest śnieg:) w lecie nie ma śniegu:)
WW: no i co Ci po tym śniegu? brudno wszędzie. jak mróz, to się wywalić można na lodzie
R: w lecie można dostać udaru słonecznego
WW: a w zimie zamarznąć
R: i na łyżwach można jeździć. i na sankach. i bałwana lepić. i rzucać się śnieżkami:)
WW: ile razy tej zimy rzucałaś się śnieżkami?
R: nikt się nie chce ze mną rzucać. nikt nie lubi zimy:)
WW: w zimie można łatwo przytyć bo nie ma ruchu. choć mi to nie grozi:/

WW: w zimnie na wolnym powietrzu nie można uprawiać seksu, ha!

WW: widzę, po czasie reakcji że to mój najlepszy z dotychczasowych argumentów:)
R: pojedziesz na gorące źródła i możesz:) nie dość że na wolnym powietrzu, to jeszcze w wodzie;)
WW: no ale musisz jeździć
R: zresztą większość ludzi nie uprawia seksu na wolnym powietrzu nawet w lecie . chyba że pod namiotem, a to też się wiąże z wyjazdem
WW: haha, jak ktoś ma ogród może sobie namiot rozbić koło domu
R: jak ktoś ma ogród to sobie może igloo zbudować;)
WW: generalnie nie zgadzam się z argumentem że jak seks na wolnym powietrzu, to tylko w namiocie:) i w zimie nie możesz oglądać męskich torsów in public
R: :) nawet seks na wolnym powietrzu nie przekonuje mnie do lata
WW: nawet seks na wolnym powietrzu nie przekonał Cię do lata?
R: Jolanta ostatnio zasnęła na pół godziny w środku nocy na balkonie więc jeśli się da zasnąć na pół godziny na mrozie, to seks też da się uprawiać;)
WW: też jestem zdania, że się da, ale jaka z tego przyjemność? no ale wyjaśnijmy sobie jedno - była ubrana
R: normalna - przyjemność:) no i co? jak ktoś uprawia seks na kuchennym stole też nie musi robić tego całkiem nago;)
WW: no jak sobie odmrożę co nieco, to chyba nie bardzo
R: bez przesady:)
WW: ok, ale jednak zgodzisz się że się tego zazwyczaj nie robi
R: zazwyczaj seks uprawia się w sypialni a nie na zewnątrz
WW: jakbyś to robiła na stole kuchennym niecałkiem nago to dopiero mogłabyś się zapocić... a przecież tego nie lubisz:)
R: :) nie lubię się pocić bez żadnego wysiłku:)
WW: zależy kto akurat na górze
R: ta rozmowa zmierza w złym kierunku:)
WW: e tam, muszę zapytać Jolantę jak ona postrzega seks na mrozie
R: koniecznie:)
WW: poza tym jak facetowi jest zimno to mu nawet gorąca kobieta może nie pomóc
R: :)
WW: ha! kolejny dobry argument
R: e tam

WW: naprawdę chciałabyś uprawiać seks na mrozie? :)
R: to że odpierałam twoje argumenty nie oznacza, że chciałabym uprawiać seks na mrozie. ale jak by zdarzyła się ochota i możliwość - nie mówię nie :)
WW: że aż tak gorąca kobieta jesteś, że godzisz się z seksem na mrozie...
R: :)
WW: czy to znaczy że wolisz unikać seksu w lecie?:)
R: :) bez przesady:)
WW: ha! czyli przeciw seksowi na wolnym powietrzu w lecie też byś zbytnio nie protestowała?
R: no jasne że nie:)
WW: czyli jakbyś miała do wyboru seks na wolnym powietrzu w zimie i w lecie to wybrała byś...?
R: ale to nie jest kwestia pory roku tylko seksu w ogóle. i zależy z kim...
WW: mając do wyboru tego samego partnera, tylko albo w zimie albo w lecie
R: i w zimie i w lecie:)
WW: :) podoba mi się taka odpowiedź :)
R: haha
WW: to jest dobry tok myślenia
R: :)
WW: czyli rozmowa o seksie na wolnym powietrzu w zimie pobudziła Cię do dalszej pracy?
R: :) niezbyt, szczerze mówiąc:)
WW: kurde, od rozmowy o seksie na wolnym powietrzu rozumiem że bardziej pobudzający byłby tylko seks na wolnym powietrzu?
R: hahaha, chyba tak
WW: to musisz wybaczyć ale na odległość nic nie dam rady w tym zakresie uczynić
R: wybaczam:)
WW: uff...

R.

czwartek, 08 stycznia 2009

I znowu czarna dupa. Malowanie paznokci już nie cieszy, jak kiedyś. Zaczyna się Dzień Nienawiści Do Całego Świata. Potrwa od 3 do 6 tygodni.

W perspektywie weekend za miastem. M. gadająca do kota. T. gadający do siebie. S. gadająca do mnie. B. nie gadający do nikogo. B. nie gadający do nikogo. Ja nie gadająca do nikogo. Kot nie gadający do nikogo… Ale wesoło:)

Głowa mnie boli. Choć w odpowiedzi na prośbę o więcej wulgaryzmów powinnam napisać, że baniak mnie napierdala. Poggawędka z Wielkim Wizjonerem nie przyniosła ulgi. Może dlatego, że On sam miał dziś Dzień Zdrowotnego Użalania Się Nad Sobą… Co nie przeszkodziło mu usnuć wizji spadającego z nieba samolotu, którym być może polecę na drugi koniec świata… i tonącego okrętu, którym być może popłynę... A potem poszedł – poużalać się nad sobą i zagrać w monopoly.

R.

Zakładki:
* Kapelutki - BLOG ROKU 2011 *
100 rzeczy TO DO BEFORE DEATH and DISHONOR
AAA W RAZIE POTRZEBY KONTAKTU
Introduction, czyli...
Jolanta czytuje:
Kapelutki wspólnym okiem zaglądają:
Regina podgląda:
PustaMiska - akcja charytatywna


Hej, jesteśmy na Facebooku:

Jolanta z Chudowa

BBC Radio
Fajnie mówią "Agnijeska Ratłanska"

*UWAGA! ACHTUNG! ATTENTION!*
Jakby co, piszta tu:
kapelutki[maupa]gazeta.pl