Powstaje, kiedy królowe ściągają korony i zakładają ordynarne kapelutki. W razie wątpliwości - ten blog piszą DWIE osoby: Regina i Jolanta.

Alejka Zwrotów Wkurzających

wtorek, 11 sierpnia 2009

Zobaczcie najpierw tę reklamę:

(thx to Eirena)

A teraz niech ktoś z firmy Uniqa mi wytłumaczy, co znaczy "unikalność"?  I jaka jest różnica między słowen "unikalny" a "unikatowy"? Bo mnie już krew zalewa, kiedy słyszę/czytam te ciągłe spory na temat róznicy między tymi dwoma słowami. Mnie na studiach uczono, że "unikalny" to "dający się uniknąć", a "unikatowy" pochodzi od słowa "unikat". Ale widzę i słyszę, że unikalny wcale nie jest taki unikalny (czyli nie da się go uniknąć:).

I zaczynam mieć spór w doktrynie :/

Poza tym gorąco polecam artykuł Andrzeja Dąbrówki na stronie Portal.slowniki.com na temat sporu o te dwa słowa:

 

A oto i LINK do artykułu

 

Oraz kilka cytatów:

"Oto m.in. prof. dr hab. Mirosław Skarżyński pisze w internetowej rubryce polonistycznych porad językowych – cytuję (z zachowaniem ortografii częściowo bezogonkowej) ze strony polonistyka.uj.edu.pl:

Ale powaznie rzecz biorąc, przymiotnik "unikalny" jest rosyjskim zapożyczeniem, które rozpowszechniło sie w polszczyźnie, całkiem zresztą niepotrzebne, ponieważ od rzeczownika "unikat" mamy przymiotnik regularny słowotwórczo "unikatowy", tj. będacy unikatem, majacy cechy unikatu; rzadki, wyjątkowy. niespotykany,...'."


"Dalej jeszcze idą Mirosław Bańko i Maria Krajewska, Słownik wyrazów kłopotliwych (1995, s. 338): „obydwa wyrazy, unikalny i unikatowy, trzeba więc uznać za poprawne, a nawet wskazać na pierwszy z nich jako częstszy [choć od niego] mogą być czasem lepsze () wyrazy bliskoznaczne - wyjątkowy, niepowtarzalny, jedyny w swoim rodzaju”."


"Osoby niechętne słowu unikalny posuwają się do twierdzenia, że znaczy ono w języku polskim „dający się uniknąć” (tak jak palić – palny). Nikt tego słowa w tym znaczeniu nie używa – ale co to szkodzi normatywistom? Słyszę też, że przym. unikalny mógłby ktoś zrozumieć jako pochodny od uniku, czyli jak: zodiak – zodiakalny (dotyczący zodiaku); ale co miałby znaczyć utworzony według tego wzoru przym. unikalny – ‘wyrażający unik’? Znowu nieważne jest dla normatywisty, że nikt nie użył tego słowa w tym czy podobnym znaczeniu zależnym od uniku."


"Mamy wreszcie parę: syndykat – syndykalny, która sprawia, że wywodzenie unikat > unikalny nie jest bynajmniej nieprawdopodobne."


(źródło: Andrzej Dąbrówka (VI 2005), Unikalny-unikatowy, Portal Słowniki)

 

...i inne ciekawe rzeczy. A najciekawszy jest WNIOSEK, którego tutaj nie zacytuję, bo sobie ładnie przeczytacie u źródła:)  i zdecydujecie, które słowo Wam się bardziej podoba.


A ja idę jeść kanapki. Bajo.

 

JOL.

ps. aha! i niech ktoś mądry mi jeszcze wytłumaczy, skąd na Bloxie to głupie ustawienie, że cudzysłowy mogą być tylko w stylu hamerykańskim czyli " " ? Why nie mogę pisać in my national język polish? Hę?

 

miss Dżol

 

niedziela, 15 lutego 2009

Do Jolanty alejki zwrotów wkurzających:

 

#3 14 luty

No na Boga, litośći! Ileż można? 14 lutego. Był. Wczoraj. Będzie za rok. Jeden 14. dzień lutego, a nie 14 miesiąc o nazwie luty. Jak można lubić 14 lutego skoro wszędzie zawsze wszyscy (będę sobie używać wielkich kwantyfikatorów do woli, kto mi zabroni?) lubią, piszą, mówią, obchodzą 14 luty?!  Ręce opadają.

Nie wiem co z tym zrobić, może jak to się mówi: "ktoś by ruszył dupsko po prostu i to wyczyścił"?

 

ps. Kocham Kamila Durczoka:)

 

JOL.

 

 

niedziela, 08 lutego 2009

Moje dzisiejsze wkurwienie było kroplą, która przepełniła czarę wkurwienia, czy kroplę w morzu potrzeb, czy kwiatek do kożucha....czy cokolwiek. Nie ważne. Od dnia, kiedy przekroczyłam próg klasy dziennikarskiej w jelitarnym liceum w Białymstoku, wiedziałam, że do końca życia będzie mnie roznosić na dźwięk i widok wszystkich tych wszędobylskich i nieświadomych „wziąść", „kazuje", „chłopacy" i „unikalne". Kurwa, ja pierdolę!  Powiedzcie, że się czepiam, że jestem wkurwiająca, i że nikt nie lubi dziewczyn, które wszystkich poprawiają (nawet jeśli są tak czarujące jak ja), ale już dłużej nie wytrzymam! Po to mamy blog, żebym mogła tu swoje żale wylać i mieć choćby iluzoryczne poczucie spełnienia obywatelskiego obowiązku (nie mylić z „obywatelskim dziennikarstwem", którego NIE MA) .

Niniejszym rozpoczynam alejkę żali Jolanty na temat NIEUŚWIADAMIANYCH, wszędobylskich, wszechogarniających, powszechnych, powszednich, powielanych, ekstrapolowanych, przypadkowych, przysposabianych, adaptowanych, wynikających z niewiedzy, ignorancji, złośliwości, głupoty...WHATEVER  ale jakże wielce wkurwiających błędów językowych, słownych, pojęciowych itd.

 

Język jest narzędziem, którym można bawić się przyjemniej niż workiem grochu (nie ma w tym krzty ironii, jest udowodnione, że wkładanie ręki do worka z grochem to jedno z najprzyjemniejszych doznań, jakie oferuje ludziom świat) ale, na Boga, świadomie!

Po to się uczymy w szkołach, liceach, na studiach jednych, drugich, trzecich, po to poznajemy język, związki frazeologiczne, przysłowia, mity, paremie i chuj wi co jeszcze*, żeby potem świadomie z tego korzystać, przekształcać, łączyć, nawet pisać brednie, ale wiedzieć przy tym skąd te brednie się wzięły i mieć świadomość, że TO SĄ BREDNIE. Napisane czy powiedziane w miejscu do tego odpowiednim, w odpowiednim czasie, do odpowiednich ludzi i może z jakimś akcentem, typu „piwo [oczko] bezalkoholowe". Świadome brednie tworzone po to, żeby się pocieszyć, pośmiać, mieć frajdę we własnej głowie z faktu, że pokapowaliśmy, że coś tu nie gra. Czy ja się jasno wyrażam? Bo widzę, że moje palce miotają się we wkurwieniu i skaczą po klawiaturze jak klienci na wyprzedaży w mediamarkt.

Można SE pisać „se", jeśli się wie, że tak się nie pisze i nie mówi, ale w dobrym tekście czy zdaniu to widać, słychać i czuć, że SE jest jakimś zabiegiem językowym, estetycznym, stylistycznym żeby zdanie zachowało rytm, albo żeby było bardziej rozczochrane, fikuśne, niepoważne czy coś tam coś tam.

Nie żebym była alfą i omegą, czy choćby alfą i gametą, i wiedziała, znała, rozpoznawała wszystkie błędnie użyte słowa i wyrażenia, które mnie codziennie bombardują, ale skoro internet to zbiorowa mądrość ludowa, to i ja swoje trzy i 12 groszy tu wcisnę, bo nie po to uczę się tego szósty rok w szkole i na kursach, żeby teraz wszystko jak krew w piach.

 

Alem się zmęczyła tym miotaniem. Prawie zaczęłam toczyć pianę jak kandydat partii konserwatywnej, dlatego zostało mi sił tylko na jedną, no góra dwie gwiazdy w alejce, które mnie dzisiaj doprowadziły do tegoż stanu skrajnego wyczerpania zasobów spokoju:

 

#1 Marylin Monroe

Pardonne-moi, ale kurwa! Można ludziom tysiąc razy mówić, że jak się pisze o kimś, to trzeba 50 razy sprawdzić jego imię i nazwisko, a oni i tak oleją to (znam to z autopsji, moje nazwisko jest ZAWSZE mylone od 4 pokoleń albo i więcej), wymyślą coś własnego albo wezmą pierwszą wersję, która wyskoczy w Googlach i nawet nie sprawdzą.

Marilyn a nie Marylin.

Piękna, słynna, legendarna artystka a tyle, do cholery problemu sprawia jej proste imię. MARILYN. Nie jak Mary i lina, tylko jak Mari i lyna. Uff...

 

#2 Najmniejsza linia oporu

Noż ja cież pierdolę. Przecież nie chodzi o małą linę, która jest na dodatek linią oporu, tylko o linię najmniejszego oporu, którą się wybiera, żeby po niej iść, zwłaszcza, jak się chce powiedzieć „linia najmniejszego oporu". Linia najmniejszego oporu. A tu, kurna, jak na złość, opór właśnie największy.

 

Tyle na dzisiaj, bo ja tu ciągle kuję i jak nie zdam egzaminu to chyba pójdę po małej linii oporu i wychłostam się jakąś mary-liną.

 

Jolka

 

* problem na łikend, pytanie za 100 punktów i coś tam coś tam: co znaczy „huivi" i w jakim języku?

 

Zakładki:
* Kapelutki - BLOG ROKU 2011 *
100 rzeczy TO DO BEFORE DEATH and DISHONOR
AAA W RAZIE POTRZEBY KONTAKTU
Introduction, czyli...
Jolanta czytuje:
Kapelutki wspólnym okiem zaglądają:
Regina podgląda:
PustaMiska - akcja charytatywna


Hej, jesteśmy na Facebooku:

Jolanta z Chudowa

BBC Radio
Fajnie mówią "Agnijeska Ratłanska"

*UWAGA! ACHTUNG! ATTENTION!*
Jakby co, piszta tu:
kapelutki[maupa]gazeta.pl