Powstaje, kiedy królowe ściągają korony i zakładają ordynarne kapelutki. W razie wątpliwości - ten blog piszą DWIE osoby: Regina i Jolanta.

śFiństwa

czwartek, 02 grudnia 2010

 

 

Północny orzeł Jolanty:

 

 

 

I północny orzeł Reginy:

 

 

:)))

 

 

Nasze ostatnie spotkanie, czyli moje i Reginy niespodziewanie przerodziło się z południowego piwa w wieczorne piwo, potem w wieczorne gotowanie, nocne piwo a na końcu w północne orły.

A zaczęło się od tego, że Jolanta...że ja, siedząc w niby pracy i rozmyślając, co by tu można jeszcze założyć, stworzyć, przejąć, zbudować itd. przypomniałam sobie, że oto miałam kiedyś do wykonania telefon w celu wytłumaczenia się pewnemu komuś, dlaczego nie zrobiłam czegoś, co tam niby miałam kiedyś zrobić i, że właściwie to ja wcale tego nie chcę tego robić, ale nie miałam w szkole lekcji z asertywności i nie potrafię tak od razu powiedzieć, że nie bo nie. Ale… wiecie, jak działa ten mechanizm – im dłużej się zwleka, tym trudniej potem to zrobić. To, czyli zadzwonić. No więc wzięła… wzięłam telefon do ręki, już szukam numeru, już w głowie układam mowę tłumaczącą, już witam się z gąską, już, już… aż tu nagle niespodziewanie natrafiam na numer Reginy. No – myślę – skoro już natrafiłam, to zadzwonię. I zadzwoniłam.

W trakcie rozmowy padły słowa „piwo” oraz „wyjść”, toteż zachęcone tą miłą koincydencją umówiłyśmy się, że ja wyjdę wcześniej i pójdziemy na piwo. Tak tez się stało. Poszłyśmy do knajpy, która w odczuciu… Jolanty (a do diabła z wpisami z pierwszej osobie!), tak w odczuciu Jolanty, knajpa ta śmierdzi zakurzonym futrem. W knajpie o zapachu zakurzonego futra przy wyciu Wilków i wyimaginowanej Agnieszki Chylińskiej wychyliłyśmy grzańca bez cynamonu i pogadały o bzdetach. Regina stwierdziła, że ma dobry humor, więc musimy go czem prędzej przedłużyć. W tym celu udałyśmy się do knajpy, która zdaniem Jolanty, jest siedliskiem gimnazjalistów w stylu Ludwika XVI (knajpa w stylu Ludwika XVI, nie gimnazjaliści). To oczywiście nie przeszkadzało nam w podtrzymywaniu dobrego humoru Reginy. Wychyliłyśmy jeszcze po jednym piwie i przegryzły frytkami, gadając, a jakże, o bzdetach (jednocześnie Jolanta wpadła na kolejny genialny pomysł zawładnięcia tym miastem i okolicznymi wsiami).

Regina ponownie stwierdziła, że ma dobry humor i wartałoby ten stan przedłużyć. Pojechałyśmy zatem do rezydencji Państwa M. na przedmieściach, po drodze zahaczając o sieciowy sklep wielobranżowy. Jako, że dobre humory nam dopisywały, a zakupy były udane, Jolanta pożartowała sobie nawet z panią kasjerką, rozweselając końcówkę jej, zapewne smutnego, dnia pracy (smutnego bo, po pierwsze – była smutna, po drugie – nie pracuje z Jolantą i Reginą, więc jak może być wesoła? MUSI być smutna).

W każdym razie, w rezydencji czekał już wygłodniały Pan M. Czem prędzej zatem, jak wzorowa zdesperowana kura domowa, Jolanta wzięła się za gotowanie strawy dla małżonka. Tzn. najpierw napiłyśmy się z Re piwa, a potem, albo nawet i w trakcie zaczęłyśmy gotować.  A, że humory miałyśmy dobre, gotowanie szło trochę gorzej. Wesoło, ale gorzej. Nieoczekiwanie do pracy zaangażowany został rekwizyt, o którym będę (tak!) pisać kontynuując opowieść o udanym wieczorze panieńskim i weselu, czyli penis w torcie. Tadam:

penis w torcie

 

No, tutaj penis jest w cieście na naleśniki, ale kiedy go otrzymywałam, jako niezbędny przyrząd gospodyni domowej, był  w torcie. Albo z tortem. W każdym razie penis.

Wszystkim ciekawym, co robimy, zdradzę, że robimy naleśniki z soczewicą, sosem greckim i penisem wg. Jolanty z Chudowa.

 

Przepis jest prosty:

soczewicę zieloną ugotować, a nawet rozgotować aż się rozpaprze. Odcedzić i odstawić. Za chwilę się przyda. W tym czasie lekko podsmażyć cebulkę, dodać startą na dużych dziurach tarki marchew a nawet dwie i selera pół, a może być ¾, albo 4/5, no tak … na oko. Na patelnię. Tu muszę zaznaczyć, że z nadmiaru procentów Jolanta starła sporą pietruszkę zamiast selera, ale jak mawia kulinarny idol Jolanty Pascal: ”Mozieś dodać soś innego i teź benzie pyśne”. W każdym razie Wy zetrzyjcie selera! No. I to trzeba na tej patelni dusić z dodatkiem wody. Jak się trochę przydusi dodać łyżkę musztardy i trochę keczapu i już mamy sos po grecku do ryby, który jednakże Jolanta zwykła dodawać do rozgotowanej soczewicy, zagęszczać startym żółtym serem, doprawiać ziołami prowansalskimi i mieć z tego farsz do naleśników z penisem. Tak oto mamy farsz:

farsz do naleśników Jolanty z Chudowa

Naleśniki robimy, jak wspomniałam, z ciasta na naleśniki (jak macie pod ręką piwo to koniecznie wlać do ciasta zamiast wody! Benzie pyśne!). Ale ale – ciasto musi być ubite penisem, inaczej NIE będzie pyśne. Regina jeszcze raz demonstruje, czym ma być ubite ciasto. Tadam:

Niezbędny przyrząd gospodyni domowej

Gdyby ktoś czuł się jeszcze mało zgorszony, Jolanta zademonstruje, jak należy bić ciasto penisem. Tadam:

Przyrząd do bicia

Najlepiej oczywiście ciasto bić ręką zdesperowanej kury domowej, co niniejszym czynię na powyższym zdjęciu.

 

Całej tej sodomii i gomorii przyglądała się w milczeniu Łyba Łodełyk, którą jak pamiętacie Jolanta i pan M. dostali także w prezencie ślubnym od całej paki. Łodełyk trochę chorował, ale zjadł łubin i już ma się dobrze.

Łyba Łodełyk

Kontynuując. Naleśniki oczywiście należy wypełnić farszem w sposób dowolny i najlepiej jeszcze trochę podsmażyć, lub – jeśli jest się trzeźwym – przypiec w piekarniku i polać jakimś ciekawym sosem. My zjedliśmy je od razu. Oczywiście były pyśneJ Pan M. też zjadł, spokojnie :)

 

Później było kolejne piwo i kasety magnetofonowe. Słuchanie kaset natchnęło nas to zorganizowania imprezy w stylu wesołych lat 90., na którą już dziś serdecznie zapraszamy, pod warunkiem przyjścia w dresie we wzory geometryczne lub kolorowych getrach.

Niedaleko północy, po kolejnym piwie, zaczęłyśmy nocne Polaków rozmowy na temat dogmatów wiary. Temat oczywiście był na tyle interesujący, że wyrwał ze snu Pana M, który w półśnie wparował do kuchni i z zaślepionymi oczkami, ale trzeźwym umysłem, zaczął obalać nasze heretyckie teorie na temat piekła, nieba i wiecznej szczęśliwości w jednym z nich.

Popołudniowe piwo skończyło się więc o północy, kiedy to wyszłyśmy na śnieg, robić orły. Tu apel do Re o zdjęcia orłów, bowiem robione były jej komórką.

To w zasadzie wszystko. Puenta spotkania chyba jest taka: co tam Malta, śnieg jest fajny :)

Pozdrowienia dla Halszki :)

 

Jol.

niedziela, 29 listopada 2009

Wybaczcie mi egocentryzm, ale dzisiejszy wpis będzie w całości przeznaczony dla mnie. I może jeszcze 6 milionów Finów. No i kilku tysięcy Polaków. I pewnie paru tysięcy innych ludzi na świecie. Ale w każdym razie - z myślą o mnie.

A powód tego taki, że wpis będzie po nie-polsku i po nie-angielsku. Otóż, ponieważ, jakoże cały czas próbuję się zmobilizować kopami w pośladki do pilnej nauki fińskiego, postanowiłam opublikować wpis w tym właśnie języku. A co? Miejsca na serwerze nie ubędzie. Tj, ubędzie, ale nie aż tyle, żeby szary blogowicz się musiał z tego powodu czuć winnym. Prawda? I w ogóle SE myślę, że zrobię tutaj taką małą zakładkę do bloga, w której będę pisać po fińsku. Pisać, to za dużo powiedziane na razie. Na razie to będę pisać po polsku po czym wrzucać to co napisałam do translatora Google i rozśmieszać tą nieudolną translacją fińskich znajomych.

A dzisiaj tak, żeby zainaugurować początek upadku tego bloga (kto to będzie czytał teraz?), publikuję a raczej republikuję jeden z wcześniejszych wpisów, a co by może trochę odświeżyć Wam i sobie pamięć, że jeszcze całkiem niedawno takie ciekawe i miłe rzeczy się na przytrafiały w życiu. Wpis pochodzi z zasobów bloga a tytuł jego...no właśnie.Zgadnie ktoś? (i nie "czterdzieści i cztery"). Dla ułatwienia pogrubiłam te słowa, które dla translatora Google wydały się tak bardzo sfamiliaryzowane z językiem oryginału, że postanowił je zachować w wersji niezmienionej. (oraz dwa wyrazy, które Google zamienił na słowa angielskie, a bo tak).

 

Ja miten täällä ei saa kostonhimoinen narttu? Se ei voi olla. Tarvitaan. Se mies nousee ylös, ja jopa neljä ihmistä, 6.45 aamulla, ota raketit, pallot, telat, korot ja mennä. Mene, mene, jota kaupunkien viheralueiden, vesi, sillat, mene, kuten Rambo klo 4 aamulla ja lunta, niin että meidän ei ole lunta, mutta myös kova. JDA, vaikka ajaa vain tehdä. Joten on aikaisempi, ennen kuin niitä, jotka-ei-heidän-ehkäistä (Ubieców). Joten se toistaa. Kohteessa tennis.Tilintarkastustuomioistuimen - ja miten - ilmaiseksi.

Ja mitä Kurna? En tietenkään voi olla, että tämä tarina päättyy hyvin, koska yhteisöjen tuomioistuimen tietenkin jo käytännössä bekhendy ja forhendy estää noin kaksi - sinun täytyy lisätä - niezmachane. Pyydän jo pitkään? Reset yleinen vastaus: puoli tuntia. Vasta alkanut.Huora! Kauemmin pelaat-mitä-ennen-Nami, vastaus kysymykseen "kuinka paljon?" sisältää lyhyempi Adverbiaali aikaa: juuri alkanut, juuri alkanut, toinen sitten aloitimme, tällä hetkellä lähdetään, ei ole vielä aloitettu ... ja niin edelleen. Vaikka olemme nähneet visuaalisesti, kuten tennis tule tuntia aikaisemmin se silti sanoa, että se on vain alkanut. No se oli kaunis, mutta ainakin, joten pidättäytymään ajatellakaan pierdolisz poika, että ennen päänsärky ".

No, odota. Mutta ei toimettomana. Wypróbowałyśmy kaikki käytössä olevista puistossa, ja tietenkin kaikki kouluikäisiä lapsia, niin meidän pitkän pitkän nieszkolne ass joskus ei sovi keinut, huvipuistolaitteissa ja piaskownicach, mutta mitä tahansa. Kun asut! Nro 7 aamulla ja oli niin pieni mahdollisuus, että zobaczyłaby meille mahdollinen rakkaus elämäämme (Kurna onko meillä tarkoitus jakaa elämässä talonpoika? Ikään kuin se lausui Mr. Strange: Se ei ole huono idea. Mutta se on hyvä idea:))

Kun kaikki laitteet on testattu (mukaan lukien Kurna, jossa on pieni moottori keväällä, jossa ihminen on hänelle gibać edestakaisin, mutta pieni mies, ja olemme tässä moottoripyörä wisiałyśmy ontua takaisin viisi centymetrów maanpinnasta ja voi olla mahdotonta szataństwem gibnąć eteenpäin), katsomme kelloa ja siellä "on jo aika pitkän aikaa, on tennis soittamalla meille, me tarkastelemme tuomioistuimissa, ja katselin hänen katsella, tarkastella tuomioistuimissa jälleen hänen katsella, veitsi taskussaan hienotunteisesti avautuu, katsomme kelloa , tuomioistuimet, itse ... Ja mitä? Leikkiä! Niezmachani! O vuohi ass! Odotan niitä kaukaa wieloznaczym silmät, mutta pitkällä odotan, sitä enemmän olen sitä mieltä, että silmäni ovat voimattomia. Ei tule alas.

Ja mikä on neljä hyvätapainen, mukava, fiksu, mukava, koulutettuja, asiallinen tytöt tehdä tällaista hetkellä? Pyytää, että menit, sillä aika on pois? Vedä niiden ohjukset ja laittaa ne välillä omia pakarat? Mejbi:) Kyllä. Ne ovat pää roikkua alaspäin, ja mykistys kotiin. Hyvin se meni. Vaikka täytyy myöntää, että tunsin energian kuorittavien kirous, jotta kertoa heille, että minä halveksin kaverit, jotka käsittelevät luopua, jotta yleisissä tuomioistuimissa, he eivät voi edes Haistakaa paska, ja että ... että ... että ja niin on vähän raketti ! Real miehet ovat kuin raketti NASA: n kanssa, kuten Saturnus polttomoottorin! Anna niiden pudota puun tällaisia ohjuksia.

Otimme myös raketteja ja ohut, ilman sanaa opuściłyśmy viheralueita. Hyvin. Surullista kyllä, yhteensä vain sisäisesti owkurzałam, ja tennis ei pograłyśmy. Mutta przynajmniej raketteja johdettujen kävelemään ... Seuraavan kerran kun hylätä ne sauvat, joka kulki hyvin elokuussa.

:)))) buhahaha

 

Ale ubaw:) Ale "kurwa" przetłumaczył na "huora" co oznacza standardową "dziwkę", co mnie trochę śmieszy a trochę przestrasza, bo przecież nie to chciałam powiedzieć używając słowa na ka. Ale huivi z tym. I teraz też nie chciałam powiedzieć, tego, co to po fińsku oznacza.

 

JOL :)))) (nie może przestać się pokładać ze śmiechu oraz zrozumieć dlaczego się pokłada)

Zakładki:
* Kapelutki - BLOG ROKU 2011 *
100 rzeczy TO DO BEFORE DEATH and DISHONOR
AAA W RAZIE POTRZEBY KONTAKTU
Introduction, czyli...
Jolanta czytuje:
Kapelutki wspólnym okiem zaglądają:
Regina podgląda:
PustaMiska - akcja charytatywna


Hej, jesteśmy na Facebooku:

Jolanta z Chudowa

BBC Radio
Fajnie mówią "Agnijeska Ratłanska"

*UWAGA! ACHTUNG! ATTENTION!*
Jakby co, piszta tu:
kapelutki[maupa]gazeta.pl