Powstaje, kiedy królowe ściągają korony i zakładają ordynarne kapelutki. W razie wątpliwości - ten blog piszą DWIE osoby: Regina i Jolanta.

Wczasy pod gruszą i pod jabłonią

poniedziałek, 04 sierpnia 2014

 

Nasza kapelutkowa bogini (Wenus, nazwałam cię boginią!) i jej umiłowany Lumberjack zaprosili mnie i Halszkę na weekend do siebie. Wyprawa była planowana mniej więcej od dwóch miesięcy, ale ostatecznie wszystko potoczyło się spontanicznie.

Okazało się, że Wenus jest perfekcyjną panią domu. Piecze wyśmienite muffinki i w dodatku robi je w 20 minut. Piecze chleb! Gotuje obiady. Wszystko podaje na stylowej zastawie :P Ma dużo roślin i wszystkie są zielone. Segreguje śmieci w taki sposób, że najbardziej ortodoksyjny ekolog odznaczyłby ją orderem z ziemniaka. Ma jeszcze bardziej spektakularne włosy niż kiedyś. 

A Lumberjack? Lumberjack podejmował nas z charakterystycznym dla siebie sympatycznym przekąsem. To tylko taka poza, że nas nie lubi :) 

 

Re

 

 

wtorek, 07 maja 2013

 

 

Wyjeżdżając na majówkę do Sopotu byłyśmy z Halszką pełne obaw, gdyż zewsząd prognozowano, że jeśli urlop to tylko na południu Polski, a nad morze to co najwyżej po to, żeby pooglądać sobie przez okno, jak pada. Pogoda spłatała wszystkim figla i na południu podobno były gradobicia i ulewy tysiąclecia, a na wybrzeżu... cóż... było pięknie :)

Dużo by pisać i opowiadać, a ja ostatnio jakoś nie jestem w nastroju, więc poniżej prezentuję tylko krótką fotorelację i kilka zdań opisu.

Zapraszam.

Aktywny wypoczynek zaczęłyśmy już w dniu przyjazdu, czyli 1 maja wczesnym popołudniem po długiej i męczącej podróży TLK, którą jednak należy zbyć milczeniem - dla dobra wszystkich. 

Punkt pierwszy wycieczki: PIWO NA PLAŻY :)

Następnie spacer spacerniakiem do molo...

I stała atrakcja, czyli Monciak...

W Gdańsku także postawiłyśmy na tendencyjne miejsca ;)

Tam także odnalazłam swoje królestwo :)

Oraz zostałam pokonana przez tartiflette! Pierwszy raz w życiu nie udało mi się wepchnąć w siebie jedzenia do końca! :)

Piwo na Piwnej to już tradycja :)

W tak zwanym międzyczasie poznałyśmy życie sopockiej bohemy...

Oraz Leona, który jest nieodłącznym jego elementem :)

Zwiedzanie Gdyni zaczęłyśmy od Orłowa, a potem spacerkiem wzdłuż morza podziwiając klify dotarłyśmy do centrum.

Gdzie na przystani przywitał nas imponujący Dar Pomorza...

I rozbawił rozbrajający Bar Pomorza :)

Poza tym spotkałyśmy najprawdziwszego Pirata ;) A nawet jeśli nie był najprawdziwszy, to wyglądał bardzo profesjonalnie :)

I wreszcie - last but not least - zobaczyłyśmy, jak odpływa do Helsinek COSTA PACIFICA! Zdążyłyśmy rzutem na taśmę, po tym jak Halszka zmusiła nas do 30-sto minutowego biegu do portu położonego w pizdu daleko :) Tym samym odpływ tego olbrzymiego wycieczkowca stał się dla nas kultowym wydarzeniem, które będziemy opowiadać wnukom Wenus. Albo wnukom Jolanty, bo to ona jak na razie ma największe szanse, żeby zostać babcią :)

Co tu dużo gadać - fajnie było :)

 

Re

 

wtorek, 22 września 2009

 

Ano odbyła się. Wczoraj. Coroczny rytuał. Nawet Wielki Brat zażartował, że my spotykamy się w pełnym składzie dwa razy do roku: w Wigilię i przy kopaniu ziemniaków.

 

Regina: Pasowałoby to dzisiaj skończyć...

Wielki Brat: Obiecuję ci Pawianie, że wykopiemy tą bulwę...

Regina: tę

Wielki Brat: bo... JAM Łasica!!

To niesamowite, że wciąż nas bawi Cartoon Network. Oraz oczywiście rzucanie się ziemniakami.

 

Brat: Coś mało tej bulwy w tym roku...

Wielki Brat: Bo jak Re miała Przetwórnię Ziemniaków w Komorze Transformatora, to trzeba było ich wykopać dwie przyczepy, ale teraz wyjeżdża, więc wystarczy jedna.

:)

 

Było całkiem... miło. I jadłam ziemniaki z ogniska. Pycha.

 

Za to dziś - koszmar. Nic tak człowieka nie wkurwi, jak wycieczka na uczelnię, do sekretariatu. Dzień stracony.

A, no i ostatnio chyba wytwarzam jakieś... napięcie.

Elektryczne. Czy coś.

Mam już na koncie współudział w spaleniu traktora (jakieś 3 tygodnie temu) - kiedyś wam opowiem. MOŻE. Uspokoję tylko, że nie schajcył się cały, a sama instalacja. A dziś zapalił się mój pociąg - także a jakże inastalacja - w jednym z wagonów. I była straż pożarna. I pociąg opóźniony. I nas odpinali, przepinali i jeździliśmy tam i nazad po peronie.

Boję się, że następna instalacja elektryczna, która zacznie dymić w mojej obecności będzie niestety integralną częścią samolotu, którym będę lecieć.

Ale o tym SZA!

 

Regina,  jak koń po łesternie

 

 

środa, 09 września 2009

 

Ostatni raz taka wytyrana byłam, gdy pracowałam jako trybik w wielkiej machinie branży pościelowej - może wam kiedyś o tym opowiem, jak już będziecie duzi...

W zasadzie to jest tak, że dopóki robię to jest ok. Nie chce mi się czasami, ale jest ok. Ziarko do ziarka i zbierze się miarka. Grosz do grosza i będzie kokosza. Cent do centa i zbierze się renta. Tak se mówię i jakoś leci. Najgorzej jest wieczorem. Jak już nic nie muszę. Oj wtedy to nie chce mi się już NIC.

Boli mnie wszystko. WSZYSTKO. Najbardziej paznokcie, których nie mam. Na nogach za to mam chyba pierdylion siniaków - każdy o średnicy min. 2 cm. Tam, gdzie nie ma siniaków roi się od postkomarowych bąbli. I tu, Drodzy Czytelnicy, zagadka:

Ile komarów potrzeba, by wypiły z człowieka całą krew?

Odpowiedź: "dużo" nie jest uznawana za poprawną.

Szczęśliwego zwycięzcę konkursu czeka nagroda-niespodzianka, czyli coś tam coś tam. Powo!

 

Re

 

poniedziałek, 31 sierpnia 2009

 

Mówią, że pieniądze nie rosną na drzewach. To nieprawda.

 

Tu miałam pokazać wam, jak wygląda świeżo zerwane z drzewa 30 groszy, ale niestety amba wcięła mi kabel do przerzucania zdjęć z telefonu na kopma i nic na to poradzić nie mogę.

 

W każdym razie wyobraźcie sobie jabłko.

I pomnóżcie je przez koszyk.

Proste równanie:

 

JABŁKO       x        KOSZYK        =      30 GROSZY

 

Sprzedałam dziś 760 kg. jabłek. Dostałam za nie 87 zł. Na szczęście Mama nie upomniała się o swoją działkę i Tata dołożył mi 13 zł., więc w sumie zarobiłam stówę. Co ja sobie kurwa za to kupię? Waciki?

Przykre, przykre, przykre. Dwa lata temu na 87 zł. wystarczyło 100 kilo. Jak to się mówi: rok płaci, rok traci. W tym roku traci Regina.

Padam na pysk. Ale, ale… Właśnie. Najważniejsze! Jechałam dziś Białą Strzałą!!

Wszystkie trzy normalne pojazdy udały się z właścicielami do pracy, więc dla mnie został już tylko ten nienormalny. Ten, o którym wszyscy mówią: „tym nie da się jeździć!” A ja jechałam!! Było super! Wiecie, jaka to frajda, jak człowiek nie musi uważać na dziury i hamować przed progami zwalniającymi? I wewnętrzne lusterko jest chyba tylko po to, żebym mogła się w nim przeglądać, bo do patrzenia na drogę są te boczne. I rozlatująca się skrzynia biegów! I urwana wycieraczka! I szyby na korbkę! I zakaz wrzucania piątki, ze względu na problemy z redukcją do czwórki! Kurde fajka, ale zabawa! Ostatni raz miałam taką radochę, gdy jechałam kombajnem:)

JA CHCĘ JESZCZE RAZ!! :)

 

Re

 

 

Zakładki:
* Kapelutki - BLOG ROKU 2011 *
100 rzeczy TO DO BEFORE DEATH and DISHONOR
AAA W RAZIE POTRZEBY KONTAKTU
Introduction, czyli...
Jolanta czytuje:
Kapelutki wspólnym okiem zaglądają:
Regina podgląda:
PustaMiska - akcja charytatywna


Hej, jesteśmy na Facebooku:

Jolanta z Chudowa

BBC Radio
Fajnie mówią "Agnijeska Ratłanska"

*UWAGA! ACHTUNG! ATTENTION!*
Jakby co, piszta tu:
kapelutki[maupa]gazeta.pl